Drugi z ostatnio pomalowanej piątki Apaczów, jedna z bardziej dynamicznych póz we wszystkich kupionych przeze mnie blistrach (co pozwala sobie wyobrazić niezwykłą statyczność pozostałych figurek). Malowanie, jak wszystkich pozostałych Apaczów, wzorowane na planszach barwnych Osprey'a z zeszytu "The Apaches" (MAA 186). W sumie to aż dziwne, że większość strojów wojowników z drugiej połowy XIX w. była tak monotonna. Przewijają się, oczywiście, kolory naturalne, w rodzaju beży, brązów i koloru skóry, natomiast pozostałe najczęściej spotykane to szarości, niebieski i czerwień. Podejrzewam, że przyczyna leży zarówno w technologiach dostępnych Indianom i białym, jak i w samym otoczeniu naturalnym. Indianie lasów byli jednak zdecydowanie bardziej barwni.
Malowanie figurek i gry wojenne | Miniature painting and wargames
czwartek, 3 maja 2012
środa, 2 maja 2012
Prezentuj broń!
Malując tych paru imperialnych strzelców, byłem przekonany, że mam co najmniej 12 figurek z 4. edycji, tych z bufiastymi, poprzecinanymi rękawami. No cóż, przeszacowałem swoje zasoby takich arkebuzerów o 4, a koniecznie chciałem pomalować gotowy, w miarę spójny co do wyglądu uzbrojenia i ubrania oddział wydzielony liczący 10 figurek. Rozwiązaniem stała się miniaturka, o której istnieniu nawet początkowo nie wiedziałem. W pudle ze starymi figurkami imperialnymi znalazłem metalowe dłonie trzymające arkebuz. Po dość długim guglowaniu udało mi się ustalić, że to części dodawane do pudełka żołnierzy stanowych z piątej... a może z szóstej edycji warhammera. W każdym razie z wydania, w którym Imperium nie budziło moich emocji. Minuta spędzona na klejeniu rąk i wyposażenia strzelca (torba z lontem i rogiem prochowym) do plastikowego korpusu, rąk i głowy i tak oto pojawił się nowy strzelec. Poza nie jest, może, najlepsza, ale korzystałem z "odziedziczonego" po przyjacielu gotowego korpusiku. Jeszcze tylko malowanie, dip i jakiś Hans czy inny Otto dołącza do kolegów.
wtorek, 1 maja 2012
Śmierć z daleka
Mormeg pracowicie pędzluje swoich kolejnych Night Lordów, trochę wkurzony - podobnie jak i ja - najnowszymi plotkami na temat zbliżających się BARDZO dużymi krokami 6. edycji Warhammera 40k i nowego kodeksu Chaos Space Marines. Przez chwilę mocno biły nam serca, gdy doszły nas słuchy, że wyznawcy Chaosu mają stracić swoje dreadnoughty, na szczęście ponoć zostają - pod inną nazwą i z odmiennymi od dotychczasowych zasadami. Ale, na razie, farby kryją kolejnych synów Konrada Curze'a. Jeden z nich widoczny jest obok. Z tego co wiem to połączenie części plastikowych produkcji GW i żywicznych Forgeworld, z ręcznie rzeźbioną symboliką zakonu.
Jak zazwyczaj, brak podstawki. Chyba w końcu w ramach delikatnej sugestii kupię mu jakąś nową farbę do podstawek GW;)
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Następny Apacz
Zakończyłem właśnie prace nad kupionymi kilka miesięcy wcześniej Apaczami firmy Artizan Designs, przeznaczonymi do skirmishowych rozgrywek na Dzikim Zachodzie. Banda Meksykanów zrobiona została już wcześniej, teraz ewentualnie dodam jeszcze tylko po dwóch, trzech konnych do obu grup, ale to raczej pieśń odległej przyszłości. Szkoda tylko, że na razie nie mam specjalnie z kim grać - muszę namówić Mormega na jakąś rozgrywkę testową Legends of the Old West albo czegoś podobnego. Na zdjęciu obok jedna z właśnie skończonych miniaturek - tak jak poprzednie, fajne, proste wzory, nie przeładowane detalami, w niezbyt dynamicznych pozach, ale coś w sobie mają. Dobrze się malują i fajnie wyglądają w grupie. Jak poprzednie figurki do potyczek dzikozachodnich, także i ta jest dipowana. Malując trzymałem się zasady używania naturalnych, stonowanych kolorów. Raz, że pasuje to do pozostałych miniaturek z tej grupy, dwa, że takie właśnie kolory znalazłem w źródłach, szukając wzorów malowania.
