niedziela, 7 sierpnia 2011

Wybrane z tygodnia 29 | Chosen from the week 29

Mimo że większość minionych dwóch tygodni spędziłem odpoczywając od pracy, figurek i sieci, udało mi się znaleźć kilka interesujących linków, wszystko to jednak głównie rzeczy newsowe.
Na pierwszy ogień owoc pracy Anatolija, bloggera który samodzielnie zmontował dodatek do Flames of War przedstawiający polską Wojnę Obronną 1939 r. Anatolii zbiera armię polską do tej gry, jej malowanie przedstawiał na swoim blogu. Dodatek to wynik zainteresowań twórcy. Dla Polaków - poza sprawiającą wrażenie ciekawej kampanią - nie ma tam żadnych nowych wiadomości (i w sumie trudno się dziwić), jednak obcokrajowcy znajdą w tym dodatku dawkę wiedzy o tym, jak wyglądał polski wrzesień. Inicjatywa godna pochwały. W sumie aż dziwne, że tego rodzaju materiał nie powstał u nas.
Coś dla zwolenników historii nieco bardziej odległej w czasie. Lurkio zaprezentowało kolejne figurki w skali 15 mm, które bardzo podnoszą poprzeczkę jakości innym producentom. Starożytni Germanie wyglądają naprawdę zachwycająco. Zdjęcie obok pochodzi właśnie ze strony tego producenta.
Ostatni news historyczny to konkurs na forum "Strategie", gdzie do 30 IX trwa rywalizacja miłośników malowania figurek i sprzętu wojskowego do gier bitewnych. 3 kategorie, blisko dwa miesiące czasu na skończenie swoich dzieł, fajna zabawa gwarantowana. Pojawiły się już początki pierwszych wątków z prezentacjami prac konkursowych w trakcie malowania. Z pewnością wystartuję w co najmniej dwóch konkurencjach.
A teraz trochę fantastyki - galeria zwycięzców amerykańskiego Golden Demona. Piękne figurki, malowanie na najwyższym poziomie. Uczta dla oczu, jeśli ktoś nie ma nic przeciwko kosmicznym marines, goblinom i wampirom.
I, na koniec, link do wątku forumowego, gdzie znajduje się kilka zdjęć z kolejnej księgi armii do Warhammera - Królestwa Ogrów. Można je znaleźć  w tym wątku.

Last two weeks I was on holiday, away from miniatures, my job and net. Nevertheless I was able to find some interesting links.
First is labour of love of Anatoli, blogger who wrote his own "Flames of War" campaign book about Polish Defence War of 1939. Anatoli, who owns Polish FoW army, wrote series of articles about painting Polish troops on his blog too. Campaign gives a solid account of Polish September, it is certainly worth to download and play. Strange that it wasn't written in Poland:)
Something for enthustiasts of ancient history - Lurkio presented great looking 15 mm figures of ancient Germans. Quality of sculpts is very high, I personally think Lurkio miniatures are among the best looking 15 mm miniatures on the market now. Germans are really, really nice. Photo next to this note is taken from Lurkio site.
Last historic news - there is a new competition running on Polish Strategie forum. It is dedicated for miniature painters this time. Three categories, nearly two months for completion of miniatures, great fun guaranteed. First threads with miniatures and vehicles being shown while completed and painted are posted now. I will certainly start in at least two categories.
And something entirely unhistoric now - gallery of American Golden Demon 2011 winners. Very nice miniatures, great painting. Truly magnificient photos, if one doesn't mind vampires, space marines and orcs of course.
Last link takes us to the leaked photos taken from next Warhammer Fantasy army book - Ogre Kingdoms and - suprise - Ogres:).

piątek, 5 sierpnia 2011

Nowa kolekcja Amercomu | New Amercom's collection

12 sierpnia ukaże się pierwszy numer nowego pisma wydawnictwa Amercom, prezentującego helikoptery świata - zarówno wojskowe, jak i cywilne. Pismo, o nazwie "Helikoptery świata", będzie miało objętość 8 stron formatu A4, będzie w pełni kolorowe. Wewnątrz znajdzie się miejsce na omówienie historii powstania i budowy śmigłowca, którego model będzie dołączony do pisma, a także plansza kolorowa przedstawiająca dany helikopter narysowany w trzech rzutach. Gotowe modele diecast będą w jednolitej skali 1:72, planowane jest 48 odcinków. Pierwszy numer poświęcony będzie maszynie, będącej symbolem wojny wietnamskiej - Hueyowi. Zdjęcie modelu dodam w poniedziałek, wtedy też może informacje o numerze drugim.
I teraz małe pytanie - zamieszczać informacje na temat kolejnych numerów tego pisma, czy też darować to sobie, gdyż przydatność śmigłowców do gier wojennych jest stosunkowo ograniczona?

