wtorek, 22 maja 2012

Nowości z Amercomu 20

Sześćdziesiąty numer "Kolekcji wozów bojowych" miał być początkowo ostatnim zeszytem tej serii, jednak została ona przedłużona do 74 numerów. W 60. wydaniu tematem będzie niemiecki ciężki, ośmiokołowy samochód rozpoznawczy armii niemieckiej z okresu II wojny światowej Sd.Kfz. 231 (8-Rad). W piśmie znajdzie się opis tego pojazdu oraz jego wersji pochodnych, natomiast dodatkiem będzie gotowy model die-cast w malowaniu jednej z niemieckich dywizji pancernych walczących w 1943 r. na froncie wschodnim.





W dwudziestym odcinku kolekcji "Latających Fortec" zaprezentowana zostanie sylwetka jednego z najciekawszych samolotów okresu zimnej wojny, amerykańskiego F-111. Pismo będzie zawierać opis powstania tej konstrukcji i jej rozmaitych wersji, natomiast dodatkiem będzie gotowy model die-cast w skali 1:144 przedstawiający samolot F-111A.







W 22. numerze pisma "Helikoptery świata" przedstawiony zostanie śmigłowiec Eurocopter AS365 Dauphin i jego warianty. Do pisma dołączony zostanie gotowy model die-cast helikoptera HH-65C Dolphin - amerykańskiej wersji śmigłowca AS365, używanej przez Straż Wybrzeża.













sobota, 19 maja 2012

I jeszcze jeden...



...ghoul. Za to na pewien czas dam sobie z nimi spokój. Liczba pomalowanych stworów tego rodzaju sięgnęła właśnie 20, kolejne 20 zacznę malować już w czerwcu. Podobnie jak i przy poprzednim ghoulu, tak i tym razem miałem wrażenie, że maluję je coraz szybciej. Ogólnie, licząc od etapu przygotowania figurki (czyszczenie, mycie itd.), sądzę że trwało to jakieś 3 godziny, jak dla mnie niemal błyskawicznie. Z drugiej strony im więcej maluję, tym jaśniej widzę, że pomalowanie armii zabiera mi strasznie, strasznie dużo czasu. Znam osoby, zarówno "realnie" jak i "sieciowo", które osiągają gotowość swoich figurek znacznie szybciej, a malują zdecydowanie lepiej ode mnie.
A co na warsztacie... Drobne wykończenia pięciu włóczników Imperium. Pięciu halabardników tej samej armii. Niemal gotowy element 15 mm Karolingów Bauedy, drugi w malowaniu. Nałożone kolory podstawowe na kolejne dwa elementy Persów w 15 mm. I, rzecz jasna, terrorgheist... Trochę więc tego jest... A z boku biurka zerkają jeszcze na mnie pierwsze figurki Mohawków... Zapowiada się pracowite parę tygodni:)


czwartek, 17 maja 2012

Z gnatem w łapie

Tak jak armaty są ultima ratio królów, tak ogryzione kości muszą być decydującym argumentem w przypadku trupojadów. Z krótkiej wycieczki w stronę ghuli firmy Heresy Miniatures powracam w znane już staroedycyjne rejony Citadel Miniatures. Różnica między miniaturkami obu producentów, malowanymi bezpośrednio po sobie, jest dość szokująca - wszystkie elementy są znacznie większe, a jednocześnie - mam wrażenie - szczegółowość odlewów GW jest jednak niższa. Nie szkodzi, lubię te stare wzory, będą stanowić główną masę jednego lub dwóch oddziałów ghuli. Do pomalowania zostało mi ich jeszcze mniej niż dziesięć, kolejna dziesiątka będzie już plastikowa, obecne wzory. Mam nadzieję, że potem uda mi się jeszcze gdzieś dorwać ze dwudziestu starych trupojadów... Dzisiejszy stwór malowany był kolorem Fortress Grey jako podstawowym, rozjaśnianym domieszkami białego, cieniowanie Shadow Grey i zmieniający się co do intensywności wash koloru Regal Blue oraz gotowy wash Vallejo Azure Blue.


wtorek, 15 maja 2012

Cień z Mordoru


Zacznijmy może od tego:

Unholy ringwraiths with armour of steel
Kings of the past to no one you kneel
Hearts filled with hate, that’s your fate.

