poniedziałek, 14 grudnia 2015

Katowicki turniej Warheim FS "Piekło pocztowe"

Dziś jednorazowy post gościnny autorstwa Quidamcorvusa z bloga Dance Macabre:)
Witam szanowne państwo-draństwo!

30 stycznia 2016 roku w godzinach od 09.0020.00, w klubie Inny Wymiar w Katowicach przy ulicy Dębowa 49 odbędzie się turniej gry bitewnej Warheim FS, pod nazwą Piekło pocztowe….

Wydarzenie zgromadzi graczy nie tylko ze Śląska, ale i z całej Polski - w ciągu całodniowych rozgrywek na bitewnych stołach zmierzą się w walce o zwycięstwo, nagrody i przede wszystkim – dobrą zabawę.

Na co dzień gracze Warheim FS spotykają się na grze w klubie Inny Wymiar w każdy czwartek od godziny 16.00.

Warheim FS to figurkowa gra bitewna osadzona w uniwersum Warhammer Fantasy stworzonym przez brytyjską firmę Games Workshop. Warheim FS nie jest jednak oficjalnym produktem brytyjskiej firmy, a niekomercyjnym fanowskim projektem.

W dużym skrócie i uproszczeniu mechanika Warheim FS to przede wszystkim odświeżenie zasad gry Mordheim o wybrane reguły siódmej i ósmej edycji gry Warhammer Fantasy Battle oraz najpopularniejszych zasad domowych (home rules), ale nie tylko. Wplotłem w grę także kilka pomysłów i patentów zapożyczonych z innych systemów, które występują w grze jako opcjonalne zasady zaawansowane i dobrze spełniają swoje zadanie, jakim jest urozmaicenie rozgrywki.

Akcja gry została przeniesiona z Mordheim o nieco ponad 500 lat do przodu i osadzona na północnych rubieżach Imperium, bezdrożach i osadach skażonych w czasie Burzy Chaosu plugawym dotykiem Mrocznych Potęg.

Gra przeznaczona jest dla dwóch lub więcej graczy, a do rozgrywki potrzebne są figurki i makiety najlepiej w skali 28 mm oraz znane z rozgrywek WFB kostki i miarka z podziałką w calach… Więcej informacji o Warheim FS znajdziecie TUTAJ.

Turniej Piekło pocztowe… skupia się wokół tajemniczej wiadomości, którą z miasta Oldenlitz usiłowali wywieźć pracujący dla dworu Imperatora kurierzy, zwani Imperialnymi Orłami. W trakcie rozgrywania kolejnych scenariuszy gracze będą musieli zdobyć utracony przez kurierów ładunek, odszyfrować ukrytą w przesyłce mapę i odnaleźć, a następnie obronić miejsce, które wskazuje.

Zasady uczestnictwa i plan wydarzeń dostępny jest na forum Azylium.


Zainteresowanych tematyką turnieju, zaplanowani scenariuszami i tłem fabularnym zachęcam do zapoznania z umieszczonymi na forum Azylium scenariuszami. Do 10 stycznia planowane są aktualizacje, które wynikły w trakcie testów oraz zostały zasugerowane przez graczy Warheim FS.

Na zakończenie mam przyjemność poinformować, że do grona sponsorów dołączyło na razie siedem polskich firm produkujących figurki, bitsy i artykuły związane z grami bitewnymi, których loga zamieszczam poniżej, jednocześnie dziękuję za udzielone wsparcie!

Ponadto, jedna z firm postanowiła zachować anonimowość ale obecni na turnieju gracze nie będę mieli problemu z rozpoznaniem jej produktów.


Na koniec chciałbym jeszcze podziękować:


Pozdrawiam,
quidamcorvus

Zachęcam także do POLUBIENIA gry Warheim FS na FB,
dołączenia do BLOGOSFERY oraz komentowania wpisów!
Zapraszam także na forum AZYLIUM, które skupia graczy
Mordheim i Warheim FS.

niedziela, 13 grudnia 2015

Powrót Potężnego Mściciela - drugi wywiad z Bryanem Ansellem

Szósty wywiad, opublikowany pierwotnie przez Orlygga na jego blogu Realm of Chaos 80's. Rozmówcą jest, ponownie, Bryan Ansell. Oryginalny tekst można przeczytać tutaj. Wszystkie określenia, dotyczące wyświetleń stron i przeprowadzonych już wywiadów dotyczą, rzecz jasna, bloga oryginalnego. Pierwszy wywiad z dawnym właścicielem Games Workshop można przeczytać tutaj.