First issue of new Amercom's collection, dedicated to well known helicopters, both military and civilian - will be in stores on August 12th. "Helikoptery świata" magazine ("Helicopters of the world") will be 8 pages long and in full color. Each issue will be fully dedicated to one helicopter, with detailed information about its costruction and history. Ready-made die-cast model of this machine will be bundled with the magazine. All models will be 1:72 scale, there are 48 issues being planned. First issue will cover icon of the Vietnam war - Huey. I will show photo of the model on Monday probably, together with some information about issue no. 2. 
And a little question - should I put some info about next issues of this magazine or not, as helicopters usability in wargaming in this scale is rather limited?

czwartek, 4 sierpnia 2011

Szerden straż królewska | Sherden Royal Guard

Po dłuższej bezczynności "w temacie" powrót do piasków gorącego Egiptu. Drugi element 4Bd armii zdecydowałem się wykonać z figurek nieco odmiennych niż proponowane przez producenta. Mój wybór padł na miniaturki przedstawiające żołnierzy z ludu Szerden, należącego - być może - do tzw. Ludów Morza. Przez dość długi czas napadali oni na wschodnie i południowe wybrzeża Morza Śródziemnego, samemu zamieszkując - ponownie być może -  Sardynię. Późniejsi faraonowie egipscy wykorzystywali ich jako zaprawionych w bojach najemników, a nawet straż osobistą. I właśnie taki oddział przedstawia ten element. Figurki tej samej firmy co moi wcześniej pomalowani Egipcjanie - Venexia Miniatures - niemniej jednak mam wrażenie, że znacznie przewyższają jakością poddanych faraonów. Po pierwsze - są dwa wzory. Po drugie, mają bardzo dobrze zrobione ciała i pancerze. Po trzecie, nawet twarze są do przyjęcia, z wyjątkiem może zbyt wyraźnie zaznaczonych, znacznie za dużych oczu. Miniaturki przedstawiają doskonale uzbrojenie i wyposażenie tych żołnierzy, tak jak widoczne jest na płaskorzeźbach w świątyni grobowej Ramzesa III Medinet Habu. Szczególnie fajne są tarcze - zastanawiam się, ile musiała ważyć taka ochrona, wykonana z kilku warstw brązowej blachy i jeszcze wyposażona w takie guzy... Na pewno zbyt lekka nie była. Pancerze pomalowałem, w sumie bez zastanowienia, jak wykonane z brązu. Tymczasem tak naprawdę nie jest pewne, czy były one metalowe, czy też z płatów skóry. Osobiście sądzę, że raczej jednak ze skóry - trudno jest mi wyobrazić sobie bieganie w upale czy walkę na morzu w pancerzu z metalowych łusek... No, ale może się mylę...

After rather long break in painting my Egyptian DBA army, time to return to the hot sands of this kingdom. This time I decided to make second 4Bd element for this army - miniatures for this unit are not axemen provided by producer but Sherden swordsmen. Sherden were - maybe - part of so called Sea People. They were known from harrasing eastern and southern boundaries of Mediterrean Sea, living on - again maybe - Sardinia. Later Egyptian pharaohs employed them as mercenaries and royal guards. This element is exactly that - Royal Guard. Miniatures used are Venexia Miniatures but I think they are much better then Egyptian line figures. First - two poses. Second - very nicely detailed armours and bodies. Third - passable faces (one pose has definitely too big eyes). Armour and armament is exactly as depicted at the mortuary temple of Ramesses III Medinet Habu. I especially like huge round shields - I'm curious how heavy it was, being made from few layers of bronze plating, wood... Well, it wasn't light, that's for sure. Armour is painted as bronze but I think it is not correct. Historians doesn't know if armour of theirs was metal or leather and my personal opinion is that it was leather... Running and fightning at the sea and under the hot sun in metal armour... I don't think so. But I can be wrong of course...



wtorek, 2 sierpnia 2011

Wraithlord

Mormeg stwierdził, że nie ma o czym pisać, bo model pomalowany jest tak, jak wcześniej wraithguard. Hmm, no i spadło na mnie. Malowanie może identyczne ale model inny. Przyznam się bez bicia - niezwykle podoba mi się ten model. I sama figurka, i malowanie. Metalowy staroć, a jednak do dziś trzyma klasę, o co w przypadku modeli do "czterdziestki" coraz trudniej, bo nowe figurki podwyższają poziom. Sztandar gotowiec, z pudełka z modelem, jakoś tutaj mnie specjalnie nie razi, choć zazwyczaj wolę malowane ręcznie. Może to kwestia skali, niknie między nogami tego drednota. Sporo problemów sprawiło zrobienie zdjęcia - raz, że figurka jest na tyle duża, że ciężko ją w całości dobrze wyostrzyć, dwa, że ze względu na tonację kolorystyczną kościsty kolor wychodzi mocno biały. Cieniowanie od ciemnej kości jest nieco bardziej wyraźne w rzeczywistości, na zdjęciu dodatkowo wymyło je światło.

Mormeg said, that there is nothing to write about, as this model is painted in exactly the same way as wraithguard earlier. Well, I have to write something then, I guess. Painting is made in the same way, that's true, but model is totally different. I confess - I love this miniature - both model and how it's painted. Old metal miniature, still of very high quality, which is harder and harder, as new WH40Kmodels are getting better and better. Banner is ready-made, straight from the box. It looks ok to me here even that I don't really like using printed banners as they tend to look out of place. It is maybe scale related, here it is dwarfed by model itself. 
I have had some problems with making photos. First, wraithlord is really tall, it is hard to get it wholly in focus. Second, highly contrasting paint scheme tends to wash out light and shadows painted on the canopy and arms. Shadowing especially is better visible in reality, then here on the photo.


niedziela, 31 lipca 2011

Z półki Mormega: Fear the Alien

Druga recenzja Mormega, ponownie świat WH40K, ponownie zbiór opowiadań. Kolejna recenzja już za dwa tygodnie, a tymczasem, jak zwykle - zapraszam do wymiany własnych spostrzeżeń na temat samej recenzji, książki, czy też samego świata WH40K. 
Inkub

