Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ork. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 czerwca 2017

Urodzinowy młodzik nr 1 | Birthday yoof no. 1

Dwa dni temu Marcin, osoba z naszego stałego grona graczy, przekroczył magiczną granicę, stając się kolejnym inżynierem Karwowskim. Z tej okazji postanowiliśmy sprawić mu prezent urodzinowy, malując w naszym gronie kompletną drużynę orków do Shadow War Armageddon, która - miejmy nadzieję - przyniesie mu wiele zwycięstw.

Marcin drużynę już otrzymał, mam nadzieję, że się ucieszył, odniosła już nawet kilka zwycięstw i została należycie opita. Mogę więc już spokojnie pokazać swoją działkę wspólnego malowania - przypadły mi w udziale dwa orkowe młokosy, yoofy.

Oba zostały sklejone z części dostępnych w starterze gry. Kolory - malowaliśmy je indywidualnie, ustaliliśmy wcześniej jedynie podział figurek i frakcję - Evil Sunz...

Two days ago, Marcin, our friend and a member of our constant game group, has crossed a magic line, becoming 40. We, as a group, decided to make a special gift for him - a fully painted Shadow War: Armageddon ork Kill Team, assembled and painted by us especially for him.

Marcin already got his team, I think he quite enjoys them, especially as the team already has few victories under its belt. So, I can show first of miniatures which were painted by me - one of the two yoofs.

It was assembled from parts from the boxed game and painted in a preagreed colours of Evil Sunz...










niedziela, 20 grudnia 2015

Z otchłani czasu: Sławne Oddziały - Orkowi Łucznicy Harbotha | From the abyss of time: Regiments of Renown - Harboth's Orc Archers

Czwarty oddział z drugiej serii "Regiments of Renown" ukazał się na rynku w czerwcu 1987 r. Autorem rzeźb był Kev Adams. Oficjalne zdjęcia katalogowe pokazują cztery różne figurki łuczników, jednak wśród figurek  z serii Wojownicy Orków i Łucznicy Orków pojawia się kilka, jeśli nie kilkanaście, figurek bardzo podobnych, będących z pewnością wariantami na temat czterech pierwotnych. Niektóre z nich widoczne są zresztą na zdjęciu reklamującym oddział, jakie pojawiło się w numerze 90 "White Dwarfa". Można więc w sumie o nich powiedzieć, że również przynależą do tego oddziału. Ponieważ figurki te były produkowane przez dość długi okres, nadal można je spotkać relatywnie często.

Opowieść o orkowych łucznikach Harbotha

- "Ej, szefie"
- "No?"
- "Byłżem u Notloba, jakżeś kazali"
- "Nooo?"
- "I pogadałem, że pogadałeś, że jakżem nie znajdziem żadnych pokurczów, zjemyż jego chopaków."
- "Noo?"
- "No to on pedział, że idzie polować na pokurczy"
- "Co?"
- "Pakuje swe włóczniomioty i rusza. Pedział, że idzie polować na pokurczy"
- "CO?"
- "Pakuje swe..."
- "STULSIE!"
- "Alemże ja tylko... AU!"
- "Pakujże..."
- "Co?"
- "Głuchyś? Myśli, że może tak nas ostawic? Noż my mu pokażem!"

... I tak doszło do tego, że Chłopcy z Gór Czarnych Harbotha wyruszyli z Przełęczy Czarnego Ognia, by siać grozę w spokojnych krainach. Skończyło się kruche partnerstwo z załogami balist wymyślonych przez Notloba, wszystko z powodu trywialnego nieporozumienia wynikłego z ubogiego słownictwa orkowego języka - orkowe słowo oznaczające "pakowanie", może też bowiem znaczyć dezercję, ucieczkę lub narobienie w spodnie...

WYPOSAŻENIE: Chłopcy z Gór Czarnych, pod wrażeniem broni strzeleckiej Notloba, uzbroili się w łuki, mają też nadal swoje standardowe krasnoludzkie łachotniki i kolczugi.
OKRZYK BOJOWY: Nadal używany jest stary okrzyk "Zmiażdżyć pokurczów", doszły jednak do niego rozmaite hasła dotyczące Notloba, jego stosunku do niebezpieczeństwa i stanu jego spodni.
DOKONANIA: W czasie bitwy o farmę Bauera Chłopcy z Gór Czarnych zostali pokonani przez siły, w skład których wchodził 17. pułk piecszy (Gwardia Barona Olafa) i kontyngent Wolnych Leśnych Stirlandu. Po tej porażce, Chłopcy przeszli do Granicznych Księstw, szukając łatwiejszych łupów.
STRÓJ: Ich strój to, ogólnie mówiąc, zbieranina łachmanów i szmat zabranych ofiarom, w mniej więcej pasujących rozmiarach.
TARCZE: Dzięki tarczom zabranym spotkanym poszukiwaczom przygód (którzy posłużyli za przekąskę), wojownicy Harbotha poznali znaczenie godeł. Teraz na ich tarczach widać twarze pokonanych przeciwników, których uznali za szczególnie wartych zapamiętania.



The Story of Harboth's Orc Archers

"Oy, boss"
"Wot"
"Bin ter see Notlob, like you said,"
"Yer............?"
"An' I sez you sez if 'e don't find some stunties we eat 'is boys,"
"Yer?"
"So 'e sez 'e's goin' 'untin' stunty,"
"Do wot?"
"E's packin' 'is spearchuckers, an' movin' out. Goin' ter 'unt some stunties, 'e sez,"
"WOT!"
"E's packin'..."
"SHADDAP!"
"But I woz only...OW!"
"Get packin'..."
"Wot?"
"You 'eard, Finks 'e can leave ud behind, duz 'e? We'll show 'im!"

...And so it was that Harboth's Black Mountain Boys moved out of the Black Fire Pass to terrorise the lands beyond. The uneasy partnership between the Black Mountain Boys and Notlob's bolt-thrower crews was dissolved, over a trivial misunderstanding due to the limited nature of the Orcish language. The Orcish Word for moving out can also mean deserting, running away or soiling one's underwear...

Equipment: Impressed by Notlob's missile weapons, the Black Mountain Boys armed themselves with bows in addition to the normal Dwarf Tickler and mail coat.
Battlecry: The earlier battlecry of 'Pulp the Stunties' is still used, as well as various chants about Notlob, his attitude to danger and the state of his underwear.
Deeds: At the Battle of Bauer's Farm the Black Mountain Boys were mauled by a force including the 17th (Baron Olaf's Own) Regiment of Foot and a contingent of the Stirland Free Foresters. Following this setback, they crossed into the Border Princes in search of easier pickings
Uniforms: Their uniforms are generally ragged cast-offs obtained from past victims of approximately the right size.
Shields: From the shields of the adventurers met (and subsequently eaten) by Harboth, the Black Mountain Boys discovered the concept of pictoral art, and now their shields are painted with the faces of particularly noteworthy victims.




poniedziałek, 21 września 2015

Z otchłani czasu: klany i kasty orków: dziwolongi i poganiacze | From the abyss of time: Orks clans and castes: Weirdboyz and Runtherdz

W opublikowanych w ramach tej serii wpisach przedstawiłem już Konowałów i Kult Szybkości, jak również Mekaniaków, Świrusy, a wcześniej Chopaków i Burszujów. Tekst to fragment podręcznika Waaagh Orks, dodatku do Warhammera 40,000, pierwszej edycji tej gry, wydanego w 1990 r. Ilustracje wykonał niesamowity Paul Bonner.

