piątek, 19 października 2018

Eteryczny Rycerz Morgulu | Ethereal Morgul Knight

Ten rycerz Morgulu, robi u mnie za konnego umarłego z Dunharrow.

Po długiej przerwie, na fali uniesienia pojawieniem się nowego pudła z grą do LOTRa (jestem aż stary, że pamiętam pierwszą wersję i pierwotną nazwę gry), wyciągnąłem z pudła z wyrzutami sumienia niedokończony model rycerza Morgulu. Dwa wieczory później był gotów do walki w szeregach mojej rosnącej powolutku armii Angmaru. Z zazdrością obserwuję efekty malowania strachów przez Inkuba, niestety kiedy zacząłem malować swoich nieumarłych albo jeszcze tej techniki nie znałem, albo coś poszło nie tak, a potem już trzymałem się schematu malowania kilku pierwszych figurek. W każdym razie ten konny duch jest prawie gotowy - z rozpędu nie pomalowałem tarczy. Mam jednak niejasne wrażenie, że do czasu jakiejś potyczki z Rohanem zdążę uzupełnić jego braki w uzbrojeniu.
-Mormeg


This Morgul Knight is my proxy for mounted Dead of Dunharrow miniature.

After a long break, inspired by a new boxed set game for LOTR (I'm so old that I clearly remember first edition of the game and its original name), I decided to finish one of the miniatures which was sitting half-painted for ages it seems - knight of Morgul. Two evenings later he was ready to join my slowly growing Angmar army. I really like how Inkub has painted his late Nighthaunts, unfortunately, when I started to paint my dead this painting scheme was unknown yet or I changed something and after the first few miniatures I decided to keep my scheme.

Anyway, this horseman is almost finished, I just forgot to paint his shield. But, to be honest, it seems that I will have plenty of time for this as the skirmish with Rohan forces of my brother seems very distant possibility.
-Mormeg








wtorek, 16 października 2018

Dreadwarden

Ten niezbyt miły pan na zdjęciu obok to dowódca hordy chainraspów, najbardziej pospolitych duchów, swoistego mięsa armatniego Nocnych Strachów. Dreadwarden - bo takie nosi miano - wyróżnia się na tle swoich podkomendnych dźwiganiem ciężkiego kandelabru - jest to najwidoczniej nieźle inspirujące, bo podnosi jedną z cech hordy duchów - Bravery - z 6 na 10.

Model pochodzi z pudła Soul Wars, można go zrobić zamiennie ze zwykłym chainraspem - ten model postaram się pokazać za parę dni, okazuje się, że z wielu tych samych części można otrzymać coś, co wygląda całkiem inaczej. Niestety, w przypadku Dreadwardena ceną jest linia podziału dwóch części modelu biegnąca w bardzo widocznym miejscu przez jego eteryczne ciało. Kiedy go sklejałem, używałem jeszcze greenstuffu do wypełniania takich miejsc - jak widać, ze średnim powodzeniem....

This not so nice looking mister on the photo is a commander of chainrasp horde, the most numerous of all Nighthaunts. Dreadwarden is easy to distinguish, as he/she/it carries a rather large candelabra. This candelabra must be really inspiring sight to the chainrasps, as it raises their Bravery characteristics from 6 to 10.

Model was released as a part of Soul Wars boxed set, it is designed to be assembled as a Dreadwarden or as a ordinary chainrasp. I will show this model of ordinary ghost-soldier in a few days. It looks quite - suprisingly I'd say - different. Unfortunately, there is a price to pay for this versality - the joint between two parts of Dreadwarden miniature is very visiblem as it runs straight by the ectoplasmic 'cloak' of the model. I wasn't able to smooth it out with greenstuff, fortunaly I'm using something far better now...







czwartek, 11 października 2018

Nocne Strachy: Spirit Torment | Nighthaunts: Spirit Torment

Jedna z figurek dostępnych w zestawie Soul Wars, Spirit Torment - wg. opisu w podręczniku Nocnych Strachów, to duch strażnika więziennego, który po śmierci na życzenie Nagasha wyszukuje tych, których Władca Śmierci uważa za przynależnych do jego domeny, po czym zabija ich uderzeniami potężnych kłód i więzi ich dusze. Tyle fluff.

Figurka przyjemna w malowaniu, jak dotychczas wszystkie Strachy, ale wskutek osadzenia na tylko jednej eterycznej masce nieźle się trzęsie dotknięta pędzlem. Gdyby nie konieczność blendowania paru kolorów na w sumie dość dużej powierzchni, powiedziałbym że nawet dość szybka do pomalowania.