Fear the Alien


Kolejny zbiór opowiadań ze świata Warhammera 40000 pod redakcją Christiana Dunna. Książkę - jak większość pozycji mojego ulubionego wydawcy - w miękkich okładkach, zdobi ilustracja Clinta Langley’a przedstawiająca nacierających orków. Czytelnikowi dane jest zajrzeć nie tylko do lufy gnata, którego nasz zielonoskóry kolega trzyma, ale nawet stwierdzić, że opieka dentystyczna orków stoi na zastraszająco niskim poziomie.  Jak zwykle jestem czepliwy dodam więc, że ząbki tego osobnika wyrastają jakby wprost ze skóry buźki, wygląda to trochę tak, jakby został pozbawiony warg.  Ilustracja na okładce, moim zdaniem, nie przykuwa uwagi. Nie wiem, czy poza fanami uniwersum jest w stanie skusić kogoś do sięgnięcia po tę pozycję.  Trzeba jednak, gwoli sprawiedliwości dodać, że jakieś 30 lat temu ostatni raz kupując książkę (Mama Ci wtedy kupila, a nie sam sobie kupiłeś – przyp. Inkub) kierowałem się ilustracją na okładce, odkąd zaś posiadłem sztukę czytania, zawartość książki ma zdecydowanie większe znaczenie od okładki.

Przyjrzyjmy się zatem zawartości. Na zbiór składa się dziesięć opowiadań zebranych na 403 stronach. Jak łatwo zgadnąć, lektura zbioru przybliża nam niektóre obce gatunki zamieszkujące galaktykę, i jak na tacy wyjaśnia dlaczego obcy są tacy obcy. Niestety, większość z nich jest nastawiona do ludzkości we wrogi sposób, co prowadzi do nieustannych konfliktów. Nie ma to zresztą większego znaczenia, gdyż - tak czy inaczej - Imperium najchętniej doprowadziłoby do zagłady wszystkich obcych gatunków. Nic dziwnego zatem, że w świecie Warhammera 40000 „there is only war”. Tytuły opowiadań i ich autorzy przedstawiają się następująco:

1.      Gardens of Tycho, Dana Abnetta,
2.      Fear Itself, Juliet E. McKenna,
3.      Prometheus Requiem, Nicka Kyme’a,
4.      Mistress Baeda’s Gift, Bradena Campbella,
5.      Iron Inferno, C.L. Wernera,
6.      Sanctified, Marka Claphama,
7.      Faces, Matthew Farrera,
8.      Unity, Jamesa Gilmera,
9.      The Core, Aarona Dembskiego-Bowdena,
10  Ambition Knows No Bounds, Andy’ego Hoare

W książce występuje bogactwo czarnych charakterów: nekroni, tyranidzi, eldarzy, orki i tau, a raczej krootowie (czytelnicy muszą wybaczyć, pojęcia nie mam jak została spolszczona nazwa kroot), przyjmijmy więc, że mam rację.  Podobnie jak poprzednio nie będę omawiał poszczególnych opowiadań, a jedynie te, które moim zdaniem zasługują na wzmiankę z uwagi na ich wartość lub wręcz przeciwnie - jej brak.

Zdecydowanie najsłabsze, moim zdaniem, opowiadanie w zbiorze, to Ambition Knows No Bounds. Stylizowane jest chyba na gatunek określany mianem, jeśli się nie mylę, surrvival horror. Niestety, strasznie nie jest, nudnie owszem. Ile razy już czytałem o zielonej poświacie… Autor nie wniósł niczego nowego do mojego postrzegania nekronów, poprzestał raczej na utartych schematach. Jedyną ciekawostką jest pojawienie się nowego, przynajmniej dla mnie, rodzaju strażnika.  Około metra długości, bohaterom opowiadania kojarzył się z owadami, a mi z mniejszą wersją Necron Tomb Stalkera wyprodukowanego przez Forge World.

Dan Abnett raczej stanął na wysokości zadania, pisząc kryminał, niestety bardzo schematyczny. W sumie przyznaję, że czyta się dobrze ale efekt osłabia okoliczność, że z góry wiadomo co stanie się za chwilę. Bohater zaś, opisywany jako gryzipiórek, nagle przeistacza się, no może nie w wiedźmina, ale kogoś w stylu Sędziego Dreda. Może ciutek przesadzam ale coś na rzeczy jest.

Jest kilka opowiadań, które zasługują na uwagę. Zacznę od Unity. Opowiadanie, które mi się bardzo podobało, interesujący temat, rozwinięty w niekonwencjonalny sposób. Wyróżnia się wyraźnie w sposób pozytywny na tle innych zamieszczonych w zbiorze. W pewien sposób jest bardzo przekonujące i znacznie mocniej trzyma w napięciu niż Ambition Knows No Bounds. Po przeczytaniu wiem, że w tej samej galaktyce nie ma miejsca dla tau i ludzi. Za bardzo się różnimy. Po lekturze krootowie kojarzą mi się z tyranidami. Niby wszystko to już dawno wiadomo, a jednak autor przypomniał mi tę wiedzę w sposób, który trudno zapomnieć. Inspirował się chyba po trosze, a przynajmniej tak mi się wydaje, sceną z Walecznego Serca, z wisielcami w szopie…