Dziwolongi
Orki z samej swej natury są słabymi psionikami. W jakiś sposób członkowie tej rasy są zgrani ze wszechświatem. Może to, w pewnym stopniu, tłumaczyć ich wewnętrzną siłę i odporność, podobnie jak brak uczuć takich jak stres czy brak sensu życia: orki są zadowolone. Społecznościami ludzi, squatów czy eldarów targają uczucia zwątpienia, chęć uzyskania odpowiedzi na ważkie pytania, pragnienie poznania znaczeń i zdobycia wiedzy, co często prowadzi do rozpaczy. Orki nie cierpią w podobny sposób.

O przeżycie walczą wszystkie rasy. Podczas gdy niektóre zastanawiają się, jaki jest tego cel, orki, po prostu, nie przejmują się takimi problemami, zajmuje ich jedynie dzień jutrzejszy. Nie dbają o to, ponieważ nie ma sensu zastanawianie się nad niepojętymi mocami wszechświata. Dla orków celem każdego życia, celem istnienia wszechświata jest, krótko mówiąc, życie jako takie. Powodem istnienia orków są same orki.

Istnieją jednak orkowie dysponujący potężniejszymi mocami psionicznymi od swych pobratymców. Znani są jako dziwolongi. Są soczewkami skupiającymi psioniczną energię orków.
Przykładowo, gdy grupa orków rusza do walki, towarzyszą temu ryki, wyzwiska, rytmiczny tupot, machanie bronią. Dziwolongi czują wzbierającą, pulsującą przez nich energię psioniczną całego klanu.

Hersztowie nie wahają się używać tego fenomenu – dziwolongowie są sprowadzani w pobliże walk przez swych pomodzników – parę silnych orków, wybranych specjalnie do tego zadania. Na polu bitwy każdy z dziwolongów traktowany jest jak ciężka broń, którą można wykorzystać do zadania przeciwnikowi poważnych strat uderzeniem jakiejś psionicznej mocy.

Kiedy psioniczna moc zgromadzi się już w ciele dziwolonga, ten ukierunkowuje ją i wyzwala w formie psionicznej energii kierowanej na nieprzyjaciela. To naprawdę nieprzyjemne - zarówno dla nieprzyjaciół, jak i dziwolonga. Jeśli psioniczna moc jest zbyt wielka, może poważnie zranić dziwolonga - zbyt wiele mocy przeciążą mózg orka, a im większy jest generowany impuls psioniczny, tym większa szansa na jakieś nieszczęście.

Ze względu na niebezpieczną naturę tego rodzaju walki, dziwolongowie nie znoszą miotać mocami siłą swego umysłu. Jeśli psioniczny puls stanie się zbyt potężny, odniosą poważne rany. W każdym starciu przynajmniej kilku dziwolongów dosłownie traci głowy - ich łby wybuchają.  Z tego też powodu dziwolongowie wśród orków znani są też pod nazwą wybuczachów ("no bo czachy im wybuchają, nie?"). Trudno się dziwić, że dziwolongowie nie przejawiają zbytniego entuzjazmu do rozsmarowywania w ten sposób zawartości swoich czerepów. To głównie dlatego do bitwy prowadzi ich dwóch krzepkich pomodzników, nie dając im w tej sprawie zbytniego wyboru.

Dziwolongowie cieszą się wielkim mirem w swoich klanach, nie przeszkadza to jednak w trzymaniu ich, w gruncie rzeczy,  w niewoli - są jednak niezwykle szanowani i doskonale traktowani. Muszą jedynie przyzwyczaić się do towarzyszącej im cały czas dwuosobowej eskorty. Chodzi o to, by nie uciekli w razie jakiejś sposobności. Każdy dziwolong wie, że pewnego dnia herszt zaciągnie go na pole bitwy i zmusi do naprawdę paskudnego wysiłku umysłowego, co niemiłe będzie na pewno, a potencjalnie może być też śmiertelnie niebezpieczne. Nic więc dziwnego, że mając wybór, większość dziwolongów wolałaby zniknąć w jakimś spokojnym, cichym zakątku, by wieść pustelnicze życie, przyglądając się dziwnym formacjom skalnym, gadając do paszczunów i warząc jakieś dziwne napitki w pustej czaszce ogra.

Dziwolongowie są łatwi do rozpoznania, gdyż hersztowie każą im nosić bardzo kolorowe i ozdobne ubrania. Dzięki temu, nawet jeśli uda im się umknąć jakoś przed swymi ochroniarzami, wciąż będą łatwi do zauważenia. Rzecz jasna, hersztowie chcą też, by byli łatwi do dostrzeżenia i wyróżniali się z tłumu - a to nawet podoba się dziwolongom. W sumie, choć sytuacja niespecjalnie im odpowiada, dziwolongowie rzadko próbują ucieczki.

Kolejnym znakiem rozpoznawczym dziwolonga jest paszczun-broda. Dziwolongowie noszą na policzkach małe, włochate paszczuny, próbując imitować brody widoczne czasami u obcych (o których, co oczywiste, sądzą, że są, po prostu, paszczunami). Większość orków nigdy nie pomyślałaby nawet o takich ozdobach - kolczyki w nosie, pazury w wargach, nity i kości – jak najbardziej. Ale nie paszczuny. No cóż, dziwolongi są, po prostu, dziwne.

POGANIACZE
Snotlingi i Gretchiny odgrywają w społeczeństwie orków znaczącą rolę, pomimo że są małe i słabe w porównaniu ze swymi panami. Te małe orkoidy, znane pod wspólną nazwą "kurdupli”, są hodowane i trzymane w stadach. Zajmują się nimi orki znane jako poganiacze. Snotlingi są złośliwe i lubią się bawić, można jednak wyszkolić je do prostych zadań (takich jak noszenie bagaży, przenoszenie rzeczy, wybieranie paszczunów z jam hodowlanych, zbieranie grzybów czy szarżowanie na wroga z oczami pełnymi rozkoszy). Oczywiście, snotlingi służą również do jedzenia, kiedy brakuje innego pożywienia. Poganiacze szkolą i hodują te stwory właśnie z myślą o takich zadaniach.