Niezwykle lubię piosenkę, której fragment tekstu widać powyżej, z repertuaru grupy Sabaton. Tempo, słowa, muzyka - wszystko układa się w niej w jedną, spójną całość... A przypomniałem ją sobie po obejrzeniu nowej figurki Mormega, konnego Upiora Pierścienia przeznaczonego do LOTR. Miniaturka ciężka do pokazania na fotografii - czarna opończa, czarny rumak, większość miniaturki zlewa się dość mocno ze sobą, jedyne jaśniejsze akcenty to pancerz i broń Nazgula. Na żywo prezentuje się jednak świetnie, widać dopracowane elementy rzędu końskiego, rozjaśnienia płaszcza, ozdoby... Namawiałem brata na rozświecenie oczu koniowi, zrobienie ich w mocnej czerwieni promieniującej na pysk, zgasił mnie jednak krótko, przypominając, że to "przecież zwykłe konie, tylko od maleńkości przyzwyczajane do obecności Nazguli". Niby racja... Chciałbym także zauważyć, że pojawiła się wykończona podstawka - rzadka rzecz u niektórych malarzy;)





niedziela, 13 maja 2012

Wybrane z tygodnia 47

Na rozgrzewkę coś krótkiego, prostego i naprawdę fajnego. Poradnik dotyczący robienia nieźle wyglądających drzewek przy użyciu prostych, łatwo dostępnych środków. Efekty więcej niż zadowalające. Teraz coś do oglądania. Najpierw niemieckojęzyczny blog wargamingowy, poświęcony grom zarówno historycznym, jak i fantasy/sf. Warto dokładnie przeklikać poszczególne kategorie i artykuły, zdjęcia towarzyszące większości wpisów są naprawdę powalające. Ilustracja obok tej notki pochodzi właśnie z tego bloga, pobrałem ją z galerii pokazującej jedną z rozgrywek w Disposable Heroes. Druga uczta dla oczu to wątek na Warseerze, w którym Mr. Dee prezentuje swoją powstającą armię Chaosu. Świetne modele, zazwyczaj konwertowane, doskonale pomalowane i na niezłych podstawkach. A trzecia rzecz do pooglądania mieści się w innym wątku innego forum - Bishmeister przedstawia robione przez siebie monumentalne budynki do imperialnej armii Ostlandu.
Zajrzyjmy jeszcze na blog Master of the Forge, gdzie autor zamieścił zdjęcia pomalowanego Minotaura ze skrzydłami, jakiego zrobił dla swojej nowej armii Beastmenów. Miniaturka została zrobiona z sentymentu do starego, podobnego stwora, którego zdjęcie pojawiło się w jednym ze starych numerów White Dwarfa.
A na sam koniec rzućcie okiem na stronę Hawk Wargames. W ostatnich dniach to jedna z najbardziej gorących firm wargamingowych. Wkrótce ma się ukazać nowa gra tej firmy, Dropzone Commander w skali 10 mm. Nie zamierzam się w nią bawić, trzeba jednak powiedzieć, że okręty i pojazdy przedstawiane na stronie producenta robią duże wrażenie.

sobota, 12 maja 2012

Ostatni Apacz i cała banda

Gotowe i kropka. Ostatni Apacz pomalowany, dołącza do swoich czerwonoskórych braci w oczekiwaniu na jakieś starcie. Co prawda, na razie się raczej na to nie zanosi, ale może kiedyś. Jak i poprzednie miniaturki w tej serii, Apacz raczej dostojnie stoi, niechętny większemu ruchowi, w sumie jednak prezentuje się przez to spójnie z resztą towarzystwa. Malowany, rzecz jasna, w równie minimalistyczny sposób - kolory podstawowe, lekkie rozjaśnienia, dip i lakier matujący. Z perspektywy zdjęć widzę, że może warto byłoby wrócić do niektórych figurek i domalować im oczy, jednak jeśli nawet, zrobię to kiedyś przy okazji ogólnych porządków w figurkach.
Banda jest mniej liczna niż moi Meksykanie, liczący ogółem 14 bandidos, nie wykluczam więc, że może kiedyś dołączy do niej jeszcze kilku wojowników, najchętniej widziałbym ze dwóch młodzików i jakiegoś wodza czy innego "weterana".