Skoro mowa o tyranidach… nie mogło ich zabraknąć. Występują w kilku opowiadaniach. W Fear Itself przedstawiona jest inwazja tyranidów z poziomu żołnierzy kompani Gwardii Imperialnej. Widok masy tyranidów atakujących nielicznych gwardzistów przemawia do mojej wyobraźni. Jest w tym coś, czemu nie mogę się oprzeć. Z tych powodów dawno temu kupiłem Desert Raiders Luciena Soulbana, o której to powieści kiedyś może napiszę słówko albo dwa. Wracając do Fear Itself jest tak jak miało być: krew, pot i łzy, stracona nadzieja i trąbka kawalerii, nieco zgryźliwie dodam, że brakuje jedynie flagi Stanów Zjednoczonych Ameryki i przemawiającego na tle ruin prezydenta. Jestem pewnie niesprawiedliwy, wcześniej schematyzm był postrzegany przeze mnie jako minus teraz zaś mi nie przeszkadza… Jednak taka jest prawda. Fear Itself podobał mi się. Ma w sobie to coś czego opowiadaniu z nekronami zabrakło. Hmm… może kilku genokradów?

Faces… opowiadanie nabiera tempa stosunkowo powoli, ale jest niczym lawina, nie można jej zatrzymać. Niewątpliwie zasługuje na szczególne wyróżnienie. Można o eldarach pisać zapewne na wiele sposobów. Wiem teraz, że na pewno są w stanie wzbudzić strach w sercach ludzi. Nie, nie, opowiadanie nie dotyczy Mrocznych Eldarów w odniesieniu do których strach nie dziwi. Historia opisana na kartach opowiadania jest szczególna, eldarowie pojawiają się na dopiero na zakończenie, ale szaleństwo i strach jest od początku. Nie uchylając za bardzo rąbka tajemnicy dodam, że jest to opis bardzo szczególnego występu artystów.

Na zakończenie kilka słów o Prometheus Requiem i The Core. Oba opowiadania łączy fakt, że uzupełniają trylogie o Salamandrach i Władcach Nocy tych samych autorów. Pierwszy tom powieści o Salamandrach dopiero kupiłem, nie mogę zatem umiejscowić wydarzeń opisanych w opowiadaniu w stosunku do powieści, The Core zaś rozgrywa się kilka miesięcy po wydarzeniach opisanych w Blood Reaverze. Drugą rzeczą łączącą te opowiadania jest to, że opisują te same wydarzenia, ale z perspektywy różnych stron. Kapitalny pomysł. Od lat po głowie chodzi mi zamysł zorganizowania sesji RPG z dwoma drużynami graczy grającymi przeciw sobie. Oba opowiadania wzajemnie się uzupełniają i czyta się je wartko, nie może zresztą być inaczej jeżeli dotyczą VIII Legionu (no nie, oczywiście, VIII Legion jest zawsze the best – przyp. Inkub). Zauważyłem tylko jedną niekonsekwencję Nick Kyme określa wrak okrętu penetrowanego przez Salamandry jeden raz jako Proteus zamiast Protean.
Mormeg

piątek, 29 lipca 2011

Gobliński szaman | Goblin shaman

Moje wyobrażenie Warhammera przez długi czas kształtował obraz goblińskiego szamana, rozbijającego bramę obronnego grodu w Granicznych Księstwach, opisanego przez Williama Kinga w jednym z wczesnych opowiadań o Gotreku i Felixie. Zielonoskórzy podobali mi się - i podobają - od zawsze. Przerażała mnie trochę liczba modeli koniecznych do pomalowania w tej armii, popełniłem jednak kilka modeli do Orków i Goblinów, mam też całkiem pokaźną kolekcję modeli bardzo starych, starych i dość starych, pozostających w stanie nieskażonym dotknięciem pędzla. Może to się kiedyś zmieni. Dzisiejszy model to owoc słabości jakiegoś wieczoru sprzed około 12 lat. Miałem, chwilowo, zapał do malowania zielońców. Pamiętam, że przeszło mi po starannym pomalowaniu z licznymi detalami około dziesięciu identycznych plastikowych nocnych goblinów i parunastu innych figurek. Ale ja jeszcze kiedyś do nich wrócę.
Sam model to raczej sentymentalna podróż w przeszłość, dziś pomalowałbym go raczej inaczej - poza skórą szamana, gdyż i dziś pomalowałbym ją jaskrawo i jasno. Najbardziej festyniarsko wygląda różdżka, znaki na pająku też wymagają jak najszybszego przemalowania... Co ciekawe, model dotrwał w pudełku od 4. edycji Warhammera, przeczekując wydania, w którym gobliny nie mogły dosiadać olbrzymich pająków. A teraz znowu może:)

How I see Warhammer world, mood and theme of it, was shaped a long time ago by an image of a goblin shaman destroying gate of the small city in Border Princes, artfully described by William King in one of the early Gotrek and Felix stories. Greeskins are one of the armies I truly like - fluff, miniatures, rules, all together. I was scared by huge number of models to paint necessary to field that army but I did painted a few of them and I do have quite a substantial collection of very old, old and relatively old models of Orcs and Gobbos, still unspoiled by touch of brush and paint. It will change someday, maybe. Model visible next to my ramblings is a result of one evening work, some 12 years ago. I have had temporary illusion of being able to paint greenskins. I remember that that illusion was broken after painting in rather detailed way some dozen of identical, plastic Night Goblin archers and about dozen other miniatures. But I will return to them someday, you will see;)
Model itself has rather sentimental value for me, it would be painted differently nowadays - except shaman's skin, as I still would paint it bright and shiny. Worst of all is wand, spider's markings need urgent corrections too. Funny, this model has waited since 4th edition of Warhammer in a box, waiting through all these editions, where Goblins were unable to ride giant spiders. And it is legal option for a mount again...:)