One of the miniatures from Soul Wars boxed set, Spirit Torment - according to the Nighthaunts army book, it is an ethereal creature who was pitiless jailor in life. In death it seeks out thouse that Nagash deems his by right of rulership, bludgeoning them to death with his ensorcelled padlocks, before locking away their souls. Well, that's fluff.

Miniature was really cool to paint, as all Haunts painted by far. It is very delicate though - not as much as some other miniatures from the range, but still and it is extremally shaky during painting, as it is based with just one ethereal wisp connecting miniature to the base.

If not the blending of four-five colors on relatively large surface, it would be rather fast to paint too.








wtorek, 9 października 2018

Wcielenie Nagasha | An image of Nagash

Widoczna obok ilustracja autorstwa Marka Gibbonsa, mojego ulubionego grafika Games Workshop ze starych czasów tworzącego w czerni i bieli, przedstawia bodajże po raz pierwszy w tak pełny sposób (a może nawet w ogóle po raz pierwszy) postać Nagasha, postaci, która pojawiła się po raz pierwszy w historii świata Warhammera za czasów IV edycji, w armijnej księdze ożywieńców, a która wywarła - i nadal wywiera - tak gigantyczny wpływ na całe uniwersum.

Szczerze powiedziawszy, gdybym miał wymienić top ten jakichkolwiek grafik Games Workshop, to przedstawienie pierwszego licza Warhammera z pewnością by się w nim znalazło - dla mnie jest, po prostu, ikoniczne. Nic więc dziwnego, że niespecjalnie entuzjastycznie podszedłem do oficjalnej propozycji GW, które graczom Undeadów zaprezentowało figurkę, zwaną w kręgach wodzów umarlaków jako Wielki Klown (na dole wpisu pokazuję jej wygląd katalogowy, a po nieźle pomalowaną odsyłam na blog Piotrka). Oficjalny, pierwszy Nagash miał dwie zalety - był całkiem niezły na stole w grze (to pierwsza) i w ogóle był (to druga). Wieść niesie, że autor rzeźby, Gary Morley, odpowiadający za wygląd wszystkich undeadów w 4. edycji, wyrzeźbił alternatywną głowę Nagasha, mając nadzieję, że "głowa klowna" zostanie natychmiast odrzucona, przez co przyjęty zostanie jej fajniejszy wariant, który ponoć niespecjalnie podobał się decydentom. Jak wyszło to widać... Ale na alternatywną głowę Nagasha poluję, więc jeśli ktoś widział, ma, jest gotów się pozbyć, zapraszam do kontaktu (na samym końcu notki widać zdjęcie tego ożywieńczego skarbu)... 

Tak naprawdę jednak, to był tylko przydługi wstęp. Wpis poświęcony jest bowiem nieoficjalnemu wcieleniu Nagasha, wyrzeźbionemu kilka miesięcy temu przez jednego z członków grupy fejsbukowej, grupującej miłośników dawnych edycji Warhammera. Figurka została wyrzeźbiona właśnie na podstawie grafiki Marka Gibbonsa i przedstawia Wielkiego Nekromantę tak, jak powinien wyglądać - jako groźnego, dynamicznego Władcę Śmierci... Mój egzemplarz odlany jest w żywicy, wiem jednak, że dziesięć pierwszych odlewów wykonano w metalu, a w Polsce jest co najmniej jeden taki metalowy Nagash. Nie narzekam jednak, figurka jest bowiem dość duża, w metalu ważyłaby sporo, co sprawiałoby trudności przy montażu - nie ukrywam, że nie lubię pinowania, koniecznego w przypadku takich modeli.




sobota, 6 października 2018

"Minidremel" za minipieniądze

Dremel to jedno z najfajniejszych narzędzi w warsztacie modelarza. Wyposażony w dziesiątki końcówek pozwala szybko i relatywnie łatwo wykonywać rozmaite prace, które są mocno kłopotliwe bez tego narzędzia. Dremel jednak ma i swoje wady. Po pierwsze, jest stosunkowo drogi. Po drugie, nawet wersja mini, przeznaczona do prac precyzyjnych i wyposażona w wałek giętki, taka jakiej używam, jest relatywnie niewygodna i jednak zbyt duża do prac związanych ze szlifowaniem czy polerowaniem części figurek. Idealnie nadaje się do robienia elementów makiet, prac nad dużymi modelami i podobnych zadań, jednak przy miniaturkach bywa mocno kłopotliwy.