Nowością był zastosowany lakier matowy w aerozolu. Kupiłem werniks matowy firmy Winsor and Newton i jak na razie, odpukać, tragedii nie ma. Lakier wysycha na delikatny półmat, przyjemny dla oka. Ma tylko trzy wady - śmierdzi równie mocno co lakier matowy Army Paintera, jest go o co najmniej połowę mniej i schnie dość długo. Po 24 godzinach polakierowane pierwszy raz miniaturki przy dotknięciu sprawiały jeszcze wrażenie nie do końca suchych. I stąd właśnie te cholerne drobinki trawki elektrostatycznej na podstawkach - denerwuje mnie to niemożebnie ale wygląda na to, że 24 godziny schnięcia werniksu to było za mało i parę "źdźbeł" przykleiło się na stałe.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Wybrane z tygodnia 46
Codwutygodniowa porcja tygodniowych ciekawostek ze świata naszego hobby już po raz czterdziesty szósty. Dziś naprawdę dużo fajnych rzeczy. Zacznijmy może zbiorczo od materiałów związanych z Salute, największym show wargamingowym w Wielkiej Brytanii, jaki miał miejsce tydzień temu. Na początek może kilkanaście zdjęć z bitwy - a właściwie dioramy - która zrobiła, nie tylko zresztą na mnie, oglądającego ją tylko na fotkach, wrażenie. Epoka napoleońska, bitwa o La Vajol, przygotowana przez ekipę Victrix Miniatures w skali 54 mm. Piękny stół, wielka liczba figurek, naprawdę jest na co popatrzeć. Kolejne kilkadziesiąt fotek z gier, które cieszyły oczy autora, przedstawiono na blogu Roundwood's World. Warto popatrzeć, jak bardzo są to dopracowane rozgrywki - teren, zasady dla graczy (bo większość z tych gier przeznaczona jest do pokazów), figurki, dodatkowe akcesoria. Tak właśnie, moim zdaniem i uwzględniając, rzecz jasna, skalę tradycji gier bitewnych, powinien wyglądać nasz Grenadier. Obszerne galerie fotografii z Salute można też znaleźć na blogu Bartka (Asienieboje) i na forum I love wargaming (część 1, część 2, część 3). Zwróćcie proszę, szczególną uwagę, na stół polskiej gry Wolsung (link prowadzi na forum Wolsunga i do albumu jednego z autorów gry i budowniczych stołów wolsungowych na Salute, Łukasza Perzanowskiego). To steampunkowy skirmish, osadzony w świecie polskiej gry fabularnej. Jak widać można pokazać swój produkt w bardzo atrakcyjny sposób, wyróżniający się nawet na tak dużej imprezie. Zdjęcie wolsungowego stołu widoczne jest obok tej notki.
Ok, koniec z Salute, czas na inną dużą imprezę, a w zasadzie prezentację zwycięzców tej imprezy. Konkurs malarski Crystal Brush, tutaj znajduje się galeria zwycięzców. Warto zauważyć, że miejsca na podium w dwóch kategoriach zdobyli Polacy - Maciek Banasik zdobył srebro w kategorii Fantasy/Steampunk Single pracą Dark Corner of the Earth, natomiast Marcin Ignasiak osiągnął tę samą pozycję w kategorii Historical Single pracą Soviet Rifleman.
Teraz ciekawostka informatyczna. W sklepie Googla z aplikacjami dla systemu Android pojawił się Fantasy Mathhammer - mały programik pozwalający przetestować walki pomiędzy oddziałami w grze WFB. Na razie tylko cztery rasy, ale aplikacja jest cały czas rozwijana, może będzie więcej. Tutaj znaleźć można blog autora tego bezpłatnego programu.
Kilka poradników dotyczących rozmaitych aspektów malowania. Pierwszy, autorstwa Any zamieszczony na stronie Chest of Colors, dotyczy robienia wrzącej lawy. Kolejny z poradników przedstawia sposób malowania figurek w skali 1:72. Jego autorem jest Stuart Emmet, oryginalnie zamieszczono go w Wargames Illustrated. Następny z artykułów tego rodzaju przeznaczony jest dla początkujących - zamieszczono go na blogu HandCannonOnline, przedstawia materiały - pędzle, farby, aerozole - które przydają się przy malowaniu naszych modeli. Na tym samym blogu zamieszczono przegląd pędzlowych ferrari - autor testuje najdroższe i najlepsze pędzelki do malowania wykonane z włosia sobolowego.