środa, 27 lipca 2011

Horda zombie | Zombie horde

Jak obiecałem, zdjęcia gotowego oddziału zombiaków. 35 figurek (30 z 3. edycji, 5 z 4. edycji) plus pięć fillerów w postaci nagrobków, mogących służyć za dopełnienie niemal dowolnej jednostki pieszej w armii. Niewątpliwie przyda się jeszcze więcej zgnilców ale to dopiero za jakiś czas. Tym razem zresztą będą to już figurki nowe, plastikowe, choć przyszło mi do głowy, że w zasadzie mógłbym pomalować jeszcze pięć figurek z 4. edycji WH, znalazłbym jakieś najmniej brzydkie...:)
Podstawka pod oddział w produkcji, stąd ta zielona, obrzydliwa prowizorka w jednym ze zdjęć... Nie miałem już siły po raz enty ustawiać całego oddziału do zdjęcia, wymaga to starannego rozplanowania - tu zaczepia się jakaś broń, tamta figurka nie wchodzi za większość, bo ma wyciągniętą rękę, itd...
Ogólnie jestem zadowolony z tego, jak wyszły te figurki. Dip sprawdził się, moim zdaniem, dość dobrze - poziom na stół chyba nie najgorszy. Tak przyglądając się zdjęciom, dochodzę jednak do wniosku, że dorobię kiedyś sztandar chorążemu. Będzie jednak lepiej wyglądał.
A z rzeczy których się nauczyłem - ostrożnie z lakierem matowym w sprey'u:)

As promised, pictures of finished zombie unit. 35 miniatures of zombies (30 from 3rd edition, five from 4th edition) plus five grave markers fillers, usable in any foot unit in this army. More zombies would be cool and necessary I think but I will paint them in few months at the earliest. They will be modern plastic zombies... Still, I think I could paint at least additional five 4th edition Morley's sculpts, choosing best of them (i.e. least ugly looking) :).
Movement tray for this unit is being made right now, so I used this ugly green provisional visible in one of the photos. I was sick with placing models one by one, will all these weapons overhanging, stretched arms, etc.
I'm fairly glad how this unit turned out. Dip is certainly ok for this kind of work - not the worst tabletop level I think. And just looking at the pictures I think I will add banner to the standard bearer at some point in the future, as it will looks better.
Things learned - be careful with matt spray:)







wtorek, 26 lipca 2011

40. numer "Kolekcji wozów bojowych" | 40th issue of "Kolekcja wozów bojowych"

Czterdziesty zeszyt "Kolekcji wozów bojowych" poświęcony będzie niemieckiemu samochodowi pancernemu ATF "Dingo". W piśmie znajdzie się jego historia, opis konstrukcji oraz służby w armiach niemieckiej i innych użytkowników. Do pisma dołączony będzie gotowy model tego pojazdu w wersji ATF "Dingo 1" w barwach niemieckiego kontyngentu sił stabilizacyjnych w Afganistanie.

Fortieth issue of "Kolekcja wozów bojowych" will describe German armoured car ATF "Dingo". History of this vehicle, its construction and service in Bundeswehr and other armies will be described in detail. Ready-made diecast model of "Dingo 1" armoured car ( German forces in Afghanistan camo) will be bundled with the magazine.  

poniedziałek, 25 lipca 2011

Śmierć sługom fałszywego Imperatora! | Death to the servants of the false Emperor!

Ostatnia figurka Czarnego Legionu, jaką pomalowałem kilka lat temu, i która wejdzie w skład powstającej armii. Pisałem o niej i pokazywałem już ją rok temu, teraz troszkę ją odnowiłem. Pobawiłem się cieniowaniej pancerza - niestety, czarny to wyjątkowo niewdzięczny kolor. Nie przepadam za robieniem ostrych kontrastów, błyszczących krawędzi, itd., stąd delikatne cieniowanie - może nieco bardziej realistyczne, choć, rzecz jasna, nie tak widowiskowe jak zrobienie mocno skontrastowanych krawędzi czy kresek przy brzegach płyt. Odnowiłem pistolet, poprawiłem tu i ówdzie złocenia i drobne szczegóły, dorobiłem też, oczywiście, samą podstawkę. Wszystkie kolejne modele do Czarnego Legionu będą już malowane od podstaw, mam nadzieję że choć trochę lepiej.
I jeszcze słówko o samym modelu - to delikatnie skonwertowany jeździec starego juggernauta. Podoba mi się, w jaki sposób biegnie w kierunku wroga, wrzeszcząc na wyznawców Trupiego Imperatora.
Zmieniłem nieco sposób fotografowania modeli, inaczej ustawiona jest jasność obrazu i przesłona. Zmienione jest też tło. Jest lepiej czy to tylko moje myślenie życzeniowe?