Kilka dni temu wybrałem się do jednej z sieciowych drogerii, zawsze kiedy tam jestem rzucam okiem na dział "przeszkadzajek" - wszelakich kabli usb, całkowicie zbędnych kubków, niesamowicie działających wieloczynnościowych nożyczek i innych podobnych ustrojstw. Tym razem jednak wypatrzyłem coś, co miało mieć szanse być naprawdę przydatnym narzędziem w warsztacie. Ekhem, prosze się nie śmiać - elektryczny zestaw do manicure/pedicure. Tak naprawdę, to po prostu uchwyt z silniczkiem, zasilanym bateryjkami AAA, do którego zamocować można jedną z sześciu dostępnych końcówek. A ponieważ manicure/pedicure to głównie ścieranie, to takie właśnie końcówki są w zestawie. Dostajemy też całkiem niezły klip do obcinania paznokci i plastikową szpatułkę do skórek, którą można wykorzystać do nakładania jakiejś szpachli, ale to tylko dodatki - liczy się elektryczne narzędzie i końcówki. No i cena - zapłaciłem za to jakieś 30 PLN.


Samo narzędzie wykonane jest z naprawdę fajnego, gładkiego, mocnego plastiku, wraz z zamontowaną końcówką ma długość ok. 15 cm i jest bardzo lekkie - nie sprawia żadnego problemu przy nawet dłuższych pracach wymagających precyzji. Przycisk na górze rączki pozwala wybrać obroty w lewo lub w prawo i dwie prędkości pracy, przy jego przesunięciu włącza się też automatycznie niewielka dioda podświetlająca miejsce pracy. Końcówki robocze montowane są na wcisk, a więc odwrotnie niż w dremelu, ale... oznacza to również, że możliwe jest wykorzystanie dremelowskiego uchwytu zaciskowego, więc - tak naprawdę, można poszaleć z końcówkami innymi niż firmowe.

Narzędzie sprawuje się bardzo dobrze przy pracy z figurkami - wykorzystywałem je dotychczas do delikatnego wygładzania powierzchni cięcia i szlifowania miejsc szpachlowania figurek plastikowych. Korzystałem z wolniejszych obrotów, duże są - przy koniecznej precyzji pracy - nieco zbyt szybkie i mam wrażenie, że łatwo jest uszkodzić materiał. Oczywiście, w przypadku figurek metalowych jest jeszcze fajniej, nie grozi nam przypadkowe uszkodzenie miniaturki.

Prawdę powiedziawszy, ten zestaw pielęgnacji paznokci równie dobrze mógłby być sprzedawany w sklepach modelarskich za cenę trzy razy większą i - podejrzewam - miałby liczne grono użytkowników.


czwartek, 4 października 2018

Epic 30K odsłona 40: Mastodon Pożeraczy Światów | Epic 30k part 40: World Eaters' Mastodon

Pomalowałem tego potwora w barwach XII Legionu jako dodatek do mojej małej, wolno rosnącej armii opętanych przemocą psychopatów, którzy z pieśnią na ustach (KILL, MAIM, BURN) biegną rozbijać pięści wrogów własnymi twarzami. Korzystam z okazji, aby kolejny raz wyrazić nadzieję, że dane mi będzie kiedyś spotkać się na ubitym z chłopakami z VII Legionu. 

Jaki mastodon jest, każdy widzi - poruszająca się góra metalu, najeżona bronią i przewożąca w swoich trzewiach Astartes najbardziej zabójczego Legionu. Sam model ma kilka wad produkcyjnych, z których najgorszą są słabo odlane gąsienice. Miałem przejściowo ochotę na ich poprawienie, ale po pierwsze, super, że w ogóle mam model mastodona (niech żyje ebay), a po drugie, znając moje umiejętności, skończyłbym z modelem, który mógłby co najwyżej robić za objective w grze. Dałem sobie spokój.

Odgrzebałem więc moje notatki ze schematem malowania WE w 6 mm i zacząłem zabawę. Nic się zmieniło: podkład na biało, zalanie mocno rozwodnionym czarnym, drybrush białym kolorem, po czym pojazd wykończyłem już pędzęlkując "normalnie". Poniewczasie myślę, że ma może ciutek za mało niebieskiego na sobie. Ale co tam, do grania się nadaje. Może kolejnego potraktuję bardziej niebieską farbką.
Mormeg

I painted this montrosity in the colors of XII Legion as another addition to my small and slowly growing army of violence driven psychopats, which are howling KILL, MAIM, BURN while running headlessly forward to smash enemies' fists with their own faces. On a side note, this is yet another reminder that I will gladly play with biys from VII Legion, which is being painted by my bro...