Przez pewien czas na blogu Multiverse 15 panowała cisza, jednak autor w ostatnim czasie zamieścił zdjęcia skończonego jednego elementu swojego stołu do gier fantasy w skali 15 mm - rzućcie okiem, bo warto. Na blogu jest też poradnik dotyczący malowania bruku.
A na sam koniec cztery czy pięć poradników dotyczących właściwego malowania figurek z okresu amerykańskiej wojny o niepodległość i wojen w Ameryce Północnej czasów kolonialnych. Huronowie, rangersi, Mohawkowie, Brytyjczycy i Francuzi - krótko mówiąc wszystko co związane z tomahawkiem i muszkietem. Dla mnie ekstra przydatne, bo figurki z tego okresu zagoszczą za czas jakiś na blogu.
Prawie bym zapomniał - garść porad malarskich prosto z seminarium malowania w Warhammer World, hobbystycznym centrum Games Workshop. Warto poczytać, jakie triki stosują malarze z Eavy Metal team - pierwsza i druga część poradnika zamieszczona na blogu Stahly's Tale of Painters.
piątek, 27 kwietnia 2012
Ktoś stracił głowę...
Od pewnego czasu nie mogę skupić się dłużej na jednym temacie. Warhammerowe Imperium, wampiry, Indianie do Dzikiego Zachodu, dwie armie 15 mm w malowaniu, a na horyzoncie majaczą trzy kolejne gry, którymi jestem mocno zainteresowany, jedna będzie zresztą kontynuować temat Indian, tyle że inne czasy, inne plemiona. A na razie pomalowany wczoraj ghoul, jedna z figurek Heresy Miniatures, której to Ghasta już pokazywałem. Bardzo przyjemna rzeźba, aczkolwiek mocno delikatna, a szczegóły są bardzo małe. Zęby stwora są jakieś trzy razy mniejsze niż u ghouli produkcji Games Workshop. Pomalowałem go na niespecjalnie podobający mi się kolor, ale jako że chcę mieć ghouli o różnych odcieniach skóry, a takich brązowawych mam najmniej, padło właśnie na kolor Calthan Brown.
Dziwna sprawa. Patrząc na figurkę na żywo, uważam, że jest ona jedną z najmocniej skontrastowanych, jakie wyszły spod mojego pędzla - chciałem mocno rozjaśnić ten nieciekawy brąz, dominujący w całym malowaniu. Natomiast na zdjęciach tego niemal w ogóle nie widać, zdjęcia są przygaszone i ciemne, mimo ustawień dających, przynajmniej w teorii, jasne zdjęcia. Wot, technika.
Ha... Mały update notki. Te kiepskie zdjęcia psują mi humor, postanowiłem więc z nimi powalczyć. Dla porównania, zdjęcie wykonane przy ZNACZNIE słabszym świetle, tyle że brak silnego źródła światła z góry. W rezultacie nie tylko całość jest jaśniejsza, ale też odwzorowanie kolorów jest niemal idealnie zgodne z wyglądem rzeczywistym figurki. Nowa fotkę wstawiłem jako tytułową, starą, dla porównania, można obejrzeć tutaj, natomiast pod spodem widać fotki robione ze starymi ustawieniami światła...
czwartek, 26 kwietnia 2012
Imperialny arkebuzer
Powolutku zaczyna mi brakować jakichś sensownych, niepowtarzających się nazw notek o tych strzelcach, a zostało ich jeszcze czterech. Jak wcześniejszy - dipowany na podstawowe kolory Talabeclandu, lekkie rozjaśnienia po wyschnięciu dipa, podstawka i rekrutacja zakończona. Może trochę szkoda mi tych figurek do takiego "malowania" ale jeśli stoję przed wyborem dip i granie w rozsądnym czasie albo granie gołym plastikiem i metalem, wybiorę jednak dip. Więcej czasu poświęcam dzięki temu swoim wampirom,,,
Sama figurka to, jak wcześniejsze, jeden z wzorów Imperium z 4. edycji gry. Rzeźbiony przez któregoś z braci Perry, w rzeczywistości może równie dobrze przedstawiać jakiegoś strzelca z wczesnorenesansowych Niemiec czy Włoch. Do tej pory w ofercie Foundy Miniatures spotyka się figurki różniące się tylko pozą, przedstawiające właśnie takich historycznych "ludzi ogniowych".