piątek, 11 maja 2012

Bajer na gajer

Ten wojownik lubi, najwyraźniej, robić wrażenie na rozmaitych squaw, a na bajer, wiadomo, najlepszy gajer;). Ok, dość żartów - pamiętam, że kiedy oglądałem rozmaite westerny w dzieciństwie, zawsze nie podobało mi się, gdy Indianie przedstawiani byli właśnie w ten sposób - w ubraniach zachodnich, kapeluszach, itp. Wydawało mi się wtedy, że prawdziwy Indianin, to jedynie koleś w pióropuszu wojennym na głowie, z siekierką w dłoni (nazwa tomahawk początkowo też mi nic nie mówiła), koniecznie pomalowany w jakieś dzikie wzory. Najlepiej na koniu i wrzeszczący "Uauaua!" podczas klepania się w usta. Cóż, prawda była inna, zwłaszcza w przypadku tych plemion, które szerszy kontakt z białymi nawiązały dopiero w XIX w. Ale już niedługo na blogu zaczną pojawiać się już ci bardziej archetypowi Indianie, rodem z "Ostatniego Mohikanina", książek Coopera i wojen w Ameryce z końca XVII i początku XIX w.



czwartek, 10 maja 2012

Amator zimnych nóżek

Coś jest w tych ghoulach, że tak lubią zimne nóżki. Najpierw jeden, teraz kolejny. A amatorów rączek jakoś nie widać... Widocznie nóżki są smaczniejsze. Obok widać czwartego i ostatniego z kupionych przeze mnie ghouli produkcji Heresy Miniatures. Trochę żałuję, że nie dostałem paczki na której mi bardziej zależało, ghuli biegnących w podskokach, przykurczonych niczym szakale, świetnie nadawałyby się na pierwszy szereg oddziału, niemniej jednak nie zamierzam już ich szukać. Modele, mimo że doskonałe same w sobie, są jednak dość problematyczne w składaniu - nie przeszkadza mi to, jeśli maluję tylko na półkę, jednak w przypadku używania ich w grze, do czego moje ghoule są przeznaczone, boję się trochę o klejenie dość licznych przecież, jak na tak małe figurki, części.
Swoją drogą, spora część detali na tych potworkach jest naprawdę mikra. Sakiewki, klamry od pasów, broń... A tu widać na pasku coś... Co chyba miało być palcami, ale naprawdę... kojarzy mi się to z uciętymi częściami ciała zupełnie nie związanymi z rękoma... Żart rzeźbiarza czy brak wyczucia skali?;)


środa, 9 maja 2012

Apacz Artizan Designs

I jeszcze jeden czerwonoskóry. Jak poprzednie, produkt firmy Artizan Designs. W związku z tym dzieli wszystkie ich zalety (sporo) i wady (niedużo). Tak naprawdę, jeśli miałbym się czegoś czepiać, to póz. Wolałbym nieco bardziej dynamiczne, albo przynajmniej kojarzące się z walką. Cóż, jest jak jest. Może jakieś niewielkie uzupełnienie sił przyniesie ciut bardziej "waleczne" figurki.








wtorek, 8 maja 2012

Nowości z Amercomu 19

W najbliższym czasie w punktach sprzedaży pojawi się 59. zeszyt "Kolekcji Wozów Bojowych". Jego tematem będzie niemiecka samobieżna półgąsienicowa wyrzutnia pocisków rakietowych Panzerwerfer 42. Do pisma dołączony będzie gotowy model diecast w skali 1:72, przedstawiający właśnie ten pojazd.








19. numer serii "Latające Fortece" przybliży sylwetkę jednego z najbardziej znanych samolotów bombowych II wojny światowej, amerykańskiego Boeinga B-29, konstrukcji niezwykle nowoczesnej w czasach, kiedy wprowadzono ją do służby. Do pisma dołączony zostanie gotowy model diecast tego samolotu w skali 1:200 w barwach brytyjskich.