Last miniature of Black Legion painted few years ago, which will be drafted into freshly painted army. I wrote about it a year ago, it is a little tided up and refreshed now. I toyed with highlights on the armour - black, unfortunately, is one of the hardest colors to highlight. I don't like very sharp contrasts, glowing edges, etc, thus my delicate shadows and highlights. It is a little more realistic, maybe, but - of course - doesn't look as good as very highly contrasted edges of the armour or light lines painted close to the edges of the armor plates.
I painted anew some parts of the pistol, golden ornaments were retouched here and there, base itself, of course, was completed. All next models of Black Legion will be new so I hope painting will be a little better too.
And few more words about model itself - it is slightly converted rider of the old juggernaut. I like the way how it turned out, running to the enemy, screaming at the Corpse-Emperor believers.
I changed a little the way how I make photos. Brightness and aperture are changed. Background is different too. Is it better or it is just my wishful thinking?



niedziela, 24 lipca 2011

Wybrane z tygodnia 28 | Chosen from the week 28

Do rzeczy. Na początek superdokładny poradnik dotyczący malowania Wysokich Elfów. Poziom końcowy - bardzo wysoki - jak przystało na zwycięzcę hiszpańskiej wersji Golden Demona. Serdecznie zachęcam do zapoznania się z użytymi technikami i sposobami. Poziom, jaki prezentuje autor - Rafael Garcia Marin - jest nie do osiągnięcia dla większości ludzi ale samo przeczytanie o tym, jak maluje, pozwala poprawić swoje pacykowanie.
A teraz już tylko historycznie. Na początek akcent polski. Na tej stronie można zobaczyć świetną dioramę przedstawiającą atak polskich kawalerzystów na niemiecką kolumnę zaopatrzeniową podczas wojny obronnej 1939 r. Komentarz historyczny jest trochę na bakier ale sama diorama wygląda świetnie. A jest zaledwie jedną z kilkudziesięciu różnych, obejmujących rozmaite okresy historyczne. Fotka przy dzisiejszej notce pochodzi właśnie z tej strony internetowej.
Na koniec link do bloga - w zasadzie do dwóch blogów - również z dioramami. Okres napoleoński, bitwa na lądzie i bitwa morska. Jak już znajdziecie szczęki na podłodze i wstawicie je z powrotem na właściwe miejsca, podzielcie się swoją opinią na temat tych dzieł sztuki. Ja swojej wciąż szukam.

Ad rem. Very detailed tutorial for painting High Elves first. Finished unit is painted to Golden Demon standard, as it has won this award on last Golden Demon Spanish. Level of skill of the author - Rafael Garcia Marin - is incrediable high, impossible to achieve for most of us but really, just reading how some effects were achieved can help with painting.
That was the end of fantasy section for today, let's have a look at something historic. First something related to Poland. There is a great diorama of Polish cavalry attacking German supply column in September '39 here. Historical comments are a bit off but model itself is top notch. And this diorama is just one of many, from many different periods, which are presented there. Photo next to this blognote is taken from this website.
And last - but certainly not the least - link to two blogs, with dioramas too. Napoleonic stuff, land and sea battle. When You will find your jaw on the floor, let me know what do You think about these work of art. I'm still searching for mine.

sobota, 23 lipca 2011

Ostatni zombie | The last zombie

Zgadza się, na długo żegnam się z zombiakami. Kiedyś machnę jeszcze 20 czy 30 nowych, plastikowych wzorów, nie będzie to jednak prędko. Dzisiejszy garbus kończy na dłużej moją przygodę ze zgniłymi podwładnymi wampirów. Figurka pochodzi z jednego z rozszerzeń do świetnej gry Warhammer Quest - Catacombs of Terror. Oprócz nowej przygody pudełko zawierało też licza siedzącego na tronie (przerobiłem go na pieszego nekromantę), widocznego obok sługę-zombiego oraz kilka szkieletów z halabardami i w ciężkich pancerzach. Ponieważ tych ostatnich mam... hmmm... około dwudziestu, zrobię z nich oddział Grave Guard z bronią dwuręczną.
Cały oddział zombich pokażę za kilka dni, dziś tylko fotka grupowa ostatniej piątki.

That's right, I'm saying "farawell" to all zombies. I will paint another 20 or 30 of new plastic zombies in the future but it won't be NEAR future, that's for sure. Hunchback presented today is the last miniature for my unit of old 3rd/4th edition zombies. It is taken from adventure pack Catacombs of Terror for great game Warhammer Quest. There was a liche on the throne inside (my version of it, converted to foot necromancer can be seen here), servant-zombie (the one visible next to this note) and some heavily armed skeletons with halberds. As I have about... twenty of them... I will paint them as a Grave Guard with great weapons I think.
Whole zombie unit will be shown in a few days, group photo of last five zombies today.