środa, 25 kwietnia 2012
Drugi element najemników egipskich w służbie perskiej
Wiele wody w rzekach upłynęło od czasu, kiedy pokazywałem coś do powstającej w bólach armii Achemenidów do DBA, którą rozpocząłem dobrze ponad rok temu. Nieco zmobilizowany kolejnym konkursem malarskim forum Strategie postanowiłem podgonić trochę ten projekt. Zamierzam - w ramach konkursu - pomalować trzy elementy armii Dariusza III. Będą to widoczni obok egipscy najemnicy, element 4Sp, kolejny oddział 3Ax oraz drugi element 4Sp, tym razem Kardaka, czyli rodowici Persowie. Na początek poszli najłatwiejsi w malowaniu Egipcjanie. To już drugi element przedstawiający tych najemników, od czasu kiedy malowałem ich po raz pierwszy, zdążyłem zapomnieć jakich dokładnie kolorów użyłem na ich pancerzach, stąd odrobinę inny odcień. Malowanie błyskawiczne - jak dla mnie - łącznie poświęciłem im nie więcej niż dwie godziny. Na warsztat "15 mm" trafią następnie pewnie figurki przeznaczone na element 3Ax.
wtorek, 24 kwietnia 2012
Nowości z Amercomu 18
Czas na informacje o tym, co w najbliższych dniach ukaże się ciekawego nakładem wydawnictwa Amercom. Na początek "Kolekcja wozów bojowych" i jej już 58. numer. Tym razem tematem zeszytu będą niemieckie działa samobieżne na podwoziach francuskich czołgów, zdobytych po kampanii 1940 r. Produkowane w niewielkiej liczbie, sposobami bez mała chałupniczymi, brały udział w walkach we Francji w 1944 r., w Afryce Północnej i na froncie wschodnim. Do pisma dołączony będzie gotowy model diecast w skali 1:72, przedstawiający działo noszące jakże wdzięczną i krótką nazwę niemiecką 10.5 cm leFH 18 Selbstfahrlafette auf Geschützwagen 39H(f).
W 20. odcinku kolekcji "Helikoptery świata" już coś bliższego nam i geograficznie, i czasowo. Tematem tego zeszytu będzie radziecki śmigłowiec Mil Mi-4, wykorzystywany także w lotnictwie polskim. Gotowy model w skali 1:72, dołączony do pisma, będzie przedstawiał tę konstrukcję w wersji Mil Mi-4A w malowaniu właśnie z biało-czerwoną szachownicą.
Bohaterem 18. zeszytu kolekcji "Latające Fortece" będzie amerykański ciężki samolot transportowy Boeing C-97 Stratofreighter i jego różne wersje. Do pisma dołączony zostanie gotowy model diecast tej maszyny w skali 1:200 w malowaniu lotnictwa transportowego armii amerykańskiej.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Z półki Mormega: Path of the Renegade

Ponury świat mrocznej przyszłości w ujęciu autorów wydawnictwa Black Library - kolejna z recenzji kreślonych piórem Mormega.
Przebywając w domu na tzw. L4, nadrabiam powoli zaległości w lekturze książek, które kupiłem niedawno i trochę dawniej. W ten sposób w moje ręce wpadła książka Andy'ego Chambersa "Path of the Renegade". Będąc znanym miłośnikiem wszystkiego co ma spiczaste uszka, z dawna już ostrzyłem sobie zęby na czas spędzony z księgą o Mrocznych Eldarach. Dosyć dawno temu przeczytałem "Path of the Warrior" Gava Thorpe’a i ciekawy byłem, jak wypadnie porównanie obu książek, a pośrednio dwu odłamów Eldarów.