Gretchiny są z natury sprytne – są naprawdę inteligentne i mają liczne ukryte talenty. Hodowla i opieka nad nimi również leży w gestii poganiaczy, którzy zajmują się nimi tak długo, aż są dorosłe na tyle, by można było je sprzedać na służbę jakiemuś orkowi.

Poganiacze uważają, że są potomkami rodzin, które w odległej przeszłości wyrzucono poza nawias kast. Historia orków nie zna jednak przyczyn tego wygnania. Niezależnie od tego, jak było naprawdę, poganiacze żyli początkowo w głuszy, gdzie hodowali snotlingi i gretchiny. Stopniowo stali się jednak częścią orkowego społeczeństwa, nadal hodując snoty i groty. Wiedzą na temat ich zachowania i przyzwyczajeń więcej, niż którykolwiek inny ork.

Funkcja poganiacza jest dziedziczna. Młody ork z tej kasty dziedziczy stado po kimś z rodziny, ciąży wówczas na nim obowiązek utrzymywania stada do końca swego życia. Przekazuje je potem kolejnemu pokoleniu poganiaczy. Ponieważ w tym czasie część z jego snotlingów się zużywa, musi dbać o to, by rodziły się kolejne, stado musi bowiem przetrwać.

Poganiacze hodują większe i bardziej inteligentne gretchiny specjalnie z myślą o sprzedaży ich orkom w roli osobistych sług (podobnie zresztą dzieje się ze snotlngami). Zwłaszcza mekaniacy wymagają licznych sług, w zamian oferując poganiaczom swą wiedzę na temat mechaniki. Zaś konowały potrzebują tych małych stworów nie tylko jako pomocników –wymagają stałego dopływu nowych kurdupli niezbędnych do ich eksperymentów. Dlatego w zamian za gretchiny i snotlingi oferują swe usługi medyczne. Z tego też powodu poganiacze, mekaniacy oraz konowały tworzą nieformalny sojusz, oparty na wzajemnej współpracy. Dzięki nim powstały takie cuda orkowej myśli technicznej jak cyberdziki i orkowe stadoboty. Przedstawiciele wszystkich tych trzech kast żyją na uboczu orkowego społeczeństwa. Poganiacze to wyrzutki, prowadzący pustelnicze życie w głuszy; konowały to szaleni medycy, natomiast mekaniacy to ekscentryczni wynalazcy. Ze względu na wiele wspólnych cech charakteru, wszystkie trzy kasty doskonale się tolerują i uzupełniają, co nie przestaje zadziwiać – i wprawiać w dumę – resztę orkowej społeczności.

Stado jest powodem wielkiej dumy poganiaczy, którzy do swej pracy podchodzą z uwielbieniem. Kurduple są przedmiotem wielkiej troski w czasie rozmnażania, karmienia i opieki  - mimo tego, że losem wielu snotlingów będzie wypełnienie żołądka jakiegoś orka lub walka w tłumie podobnych sobie małych zielonoskórych pokurczów. Poganiaczom nie przeszkadza los jego podopiecznych, ponieważ „po temu som pokurcze”. Starają się jednak wyhodować możliwie najlepsze osobniki. Mimo tego, przyciśnięty głodem Poganiacz z pewnością nie będzie się zastanawiać, co zjeść na obiad.

Sfory snotlingów i gretchinów można wykorzystać na wiele sposobów w czasie kampanii wojennej – przykładowo, mogą pracować przy budowie okopów czy nosić bagaże orków. Jednak najważniejszym ich zastosowaniem jest prowadzenia zmasowanych ataków i oczyszczanie pól minowych. Stada wykorzystywane do robienia przejść w terenie zaminowanym są, po prostu, pędzone przed oddziałami orków, powodując eksplozje min i – tym samym – pozwalając na przejście swym panom. Niezależnie jednak od tego, czy stado zostanie użyte do ataku, czy do oczyszczania przejścia, poganiacze starają się zwiększyć szanse swoich podopiecznych (chcą bowiem, mimo wszystko, ich sukcesu). Straty, choć nieuniknione, są jednak minimalizowane. Z tego powodu stada nacierają często pod osłoną pól siłowych, emitowanych przez towarzyszące im stadoboty.

Stadoboty

Mekaniacy słyną z tworzenia niezbyt stabilnych generatorów pól siłowych. Wykorzystywane są one na orkowych statkach kosmicznych i przez roboty towarzyszące w walce stadom snotlingów i gretchinów. Roboty to prymitywne kopie wzorów imperialnych, zaprogramowane do natarcia wraz ze stadem i zapewniające mu pewien stopień osłony aż do momentu wejścia w zwarcie. Niestety, generowane przez te roboty pola siłowe są podatne na awarie i mogą zawieść w dowolnym momencie. Mimo tego, poganiacze starają się wyposażać swe stada w stadoboty, by chronić je w czasie boju. Ostatnia rzecz, jakiej chcą, to zmarnowanie swych podopiecznych zanim się do czegokolwiek przydadzą – przecież nie po to w ich hodowlę wkłada się tyle troski. 

You can read earlier notes from this series too: here is one describing Cult of Speed and Painboyz, here you can read about Mekaniaks, you can also read more about Madboyz, Boyz and Nobz. Text comes from Waaagh Orks, one of the supplements for original Warhammer 40,000 game, Rogue Trader. Illustrations by brilliant artist Paul Bonner.

WEIRDBOYZ 
All Orks are by nature slightly psychic. Somehow, Orks are in tune with the universe itself. This perhaps explains their inner strength and resilience, along with their complete lack of stress or angst: Orks are a contented race. Human, Squat, and Eldar societies are riven and wracked by self-doubt and deep yearning questions. They are also driven by a constant hunger for meanings and answers that all too often lead to despair. Orks do not suffer in this way. 

Survival is a struggle for all races. While some wonder what it's all for, Orks just get on with it and see what happens next. Orks don't care, because it's pointless to worry or question the unknowable forces of the universe. For Orks, the purpose of life, the universe, and everything is life, the universe, and everything. The reason for Orks is Orks. 

There are a few Orks who are more psychic than the rest. These are known as Weirdboyz. Weirdboyz act as a focal point for the psychic energy of the Orks. 

For example, when an Ork warband advances into battle, there is much chanting, hurling of insults, rhythmic stamping of feet, and brandishing of weapons. The psychic energy of the whole clan begins to rise and pulse through the Weirdboyz. 

Ork Warlords don't hesitate to exploit this phenomenon, and the Weirdboyz are rounded up and brought along to the battlefield by their Minderz - a pair of tough Orks specially selected for this purpose. There, they are deployed as if each were an individual heavy weapon, used to deliver a psychic blast against the foe. 