Milion wyświetleń strony, a teraz nawet więcej, skoro czytasz tę notkę, zasługuje na jakieś wyróżnienie. A co może być lepszego od drugiej rozmowy z człowiekiem, od którego to wszystko się zaczęło, Bryanem Ansellem, wizjonerem odpowiedzialnym za wczesne dni Citadel i obecnym właścicielem Wargames Foundry i Stoke Hall?
.
Jeśli jesteś tu już nie pierwszy raz, wiesz o tym, że publikuję na blogu serię wywiadów z kreatywnymi umysłami stojącymi za wielkim sukcesem Warhammera w latach osiemdziesiątych. Artyści tacy jak Gary Chalk, Tony Ackland i Tony Hough omawiali swoje prace i to, co na nie wpływało, poznaliśmy co działo się  w zespole 'Eavy Metal za pośrednictwem Andy'ego Craiga i osoby, która kierowała zespołem, Phila Lewisa. Pracownicy studia projektowego - Rick Priestley, Mike Brunton, Andy Chambers, Tim Pollard, Paul Cockburn, Phil Gallagher i Graeme Davis  - opowiedziały nam o tym, co działo się za kulisami - wielu czytelników uznało to za fascynujące. Kev "Goblinmaster" Adams rozmawiał z nami o tym, jak żyło się wówczas jako rzeźbiarz figurek, Jamie Sims opowiadał o dniach w firmie Asgard, podczas gdy Guy Carpenter dostarczył nam wielu informacji na temat życia w dziale handlowym firmy.

Całkiem tego sporo... jesteście gotowi na więcej?

Miałem szczęście spotkać Bryana kilkukrotnie, co więcej, byłem prawdziwym szczęściarzem, oprowadził mnie bowiem po swoim wspaniałym domu, pokazał mi też liczne gabloty z jego kolekcją figurek i niesamowite pomieszczenie z muralami Wayne'a Englanda. Przejście się tymi korytarzami, wpatrywanie z zachwytem w przedmioty, które badało się z detalami przez ponad dwadzieścia pięć lat - to szczególne doświadczenie. Minionego lata miałem okazję ponownie rozmawiać z Bryanem o szczegółach kierowania przez niego Games Workshop, rezultatem tej rozmowy jest poniższy wywiad.

Zachowywałem go na specjalną okazję!

77. numer "White Dwarfa", ostatni robiony pod nadzorem Londynu.
Słynny spis treści. Widzicie to?

RoC80s: Przez wiele, wiele lat, jedną z bardziej znanych rzeczy związanych z twoimi rządami w Games Workshop była fraza "SOD OFF BRYAN ANSELL" (w wolnym tłumaczeniu PIEPRZ SIĘ BRYAN ANSELL - przyp. tłum.), opublikowana w 77. numerze "White Dwarfa". Opowiesz nam swoją wersję tej historii?
BA: Kiedy lata temu przejąłem kierownictwo Games Workshop, najważniejszym zadaniem było zamknięcie biura w Londynie. Ich praca ograniczała się do robienia "White Dwarfa", dystrybucji importowanych towarów amerykańskich i narzekania, że Warhammer jest infantylny. Jakiś czas wcześniej wszystkie sprawy związane z publikowaniem naszych materiałów przejęła Citadel. Przestrzeń biurowa w Londynie była bardzo droga, a Games Workshop miał straszliwy nadmiar pracowników. W Eastwood i w studio w Nottingham wszystko jednak sprawnie działało i uważaliśmy, że znajdziemy tam pracę dla wszystkich pracowników z Londynu, jeśli zechcą się przeprowadzić. I rzeczywiście, przeszło do nas jakieś dziesięć osób z Londynu.

Redakcja "White Dwarfa" tego nie zrobiła. Nie było to całkowitym zaskoczeniem, gdyż zawsze gwałtownie protestowała przeciwko publikowaniu w "White Dwarfie" czegokolwiek związanego z "Warhammerem" - mimo oczywistego faktu, że jedynym produktem, który pozwalał na działanie Games Workshop, była ta okropna, bitewna gra fantasy. Przypuszczam, że wyrażenie "odpieprz się" to wykwintny, londyński odpowiednik czegoś w rodzaju "dziękujemy za propozycję, ale tym razem jej nie przyjmiemy".

Niestety, wkrótce po przyłączeniu się do nas części pracowników z Londynu, musieliśmy kilku z nich wyrzucić za kradzieże. W tym czasie za jedno z pięter firmowego magazynu odpowiadał Mac Coxhead, losowo sprawdzał pracowników opuszczających pomieszczenie, szukając za pomocą detektora ukrytego metalu. Udało nam się jednak pozyskać wówczas usługi Jervisa Johnsona i Lindsey de la Doux Paton: oboje wielce przyczynili się do przyszłego sukcesu Games Workshop.
Teraz, oczywiście, Lindsey to żona Ricka Priestley'a.

