niedziela, 7 września 2014

Figurkowy Karnawał Blogowy

Jesień zbliża się wielkimi krokami, a to chyba idealna pora na zrobienie na blogu czegoś nowego. Nie figurkowego per se, niemniej jednak związanego z figurkami, a może, szerzej, z grami bitewnymi. Zainspirowany Karnawałem Blogowym, rozkręconym w Polsce przez Borejkę w jego kawałku sieci, i działającym już ładne parę lat, postanowiłem przenieść to do naszego, wargamingowego światka. Nazwa prosta - Figurkowy Karnawał Blogowy - w odniesieniu ale i w odróżnieniu od roleplejowego poprzednika. Zasady również nie powalają stopniem komplikacji - pozwoliłem sobie je niemal w całości "pożyczyć" z naszego grofabularnego odpowiednika.

Pomysł na Karnawał jest następujący: osoba prowadząca (czyli obecnie ja) podaje temat dotyczący szeroko pojętych gier bitewnych, figurek, malowania i podobnych spraw. Na ten, zadany, temat wypowiadają się inni blogerzy chcący wziąć udział w zabawie.

Po miesiącu (czyli na początku października) przekażę pałeczkę prowadzącego komuś chętnemu, w jego gestii pozostanie wybór kolejnego tematu. Przykłady takowych: moja pierwsza figurka, największa klęska w grze, malowanie sztandaru, jak radzić sobie z wypaleniem figurkowym.

Aby wziąć udział w tej zabawie wystarczy, że chętny opublikuje na swoim blogu wpis powiązany z aktualnym tematem edycji. Potem wystarczy, że powiadomi prowadzącego, najlepiej poprzez komentarz na jego blogu z linkiem do swojego wpisu. To będzie też odpowiednie miejsce do zgłoszenia siebie jako prowadzącego kolejną edycję. Każda z nich potrwa miesiąc. Po jej zakończeniu prowadzący daną edycję zamieści na swoim blogu notkę z podsumowaniem i linkami do wpisów biorących udział w danej edycji i odeśle na blog kolejnego prowadzącego.

A temat pierwszej edycji Karnawału to... tradam... nasze początki figurkowo-bitewne.

Robię się stary. Truizm, fakt, niemniej jednak nic tego nie zmieni. Czuję to w powietrzu, czuję to w wodzie, czuję w kościach, czuję to w tym, o czym myślę, czuję to w tym, czym się przejmuję i co mnie obchodzi. Czuję to, w końcu, również w hobby, w tym co mnie zajmuje i bawi. Nadal kręcą mnie nowe gry (a raczej figurki), wciąż śledzę nowości, łapię się jednak na tym, że coraz więcej mojego czasu poświęcam na wspominki i czytanie o starociach. Nie wiem - być może to chwilowe, być może zostanie mi to już na stałe - i zramolenie, i narzekanie, i przeglądanie starych katalogów.

Ale, ale... Miało być o inspiracjach i początkach, a nie o bolących stawach. Kiedy zacząłem interesować się grami bitewnymi był przełom 1990 i 1991 r. Coś tam widziałem, jakieś pojedyńcze miniaturki, czytałem jakieś książki poruszające ten temat, ale to wszystko nie było jeszcze to. Nie za bardzo orientowałem się z czym to się je, jak się gra. Nie pomagał fakt, że książki do których miałem dostęp traktowały gry bitewne jako rozwinięcie kampanii gry fabularnej. Warhammera poznałem dopiero kilkanaście miesięcy później, początkowo zresztą jedynie dzięki kolegom. Ktoś z nich miał własny egzemplarz WFRP i trzeciego wydania WFB. Dopiero wtedy zajarzyłem dokładniej o co w tym wszystkim chodzi i trochę mi się wyklarowało. Przez kolejnych kilka czy kilkanaście miesięcy nie miałem swoich figurek. To może dziwi sporą część czytelników, ale te dwadzieścia lat temu w Polsce dostęp do figurek był zdecydowanie trudniejszy niż obecnie... Moje pierwsze bitwy rozgrywane były na żetonikach, skserowanych z książkowego Warhammera. Polem bitwy była rozłożona wersalka, teren szczątkowy, za to wyobraźnia gnała w tempie dziś dla mnie niewyobrażalnym.  Armią, która wówczas wywarła na mnie największe wrażenie byli zielonoskórzy. Archetypowi przeciwnicy w grach rozmaitego sortu, w Warhammerze ciut odmienni poprzez ten pokręcony, czasem głupi, czasem mroczny, niemniej jednak zazwyczaj śmieszny dodatek w postaci akcentów humorystycznych. Ta odmienność była świetnie podkreślana poprzez rzeźby Kevina Adamsa, nie jedynego twórcy Citadel, robiącego goblinoidy, na pewno jednak tego, który wywarł niezatarty wpływ na wygląd tej rasy w całym wargamingowym przemyśle. Pokręcone, obarczone przesadnie wielkimi, klownowatymi w proporcjach lecz spiczastymi nosami, pełne złośliwości i zwierzęcego sprytu, rzeźby Adamsa były dla mnie - i są - kwintesencją tego, czym sa zarówno gobliny, jak i orki. Za najlepszy okres Goblinmastera uważam właśnie schyłek lat 8o. i początek lat 90. Jego wizja złośliwych i okrutnych, niemniej jednak słabych fizycznie i działających jedynie w kupie goblinów jest bardzo bliska mojemu postrzeganiu tych istot...