Zacznijmy jednak od okładki autorstwa Neila Robertsa, na której przedstawiono jednego z wojowników Mrocznych Eldarów. Nie chcielibyście chyba spotkać kogoś takiego ciemną nocą. Przedstawiona postać robi mocne wrażenie, z pewnością przyciąga uwagę i w rezultacie powoduje, że książka rzuca się w oczy. Warto też chyba odnotować, że o ile w serii Thorpe’a o Eldarach z craftworlds tło okładek jest białe z kolorową postacią, o tyle tło tej o Mrocznych Eldarach jest oczywiście czarne. Dużą niespodzianką jest natomiast runa, którą wojownik ma umieszczoną na hełmie. Spędziłem wczoraj trochę czasu, szukając odpowiedzi na tę zagadkę w mojej biblioteczce ale nie znalazłem niczego co by przybliżyło mnie do jej rozwiązania. Otóż jest to symbol craftworldu Iyanden. Myślałem sobie, no cóż może jest to tylko zbieg okoliczności, ale tym bardziej dziwny, że jest to symbol bezpośrednio związany z Asuryanem. Umieszczenie go na hełmie przedstawiciela odłamu Eldarów uważającego, że wszyscy bogowie zginęli w czasie Upadku, oddającego cześć, spośród bogów starego panteonu, jedynie Khainowi, a w dodatku utożsamianego przez samych Mrocznych Eldarów z odłamem ich gatunku z craftworldów jest co najmniej dziwne. Przynajmniej w mojej opinii. Może ktoś zresztą znajdzie jakieś wytłumaczenie tej zagadki.
Książka na 400 stronach przenosi nas do Commoragh. Jesteśmy świadkami intrygi snutej przez pewnego Archonta, który ni mniej, ni więcej tylko uznał, że czas położyć kres rządom Asdrubaela Vecta. Wraz z przywódcami dwóch innych koterii planuje wskrzesić wroga Vecta, któremu prawie udało się go niegdyś pokonać. Prawie robi jednak jak wiadomo wielką różnicę. Jak jednak tego dokonać w mieście, w którym wszyscy nawzajem śledźą każdy krok wrogów, potencjalnych wrogów i niepewnych sojuszników? Jak pozyskać pewien rzadki składnik niezbędny do jego wskrzeszenia, tak aby nie dowiedzieli się o tym szpiedzy Vecta? Pytania o tyle istotne, że dane nam jest również naocznie przekonać się, w jaki sposób Vect pozbywa się swoich wrogów.
Jest tu właściwie wszystko, co być powinno - morderstwa, zakulisowe rozgrywki, bohaterowie nużają się we wszelkich możliwych zdradach, podstępach i truciznach - a jednak czuję niedosyt. Spodziewałem się bardziej elektryzującej lektury, czegoś jak "Kroniki Malusa" przeniesione do uniwersum Warhammera 40000, tymczasem książka nie jest aż tak dobra. Najbardziej chyba doskwiera brak w książce pierwszoplanowej postaci, z którą mógłbym się identyfikować. Wiem, że trudno tego wymagać przy książce o najbardziej zwyrodniałych okrutnikach i mordercach, w świecie WH40K, istotach czerpiących przyjemność z torturowania innych, im bardziej niewinnych tym lepiej. Udało się to jednak autorom historii o Malusie, który przyjemniaczkiem przecież nie był, a jednak bez wątpienia był postacią, której kibicowałem, udało się to w kilkakrotnie już wspominanej trylogii o Marduku z Legionu Niosących Słowo, który też typowym bohaterem nie był. Według mnie, Chambersowi w "Path of the Renegade" sztuki tej nie udało się powtórzyć. Zapewne wbrew intencjom autora, ale największe wrażenie sprawiła na mnie postać Morra, jednego z incubi. Tym bardziej cieszę się, że kolejnym tomem ma być Path of the Incubus, być może książka będzie pozbawiona mankamentu pierwszego tomu.
Mormeg
sobota, 21 kwietnia 2012
Otwarcie sklepu GW w Warszawie
Dziś miało miejsce oficjalne otwarcie sklepu Games Workshop w Warszawie - pierwszego w Polsce. Byłem, pokręciłem się chwilę i wyszedłem. A wrażenia? Hmmm... Sklep nie należy do największych, jest średniej wielkości. Zaopatrzony chyba we wszystkie zestawy plastikowe wszystkich gier podstawowych plus nowe clamshelle z plastikowymi i finecastowymi singlami. Dodatkowo, rzecz jasna, farby, narzędzia, makiety, itp. Kilka czy kilkanaście książek z Black Library, trochę książek z ForgeWorld. Ludzi mnóstwo, nie ma się co dziwić - impreza była zapowiadana od dość dawna. Obsługa, zwłaszcza starsza wiekowo, sprawiała wrażenie kompetentnej, ta trochę jej młodsza część, zwłaszcza żeńska, wydawała się jednak ciut przytłoczona klientami. A jakie mam wrażenia ogólne? Przede wszystkim uczucie jakiegoś niedosytu. Jasne, dziesięć, a jeszcze bardziej piętnaście lat temu, pewnie bym się posikał ze szczęścia. Ale to były inne czasy, inna sytuacja na rynku, inne warunki całej zabawy, kiepski dostęp do rzeczy związanych z hobby, początkowo nawet bez Internetu. Teraz to wszystko wygląda inaczej. W samej Warszawie jest co najmniej kilka fajnych sklepów z rzeczami GW, są sklepy sieciowe - polskie i zagraniczne. Wiele figurek można kupić taniej niż w sklepie oficjalnym. Oczywiście, świetnie jest, że powstał - w końcu - oficjalny sklep. Że można ściągać za jego pośrednictwem, nie płacąc za dostawę, rozmaite części i rzeczy niesprzedawane w sklepach współpracujących z GW czy oficjalnym. A jednak, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to wszystko jest co najmniej 10 lat za późno. GW, rzecz jasna, dysponuje potencjałem pozwalającym dokładać do sklepu, dodatkowo tak może prowadzić politykę sprzedaży, że wytnie tym konkurencję, która od lat przygotowywała dla nich rynek. Nie sądzę więc, by nowo otwarty sklep zniknął z powierzchni naszego hobbystycznego światka. Niemniej jednak osobiście zamierzam raczej wspierać stare, dobre sklepy, jak ten "U Faberów". Warto o nich pamiętać, nie dać im zginąć.