RoC80s: Twoja kolekcja figurek stała się, słusznie, całkiem sławna w ostatnich latach. Czy kiedy byłeś dyrektorem zarządzającym Games Workshop spędzałeś dużo czasu z zespołem 'Eavy Metal??
BA: Obawiam się, że miałem niewiele kontaktów z malarzami figurek. Prawdopodobnie nie zajrzałem do ich pomieszczenia więcej niż dziesięć razy. Nadzorem nad malowaniem figurek (i fotografią) zajmował się Phil Lewis, razem z Alanem Merretem dbali o to, żeby wszystko toczyło się tam we właściwy sposób.

To Alan odpowiadał za to, żeby w studio wszystko grało. Nadal pełni ważną, kierowniczą rolę w GW.

Bryan i Bob Naismith - powrót do lat 80. Zastanawiam się, co było w tych pudłach? Zdjęcie z artykułu z "WD" o nazwie "From Sprue to you".
Pracownia Boba, tak pokazano ją w książce "Herose for Wargames".
RoC80s: W latach 80. dużo czasu i trudu zajęła ci praca nad rozwojem plastikowych figurek. Jak doszło do tego przestawiania się z odlewania w metalu do plastiku?
BA: Przy plastikach pracowałem razem z z Johnem Thornthwaitem. John odpowiadał wcześniej za modele plastikowe w firmie Matchbox. Pod koniec jej działalności sam zajmował się praktycznie każdym aspektem działania tego przedsiębiorstwa. To były czasy wojny o Falklandy. Matchbox miał formy do produkcji modeli tych samych samolotów pionowego startu, helikopterów i okrętów wojennych, o których słyszało się non stop w telewizji i czytało w prasie. Pracownicy, którzy pozostali w firmie Johna pracowali praktycznie na okrągło, wyprodukowali te modele i wypełnili nimi cały magazyn. Okazało się jednak, że cały interes działał podzielony na kilka niezależnych od siebie części. Zdaje się, że komórka odpowiedzialna za opłacenie transportu nie miała funduszy, i modele Johna nigdy nie opuściły magazynu!

Wydaje mi się, że metalowe samochodziki Matchboxa utrzymały się na rynku pod jakąś nową marką, zatrudnienie przy nich znalazła część dawnych pracowników, jednak modele plastikowe padły. Spotkałem Johna na jakimś konkursie modelarskim. Zaczął wtedy robić swoje własne modele pojazdów wojskowych. A zaraz potem zaczął pracować dla nas.

Miało to miejsce jeszcze wtedy, gdy siedziba była w Newark. Kierowałem wówczas jeszcze tylko Citadel. Steve i Ian chcieli zrobić grę wykorzystującą nasze nowe możliwości produkcji figurek z plastiku, która mogłaby być sprzedawana na rynku zabawkarskim. Myślę, że sami ją zaprojektowali. To była eksploracja lochów w skali 60 mm. Sprzedawaliśmy ją głównie w sklepach Games Workshop i Beatties.

Tak wyglądały nasze pierwsze próby z plastikami.

Ilustracja orków Drastik Plastik autorstwa Johna Blanche'a, 1985
Zestaw orków Drastik Plastik, jeden z wczesnych eksperymentów Citadel, a obok model z serii Fightning Fantasy 60 mm. Oba z kolekcji autora
RoC80s: Z tego okresu pochodzi ikoniczny zestaw plastikowych figurek - RTB01 - plastikowi Kosmiczni Marines. Czy proces ich powstawania był łatwy, czy też technologia wymagała czasu, by ją dopracować?
BA: Kiedy John pokazał pierwsze z tych plastikowych modeli, byłem bardzo rozczarowany. Figurki miały wszędzie doskonale widoczne fragmenty niepotrzebnego plastiku. John wyjaśnił, że są po to, by odlew wychodził z metalowej formy bez uszkodzeń z powodu podcięć.

Dość mocno się o to pokłóciliśmy.

Czułem, że skoro nasze metalowe modele można wyjąć z dość twardych form gumowych bez specjalnych obostrzeń odnośnie rzeźby, to te figurki, wykonane ze stosunkowo twardego plastiku, powinny bez problemów wychodzić z form bez uciekania się do tych brzydkich wypełniaczy. Niektórzy z was pamiętają pewnie te małe ramki, Drastic Plastic, które wyprodukowaliśmy w ramach eksperymentowania z plastikowymi podcięciami, kiedy opracowywaliśmy metody produkcji.

Myślę, że nasze pierwsze plastikowe tarcze i podstawki wyprodukowaliśmy, kiedy siedziba mieściła się jeszcze w Newark. Pierwsze, prawdziwe figurki plastikowe, to jednak to pudełko Kosmicznych Marines. Mój bezpośredni wkład w szczegóły produkcji plastikowych figurek skończył się wraz z ich przybyciem do studia. Myślę, że wszyscy byliśmy totalnie zadziwieni, że jednak nam się udało. Studio powstało naprawdę niewiele wcześniej, wszyscy mieliśmy poczucie, że zrobiliśmy coś naprawdę nowego, na polu figurek, z książką "Rogue Trader" i z tym pamiętnym wydaniem "White Dwarfa".