As the psychic pulse builds up force, it is channeled and unleashed through the Weirdboyz in the form of psychic spells hurled at the enemy. This is an unpleasant experience for both the Weirdboyz and the enemy. If the pulse builds up too much strength, it can cause the Weirdboyz a great amount of damage. Too much power overloads the Weirdboy's mind, and the greater the psychic pulse generated, the greater the potential chance of disaster. 

Due to the inherent danger in this type of attack, Weirdboyz hate being dragged into battle to blast their minds at the enemy. If the pulse builds up too much strength, it can cause them a great amount of damage. There are always a few Weirdboyz in any battle who literally blow their minds - their heads explode. This has earned Weirdboyz another name among Orks: Headbangerz. ("Cos their 'eads go bang, innit.") Naturally, Weirdboyz are reluctant to have their brains blasted all over the place in this fashion. Consequently, they are led onto the battlefield by two big Ork Minderz, who give them little choice in the matter. 

Weirdboyz are revered within their clans; nevertheless, they are also kept captive. Weirdboyz are, however, the most respected, well-treated of prisoners; all they have to put up with are two of the Warlord's henchmen escorting them at all tithes. This is to prevent them running away, in the event that an opportunity to escape presents itself. Every Weirdboy knows that one day Da Boss is going to drag him along to a battle and subject him to a really bad head-banging session, which he certainly won't enjoy and may well not survive. Given the choice, most Weirdboyz would rather wander off to the wild places and live like hermits, looking for oddly shaped stones, talking to pet Squigs, and brewing vile potions in an upturned Ogryn cranium. 

Weirdboyz are easily recognizable, since the Boss Orks insist that they wear lavishly elaborate and highly colorful robes. This way, even if they manage to elude their minders, they can still be easily spotted. Of course, the Boss Orks want to make sure that the Weirdboyz can be seen and recognized wherever they are, and the Weirdboyz cooperate by accepting the flattery and the honor. While they don't like this situation much, Weirdboyz rarely try to escape. 

Another distinctive mark of the Weirdboy is the beard Squig. Weirdboyz wear small, hairy Squigs on their chins in imitation of alien beards (which, of course, they think are Squigs as well). Most other Orks wouldn't think of wearing Squigs on their chins - lip-plugs, bones, studs perhaps, but not Squigs. But, then Weirdboyz are weird. 

RUNTHERDZ 
Snotlings and Gretchin are vital to Ork society, even though they are small and weak compared to Orks. These small Orkoids, known affectionately as "Runtz," are bred and kept in herds. These herds are tended by Orks known as Runtherdz. Snotlings are mischievous and playful, but can be trained to do various simple tasks (like fetching, carrying, gathering Squigs from the cesspit, picking fungi for food, and charging at the enemy in demented delight). Of course, Snotlings also serve as a last resort for the Orks when food is scarce. The Runtherdz breed and train Snotlings for these purposes. 

Gretchin are naturally clever; they have considerable intelligence and hidden talents. They, too, are bred and tended by the Runtherdz until they're old enough to be sold into Ork servitude. 
Runtherdz believe themselves to be descended from families that were cast out of the clans in the remote past. Ork history, however, gives no reason for why they were banished. In any event, the 

Runtherdz took off to the wild places and began lives as nomadic herders of Snotling and Gretchin. Gradually, the Runtherdz became an integral part of Orkish society as breeders of Snots and Grots. They know more than other Orks about the habits and behaviour of these smaller Orkoids. 

The role of Runtherd is hereditary. A young Ork of the caste inherits the herd from a close relative, and is honor and duty-bound to keep the herd going throughout his life. At the end, he passes the herd along to another generation of Runtherdz. Some Snotlings are expended in this time, so the Runtherd must make sure that more are bred to keep the herd going. 

Runtherdz also breed the larger and more intelligent Gretchin young that are sold to Orks as personal servants (as are Snotlings). Mekboyz in particular require several Gretchin and Snotling servants, and will offer their mechanical skills to the Runtherdz in exchange. Painboyz not only need Gretchin and Snotling attendants, but also a regular supply for their eksperimentz. As a result, the Painboyz exchange their surgical skills for them. Thus, the Runtherdz, Mekbeyz, and Painboyz have built up an informal alliance of mutual cooperation. This has produced such marvels of Ork science as the Cyboar and the Ork Herd Robots. All three castes live on the fringe of Ork society. Runtherdz are outcasts who live hermit-like existences out in the wilds; Painboyz are deranged witch-doctors; and Mekboyz are eccentric bodgers. Because of these quirks of character, they all get on well together and continue to be a source of wonder and pride to the rest of Ork society. 

Runtherdz take great pride in the condition of their herds, and carry out their work with affection. The Runtz are carefully bred, fed, and tended. The ultimate fate of many Snotlings will be as meals for Orks, or as combatants in massed wave attacks. The Runtherdz aren't bothered by these uses, "cos its wot runtz isfer.' They are, however, concerned with breeding the best possible specimens. Even so, a Runtherd wouldn't think twice about snatching up one of his herd and having it as a snack if food was in short supply. 

Herds of Snotlings and Gretchin have a variety of uses on campaign, such as providing labor for construction work and carrying Ork baggage. The most important battlefield uses of Snotling and Gretchin herds are for mine-clearance and massed wave onslaughts. Herds used for mine-clearance simply advance ahead of the Ork army and detonate the mines, thus clearing a path for the Ork advance. Whether deploying their herds to attack or clear mines, the Runtherdz go to some effort to give their herds every possible advantage (after all, they do want them to get through). Losses are unfortunate, but inevitable. For this reason, herds often advance under a protective force field emanating from guardian robots that accompany the herds. 

Runtbots 
Mekboyz are renowned for making unreliable force-field generators. These generators are used on Ork spacecraft and for the robots that accompany the Snotling and Gretchin herds into battle. The robots are simply crude copies of Imperial designs, programmed to advance with the herds and provide some protection until they engage in combat. Unfortunately, the force fields are prone to malfunction and can fail at any time. Nevertheless, Runtherdz are keen on getting robots to protect their herds. The last thing they want is to waste Snotlings and Gretchin before they've had the chance to be of some use - especially after all the effort of breeding and rearing them. 


czwartek, 10 września 2015

Z otchłani czasu - sławne oddziały: orkowa artyleria Notloba : From the abyss of time: Regiments of Renown: Notlob's Orc Artillery

Przez wiele lat jedyna droga przez Góry Czarne prowadziła przez teren kontrolowany przez orków z osady, której wodzem był Harboth – ork o wielkiej posturze i sile. Przełęcz Czarnego Ognia była świadkiem licznych bitew, w których po obu stronach wyróżniło się wielu bohaterów. Krasnoludy i ludzie starali się desperacko zniszczyć orki, podczas gdy te wzmacniały swoją obronę i przeprowadzały niezliczone najazdy odwetowe na ludzkie farmy i sioła.