piątek, 22 lipca 2011

Normańscy włócznicy | Norman spearmen

Trudno nie zauważyć, że od dłuższego czasu na blogu królują tematy fantastyczne. Jak większość z graczy, mam swoje fazy - nachodzi mnie coś i trudno oderwać się od danej tematyki. Traf chciał, że w tej chwili mam ponownie fazę na Warhammera i pewnie jakiś czas to jeszcze potrwa. Cierpią na tym projekty historyczne, niemniej jednak powolutku dłubię sobie też coś i do nich. Efektem takiego właśnie dłubania są widoczni obok piesi Normanie. Fajne, przyjemne w malowaniu figurki, sporą frajdę sprawiło mi zwłaszcza malowanie tarcz. Ze względu na dość duże umba, pełniące w tarczach normańskich funkcje li tylko dekoracyjne, nie mogłem namalować żadnych smoków, ale na części innych figurek umba są mniejsze, tam pojawią się i dracos. Malując zdecydowałem się - w sumie chyba pierwszy raz na poważniej - użyć retardera, środka spowalniającego wysychanie akryli. Jestem zachwycony - umożliwia to mieszanie farby na malowanej powierzchni, niemal tak jak w przypadku farb olejnych. Pomalowałem tak wszystkie tuniki tych zbrojnych, mam wrażenie że osiągnięte przejścia tonalne są znacznie łagodniejsze niż zazwyczaj mi to wychodziło. Z pewnością retardera będę używał przy malowaniu 28 mm. Z ciekawostek - elementy metalicznie to ponownie moja próba pseudo NMM w skali 15 mm.

It's easy to notice that fantasy and sci-fi rule supreme on my blog for a quite a long time. As most of the wargamers, I have some periods of fascinations, be it with a game, time period, battle, etc. This time it is Warhammer and it looks that it will stay that for a moment. My historical projects are suffering of course, but still I'm slowly painting something for started armies. One of such slow painting projects is visible here - Norman footmen. Really nice, very pleasant to paint miniatures, shields especially gave me a lot of satisfaction. As the shield bosses here are rather large, I was unable to paint some more elaborate designs, but other miniatures from this Baueda's range have slightly smaller bosses, so I will paint some dracos for sure. I used - for a first time I think - retarder. It is a kind of acrylic paint drying time prolonging agent and I have to say that I'm really pleased. One can mix paints on the painted area, almost exactly like with the oils. All tunics of these Normans were painted with retarded mixed in paint and I think that blending is much more smoother. I will use retarder for 28 mm figures for sure. And few more words about metallics - as with previously painted Norman knights, no metallic paints were used, I'm trying to paint in pseudo NMM way;)




czwartek, 21 lipca 2011

Chorąży zombie | Zombie standard bearer

Jeden z dwóch wzorów chorążych zombie z 4. edycji, nawet w sumie dość fajny - jak na twórczość Morley'a. Początkowo zamierzałem dorobić sztandar z greenstuffu i pomalować go zgodnie z kolorystyką innych chorągwi armii, ostatecznie jednak uznałem, że sam badyl też się broni - rolę znaku bojowego pełni sam totem na kiju.
Zdjęcia prezentują w sposób koncertowy jak spieprzyć figurkę. W którejś z poprzednich notek pisałem, że użyłem nowego lakieru matowego Purity Seal. Psiukając nim miałem wrażenie, że tył figurki nie został prawie wcale pokryty, więc psiuknąłem tam jeszcze raz... I jeszcze... I potem jeszcze raz. Efekt widać. Przód miniaturki dostał swoją porcję dwóch lekkich warstw lakieru matującego. Tył pokryty jest czterema i to grubszymi.
Niech widok tej figurki będzie dla mnie nauczką i przestrogą, przed zbyt ciężkim palcem na dyszy puszki z lakierem...

One of the two zombie stantard bearers made for 4th edition of Warhemmer. Quite nice - for Morley's sculpts of course. I thought about making banner itself from green stuff and paint it in the same way as other banners in the army, but finally I settled to a bare stick and totem on top of it. I quite like how it looks.
Pictures are very good example how to fuck up your miniature. I wrote in one of the earlier notes about using new matt spray Purity Seal. I have had an impression that back of the sprayed miniatures wasn't covered. So I sprayed one more time there... and one more time... and - for a good effect - one final time again. Result is clearly visible. Front of the miniature was sprayed with two light coats of matt spray. Back is coated with four layers...
These photos are lesson and a warning for myself - I really have to be careful while spraying, as my finger seems to be very, very heavy...



środa, 20 lipca 2011

Muzyk zombie | Zombie musician

Wkraczamy w zdecydowanie ostatnią fazę prezentacji oddziału zombi - grupa dowodzenia. Oczywiście, w życiu raczej nie wystawię tego oddziału na stół, w którym naprawdę będzie czempion wraz z chorążym i muzykiem. Figurki pomalowałem tylko ze względu na ich wygląd, w grze to będą normalne zgnilce. Figurka z czwartej edycji, jedyny muzyk-zombie, więc wyboru specjalnego nie miałem. Specjalnym fanem tej rzeźby nie jestem, w sumie jednak nie jest najgorsza. Oczywiście, kluskowate kończyny ale nie wygląda ogólnie źle. Ze sporą przyjemnością malowało mi się gong, mam wrażenie, że dość dobrze udało mi się oddać wrażenie pokrycia go "patyną czasu" (nie mam na myśli zwykłej, zielononiebieskiej patyny).


Time for definitely last phase of presentation of my zombie unit - command group. I won't place unit with real command group on the table for gaming of course, it would be total waste of points paying for CG for zombies. I painted champion, musician and standard bearer just for the looks - they are ordinary zombies for game purposes. Miniature from 4th edition of Warhammer, the only one zombie-musician so I have had just one choice... I'm not fan of this sculpt but it is not that bad. Swollen legs and arms of course, but it looks almost all right I think. Painting the gong was a real treat, I think I managed to paint it to show its age. 




wtorek, 19 lipca 2011

Drugi koszmar | Second nightmare

Tytuł odpowiedni do moich uczuć w stosunku do zdecydowanej większości ulepków pana Morley'a. Ten i tak nie jest taki zły. Ma, na przykład, całkiem fajną i dość szczegółową głowę, czaszkę obciągniętą gnijącą skórą. Najgorsza jest ta potwornie wielka broń... Malowanie - dip, rozjaśnienia i mat.