Wciąż jednak zapominam, że miałem pisać o swoich początkach. Kiedy jeszcze zastanawiałem się na co przeznaczyć swoje ciężko uciułane, studenckie pieniążki, myślałem o dwóch armiach. Pierwszą były wspomniane orki i gobliny, zwizualizowane - poza figurkami - w opowiadaniach Billa Kinga, zdjęciach z podręczników i White Dwarfów, do których miałem już wtedy dostęp, pojedynczych miniaturkach. Drugą były ożywieńce, podobające mi się ciut mniej (ale tylko ciut), mające za to znaczną przewagę. Były zdecydowanie tańsze, jako że szkielety, rydwany i konnica były dostępne w plastiku. Nie pomnę już dokładnych relacji cenowych, wydaje mi się jednak, że różnica w liczbie figurek jakie mogłem kupić za zaoszczędzone pieniądze, była mniej więcej 3 do 1 na korzyść trupów. Z perspektywy biednego żaka wybór nie był żadnym wyborem, byłem wręcz zmuszony zająć się nieumarłymi... Nie, żebym jakoś szczególnie żałował;)

Kiedy już podjąłem decyzję, odwrotu specjalnie nie było. Undeady zajęły mnie skutecznie na wiele lat, natomiast orki i gobliny trafiły do pudeł i na półkę, czasami uzupełniane, czasami malowane, jednak z każdym mijającym miesiącem przemawiały do mnie słabnącym głosem. Zmieniła się stylistyka figurek GW. Choć te i nieco nowsze niż trzecia edycja, i te całkiem nowe uważam za fajne, brak w nich tego czegoś, co do dziś przyprawia mnie o nieco szybsze bicie serca, gdy oglądam zdjęcia ołowianych staroci. Ciężko to określić... Czy to powiew - ówcześnie - świeżości? Dynamika starych rzeźb? Trudny do przekazania humor starych miniaturek? Może, po prostu, nostalgia? Nie wiem. Jedno jest tylko pewne - tamte figurki podobają mi się, po prostu, bardziej. Wiadomo, obiektywnie patrząc, są mniejsze, z materiału mniej odpornego na transport i konwersje, zazwyczaj mniej szczegółowe. A jednak, kiedy na nie patrzę, przed oczami wyobraźni stoi mi scena z opowiadania "Jeźdźcy wilków" Billa Kinga, w której stary gobliński szaman wjeżdża na grzbiecie wielkiego wilka w rozwaloną bramę granicznego fortu, z wiedźmim ogniem nadal pełzającym na szczycie magicznego kostura...

O tym, zresztą, już kiedyś pisałem.

P.S. Zapomniałem wspomnieć, że fajne logo zawdzięczamy uprzejmości i umiejętnościom Gonza z bloga BlackGromStudio.


30 komentarzy:

  1. Melduję się na pokładzie. Świetna inicjatywa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra okazja do refleksji.

    http://inquisitorpl.blogspot.com/2014/09/toczac-sie-w-karuzeli-karnawaowego.html

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Pomysł bardzo fajny, ale czy nie dało by się tej inicjatywy jakoś powiązać z wrotami, żeby je trochę rozruszać? Obawiam się po prostu, że trzeba będzie dużo wysiłku by to wszystko śledzić, zwłaszcza gdy impreza ma co miesiąc przenosić się na innego bloga, a i taki post w ramach bloga się przecież przewija w dół czasem dość szybko. Można by wrzucać leitmotiv jako jeden post, a po miesiącu wklejać podsumowanie. Fajnie przeplatałoby się to z podsumowaniami QC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to działa w stabilny sposób. Osoba, która chce wziąć udział w zabawie, wpisuje w komentarzu pod postem osoby kontrolującej daną edycję link do swojej notki. Tak jak to zrobił Inquisitor. Po miesiącu piszę kolejny post, podsumowujący daną edycję i zawierający linki do wszystkich zgłoszonych notek. Wskazuję również blog autora, który przejmuje kolejną edycję, NAJLEPIEJ dając link do już napisanej pierwszej notki nowej edycji. I tak to się kręci. Jeśli ominie kogoś jakaś notka w trakcie miesiąca, to po zakończeniu edycji zawsze może nadrobić zaległości, sprawdzając wpis podsumowujący edycję.