Przypuszczam, że ten projekt (może też "Space Hulk") był największym dokonaniem zawodowym dla sporej części biorących w nim udział osób.

Dodatkowo, dzięki niemu dołączył do nas wielki Wayne England - przeczytał o "Rogue Traderze" w "White Dwarfie", porzucił swoją karierę w przemyśle opakowań i dołączył do nas.

Praca Boba Naismitha i Alana Merretta polegała na połączeniu tego całego procesu w jedno. Najpierw rzeźbiliśmy figurkę, tak jak normalnie. Następnie była ona fotografowana i powiększana (jak mi się zdanie, ośmiokrotnie), a następnie to powiększone zdjęcie było używane jako wzorzec do zrobienia dużego modelu z gliny. Następnie robiliśmy żywiczny negatyw tego glinianego modelu, przesyłany do jednego z kolegów Johna z dawnego Matchboxa, który przy użyciu pantografu przenosił krzywizny tego negatywowego, żywicznego bloku na blok stali, wykorzystywany następnie przy produkcji wersji plastikowej.

Wydaje mi się, że potem forma wędrowała do jeszcze innego kolegi Johna z Matchboxa, który dokonywał wtrysku, i od którego odbieraliśmy gotowe ramki.

Robienie glinianych modeli było bardzo czasochłonne. Mieszanka gliny i wosku (taka sama, jakiej używa się do robienia makiet nowych samochodów naturalnej wielkości), była twarda i trudna do obróbki. Dostępni rzeźbiarze i ochotnicy siedzieli dookoła wielkiego stołu, przekazując sobie woskowe modele. Uczestniczyli w tym Alan i Bob. Alan zajmował się rzeczami związanymi ze studiem, do jego obowiązków należała piecza nad rzeźbiarzami, figurkami, publikacjami i grafikami. Obowiązki Boba związane były w dużej mierze z działalnością poza studiem, obejmowały kontakty z podwykonawcami, ogólną komunikację, pantografię i stalowe formy.

Okładka, która dała początek tysiącom drużyn taktycznych... 93. numer "White Dwarfa".
RTB01 - klasyczny projekt.
RoC80s: Omawiamy tutaj słynne, plastikowe figurki, które pomogły w udanym starcie "Rogue Tradera: Warhammera 40.000", co jednak z samą grą? Czy w czasie jej opracowywania przeczuwałeś, że będzie takim sukcesem?
BA: Wszyscy mieliśmy wysokie oczekiwania odnośnie "Rogue Tradera", czuliśmy że zostanie z nami na zawsze. Bardzo chcieliśmy go wydać.

Podobnie pewni swojego byliśmy przy "Space Hulku" - zarówno z powodu jego bliskich powiązań z 40K, jak i dlatego, że wierzyliśmy w tę grę, uważaliśmy, że jest bardzo ważnym produktem uzupełniającym. Richard Halliwell był wtedy w kraju (o ile pamiętam, po powrocie z Afryki), i sprowadziliśmy go, żeby zajął się opracowaniem naszych wstępnych pomysłów. Wiedzieliśmy już, że chcemy korytarze i obce monstra. Hal przejrzał nasze pomysły i zrobił świetną robotę. Mieliśmy też wielkie szczęście, że grafikami korytarzy i ilustracjami zajął się Wayne England. Wayne naprawdę polubił zarówno pomysł na grę, jak i ją samą. Wkrótce stworzył liczne dodatkowe korytarze i zorganizował pracowników studia tak, by grali w przerwie na lunch każdego dnia. Te dodatkowe sekcje korytarzy ukazały się potem w "White Dwarfie".

Wtedy mogliśmy już powiedzieć, że Games Workshop da sobie radę i czuliśmy, że jesteśmy w stanie zrobić praktycznie wszystko, co będzie się nam podobać (rzecz jasna, w granicach przemysłu hobbystycznego). Większość czasu zaczęliśmy poświęcać 40K, ale nie uważam, by było to kosztem "Fantasy Battle" lub innych projektów.



RoC80s: Jedną z ostatnich rzeczy, nad którymi pracowałeś przed opusczeniem Games Workshop były książki o orkach, cieszą się one dużym uznaniem fanów. Czy, gdybyś został w firmie, byłoby ich więcej?
BA: Uważałem, że te książki o orkach były wspaniałe. Gdybym został dłużej w firmie, wyprodukowalibyśmy podobne o wszystkich rasach Warhammera 40K i Warhammera (choć niekoniecznie w tylu tomach) i byłyby dostępne cały czas w miękkich oprawach. "Warhammer" mógłby rozwinąć się w cudownie opisany świat alternatywnej rzeczywistości, dostępny dla graczy praktycznie bez ograniczeń - wystarczyłoby sięgnąć po odpowiednią książkę.

czwartek, 10 grudnia 2015

Skałki | Little rocks

Jednym z przyjemniejszych, aczkolwiek czasami mocno frustrujących aspektów prowadzenia bloga jest dla mnie robienie zdjęć z tłem. Zdaję sobie sprawę, że ich jakość pozostawia trochę do życzenia, retuszowanie podstawek mogłoby być lepsze i.... i jeszcze parę rzeczy... Niemniej jednak - sprawia mi to przyjemność.