Title accurately describes my feelings to most of mr. Morley's sculpts. This one is not the worst actually. It has nice head, with skull covered with rotting skin. Weapon though is absolutely pathetic. Painting - dip, highlights, matt spray. 


poniedziałek, 18 lipca 2011

Nowa era | New age

Nowa era Warhammera i nowy projektant figurek ożywieńców. Po zombiakach jednego z moich ulubionych rzeźbiarzy, Keva Adamsa (ach te jego gobliny), przyszła kolej na Gary'ego Morley'a, prawdziwego mordercę undedów. Pisałem już kiedyś, że zdawało mu się, że pracuje na akord... Niezależnie od tego, jak było naprawdę, faktem jest, że figurki jego autorstwa cechują się specyficznym stylem, który - mi osobiście - wielce się nie podoba. Uważam zresztą, że spora część figurek wyprodukowanych dla potrzeb czwartej edycji, do wielu armii, należy do najbrzydszych w całej historii Warhammera. Ale do rzeczy. Więcej zombich wcześniejszych edycji już nie mam, a chciałem utrzymać klimat oldskulowej jednostki. Chcąc, nie chcąc musiałem wybrać pięć figurek z 4. edycji, które będą pasować do starszych miniaturek. Wybrałem chorążego i muzyka, jako dowódcę garbusa-zombie z dodatku do Warhammera Questa oraz dwie figurki innych zombie. Pierwsza z nich widoczna jest obok. Doskonale widać dwie z wkurzających mnie cech miniaturek tej edycji - znacznie przesadzone proporcje broni i wałkowatość kończyn figurek. Trzecia cecha charakterystyczna, urośnięcie figurek z prawdziwej skali 28 mm do heroicznej 28 mm widoczna jest po postawieniu obok siebie miniaturek z wcześniejszych wydań WFB i jednej z czwartej (i następnych). Ta cecha jednak mi specjalnie nie przeszkadza. Ku mojemu zdziwieniu, rzeźba, choć zdecydowanie mniej bogata niż w figurkach zombich Adamsa, okazała się jednak dość szczegółowa. Widać paznokcie, jakieś felery na gnijącej skórze, twarze też mają dość dużo szczegółów.
I jeszcze kilka słów na temat lakieru. Podczas lakierowania poprzedniej piątki ułamałem dyszę w puszce lakieru Army Paintera tak nieszczęśliwie, że niemal pełny lakier nadaje się do wyrzucenia. Tym razem skorzystałem z lakieru Purity Seal Games Workshopu. I muszę powiedzieć, że rezultat jest nawet, nawet. Popełniłem błąd - psiuknąłem na jedną ze stron figurek za grubą warstwę - ale poza tym wynik jest dość ładnie matowy, w nieco inny sposób niż w przypadku Army Paintera... Dodatkowo mam wrażenie, że lakier GW subtelniej uwidacznia przejścia kolorów. Myślę, że poćwiczę jeszcze matowienie, dobierając właściwą gęstość strumienia lakieru i odległość od figurki i będzie to całkiem niezła alternatywa dla Army Paintera - choć niemal tak samo śmierdząca.

New age of Warhammer and new sculptor of Undead miniatures. After great zombies sculpted by Kev Adams (I really like his style, love his old goblins), it's time for undead by Gary Morley, true murderer of unliving creatures. I wrote about his job in GW in one of the earlier notes, when he thought that making few miniatures per day is the way to go. Well, I don't know if this history is true or not (I think it is, as I read it in some kind of interview with him) but one thing is certain - guy got his own individual style, that's for sure. Unfortunately I really, really don't like his style. More - I think that a large part of miniatures sculpted specifically for 4th edition of Warhammer is THE worst in whole history of the game. 
Ok, let's talk about zombies. I don't have any more old zombies and I really want to field 40 figures strong unit of them. As new zombies are very different, I have had only one option - to mix some 4th edition zombies with older miniatures. I chose five miniatures - standard bearer, musician, hunchback zombie from Warhammer Quest adventure pack and two rank-and-file zombies. One of them is visible next to this note. It clearly shows two of the characteristics of miniatures from 4th edition I hate - huge, oversized weapons and bloated legs and arms. Third characteristic - size - is not that obviously apparent and it is ok in my book, even when miniatures from 3rd and 4th edition stand side by side. I was really suprised to find that this zombie actually have some nice details - by far not so numerous as on Adams' zombies but still... Nails, some putrid skin, small details on face, etc. Enough to have fun while painting them.
And few more words about matt spray. I broke almost new Army Painter anti-shine can few days ago so I had to use GW Purity Seal this time. I have to say that I'm pleased with the result. I made one mistake, giving too thick layer on one side but otherwise... Matt is nice, it is different then Army Painter matt, but still rather flat. It subtly accentuates color variations on miniature... I think that after some tries, checking right distance to the miniature, this will be nice alternative to Army Painter's spray. But it smells almost so horribly as AP too.