Bohaterem 21. odcinka kolekcji "Helikoptery Świata" będzie amerykański śmigłowiec transportowy Piasecki H-21 Shawnee, nazywany czasem Latającym Bananem. Dodatkiem do pisma będzie gotowy model diecast tego helikoptera w skali 1:72, przedstawiający wersję C śmigłowca w malowaniu amerykańskim z czasów wojny wietnamskiej.















niedziela, 6 maja 2012

Z półki Mormega: Angels of Darkness

Tym razem recenzji doczekała się trzecia część opowieści o Mrocznych Aniołach z czasów Herezji Horusa. Sam jeszcze jej nie czytałem, jednak po przeczytaniu tekstu Mormega, wezmę się za to najszybciej jak się da - niegdyś był to mój ulubiony zakon kosmicznych marines, jeszcze za czasów, gdy bardzo fajne opowiadanie na temat kompanii Deathwing pojawiło się w dodatku pod tą samą nazwą do pierwszej edycji Space Hulka - Inkub.


Czekając na przesyłkę z długo oczekiwanym Void Stalkerem sięgnąłem po książkę, która od dłuższego czasu stała na półce, zresztą tuż obok Soul Huntera i Blood Reavera - Angels of Darkness Gava Thorpe’a. Książka stała i stała, i odstraszała mnie z uwagi na autora, który - co tu dużo mówić - do moich ulubionych nie należy. Wreszcie, leżąc w gorączce - być może mój wzrok został nieco przyćmiony z tego powodu - moja ręka zdjęła z półki Anioły... Zdjęła, otworzyła ją i wpadłem. Tak, zdecydowanie wpadłem, muszę przeprosić Mr Thorpe’a, bo napisał, mroczną historię, świetnie oddając klimat pełnego tajemnic Zakonu Mrocznych Aniołów.

Fabuła książki przeplata ze sobą wspomnienia z przesłuchania jednego z Upadłych – Astelana - prowadzonego przez Boreasa, kapelana Aniołów, z wydarzeniami rozgrywającymi się aktualnie. Boreas stacjonuje wraz piątką innych Aniołów na planecie Piscina IV, gdzie do ich głównych zadań należy szkolenie nowych rekrutów werbowanych na pobliskiej Piscina V. Sam opis procesu rekrutacji jest chyba najsłabszą częścią książki, ale myślę, że można go zupełnie nie brać pod uwagę przy jej ostatecznej ocenie. Ot, nieistotny szczegół, poza jednym wydarzeniem. Otóż, już wówczas podczas prób, którym poddawano młodych chłopców, zrozumiałem, że coś z Aniołami, jest nie tak, coś nie jest w porządku. Nie tak sobie wyobrażałem dzielnych obrońców Ludzkości, bez wahania oddających życie w obronie słabszych. Autor od samego początku daje czytelnikowi do zrozumienia, może mimowolnie,  że Mroczne Anioły nie są rycerzami bez skazy, za jakich uchodzą. Uczucie to jest tylko potęgowane przez to, co Boreas razem z Samielem (Librarian Mrocznych Aniołów) robią Astelanowi w trakcie przesłuchania. Ich mało subtelne metody działania, w zderzeniu ze spokojem Astelana, z jego opowieścią o przyczynach rozłamu w Legionie, spowodowały, że wyrósł on w moich oczach na głównego bohatera książki. Bardziej interesujące, ważniejsze, były dla mnie wydarzenia, które Boreas przypominał sobie, od tych, które działy się dla niego na bieżąco.