Ostatnio stwierdziłem jednak, że trochę monotonne stają się tła. W zasadzie to wariacje paru tych samych elementów, ustawionych w różnych konfiguracjach. Postanowiłem trochę wzbogacić ich zbiór, a - przy okazji - zrobić kilka przeszkadzajek na stół.

Dwie widoczne obok i poniżej skałki to kawałki kory i małe kamienie, poklejone, poszpachlowane i pomalowane - nie licząc czasu schnięcia farby, ich zrobienie zajęło na pewno mniej niż godzinę. Efekt jest chyba dość fajny, choć wydaje mi się, że faktura kory jest jednak zbyt wyraźna. "Robi się" jeszcze jedna, sporo większa skała, ale ta będzie gotowa do pokazania nieco później.

Personally one of the most satisfying (but sometimes frustrating) parts of running a blog is taking photos with backgrounds. I know that quality of their varies, that my retouches could be better, and so on... Still - I like it a lot.

Lastly I decided to make some additional background pieces, which would be equally useful as terrain for gaming.

I managed to finish two simple rocks first - they are made from tree bark and small pebbles, glued and plastered together and then painted. I think both of them took no longer then an hour (not counting paint drying). I find final look of them quite pleasing to the eye, but at the same time I think that bark texture is too evident. One more rock, bigger one, is still on the workbench.





środa, 9 grudnia 2015

Drugi zielony pokurcz | Second green mongrel

Na półeczce stoi, zresztą już od jakiegoś czasu, kolega pierwszego jeźdźcy wilków, tym razem łucznik. Malowany w sposób identyczny, z bardzo szerokim wykorzystaniem washów. Metoda sprawdza się, myślę, dość dobrze, choć na malowanym obecnie orku mam z nią trochę problemów.

Figurka to ponownie stary produkt Citadel Miniatures, połowa lat osiemdziesiątych minionego wieku. Wspominałem już, że te wczesne wilki podobają mi się znacznie bardziej od ich późniejszych, plastikowych następców? Pewnie tak, skleroza nie boli...

Second of the wolf riders is finished, ready to join his first comrade in green. Painting was done in exactly the same way, with lots and lots of washes. I think it works, it is both relatively nice looking and fast, but I have some problems with this method on the orc which I paint currently.

Miniature is yet again old Citadel Miniatures' product, half of the 80s. Did I mention that I much prefer these lean, old wolves then younger, plastic ones? I think I did but... well, my memory is not that good nowadays:)








wtorek, 8 grudnia 2015

Strzałą w gęstwę wroga | With arrow into the enemy

To już przedostatni - przynajmniej na jakiś czas - gondorski łucznik z Minas Tirith. Jak widać, cały czas eksperymentuję z fotografowaniem, mam nadzieję, że w końcu, mimo ułomności mojego aparatu, coś będzie nieźle widać...

Malowanie, rzecz jasna, mojego brata Mormega, a tu i tu można zobaczyć jego pokazywanych niedawno kolegów.

This is second to last - at least for a time being - Gondorian archer from Minas Tirith. As you can see, I'm still experimenting a little bit with photos, as I hope to take decent picture at last despite shortcomings of my old and cheap camera...

Painted by my brother Mormeg, of course. You can see here and here previously shown archers of Gondor.







niedziela, 6 grudnia 2015

Z otchłani czasu: sławne oddziały - Koszmarny Legion | From the abyss of time: regiments of renown - The Nightmare Legion

Drugim w kolejności numeracji oddziałem, jaki wydano po reaktywacji serii "Regiments of Renown", był Koszmarny Legion. Autorką rzeźb był Aly Morrison, a sama jednostka ukazała się razem z Rangerami Bugmana w grudniu 1986 r. Nowością było dodanie kalkomanii na tarcze.

Opowieść o Koszmarnym Legionie.

Jesienny deszcz siekł kolumnę opancerzonych wojowników, wijącą się dnem wąskiej doliny, prowadzącej na północ poprzez góry Apuccini. Do celu było już blisko, żołnierze walczyli ze zmęczeniem wywołanym sześcioma dniami forsownego marszu. Idący na czele kolumny porucznik uniósł hełm i wytarł wodę z twarzy.