Notlob cieszył się już znaczną sławą wśród orków, kiedy przybył na Przełęcz Czarnego Ognia. Czyż to nie on wymyślił rozliczne diabelskie maszyny bojowe i narzędzia tortur? Czyż to nie spod jego ręki wyszły machiny oblężnicze, które obaliły i obróciły w pył mury połowy miast w Złych Ziemiach? Dokładnie tak. I to właśnie jego geniuszowi zawierzono wykonanie nowych maszyn, mających bronić przełęczy.

Ani ludzie, ani krasnoludy nie mieli pojęcia, co do nich strzela, gdy ich kolejne natarcie załamało się w gradzie wielkich bełtów – długich niczym włócznie, przebijających nawet najtwardsze krasnoludzkie pancerze. Kolejne szturmy również nie dały rezultatów, w końcu więc pozostawiono orków w spokoju, pozwalając im, jak miało to miejsce od wieków, mordować podróżnych i rabować kupieckie karawany.

Notlob jest bohaterem orków, nadzwyczajnym inżynierem. Sam może obsługiwać machiny bojowe, zazwyczaj wymagające co najmniej trzech orków do działania. Dodatkowo, dysponuje celnym okiem, niezawodnie trafiając w wyznaczony cel.

WYPOSAŻENIE: balisty
OKRZYK BOJOWY: ze względu na rodzaj używanej broni, orki walczące w oddziale Notloba nie używają okrzyku bojowego jako takiego, jednak z radością rzucą się w wir walki wręcz, wrzeszcząc wniebogłosy, machając przy tym łapami w typowy dla orków sposób. Co jednak niezwykłe dla orków, kilku z podwładnych Notloba potrafi pisać. Wykorzystują tą niecodzienną umiejętność do wypisywania rozmaitych haseł na pociskach. Przykłady ich erudycji to: „Notlob robi to ze 100 metrów” czy „Zadław się kurduplu”.
DOKONANIA: wśród ludzi i krasnoludów Notlob znany jest dzięki bitwom na Przełęczy Czarnego Ognia, on sam jednak uważa, że jego największym osiągnięciem jest wynalezienie „Prasy ściskowej łeb niziołkowi trafnie miażdżącej”.
STRÓJ:  orki nie noszą mundurów. Nie cierpią jednakowego wyglądu, starają się spersonalizować każdą sztukę swego ubrania grubą warstwą brudu. Podobny stosunek przejawiają wobec swych machin bojowych, przyjemność jednak sprawia nadawanie im imion i malowanie na nich haseł. Wielu orków notuje na machinach nawet trafienia i nazwy bitew i kampanii, w których brali udział.




For many years the only route over the Black Mountains was dominated by an Orcish settlement run by Harboth -an Orc of great size and strength. Many battles were fought within this mountain pass, the Black Fire Paw, and many heroes emerged on both sides. Dwarfs and men tried desperately to destroy the Orcs, and the Orcs in turn responded by strengthening their defences and enacting countless revenge raids on human farmsteads.

Notlob was already famous amongst his kind when he arrived at the Black Fire Pass. Had he not invented many fiendish engines of war and instruments of torture? Had he not designed and commanded the War Engines that battered down the walls of half the cities in the Badlands? No. Notlob was to apply his creative genius to designing new engines for the defence of the pass.

The Men and Dwarfs didn't know what had hit them when their next assault foundered under a driving storm of huge bolts - as large as spears and capable of piercing straight through even the toughest Dwarf armour. Further assaults proved equally fruitless, and eventually the Orcs were left alone, to continue their age-old trades of murdering travelers and plundering merchant convoys.

Notlob himself is an Orc Major Hero. He is also an extraordinary engineer, and counts as a full crew of 3 when firing a war-engine. In addition, any other engine in his unit can +1 to their normal 'to hit' score with war engines.

EQUIPMENT: Bolt Throwing Engines
BATTLECRY: Due to the nature of their weaponry these Orcs do not employ a battlecry as such although they will happily enter hand to hand combat, screaming, yelling and gesticulating in the usual Orcish fashion. However, unusually for Orcs, many of Notlob's crewmen can write a few words. They employ this talent to enscribe various slogans along their missiles, including such erudite witticisms as, 'Notlob does it from 300 feet' and 'Chew on this Stuntie'.
DEEDS: The Black Fire Pass conflict was to earn Notlob a reputation amongst Human and Dwarf kind. However, he always considered the invention of the 'Happy Halfling Mangling Rod and Head Press' to have been his greatest achievement.

UNIFORMS: Orcs do not wear uniforms.They despise uniformity and prefer to individualise all their clothing by applying a good layer of filth. They have a similar attitude to their war engines, and take great delight in giving them names and painting slogans on them. Many Orcs even keep a record of their kills on their engines, together with the names of battles and campaigns in which they have fought.


piątek, 9 stycznia 2015

Z otchłani czasu: Sławne oddziały - Harboth i Chłopcy z Gór Czarnych | From the abyss of time: Regiments of Renown: Harboth and the Black Mountain Boys

Piąty ze Sławnych Oddziałów powstał w czasach I edycji Warhammera, znany był również w czasach drugiej edycji. W tym czasie do początkowych figurek dołączono miniaturkę czempiona. Sam Harboth powróci jeszcze w serii, dowodzi bowiem kolejnym oddziałem.

Przełęcz Czarnego Ognia to jedyna droga prowadząca przez Góry Czarne. Od lat i góry, i droga były nieprzejezdne ze względu na powstałą tam dużą osadę orków. Ta śmierdząca i brudna mieścina to kilkadziesiąt drewnianych szop i wielki lecz niezbyt solidny bar, a także setki złych, chciwych i nikczemnych orków.

Miastem rządził Harboth, ork wielkich rozmiarów i siły. Jego podwładni większość swego czasu spędzali w barze, kryjąc się przed padającym niemal bez przerwy deszczem. Opady te to znany fenomen pogodowy na stokach Gór Czarnych. Podwładni Harbotha na zmianę pełnili wartę przy wrotach i w katowniach, gdzie torturowali podróżnych. Od czasu do czasu wybuchały tam jakieś bójki, kiedy jakiś niepogodzony z losem niziołek czy krasnolud próbował się bronić - było to jednak rzadkie.

Jak widać na obrazku, Chłopcy z Gór Czarnych niespecjalnie przejmowali się ubraniami czy wyszukanym ekwipunkiem. Posiadają naprawdę bogaty zbiór pancerzy i broni, odebranych podróżnym, ale preferują silne łuki i ciężkie, żelazne tasaki ze szpikulcami, nazywane krasnoludzkimi łachotnikami. Te ostatnie wymyślił Harboth, jest z tego bardzo dumny. Zamtego Kciałeś uzbrojony jest w wielką, dwuręczną wersję takiej broni.