Są to również niewątpliwie najciekawsze karty książki – wspomnienia Astelana, którego imię, jak się szybko okazuje, otwierało sporządzoną przez Anioły listę Upadłych, którzy jako pierwsi przyłączyli się do Luthera, pojedynek woli Astelana i Boreasa, którzy wzajemnie próbują przekonać do swoich racji adwersarza, przy czym ten ostatni nie poprzestaje tylko na argumentach słownych…. Trochę mi się przypominał Lord of the Night, w którym Simon Spurrier przedstawił historię Zso Sahaala i powody, które według niego pchnęły Władców Nocy do opowiedzenia się po stronie Horusa w czasie największej z herezji. Dość powiedzieć, że Astelan wystawia na ciężką próbę niezachwiane przekonanie w dogmaty, na których, jako Mroczny Anioł, wychował się kapelan. Powiedzmy szczerze - może nie każdy argument, czy powód postępowania Astelana do mnie przemawia, najtrudniej mi wciąż zrozumieć przyczynę, dla której wydał rozkaz otwarcia ognia do floty powracającego na Caliban Liona El’Jonsona ale jest jeden fragment, jedno zdanie, które wgniotło mnie w fotel w trakcie czytania książki. Jedno, jakże eleganckie w swojej prostocie, wytłumaczenie postępowania Primarchy w trakcie Herezji, które rzuca na niego zupełnie nowe światło. Mam w domu drugie wydanie książki, korzystam więc z okazji, że autor w posłowiu sam nawiązuje do tego wyjaśnienia, pisząc iż w momencie, w którym te kilka słów „przelał na papier”/ miał świadomość jakie poruszenie nimi wywoła. Udało mu się. Można wierzyć lub nie Astelanowi, podobnie jak Zso Sahaalowi w przywołanym wcześniej Lord of the Night, ale czy nigdy was nie zastanawiało, dlaczego Lion – największy strateg Imperium, nigdy niepokonany na polu bitwy – nie dotarł do Terry, by wzmocnić jej obronę przed atakiem wojsk Horusa?

Chętnych do odszukania odpowiedzi, lub jednej z możliwych wersji odpowiedzi na to pytanie zachęcam do sięgnięcia po książkę.

Thorpowi udała się jeszcze jedna rzecz – skutecznie odarł Mroczne Anioły 40 tysiąclecia z ich rycerskiej otoczki, tak dobrze oddanej w Descent of Angels czy Fallen Angels. Zostali przedstawieni jako torturujący swoich wrogów okrutnicy. Zakon jest przesiąknięty sekretami, aurą mroku, podejrzeń, braku zaufania. Niby wszystko było to wiadomo już wcześniej, ale podane w jednej przekonującej książce robi mocne wrażenie. Dla Aniołów z czasów Herezji Horusa czułem sympatię, dla ich następców, po 10 000 lat, nie czułem już niczego poza niechęcią. Na ich tle postać Astelana, jego idee, jawiły się wyjątkowo atrakcyjnie. Na ile atrakcyjnie świadczą również ostatnie karty powieści.
Mormeg

sobota, 5 maja 2012

Ghoul - rzeźnik

Trzecia z kupionych figurek Heresy Miniatures. Jak widać, od staroedycyjnych miniaturek tych stworów produkcji GW różnią się proporcjami. Nie tylko same stwory są zbudowane nieco bardziej realistycznie, mają normalnej wielkości kończyny, dłonie i głowy, także ich "wyposażenie" nie cierpi na syndrom gigantomanii. Dodatkowym smaczkiem w porównaniu z figurkami Games Workshop (choć nie wiem, czy to odpowiednie słowo w kontekście tej miniaturki) są elementy dodawane do miniaturek - w tym przypadku krojony właśnie kadłubek, pozbawiony już kończyn i głowy. Sama figurka, mimo że znowu brązowa, wygląda inaczej niż poprzedni wzór - tym razem zamiast Calthan Brown głównym kolorem użytym do malowania był Khemri Brown, nieco jaśniejszy, bardziej kremowy odcień barwy brązowej.  Cienie zrobione zostały mieszanką z Hormagaunt Purple, rozjaśnienia to wspomniany Khemri Brown mieszany ze zwiększającą się stopniową ilością Bleached Bone. Mam wrażenie, że produkty Heresy maluje mi się nieco szybciej niż GW - być może wynika to z tego, że detale są naprawdę drobne, wymagają więc ciut mniej pracy. Z drugiej strony, czasami szczegóły są tak drobne, że naprawdę trudno się je maluje. W połączeniu z koniecznością dokładnego dopasowania kilku części każdej figurki przed jej sklejeniem, sprawia to, że raczej nie są to modele nadające się do szybkiego zmontowania i pomalowania przed grą. W przypadku tego ghula nie udało mi się dopasować lewej nogi do reszty ciała - szpara jest niezbyt widoczna, zamaskowałem ją też trochę cieniowaniem, niemniej jednak istnieje.