- Będę szczęśliwy, gdy ta robota już się skończy - powiedział.
- Nie tylko ty, Renzo - usłyszał odpowiedź swojego wodza. - Kiedy skończymy to zlecenie, myślę, że skierujemy się do Arabii. Słyszałem, że mają tam nowego proroka. - Renzo skinął głową. - Tak, tego nam właśnie trzeba. - Mnóstwo słońca i miła, przyjemna, mała wojenka religijna. Przynajmniej wiadomo wtedy, na czym się stoi - to lepsze niż to całe polityczne zamieszanie. I o co chodzi? Wszystko z powodu jabłka, kawałka struny i trzech kapłanek-nowicjuszek,
- Nie zapominaj o tym, co zrobił z nimi syn i dziedzic księcia Organzy - przypomniał mu dowódca. - Ani o tym, że jedna z tych nowicjuszek była najmłodszą córką naszego szlachetnego pracodawcy. Poza tym, i tak chodzi o pieniądze,
Pokonali ostry zakręt szlaku, po czym okazało się, że dalszą drogę blokuje ściana pikinierów. Nagle, na stromych stokach wąwozu, po obu jego stronach, pojawili się łicznicy, a starannie przygotowany zawał odciął im drogę odwrotu.
- Formuj szyk! - krzyknął dowódca. - Czworobok, a nuże! - Stało się jasne, że wpadli w pułapkę, z której bardzo trudno będzie im ujść z życiem. Do końca zawodowcy, najemnicy przygotowali broń i przygotowali się drogo sprzedać swe życia.
- Mordini! - dało się słyszeć z szeregów przeciwników. Kapitan najemników usiłował dojrzeć coś przez strugi deszczu.
- Sardo? - odkrzyknął. - Myślałem, że jesteśmy po tej samej stronie! Sprzedałeś Lambrusco?
- Nie całkiem - usłyszał w odpowiedzi. - Książe Fabriano cię zdradził. Cała wojna z Organzo była ustawiona - jednym z warunków sojuszu była twoja śmierć. Jesteś za dobry, Mordini - książe zaczynał się martwić, co stanie się, jeśli zwrócisz się przeciwko niemu - wywrzeszczał Sardo.
- Polityka! - chrząknął Renzo. - A nie mówiłem?
- Mordini! - ciągnął Sardo. - Nie muszę ci chyba mówić, że nie miałem wyboru.
- Rozumiem! - odpowiedział Mordini. - Po prostu nie oczekuj, że będzie to łatwe. I zrób mi tę przysługę, powiedz księciu Fabriano, że Mordini nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Jakoś, kiedyś, wyrównamy rachunki!

Ennio Mordini był jednym z najskuteczniejszych i najbardziej potężnych kapitanów najemników, jacy kiedykolwiek służyli dla tileańskich miast-państw. Przez większość swej kariery i on, i jego ludzie, walczyli dla księcia Fabriano z Lambrusco, zdecydowanie przyczyniając się do zwiększenia stanu posiadania swego pracodawcy. Ich sukcesy zaczęły go martwić, zwłaszcza, że zdarzało się już wcześniej, że szczególnie skuteczne kompanie najemnicze przejmowały kontrolę nad państwami, którym miały służyć.

Kiedy sąsiadujące z Lambrusco miasto Organza zaoferowało lukratywny sojusz, którego warunkiem była śmierć żołnierzy Mordiniego, Fabrizio wykorzystał okazję i wysłał ich na zgubę, prosto w pułapkę. Nikt z najemników nie przeżył masakry. Mordini tuż przed śmiercią poprzysiągł, że zemści się na swym zdradzieckim pryncypale.

Zaledwie pięć lat później z gór Apuccini wymaszerowała armia ożywieńczych szkieletów, nad którą powiewały poszarpane chorągwie Mordiniego. Pełni nienawiści, martwi najemnicy poszatkowali armie Lambrusco, a miasto zrównano z ziemią. Mówi się, że przedśmiertne męczarnie księcia Fabriano trwały siedem dni i nocy. Potem Przeklęty Legion zwrócił się przeciw Organzie i innym miastom-państwom, niszcząc wszystko, co stało na jego drodze i mszcząc się na zdradzieckich książętach, którzy uknuli ich morderstwo.

Wyposażenie: kolczuga, berdysz, gizarma (broń dwuręczna), miecz.
Zew: legioniści pozbawieni są istotnych elementów, niezbędnych do wydawania okrzyków, takich jak płuca, czy struny głosowe. Z tego powodu nie mają okrzyku bojowego.
Dokonania: Za życia najemnicy Mordiniego odnieśli szereg zwycięstw przeciwko wrogom księcia Fabriano z Lambrusco. Najbardziej pamiętani są jednak ze szturmu i zniszczenia Lambrusco. Krążą pogłoski, że Mordini powtórnie ufortyfikował miasto i sprawuje w nim swe rządy. Nie ma jednak wśród żywych nikogo, kto mógłby to potwierdzić.
Szaty: kolorami Legionu są zielony i złoty. Choć żołnierze nie noszą już nic, co przypominałoby mundur, kolory widoczne są jeszcze na niektórych fragmentach szmat, które wiszą jeszcze na kościach.
Tarcze: czaszka otoczona czerwienią na ciemnozielonym polu. Brzegi tarcz są złote.