Lekkim zgrzytem był dla mnie brak atrakcji, jakie ominęły nas z okazji 25-lecia WH40k. Spodziewałem się, przynajmniej, limitowanych figurek wzorowanych na okładce "Rogue Tradera". Z drugiej strony, może były tylko zniknęły zanim się pojawiłem. Promocyjne gratisy też nie wzbudziły mojego zainteresowania. Portfele były, moim zdaniem, niespecjalnie fajne. Podobał mi się plakat i manierki z imperialnym orłem, nie zamierzałem jednak wydawać dziś pieniędzy, by dostać te gadżety - a dodawano je tylko do zakupów o określonej wartości.
Zdjęcie, jakie wybrałem do ilustracji tego wpisu, zajumaniłem ze strony GW. Wykonano je tydzień temu, w pierwszym dniu działalności sklepu. Wybrałem je nieprzypadkowo, a powód tego wyboru jest chyba jasny dla sporej części odwiedzających mój blog;).
piątek, 20 kwietnia 2012
Powrót do Talabeclandu
Kilkanaście długich miesięcy wstecz pomalowałem czwórkę strzelców do warhammerowej armii Imperium. Mam ambitne (i pewnie mało realne) plany dorobienia się niewielkiej armii tej frakcji, a strzelcy mają w założeniach być jednym z jej elementów. Przez minione kilka dni znalazłem nieco czasu, by się nimi pobawić, udało mi się skończyć kolejnych sześciu, można więc powiedzieć, że pierwszy detachement jest już gotowy - choć nie ma jeszcze oddziału, z którego można byłoby go wydzielić. Dziś pierwszy strzelec z tej nowej szóstki, schemat kolorystyczny identyczny z wcześniej malowanymi - barwy Talabeclandu, wybrane nie z powodu jakiegoś szczególnego afektu, jakim miałbym darzyć tę prowincję, ale z racji barw doskonale nadających się do dipowania, taką bowiem technikę zastosuję do wszystkich oddziałów, jakie powolutku będą się pojawiać. Kolory podstawowe, dip, schnięcie, lekkie czyszczenie kolorami pierwotnymi i tu i ówdzie rozjaśnienia, poprawki niedokładności, podstawka i gotowe. Nie jest to, z pewnością, mistrzostwo świata, ale poziom stołowy chyba osiąga;).
wtorek, 17 kwietnia 2012
Terror Władców Nocy
Mormeg nie ustaje w próbie podboju świata WH40k, co jakiś czas kończąc kolejne modele do swojej armii Władców Nocy. Na moim biurku stoją właśnie dwie nowe jego figurki, jedna z nich widoczna jest poniżej. Night Lord w standardowym, ciemnoniebieskim pancerzu poprzecinanym zygzakami błyskawic. Z ciekawostek, mój brat coraz częściej ucieka się do własnoręcznego rzeźbienia insygniów legionu na naramiennikach i - moim zdaniem - wychodzi to coraz lepiej. Powinien chyba jednak zabrać się za ich odlewanie, przypuszczam że byłoby szybciej:).
niedziela, 15 kwietnia 2012
Wybrane z tygodnia 45
Dziś sporo rzeczy głównie do oglądania, choć i coś innego się znajdzie. Na początek może skala, w której wszystko jest dość duże. Zerknijcie tutaj - tak mógłby wyglądać plan jakiegoś filmu - ale to plan z budowy dużej dioramy grupy modelarskiej Kampfgruppe von Abt z Wielkiej Brytanii. Naprawdę robi wrażenie. Im dłużej przyglądam się tym zdjęciom, tym większą mam ochotę pobawić się takimi laleczkami. Tylko skąd wziąć na to wszystko czas? Zdjęcie widoczne obok pochodzi ze strony tej grupy. Tu dostępna jest cała galeria.