Well, mastodon - mobile metal mountain, bristling with weaponry and carrying Astartes of the most deadly Legion. Model itself has, unfortunately, some casting errors, with the worst of them being tracks really badly casted. I shortly thought about correcting them, but - knowing my limitations - decided against it, as it could leave me with a model being good only for some kind of gaming objective.

So, I read my notes about painting XII legion in 6 mm and started to paint. Nothing has changed in this department - white undercoat and basecoat, washed with heavily dilluted black, drybrushed white again and then, final stages of standard brush work, to tidy everything up. I think that it has not enough blues now, but it is sufficient for gaming. Maybe the next one will be more colorfull.
Mormeg







wtorek, 2 października 2018

Saga kilku Warlordów - Maggotkin, wpis pierwszy | A Tale of several Warlords - Maggotkin, first entry

Malarski dyslektyk

Pomimo tego, że nie mam talentu do malowania, co zresztą widać z tytułu, lubię to nasze hobby, we wszystkich jego aspektach, towarzyskim, zbierackim, lubię grać, sklejać figurki i teren i malować. Moją szczególną estymą cieszą się jednak najbardziej dwie pierwsze spośród wyżej wymienionych aktywności. W trakcie 23 lat zajmowania się tym hobby, pomalowałem zaledwie ok. 300 modeli, a stosy ołowiu, plastiku i żywicy wciąż rosną. Malując z doskoku, a właściwie naprawdę rzadko, zawsze szukam jakichś dodatkowych motywacji. Ostatni taki impuls miałem przy okazji Frostgrave, dzięki czemu dwa lata temu pomalowałem jakieś 50 figurek, niestety - dotychczas zagrałem nimi zaledwie dwa razy.

Po zniknięciu Starego Świata obawiałem się, że moje figurki może i doczekają kiedyś pomalowania, ale akcji na stole już raczej nie. I wtedy, nagle, ni z tego, ni z owego, jeden z kolegów z naszej hobbystycznej grupki zaproponował zrobienie Sagi Kilku Warlordów, by zmotywować nas do pomalowania modeli do gry w jego nadchodzące urodziny, a - przy okazji - do spróbowania Age of Sigmar, którego większość z nas unikała od Końca Czasów. Z radością zgodziłem się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Mam nawet Demony Nurgla, kupione kilka lat temu, z zamiarem zrobienia dwóch pieczeni na jednym ogniu, czyli wykorzystania ich do zrobienia armii przydatnej zarówno w Warhammerze Fantasy Battle, jak i w WH40K. Potem na horyzoncie pojawiło się coś nowego, w postaci Frostgrave'a, dzięki czemu mogłem upiec nawet trzy pieczenie - warhammerowi Nosiciele Plagi zamieniły się w tamtejsze Pomniejsze Demony. Ich czwarte wcielenie będzie zaś w AoS. Cztery różne armie do czterech różnych gier przy wykorzystaniu tych samych figurek, to jak muzyka dla moich uszu. A więc postanowione - wystawiam Maggotkin.

Początkowo chciałem stworzyć mieszaną armię demonów i ich śmiertelnych wyznawców, ale po sugestiach innego gracza, również wyznawcy Nurgla i po przejrzeniu księgi armii zdecydowałem się na armię złożoną z samych demonów.

Armia:
Poxbringer  (120 punktów)
Sloppity Bilepiper (jedyna figurka, jaką muszę dokupić; 100 punktów)
4 oddziały Plague Bearerów (4x 120 punktów)
2 oddziały Much Zarazy (2x 200 punktów)
Nurglingi (100 punktów)
Ogółem 1200 punktów, co jest naszym celem. Liczba modeli - 51.

Kiedy już się z tym uporam, chciałbym dokończyć armię dokładając do niej:
14 Plague Bearerów, kolejne 6 pomalowałe wcześniej do Frostgrave, ale te trzeba będzie zapewne poprawić
3 Muchy Zarazy
Wielki Nieczysty z 6. edycji WFB
Demoniczny Książe z Avatars of War
Epidemius, Tallyman of Nurgle
Nurglingi (kolejne trzy podstawki)
Feculent Gnarlmaw

Jak widać, następne 31 modeli do pomalowania, po pierwszej fali liczącej 51 figurek.
Wspomniałem wcześniej, że jestem raczej kiepskim malarzem. Trochę jak w tym popularnym memie, mój poziom umiejętności odzwierciedla hasło "powinieneś rozcieńczać farby", ale zamierzam rozwijać się w kierunku stylu Blanchitsu, który dzięki wykorzystaniu intensywnego weatheringu pozwala ukryć brak umiejętności, a figurki pomalowane w ten sposób nadal wyglądają dobrze.