Po zakończeniu wojen goblinów krasnoludy stopniowo oczyściły Złe Ziemie. Harboth i jego grupa musieli salwować się ucieczką. Krążą pogłoski, że w ostatnich latach swego żywota Harboth zajmował się wypasem bydła na dalekim południu.

UZBROJENIE: Krasnoludzkie Łachotniki, noże i pałki
SZATY i ZBROJA: porwane tuniki i spodnie, wszystko bardzo brudne, niczym wyciągnięte z odpadów. Pod tymi szmatami noszona jest krótka koszulka kolcza. 
TARCZE: przeważają emblematy nie związane ze sobą - często mają charakter obraźliwy. Harboth i jego podwładni lubią wypisywać na tarczach obraźliwe hasła i malować na nich prymitywne obrazy.
ZAWOŁANIE BOJOWE: Ulubionym zawołaniem Harbotha jest "Zmiażdżyć pokurczów!"
DOKONANIA: Kiedy przywódca lokalnych krasnoludów wyznaczył nagrodę dla łowców przygód śmiałych na tyle, by zniszczyć osadę orków, Harboth odpowiedział zjadając każdego głupiego na tyle, by tego spróbować. Zamtego Kciałeś ma naszyjnik z uszu takich nieszczęsnych poszukiwaczy przygód. Ich kości Harboth odesłał wodzowi krasnoludów z prośbą o przysłanie więcej niziołków, gdyż zwłaszcza oni przypadli orkowi do smaku.
PRZYWÓDCA: Harboth jest potężnym herosem orków.
CZEMPION: Zamtego Kciałeś,

Fifth of the Regiments of Renown comes from the era of first Warhammer edition. During second edition unit was reinforced by a champion too.
Harboth himself will return, as he will lead another famous unit...

The Black Fire Pass is the only route over the Black Mountains, and for years the mountain and the pass were by and large impassable due to the presence of a large Orc settlement. This dirty and squalid township consisted of several dozen wooden shacks, a large but unstable saloon and hundreds of mean, greedy, low-down Orcs.

The town was run by Harboth, an Orc of great size and strength. Harboth's mates used to spend most of their time in the saloon, sheltering from the almost non-stop rain which is an every day phenomenon along the slopes of the Black Mountains. They would take turns manning the toll gates and torturing travellers. Occasionally there would be a fight as some indignant Halfling or Dwarf tried to defend himself - but not often.

As you can see The Black Mountain Boys don't go in much for fine clothing or fancy gear. They have quite an extensive collection of armour and weapons looted from travelers, including sturdy bows as welt as heavy iron hooked cleavers called Dwarf Ticklers, an invention of Harboth's of which he is justly proud. Yaskin Forit carries an especially large, double handed version of thsi weapon.

After the Goblin wars the Bad Lands were gradually cleaned up by the Dwarfs. Harboth and his gang were forced to take to their heels. It is rumoured that Harboth spent his declining years cattle rustling in the deep south.

Armament. Dwarf Tickler, knives and clubs.
Dress Ragged tunics and breeches, all clothing is very dirty with a generally cast off appearance. A light Mail jerkin is worn underneath the other rags
Shield Assorted emblems prevail - often of an offensive or insulting nature. Harboth and his troops prefer to individualise their shields by scrawling offensive pictures or slogans on them.
Battlecry Harboth's favoured expression is 'Pulp the Stunties'.
Leader Harboth has the profile of a Mighty Orc Hero. Leadership factor 4.

Deeds. When the local dwarf leader offered a bounty to adventurers bold enough to try to destroy the Orc settlement, Harboth resonded by meetinf, and subsequently eating each adventurer stupid enough to try it. Yaskin Forit made a necklace of the ears of these unfortunate characters, whilst Harboth sent their bones back to the Dwarf leader together with instructions to send more Halflings as he found these particularly palatable.


wtorek, 16 grudnia 2014

Sługus zła | Servant of evil

I jeszcze jeden z orków z Mordoru w malowaniu mojego brata, Mormega. Do pokazania zostało ich jeszcze dwóch, kolejni dopiero za czas jakiś. Ponownie, stary plastik, bez przeróbek z tego co widzę, za to z oryginalną, przeokrutną bronią - dwuręcznym nadziakiem. Znalezienie się po złej stronie tego narzędzia mordu na pewno nie jest przyjemne...

And one more of Mordor orcs painted by my brother, Mormeg. There are still two more of this batch to show, more of them in some future. Once again, this is old plastic miniature, no conversions here if I'm not mistaken too. Weapon seems original - two handed military pickaxe - one definitely wouldn't like to be on its wrong side during any fight....







wtorek, 11 grudnia 2012

Łucznicy Mordoru | Mordor Archers




Plastikowi łucznicy Mordoru, z któregoś z podstawowych boksów gry, gdy w jej nazwie nie było jeszcze słowa Hobbit. Za każdym razem, gdy oglądam te - bądźmy szczerzy - nienajlepsze plastikowe wyroby GW, pomalowane przez mojego brata, Mormega - jestem naprawdę zdziwiony, jak dużo można z nich wyciągnąć. Może bierze się to stąd, że w mojej pamięci na dobre odcisnęła się nieudana (bardzo nieudana) próba pomalowania jednego z tych orków... Brrr, aż się wstrząsnąłem.

Plastic Mordor archers, which were part of some incarnation of basic game boxed set, when the game was still named "Lord of the Rings something", not "Hobbit something". Every time when I look at these - let's be honest, certainly not the best plastic products of the Games Workshop factories, painted by my brother, Mormeg - I'm genuinely suprised how good they can actually look. I think that I'm so suprised because I still remember my unsuccessful attempt of painting one of this miniatures years ago (and believe me, it was really, really bad looking painted miniature).  



wtorek, 13 listopada 2012

Ork z Krainy Cienia | Orc from Land of the Shadow

Mój brat nie ustaje w malowaniu dwóch armii - Mordoru i Władców Nocy. Psychologowie z pewnością chętnie wypowiedzieliby się, na temat tego, dlaczego armie ogólnie pojętego zła i ciemności cieszą się takim powodzeniem... Hmm.. W sumie to rzeczywiście ciekawe, ja również maluję głównie tych "niedobrych"... Ale wracając do tematu - kolejny ork z Mordoru został zagoniony batem w kształcie pędzla do oddziału. To jedna ze starych, plastikowych figurek - dla mnie, w postaci gołego materiału - jedna z brzydszych miniaturek firmy z Nottingham. Uczciwie jednak powiem, że pomalowana wiele zyskuje. Nadal jest brzydka, ale już we właściwy orkom sposób. Szczególnie podoba mi się pomalowany pancerz z łusek skóry...