piątek, 4 maja 2012

Imperialny oddział wydzielony strzelców

Dziś trzech jak dotychczas niepokazywanych jeszcze strzelców imperialnych - dwóch w pozach, które już były, jeden plastik z pudełka podstawki którejś edycji. Początkowo zamierzałem pomalować ośmiu metalowych strzelców z czwartej edycji i zrobić z nich oddział wydzielony. Potem, w pudle z figurkami znalazłem prawie pomalowanego strzelca ze wspomnianej podstawki WFB, wystarczyło biel na fragmentach stroju zastąpić żółtym i pasował do reszty strzelców. Szkoda było nie wykorzystać takiej okazji, oddział powiększył się więc do 10 strzelców - ostatni to pokazywany już arkebuzer z 5. edycji. Dzisiejsza figurka plastikowa docelowo znajdzie się w oddziale strzelców bardziej zbliżonych do niej wyglądem, a tutaj zastąpi ją następny, szykowany już składak plastikowo-metalowy. Na razie jednak "robi masę";).
O malowaniu nie ma się specjalnie co rozpisywać. Kolory podstawowe, dip, rozjaśnienia i miniaturki są gotowe do walki.








czwartek, 3 maja 2012

Czerwonoskóry

Drugi z ostatnio pomalowanej piątki Apaczów, jedna z bardziej dynamicznych póz we wszystkich kupionych przeze mnie blistrach (co pozwala sobie wyobrazić niezwykłą statyczność pozostałych figurek). Malowanie, jak wszystkich pozostałych Apaczów, wzorowane na planszach barwnych Osprey'a z zeszytu "The Apaches" (MAA 186). W sumie to aż dziwne, że większość strojów wojowników z drugiej połowy XIX w. była tak monotonna. Przewijają się, oczywiście, kolory naturalne, w rodzaju beży, brązów i koloru skóry, natomiast pozostałe najczęściej spotykane to szarości, niebieski i czerwień. Podejrzewam, że przyczyna leży zarówno w technologiach dostępnych Indianom i białym, jak i w samym otoczeniu naturalnym. Indianie lasów byli jednak zdecydowanie bardziej barwni.


środa, 2 maja 2012

Prezentuj broń!



Malując tych paru imperialnych strzelców, byłem przekonany, że mam co najmniej 12 figurek z 4. edycji, tych z bufiastymi, poprzecinanymi rękawami. No cóż, przeszacowałem swoje zasoby takich arkebuzerów o 4, a koniecznie chciałem pomalować gotowy, w miarę spójny co do wyglądu uzbrojenia i ubrania oddział wydzielony liczący 10 figurek. Rozwiązaniem stała się miniaturka, o której istnieniu nawet początkowo nie wiedziałem. W pudle ze starymi figurkami imperialnymi znalazłem metalowe dłonie trzymające arkebuz. Po dość długim guglowaniu udało mi się ustalić, że to części dodawane do pudełka żołnierzy stanowych z piątej... a może z szóstej edycji warhammera. W każdym razie z wydania, w którym Imperium nie budziło moich emocji. Minuta spędzona na klejeniu rąk i wyposażenia strzelca (torba z lontem i rogiem prochowym) do plastikowego korpusu, rąk i głowy i tak oto pojawił się nowy strzelec. Poza nie jest, może, najlepsza, ale korzystałem z "odziedziczonego" po przyjacielu gotowego korpusiku. Jeszcze tylko malowanie, dip i jakiś Hans czy inny Otto dołącza do kolegów.


wtorek, 1 maja 2012

Śmierć z daleka

Mormeg pracowicie pędzluje swoich kolejnych Night Lordów, trochę wkurzony - podobnie jak i ja - najnowszymi plotkami na temat zbliżających się BARDZO dużymi krokami 6. edycji Warhammera 40k i nowego kodeksu Chaos Space Marines. Przez chwilę mocno biły nam serca, gdy doszły nas słuchy, że wyznawcy Chaosu mają stracić swoje dreadnoughty, na szczęście ponoć zostają - pod inną nazwą i z odmiennymi od dotychczasowych zasadami. Ale, na razie, farby kryją kolejnych synów Konrada Curze'a. Jeden z nich widoczny jest obok. Z tego co wiem to połączenie części plastikowych produkcji GW i żywicznych Forgeworld, z ręcznie rzeźbioną symboliką zakonu.
Jak zazwyczaj, brak podstawki. Chyba w końcu w ramach delikatnej sugestii kupię mu jakąś nową farbę do podstawek GW;)