Teraz darmówka - zespół Ogniem i Mieczem przygotował dodatkowy podjazd dla wojsk Rzeczypospolitej Obojga Narodów - czata Wincentego Gosiewskiego. Jest to w pełni oficjalny dodatek, pozwalający wystawić podjazd na turniejach. Co ciekawe, skład jest bardzo urozmaicony, pozwala także pobawić się husarią w czasie niewielkich gier.
Dwa poradniki - pierwszy, napisany przez właściciela bloga Crac des Chevaliers, Chevaliera de la Terre, pokazuje w jaki sposób robi on podstawki do swoich figurek do "Flames of War". Warto zerknąć, bo prezentują się one bardzo widowiskowo, a sam proces można z łatwością adoptować do innych skal. Drugi poradnik przedstawia wykonywanie niewielkiej szopy w skali 28 mm. W oryginale do "Flintloque" ale sam proces jest uniwersalny, a i szopa, taka jak w poradniku, może się znaleźć w bardzo licznych grach. Autorem artykułu zamieszczonego na stronie Barking Irons jest Tony Harwood. Tutaj reszta poradników z tej strony, większość jest naprawdę interesująca, mi szczególnie przypadł do gustu ten przedstawiający wykonanie poletka kapusty.
I - już na koniec - powracamy do obrazkowego, wargamingowego porno dla oczu, tym razem już ściśle fantastycznie. Na początek armia królestwa Ogrów w klimacie orientalnym - Ogry Nipponu autorstwa Tartar Sauce. Świetny pomysł i efektowne konwersje. Dorzućmy do tego jeszcze inne Ogry, tym razem pokazywane przez GMM Studios. Panie i Panowie, oto Ogry Monty Pythona spod znaku Świętego Graala.
I zakończmy mocnym akcentem. Elvis lives!
sobota, 14 kwietnia 2012
Omówienie zestawu "Early War Polish Infantry Boxed Set" produkcji Warlord Games
Firma Warlord Games w ciągu ostatnich kilkudziesięciu miesięcy wydała lub ponownie wprowadziła na rynek mnóstwo produktów w skali 28 mm do historycznych gier bitewnych - od starożytności, poprzez średniowiecze i epokę renesansu, do II wojny światowej. Jednym z produktów tej firmy jest omawiany tutaj zestaw pudełkowy zawierający żołnierzy polskiej piechoty z września 1939 r. W tekturowym pudełku, które widoczne jest obok, znajduje się wkładka z grubszej tektury, w której wycięciach znajdują się dwa blistry z figurkami. Blistry pozbawione są jakiegokolwiek wyścielenia, przez co miniaturki ocierają się o siebie. W blistrach umieszczonych jest 24 figurek. Są to oficer w rogatywce z pistoletem vis w dłoni, podoficer w rogatywce, żołnierz z radiostacją polową, prawdopodobnie saper, strzelec rkm wz. 28, strzelec karabinu przeciwpancernego UR, osiemnastu żołnierzy uzbrojonych w karabiny wz. 29. Żołnierze ci odlani są w ośmiu różnych pozach - trzech z karabinami trzymanymi do ładowania, trzech strzelających, trzech biegnących, dwóch przeładowujących broń, kolejnych dwóch w trakcie ładowania broni, jeden wskazujący cel ataku oraz czterech idących/biegnących z bronią trzymaną w ręku. Pozycje - z wyjątkiem dwóch lub trzech figurek o indywidualnych wzorach - nie są specjalnie dynamiczne ani ekspresyjne. Broń jest dość dobrze odwzorowana i stosunkowo proporcjonalna. Miniaturki mierzą niemal dokładnie 28 mm - dla osób przyzwyczajonych do skali 28 mm heroic, znanej choćby z produkcji Games Workshop, mogą wydawać się małe. Na większości odlewów znajdowała się spora liczba pozostawionych kanałów doprowadzających metal oraz drobne nadlewy. Na szczęście metal wykorzystywany przez Warlord Games z łatwością poddaje się obróbce, nie sprawia problemu także wyprostowanie dość mocno, czasami, pogiętych luf broni. Ogólne wrażenie po obejrzeniu figurek jest przyjemne, a same miniaturki wzorniczo odpowiadają pozostałym produktom z linii "Bolt Action". Producent oferuje także inne zestawy, pozwalające złożyć oddziały piechoty polskiej z wojny obronnej 1939 r., ułanów, a także armaty i sprzęt pancerny. Jest czym się bawić.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Ghast