My brother keeps painting two armies - forces of Mordor and Night Lords. Psychologists would probably love to tell why armies of, bradly speaking, evil and darkness are so popular... Well... To be honest it is really interesting I think, as most of my armies are "bad boys" too... Anyway, back to the Mordor - another orc was lashed to the unit. This is one of the old, plastic minis - personally I think they are very, very ugly. To be honest they does look much better once painted. It is still ugly, but in this correct, orkish way... I especially like how the leather scales armour is painted...




wtorek, 30 października 2012

Shagrat

Uruk, dowódca orków z Cirith Ungol, drugi z orczych przywódców, którzy znaleźli Froda po ukąszeniu przez Szelobę. Zgodnie z tekstem książki bardziej rozsądny od Gorbaga, nie pozwolił na zabranie rzeczy hobbita i chciał zawiadomić Barad-dur. W wyniku rozpętanej przez Gorbaga awantury, orki wyrżnęły się wzajemnie, co pozwoliło Frodowi oraz Samowi wniknąć w głąb Mordoru. A sam Shagrat, ranny w walce z Gorbagiem, zabrał rzeczy Powiernika Pierścienia, unosząc je do Twierdzy Wiecznego Oka.
Figurka to, z tego co się orientuję, stary, nieprodukowany już wzór tego orczego dowódcy, nowszy wyposażony jest w miecz i tarczę. Malowanie mojego brata zgodne z wzorem filmowym, choć chyba nieco ciemniejsze. Podoba mi się, w jaki sposób płaty skórzanego, farbowanego na czarno pancerza podbarwione są brązem. Efekt nie jest do końca jasno widoczny na zdjęciach, niemniej jednak coś tam widać...

Uruk, commander of orcs garrisoning Cirith Ungol, second of orcs leaders, which have found Frodo after he was bitten by Shelobe. According to book, Shagrat was bot smarter and more responsible then Gorbag, he didn't allow to rob and torture Frodo, instead he insisted on relaying message to the Barad-dur. Well, Gorbag had other plans, so after some backstabbin, ripping, slashing and cutting orcs slayed each other in the tower, Frodo and Sam were able to sneak into Mordor and wounded Gorbag took some Ringbearer's items to the Sauron.
Miniature is, if I'm right, no longer produced in this design. New figure holds sword and shield if I remember correctly. Painted by my brother, Mormeg, pretty close to movie visualisation of this Uruk, maybe a little darker. I really like how the black dyed leather armour is tinted with brown. This effect is very delicate but visible on photos too...



wtorek, 16 października 2012

Gorbag

Jeden z dwóch przyjemniaczków, z którymi bliskie spotkanie trzeciego stopnia miał Frodo Baggins po herbatce u Szeloby. Malowanie Mormega - wraz z Shargatem, który pojawi się na blogu wkrótce, oraz dwoma malowanymi właśnie kolejnymi orkami, Gorbag będzie wchodził w skład pierwszego gotowego oddziału sług Oka. Coś mi się wydaje, że będą to moi przeciwnicy - kiedy już pomaluję choć kilku więcej swoich Rohańczyków.
Osobiście pomalowałbym skórę tego orka na nieco mniej jaskrawy odcień zielonego, niemniej jednak przyznać muszę, że to lekkie odstępstwo od filmowego wizerunku tego dowódcy orków z Minas Morgul tutaj się broni. Znakomicie akcentuje głowę stwora, odcinając ją od naturalnych, ciemnych płaszczyzn pancerza, który wygląda - moim zdaniem - lepiej pomalowany z dość delikatnie zaznaczonymi krawędziami, niż mocno skontrastowanymi krawędziami malowania wzoru na stronie producenta.


First of the two merry fellows, with whom Frodo Baggins has had close encounter of the third kind at the Sheloba's lair. Painted by Mormeg. Gorbag, together with Shagrath (on the blog soon), two more orcs (in painting right now) and all already painted Mordor orcs will form first unit of the servants of the Great Eye. I think they will be my main opponents on the battlefield - once I will paint more my Rohirrims, of course.

Personally I would paint Gorbag's skin with a little more muted shade of the green but this bright green truly pops head of this miniature from surrounding, natural and dark colors of the leather armour which - with its soft, delicate edge highlights - looks better then Games Workshop sample IMHO.


czwartek, 12 lipca 2012

Uruk

Mormeg w przerwie między mordowaniem kolejnych stad potworów w DIII znalazł chwilkę na wzmocnienie swoich sił zła, mroku, ciemności, zacofania, zapomnienia, grabieży. I zniszczenia. To ponownie plastikowy ork z jednego z zestawów podstawowych gry Lord of the Rings, figurka prezentująca się znacznie korzystniej po pomalowaniu. Podobnie jak wcześniejsze, malowana na czarnym podkładzie w palecie naturalnych, stonowanych kolorów.

Between murdering hordes of monsters in DIII, Mormeg has found some time to add another orc to his forces of evil, darkness, ruination, backwardness, oblivion. And destruction. This is yet another plastic orc from one of the base sets for Lord of the Rings game. Miniature looks much better once painted, that's for sure. As all previously painted Mormeg's Mordor orcs this one was undercoated black and painted with natural, dulled collors.



wtorek, 6 grudnia 2011

Oko wciąż patrzy | The Eye is ever watching

Ostatnia dwójka orków Mormega, jakie pomalował kilkanaście dni temu. Całkiem niezłe figurki, jak na plastiki. Podobają mi się zróżnicowane pancerze i uzbrojenie, fantastyczne wzory hełmów, podarte kolczugi. Miniaturki do Lotro mają, ogólnie, całkiem przyzwoity poziom - nawet te przedstawiające zwykłych wojowników. Minęły, na szczęście, czasy klocków identycznych sztywnych figurek z początku lat 90. minionego wieku, znanych graczom Warhammera. Do dziś śnią mi się koszmary związane z widokiem identycznych zwierzoludzi czy wojowników Chaosu...

Last pair of Mormeg's orcs painted few weeks ago. Really nice miniatures, especially considering that they are made from plastic. I really like varied look of arms and rmors, fantasy look of helmets, torn chainmails. Lotro miniatures are, overall, really nice - even standard rank and file troops. Long gone are times of blocks of identical, poorly animated miniatures from the beginning of 90s, known to Warhammer players. I still have nightmares with these monoblocks of plastic beastmen or Chaos warriors....

wtorek, 22 listopada 2011

Sługa Oka | Servant to The Eye

Mormeg nie próżnuje, trzaska kolejne figurki orków do Lotra. Dziś wprawdzie tylko jedna miniaturka, jednak w następnym wpisie z jego miniaturkami będzie ich już kilka. A tymczasem - ork z toporem. Mam nadzieję, że mój brat znajdzie może chwilę i wspomni coś o jego malowaniu - choćby w komentarzu.