The autumn rain hammered down on the armoured column as it wound its way northwards through a narrow defile in the Apuccini Mountains. They were nearing their goal now, and the troops were fighting off the weariness of six days' forced. march. At the-head of the column, the unit's lieutenant pushed his helmet up and mopped the water from his face.
'I'll be glad when this job's over,' he commented.
'You're not alone there, Renzo,' replied his chief, 'Once we've finished here, 1 think we'll go to Araby. I've heard there's a new prophet sprung up there.' Renzo nodded. 'Just what we need,' he said, 'Lots of sunshine and a nice, simple little holy war. You know where you are with that sort of job - better than all this political messing about. What a business, eh? All because of an apple, a piece of string and three initiate priestesses.'
'And the use to which the Duke of Organza's son and heir was putting said items,' his leader reminded him, 'And the fact that one of the initiate priestesses was none other than the youngest daughter of our noble patron. Anyway, it's all money.'
They turned a sharp bend in the gulley to find their way blocked by a solid wall of pikemen. Suddenly, archers appeared on either side of the sheer gulley sides, and a carefully-prepared landslide blocked the way behind them.
'Form up!' bellowed their leader, 'Hollow square - move!' It was obvious that they had walked into a trap, and one from which they had little chance of walking away. Professionals to the last, the mercenaries readied their weapons and prepared to sell their lives dearly.
'Mordini!' came a shout from the opposing ranks. The mercenary captain squinted through the rain.
'Sardo?' he shouted back, 'I thought we were on the same side! Have you sold Lambrusco out?'
'Not quite.' came the reply. 'Duke Fabriano sold you out. The whole war with Organza is a set-up - your death was one of the alliance conditions. You're too effective for your own good, Mordini - he began to worry about what would happen if you turned against him.' Renzo spat loudly.
'Politics!' he grunted. 'What did I tell you?'
'Mordini!' Sardo continued, 'I don't need to tell you that this is not of my choosing.'
'Understood!' Mordini answered, 'Just don't expect it to be easy. And if you do me tell Duke Fabriano this - he hasn't heard the last of Mordini. Someday, somehow, accounts will be settled for this day!'
Ennio Mordini was one of the most powerful mercenary captains ever to serve among the Tilean City States. For most of his career, he and his men served Duke Fabriano of Lambrusco, expanding that state's fortunes considerably. Their success began to worry their patron, especially since it was not unknown for Tilean mercenary units to seize control of the states which they were supposed to be serving. When the neighbouring state of Organza offered a lucrative alliance on condition that Mordini's troops were disposed of, Fabriano seized the opportunity and sent them into an ambush which none survived. Mordini swore just before he died that he would be avenged on his treacherous employer.
Barely five years later, an army of undead skeletons poured out of the Apuccini Mountains, under the tattered banner of Mordini. Fuelled by their hatred, the dead soldiers cut the armies of Lambrusco to ribbons, and razed the city to the ground. It is said that Duke Fabriano spent seven days and seven nights dying. Now the Doomed Legion has turned against Organza and the other City States, destroy everything in their path as they aver themselves upon the double-dealing princes who connived at their murder.
Equipment - Chain mail, bardiche, guisarme (two-handed weapon), sword.
Battlecry - Lacking important things like lungs and vocal cords the Legion has no battlecry
Deeds - While they were alive, Mordini's mercenaries won a number of great victories against the enemies of Duke Fabriano of Lambrusco. They are most remembered, however, for the assault and destruction of Lambrusco. It is rumoured that Mordini has now re-fortified the city, established a dead court there. It appears, though, that no-one living has be close enough to find out.
Uniforms - The Legion's colours are green and gold. Although they no longer wear anything that could be recognised as a uniform, the colours are sometimes visible on the tattered rags of clothing that occasionally survive.
Shields - A skull, set in a red surround, on a dark green field. Shield rims are gold.



piątek, 4 grudnia 2015

Drugi łucznik z Minas Tirith | Second Minas Tirith archer

Drugi z ostatnio pomalowanych przez Mormega łuczników z Minas Tirith. Tym razem, mam wrażenie, ciut lepiej sfotografowany niż jego kolega pokazany parę dni temu. Poza inna, ale to, rzecz jasna, wciąż podstawowy zestaw plastikowych miniaturek tej frakcji.