Powolutku, pomalutku, ghoule wychodzą z cmentarnych krypt i łączą się w większy oddział. Już dawno stwierdziłem, że wzór ghasta - czempiona ghuli - proponowany przez Games Workshop niespecjalnie mi odpowiada, dodatkowo żaden ze starych wzorów tych stworów nie był też w widoczny sposób ani potężniejszy, ani nie wyróżniał się w żaden sposób na tyle, by zrobić z niego przywódcę trupojadów. Na szczęście sporo firm produkuje te monstra, w bardzo zresztą rozmaitych stylach. Ciekawe są ghoule Mantica, ja jednak postanowiłem poszukać czegoś bliższego klimatowi ghouli GW z 5 i 6 edycji. Nie jestem tego pewny, nie mogłem jakoś znaleźć wiarygodnej informacji, mam jednak wrażenie, że ghoule GW z tego okresu są dziełem Paula Mullera. Jeśli tak, ghoule tego właśnie rzeźbiarza sprzedaje firma Heresy Miniatures. I stamtąd właśnie pochodzi pokazywana dziś figurka. Oryginalnie nazywa się królem ghouli i produkowana jest w dwóch wersjach - tej widocznej obok, ze szczurem na ramieniu, pająkiem na nodze i dyndającymi ekehm, klejnotami (oraz hemoroidami widocznymi w odpowiednim miejscu), oraz w wersji złagodzonej, gdzie brak zarówno szczura z pająkiem, jak i przydatków, zasłoniętych jakąś szmatą. Nietrudno chyba domyślić się, jaką wersję wybrałem;)
Sama miniaturka składa się z trzech elementów - korpusu, oddzielnej głowy, dłoni z "bronią". Nie wiem, czy w wersji standardowej występują także elementy dodatkowe, w każdym razie w moim blistrze miałem dwie głowy do wyboru (druga jest niemal identyczna, pozbawiona tylko sterczących włosów), miałem też możliwość przyklejenia łopaty albo trzymanej oburącz dużej kości. Dopasowanie elementów jest dość dobre, wymagają one jednak starannego przyszlifowania - miejsca łączenia są dość dobrze widoczne, warto więc zadbać, by nie zostały tam żadne szpary. Osobiście, choć nie cierpię tej czynności, pinuję większość figurek kilkuelementowych - wolę pomęczyć się z tym przed malowaniem, niż pluć sobie potem w brodę, sklejając powtórnie już pomalowaną figurkę. Tym razem do zmontowania miniaturki użyłem też dość szybko wiążącego kleju dwuskładnikowego, zapewniającego wstępne wypełnienie ewentualnych szpar i dającego bardzo mocną spoinę.
Samo malowanie przebiegało wyjątkowo szybko, zajęło mi łącznie może ze 4-5 godzin. Całość ciała to podkład graveyard earth (dość rozwodnionej, nie kryła zbyt dobrze). Cienie to wspomniana farba mieszana w różnych proporcjach z hormagaunt purple lub calthan brown, miejscami dodawałem też dark angels green. Główne kolory ciała to tallarn flesh, mieszane z hormagaunt purple, bleached bone i kolorem białym.
Podstawka zrobiona z kawałków korka - poza miniaturki wymusiła wstawienie jej pod stopę jakiejś skałki.
Niestety, nadal walczę z fotografiami miniaturek. Nie potrafię zrobić zdjęcia tak, by widoczne były wszystkie drobne smaczki malowania - jakimś cudem ginie większość delikatnych rozjaśnień, niewidoczne stają się też delikatne przebarwienia skóry. Trudno. Na razie foty jakie są, takie są, lepszych nie będzie;).
Ogólnie, bardzo przyjemna w malowaniu figurka, nieco męcząca podczas przygotowania, jednak wyróżnia się na stole spośród moich pozostałych ghouli, co z nawiązką rekompensuje uciążliwości związane z jej montażem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