Mormeg is working hard, painting more orcs for his Mordor army. Just one miniature today but in the next entry dedicated to his miniatures, I will show more of them. An orc with an axe for a time being.




piątek, 10 czerwca 2011

Moja pierwsza figurka | My very first miniature



Skończyłem przed chwilą grzebanie w pudłach z figurkami (chętnie kupię rękę od konnego i pieszego wampira necrarcha;)) i znalazłem coś, co przypomniało mi początek mojej zabawy z figurkami. Proszę Państwa, oto moja pierwsza samodzielnie pomalowana figurka. Rok malowania - 1990. Rzeczona miniaturka pochodzi z gry "Hero Quest" wydanej przez MB we współpracy z Games Workshop. Kupiłem ją we Włoszech, wydając na to KUPĘ pieniędzy, do dziś pamiętam radość starego konia, który w końcu dorwał się do figurek... A sama gra też była przyjemna, ile czasu spędziłem z Mormegiem rozszyfrowując instrukcję... Orka malowałem akrylami artystycznymi, mnóstwo czasu spędziłem nad nielicznymi dostępnymi wtedy zdjęciami figurek w jakichś katalogach czy nad podręcznikiem III edycji WFB, usiłując skopiować te wszystkie cienie, rozjaśnienia, subtelności kolorów... A potem już wszystko poszło szybko... Swoją drogą ciekawy jestem jak wyglądały Wasze pierwsze prace... Może ktoś pokaże?


I just finished digging through my boxes with miniatures and I have had found something which brought a lot of memories back. Ladies and Gentlemen, here it is the very beginning of my miniatures' adventure, my first figure painted by yours truly. Year of painting - 1990. The miniature comes from the game "Hero Quest" published by MB in cooperation with Games Workshop. I have bought this game in Italy for A LOT of money. I still remember a joy of grown boy who finally bought some real miniatures... Game itself was very cool too, I've spent a lot of time with Mormeg deciphering rules written in Italian if I remember correctly... Orc was painted with artistic acrylics. I've spent a lot of time flipping through my very limited then resources, catalogues and WFB III edition rulebook mainly, trying to mimic all these colors, shadows, highlights and subtlety of colors...  And then everything went really fast... By the way, I'm really interested in your first miniatures. Will someone show it?

czwartek, 2 czerwca 2011

Zombie ork | Orc zombie

Konieczność pracy po godzinach spotyka - jak widać - nie tylko ludzi. Biedny ork nie zdążył się jeszcze dobrze rozłożyć, a tu już trzeba wstawać i zasuwać do roboty, bo tak się chce jakiemuś nekromancie... Ech, nieżycie...
No ale co zrobić...
Pierwsze z kolejnej grupy pięciu figurek zombie. Dość nietypowa, przedstawia bowiem orka. Trochę nie do końca wiedziałem, jak potraktować jego skórę, patrząc na gotową figurkę wydaje mi się, że jednak powinna być zdecydowanie bardziej blada i niezdrowa. Niestety, zdjęcia obnażyły pewną wadę - skusiłem się kolejny raz na psiukanie lakierem na dworzu - efekt - białe paprochy. Być może to coś z samym lakierem, używam już kolejnego spreya Army Paintera i mam wrażenie, że śmierdzi inaczej niż poprzedni. Zresztą kiedy psiukam w pomieszczeniu zamkniętym, powłoka też nie jest tak idealnie przezroczysta jak przy poprzedniej puszce, choć nie zostają wtedy te białe paproszki.

Working overtime sucks but it happens not only to humans, as we can clearly see here. Poor orc is not even really decomposed yet but still, he has to get up and to work, just because some necromancer wills it. And they call it unlife... But what can one do?
First of the another group of five zombies. Atypical a little, as it is orc. I wasn't entirely sure how to paint his skin. Looking at the finished miniature I think its skin should be a lot paler and unhealthy. Unfortunately pictures clearly show my failure. Second time I sprayed miniatures with antimatt spray outside, second time they got some small white particles. As I changed can of Army Painter anti matt spray, it is problem with this particular can, maybe. It smells diferently too, I think. Besides, when I use this spray in garage, matt layer is not entirely transparent, as it used to be with previous can.



środa, 17 listopada 2010

Ork z Mordoru | An orc from Mordor

Gdzieś w głębi duszy mojego brata musi kryć się odrobina ciemności - jego siły do gry Lord of the Rings to Mordor. Tak, tak - wcale nie elfy. W sumie różnica niewielka, uszy mają prawie takie same. Podstawka tej figurki nie jest, co prawda, dokończona, niemniej jednak sama miniaturka podoba mi się okrutnie. Nie wiem nawet co jest w niej takiego... Może to ten skórzany pancerz, może dzika twarz, a może prosty i jednocześnie efektowny sztandar. Sama figurka jest też bardzo fajna, jak zresztą większość miniaturek do LOTR.



Somewhere deep in the soul of my brother must be hidden a hint of shadow and darkness - his chosen force for LOTR game is Mordor. Yes... Yes - not elves. Well, difference is marginal anyway, as ears are very similar.

Base of this miniature is not finished yet but I like painting of this figure very much. I don't really know why... Maybe that leather armour, maybe face full of savagery and cruelty or maybe simple yet effective banner. Miniature itself is very nice too, as most from the LOTR range...



czwartek, 11 marca 2010

Rydwan zielonoskórych


Wycieczki w przeszłość ciąg dalszy. Nigdy nie miałem armii orków i goblinów, jednak pomalowałem sporo rozmaitych modeli wchodzących w jej skład. Nie miałem cierpliwości do malowania dziesiątków figurek, jakie wchodzą w skład armii orków i goblinów, jednak czysto hobbystycznie, dla przyjemności, od czasu do czasu brałem pod pędzel coś zielonego. Widoczny obok rydwan to jeden z pierwszych moich modeli zielonoskórych z WFB. Sam model to - w większej części  - zestaw "Goblin king chariot", wydany początkowo w serii pudełek "Machines of destruction" do chyba 3. edycji Warhammera. Zostawiłem z niego sam rydwan i figurki (w tym króla, noszącego urocze imię Sourgutt), dzika, który w oryginale ciągnął rydwan zastąpiłem jednak nowszymi plastikowymi wilkami. Z tego co pamiętam, kierowała mną chęć doprowadzenia rydwanu do stanu zgodnego z listą armii, która w czasie gdy malowałem ten model nie dopuszczała już rydwanów ciągniętych przez pojedyncze stworzenia, a dzik dodatkowo był mikry w porównaniu z plastikowymi stworzeniami tego gatunku, które opanowały już wówczas pola bitew WFB. Nie mogłem przecież dopuścić do sytuacji, w której rydwan króla ciągnięty byłby przez jakiegoś niewyrośniętego włochatego prosiaka:). W modelu zmieniłem też sztandar - w oryginale nie zawierał tarczy, pomyślałem jednak, że taki akcent z symbolem klanu "Bad Moon" będzie wyglądał dość fajnie... Tarcza to, jeśli mnie pamięć nie myli, jeden z elementów leciwych wyprasek GW z połowy lat 90. minionego wieku.