      Usuń
    2. Hmmm, to będzie fajne, ale w trakcie trwania. Potem wydaje mi się, że przepadnie w czeluściach blogosfery, która żyje chwilą. Pomyśl, czy chociaż takiego posta podsumowującego nie zduplikować na wrotach w celach archiwizacyjnych. Można by zrobić osobną zakładkę na górze poświęconą tej inicjatywie, bo tak to te posty podsumowujące będą rozproszone po wielu blogach i mega przewinięte w dół, a wiadomo jak jest przeglądaniem archiwów blogów.

      Usuń
    3. Co do archiwizacji wpisów to z zakładką na Wrotach nie będzie problemu. A co do notki podsumowującej to także mogę publikować je w waszym imieniu ma Wrotach.

      Usuń
  4. No to jest:

    http://quidamcorvus.blogspot.com/2014/09/figurkowy-karnawa-blogowy-czesc-1-nasze.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętajcie by dodawać logo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klikalne linki w komentarzach również nie zaszkodzą :)

      Usuń
    2. Jeszcze jakbym to formatowanie pamiętał ;)

      Usuń
  6. Fajna akcja! Pytanie tylko, czy można zalinkować wcześniejszy wpis? Bo na swoim blogu zrobiłem już podobną retrospekcję, i powtarzanie się byłoby imo w złym guście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można. Miło byłoby, gdybyś tylko wkleił jakiś króciutki wstęp nawiązujący do Karnawału i dorzucił gdzieś logo. Ale nie na siłę nic. Podrzuć tylko linka do tekstu.

      Usuń
  7. Świetny pomysł! Jak będę miał normalny internet to pewnie coś skrobnę :) A jakby w następnej edycji ktoś napisał faktycznie jak radzić sobie z wypaleniem figurkowym to już byłoby zajebiście ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny pomysł. A oto i moje wspominki:
    http://kryptakrolow.blogspot.com/2014/09/nasze-poczatki-figurkowo-bitewne.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Przez przypadek zauważyłem.... że popełniłem taki wpis właśnie :) http://minaskolmar.blogspot.com/2014/09/genesis.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Moje wspominki: http://www.blackgromstudio.blogspot.com/2014/09/figurkowy-karnawa-blogowy-odsona.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój wpis:
    http://bogowiewojny.wordpress.com/2014/09/08/figurkowy-karnawal-blogowy-czyli-poczatki-figurkowo-bitewne/

    OdpowiedzUsuń
  12. http://hakostwo.blogspot.com/2014/09/figurkowy-karnawa-blogowy-1-mie-zego.html
    Mój mąż raczej nie zmieści się we wrześniu, ale mi się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  13. coś ode mnie http://dwarfcrypt.blogspot.com/2014/09/miosc-od-pierwszego-zagrania.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Parę słów:
    http://dziadu-z-lasu.blogspot.com/2010/06/nerdoza-year-one.html
    Przy okazji chciałem szczerze podziękować za akcję - zmobilizowała mnie żeby w końcu w ogóle coś zrobić na blogaska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziadu, chyba o tego linka ci chodziło:
      http://dziadu-z-lasu.blogspot.com/2014/10/figurkowy-karnawa-blogowy-poczatki.html

      Usuń
  15. To i ja, na ostatnią chwilę: http://urbanzone.ehost.pl/blog/figurkowy-karnawal-blogowy/

    OdpowiedzUsuń
  16. Melduję się na pokładzie! Choć z lekkim opóźnieniem http://maniexite.blogspot.com/2014/10/figurkowy-karnawa-blogowy.html

    OdpowiedzUsuń

Z wielką przyjemnością czytam zawsze wszystkie komentarze - pozytywne i negatywne, choć co do tych ostatnich wolałbym, by były merytoryczne. Zostaw ślad swojej obecności komentując lub dodając blog do listy obserwowanych.

I always read all comments with great pleasure - both positive and negative ones. Speaking about negatives - please be constructive and let me improve my blog. Comment or follow my blog.