Życzcie mi szczęścia.


Painting with dyslexia

Despite having no painting talent at all, as the title might imply, I like this hobby of ours. All aspects of it: social, collecting, playing, modeling and painting. Especially the first two, though. During my almost 23 years in the hobby I have only painted around 300 models, yet the lead, plastic and resin pile keeps mounting. Being on and off painter, off mostly to be honest, I am always eager to find something to motivate me. The last thing was Frostgrave, which made me paint 50 miniatures two years ago, sadly I got only to play twice with them. 
With the demise of the Old World I was afraid my minis might see a paintbrush eventually, but no action. Then out of the blue one of the friends in our gaming group proposed to do a Tale od several Warlords to motivate us to paint some models for his Birthday party and hop onto the AoS bandwagon, that we have avoided since the End of Times. I am eager to join, as I already have already bought nurgle daemons several years ago with intention to kill two birds with one stone and make an army both for Warhammer Fantasy Battle and WH40k. Later came another bird called Frostgrave, where Plague Bearers would be Minor Demons and now for AoS. Four purposes for these minis sounds like music to my ears. Maggotkin it is.

Initially I have intended to build a mixed daemon/mortal force, but after suggestion of the other Nurgle worshipping warlord and browsing through the book I have opted to start with pure daemon force.

The force:
Poxbringer  (120 points)
Sloppity Bilepiper (the only mini I have to buy; 100 points)
4 units of Plague Bearers (4x 120 points)
2 units of Plague Drones (2x 200 points)
Nurglings (100 points)
Total of 1200 points, which is our target. Model count 51.

After that I would like to finish off my Daemon pile with:
14 Plague Bearers, additional 6 were painted for Frostgrave, but might have to be repainted
3 Plague Drones
6th edition Great Unclean One
Avatars of War Daemon Prince
Epidemius, Tallyman of Nurgle
Nurglings (another 3 bases)
Feculent Gnarlmaw

So another 30 minis after initial 51.

I did mention my painting skills are rather poor. As the recent meme goes I am close to „you should thin your paints” style but I intend to move towards „Blanshitsu” style that allows heavy weathering to hide lack of skills and still look good.
Wish me luck.





sobota, 8 września 2018

Saga kilku Warlordów - wyznawcy Nurgla, wpis pierwszy

W naszej grupie znajomych padł pomysł wypróbowania Age of Sigmar. Od dawna przyglądaliśmy się tej wersji dawnego Warhammera, ale większość z nas traktowała ten produkt nieufnie, tęskniąc za Starym Światem. Bodźcem do działania stała się nowa wersja zasad. Okazało się, że tym razem nie trzeba było nikogo specjalnie przekonywać. Szybko uzgodniliśmy początkową liczbę punktów i postanowiliśmy wzajemnie się dopingować, stopniowo sklejając i malując nasze modele.

Pierwszym, chyba najważniejszym krokiem, był wybór odpowiedniej frakcji. I tu pojawiła się pierwsza trudność. W moim przypadku początkowo mieli to być Sygmaryci, których podstawą miała stać się połowa nowego pudła Age of Sigmar. Niestety, zamiast trzymać się pierwotnego pomysłu, na swoje nieszczęście postanowiłem rzucić okiem na Start Collecting! innych armii. Można tęsknić za Starym Światem, można kwestionować zasady obecnej edycji, ale trudno coś zarzucić warstwie wizualnej figurek. Modele od dawna trzymały wysoki poziom, ale modele i frakcje, jakie pojawiły się od czasu premiery AoS, wyznaczają nowe standardy i podnoszą poprzeczkę coraz wyżej.  W ten oto sposób zakres moich zainteresować zaczął obejmować nie tylko Sygmarytów, ale również Fyreslayers, Khorne Bloodbounds, Daughters of Khaine, nie wspominając o Seraphonach lub Sylvaneth czy Undeadach.