Niestety, upływ lat nie był specjalnie łaskawy dla tych wzorów. Same z siebie nie wyglądają, rzecz jasna, źle. Kiedy jednak człowiek spojrzy na nie przez pryzmat ostatnio wydawanych plastików z podstawowych boksów... No cóż, technologia wyraźnie poszła do przodu....

Niemniej jednak mają te figurki swój urok. Osobiście bardzo podobają mi się naturalne pozy, osiągnięte mimo oczywistych ograniczeń związanych z produkcją miniaturek odlewanych w całości.

Second of the last batch of Mormeg's Minas Tirith archers. This time photo is a little better I think, you can compare it with the one previously shown here. It is, of course, still basic, plastic miniature from the standard box of miniatures for Gondor armies.

Unfortunately, passing of time wasn't easy on these figures. They still look decently, of course, but when one compares them with recent plastic releases from basic boxes... Well, technology was much improved lately, it is obvious.


Still, I think these miniatures still have good points. Personally, I really like natural feel of the poses, for instance, which is hard to achieve with monopose figures.












czwartek, 3 grudnia 2015

Wilczy jeździec - start nowej drużyny | Wolf Rider - start of a new team

Dzisiejszy wpis jest dla mnie dość szczególny. Pisałem wcześniej już kilka razy o swoich warhammerowych początkach (między innymi tu i tu), zastanawianiu się nad wyborem armii i podobnych sprawach sprzed ćwierćwiecza. Wybrałem wówczas undeadów, którym pozostałem wierny do dziś, odrzuciłem natomiast armię orków i goblinów. Co prawda, podobały mi się bardziej pod względem klimatu, jednak przeważyły względy logistyczno-ekonomiczne. Armia zielonoskórych była znacznie liczniejsza, jeśli chodzi o figurki, a - co za tym idzie - zarówno droższa, jak i trudniejsza, w tych czasach przedinternetowo-sklepowych, do zorganizowania.

Jakiś czas temu postanowiłem wrócić do orków i goblinów, tworząc małą armię tych uroczych, pełnych charakteru miniaturek. Armia będzie tworzona docelowo z myślą o zasadach wyłącznie 3. edycji Warhammera, a w jej skład wejdą tylko takie figurki, które były dostępne do czasu publikacji 4. wydania gry. Żeby było bardziej interesująco, pierwsze do malowania trafią miniaturki, które posłużą mi również jako kolejna banda poszukiwaczy skarbów do "Frostgrave".

Wybór modeli mających trafić pod pędzel w pierwszej kolejności był łatwy. To musiały być wilki z zielonymi pokurczami na plecach. Niestety, nie mam jeszcze wystarczająco wielu różnych modeli tego rodzaju, niemniej jednak te, które już mam, mogę zacząć przecież malować już teraz.

Widoczny obok goblin to jeden ze świetnych modeli Kevina Adamsa. Mam wiele sentymentu do tych stosunkowo niewielkich wilków, znacznie - moim zdaniem - ciekawszych od późniejszych plastikowych.

Malowanie było zdecydowanie odmienne od mojego zwykłego sposobu. Po pierwsze, malowałem na białym podkładzie. Po drugie, jakieś 80% figurki zostało pomalowane washami, z minimalnymi rozjaśnieniami, za to z dodanym, potrzebnym tu i ówdzie, cieniowaniem. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się w rozsądnym czasie pomalować sporą przecież liczbę figurek, a jednocześnie efekt będzie wyglądał przyzwoicie. Co sądzicie?

Today's entry is a kind of special for me. I alredy wrote about beginning of my Warhammer adventure, 25 years ago, about choosing between undead and orcs and goblins armies, etc. Well, back then I chose undead because they were more economically viable - lesser number of necessary miniatures was also easier to obtain. There were no gaming shops in Poland back then, and Internet was virtually unknown of course.

Some time ago I decided to go back to my roots, so to say, and to build and paint small greenskins army. Army will be build with 3rd edition of the game in mind only, with miniatures which were released by Citadel till the release of 4th edition. And to make things a little bit interesting, I will paint first some miniatures which will form my second 'Frostgrave' adventurers team.

First models to be painted were obvious - it just had to be wolf riders. Unfortunately, I still don't have enough different miniatures to form full unit, still - I may as well paint all of them, as they will be mixed with further figures, which I'm actively seeking now.

This wolf rider shown here is one of the excellent sculpts by Kevin Adams. I really, really like this metal wolf too - it is slightly smaller then later miniatures, but is much more manacing in my opinion and looks way better then newer plastic wolves.

Painting this miniature was a kind of test of a new method. I want to paint this army relatively fast, with pleasing finish too, so I just had to use some different techniques then usual. Whole model was basecoated white and painted mainly with washes only (about 80% I'd say), with minimal highlights and some additional shadows painted on. As it is much faster then my usual blend and highlight method, I hope I will be able to finish this project in this decade;). So, what do You think about this? Does it look all right?