Ostatecznie zwyciężył rozsądek i praktyczne podejście. Postanowiłem przejrzeć czeluści moich zbiorów i znalazłem spore pudło, którego zawartość mogła z powodzeniem stanowić trzon armii Nurgle’a, a także Glottkina, świetnie pomalowanego przez jednego z uczestników naszego przedsięwzięcia. Oczywiście nie bez znaczenia był fakt, że modele tej frakcji można pomalować dosyć szybko. W taki sposób narodzili się The Glottkins, jedyna prawdziwie plaguerockowa kapela w świecie AoS...

Otto Glottkin, Ethrac Glottkin i Ghurk Glottkin otrzymali misję od samego boga zarazy. Ich celem miało być przygotowanie wspaniałego koncertu, Plaguestock, w trakcie którego mieli zarazić wszystkich pasją do plaguerocka. Wiedzieli, że sami, pomimo swoich nieprzeciętnych umiejętności, nie sprostają temu zadaniu. Szczególnie, że na ich drodze miały stanąć inne kapele. Dlatego postanowili zebrać starą ekipę, która miała ich wspomóc. Wybór padł na: Ospę, znakomitego basistę, sekcją dętą miał się zająć słynny kwintet, Królowie Zarazy, a okryte złą sławą trio, Trutnie Zepsucia, gitarą rytmiczną, klawiszami i perkusją. Do obsługi całej trasy wybrano sprawdzonych Siewców Siedmiu Plag. Nikt nie wie, skąd się wzięła ta nazwa. W rzeczywistości to jeden zmutowany demon, któremu na co dzień towarzyszy jego 29 klonów.

Już niedługo przekonamy się, kto zostanie królem plaguerocka!



wtorek, 4 września 2018

Saga Kilku Warlordów - Ironjawz, wpis pierwszy

Pamiętam jak opadał kurz po katastrofie Starego Świata. Wiedziałem od razu, że będzie musiał minąć jakiś czas, zanim zacznę się poważnie interesować Age of Sigmar. Co prawda, zostałem natychmiast posiadaczem startera do nowej gry na spółkę z przyjacielem, ale moja połowa (Stormcast Eternals) szybko trafiła do szuflady, a po jakimś czasie zaczęła służyć jako materiał na ćwiczenia malarskie syna. W AoS brakowało mi wielu rzeczy, ale obserwując uważnie i regularnie rozwój samej gry, wysyp nowych figurek oraz, co bardzo ważne, eksplozję tła fabularnego, doszedłem do wniosku, że druga edycja to już może być coś. Los zrządził, że wraz z grupa podobnych zapaleńców doszliśmy do konkluzji o wspólnym rozpoczęciu nowej przygody.

Od słów do czynów przeszliśmy zaskakująco szybko. Zastanawiałem się nad zbieraniem Kharadron Overlords przez wzgląd na sympatie do krasnali - mojej pierwszej armii do WFB - lub Ironjawz, których estetyka mnie urzekła. Nie bez znaczenia była też liczba modeli, które będzie należało na początek zebrać. Moje figurki zalewają dom w coraz większym stopniu i choć pomalowałem ich już grubo ponad tysiąc, to wciąż z szaf i szuflad wyglądają nowe wypraski straszące szarym plastikiem. Mając rozpoczęte projekty Skavenów do WFB, Black Templarów do WH40K oraz Necromundę, chciałem móc ustalone 1250 punktów do AoS zamknąć w jakiejś rozsądnej liczbie modeli.

Wybrałem Orruki. Do tej pory nie miałem przyjemności malować zielonoskórych w większej ilości. Zawsze też podobali mi się jako uosobienie nieposkromionej, brutalnej siły. Szybko nadarzyła się okazja wejścia w posiadanie pierwszych figurek. Od kolegi dostałem pierwszych dziesięciu Ardboys'ów. Przejrzałem sobie dostępne w battletome schematy kolorystyczne i ustaliłem na pierwszym modelu czarno-czerwone malowanie zbroi. Model testowy wyszedł zadowalająco. Bardziej mi pasuje taki klimat, niż kolorowe, mało bojowe dla mnie warianty w żółcieniach lub pomarańczach. Asheater Boyz of the Ghyran Soot Peaks będą też pasować ładnie tematycznie do naszej wspólnej inicjatywy. Ghyran mocno skażony ingerencją Nurgle'a świetnie pasuje jako pole bitwy, gdy dwóch z pięciu kumpli zdecydowało się na zbieranie armii tego właśnie boga chaosu. Zamówione zestaw Start Collecting IronJawz oraz Weirdnob już doszli, teraz czas plastik przerobić w siejącą grozę armię.
- Olek