niedziela, 20 września 2015

"Frostgrave" - wrażenia z pierwszych gier

Wczoraj i dziś udało się Mormegowi i mi rozegrać pierwsze dwie gry we 'Frostgrave'. Celem było raczej poznanie zasad, zaznajomienie się z mechaniką, samym stylem gry, niż jakaś napięciowa rozwałka. W obu grach graliśmy tymi samymi drużynami - mój brat nekromantą i jego akolitą, a także świtą, złożoną z trzech łuczników, dwóch thugów, psa bojowego, złodzieja i zombie, rozwiniętą potem o rycerza, ja natomiast w pierwszej grze miałem Soothsayera, którego chyba można nazwać Jasnowidzem, jego ucznia, aptekarza, templariusza, łucznika, złodzieja, thuga i psa. W kolejnej rozgrywce templariusza już nie było, padł, a aptekarz zmuszony był przez grę leczyć rany, zastosowaliśmy bowiem zasady rządzące kampanią.

Garść wrażeń. Obu nam gra się podobała. Zasady sprawdzają się w czasie rozgrywki, mechanika walki jest prosta, szybka i śmiertelna, ale creme de la creme całości są czary. Jest ich dużo, są różnorodne, można kombinować z ich zastosowaniem, synergią i wykorzystaniem w konkretnych sytuacjach. Ogólnie, styl gry przypomina - moim zdaniem - heroic fantasy. Trup ściele się gęsto, powietrze syczy od magicznych energii, liczne zwroty akcji. Tak, obu nam to odpowiadało.

Drobne niejasności, które trudno nam było wyjaśnić w trakcie rozgrywki, okazały się albo wspomniane w podręczniku, albo w najnowszych wyjaśnieniach producenta, albo też - jak zawsze - można było zdać się na zdrowy rozsądek. Nie zaobserwowaliśmy, w każdym bądź razie, żadnych jawnie gwałcących system niejasności i przegięć.

Obie nasze drużyny zostały utrzymane dla potrzeb naszych domowych gier, natomiast do rozgrywek w szerszym gronie kolegów stworzymy nowe, od zera. Nekromanta okazał się postacią mocno ofensywną, jego czar odbierający możliwość aktywacji figurki w turze (Reveal Death) był dwukrotnie odpowiedzialny za śmierć moich postaci. Mój jasnowidz, co było łatwe do przewidzenia, był postacią znacznie mniej skupioną na walce, jego zaklęcia to raczej kontrola umysłu i podobne sprawy. W celu poszerzenia jego możliwości wyekwipowałem go jednak w zaklęcia bojowe elementalisty.

Właśnie z jednym z nich związana jest jedna z dwóch świetnych, zapadających w pamięć scen w grze. Mój brat w wąskiej uliczce zgromadził swoje cztery figurki, stojące jedna obok drugiej. Mojemu magowi udało się wtedy rzucić Elemental Ball z krytycznym sukcesem - 20 na kostce, co oznacza, w myśl stosowanej przez nas zasady opcjonalnej, podwójne obrażenia. Od razu zszedł jeden z wrogich łuczników i uczeń nekromanty, pozostali dwa zostali jedynie ranni - ale efekt i tak był spektakularny.

Drugą z takich pamiętnych chwil była scena z drugiej gry - moja mniej liczna drużyna była i tak dodatkowo osłabiona - aptekarz leczył rany, templariusz zginął w walce we wcześniejszej grze. Nie udało mi się wcześniej zdobyć żadnego skarbu, marne więc było ze złotem i doświadczeniem. Z góry założyłem więc, że w kolejnej grze pobiegnę po najbliższe skarby, zwinę co się da i ucieknę z pola bitwy. Pozostawiłbym w ten sposób większość skarbów Mormegowi, miałbym jednak szansę odbić się od finansowego dna...

Mój czarodziej stanął w dość szerokiej alejce, grożąc ognistymi kulami wrogowi, który ośmieliłby się wejść mu w oczy, podczas gdy thug pędził po niedaleki skarb... Gdy nagle, przegrałem rzut na inicjatywę, pierwsi ruszali się nekromantyczni słudzy Mormega i jeden z nich zdołał trafić mojego jasnowidza strzałą prosto w czoło - BACH!, krytyk, naturalne 20, nie było co zbierać... Mój plan załamał się potem kompletnie. Udało mi się, co prawda, wynieść jeden skarb, w rozgrywce straciłem jednak thuga, psa bojowego i mojego jedynego łucznika... Łup też nie był spektakularny, trudno będzie odbudować drużynę. jasnowidz, na szczęście, przeżył bez większych ran...

Łucznicy, generalnie, okazali się bardzo silni. Warto mieć ich paru w drużynie, warto też mieć naprawdę gęsto zastawiony stół. Nasz był taki, jednak zawsze gdzieś okazywało się, że któryś ze sług nekromanty dysponuje linią ognia. Na strzały trzeba uważać.

Bardzo groźny okazał się również mój templariusz z pierwszej gry, który - wyposażony w broń dwuręczną - jednym ciosem załatwiał przeciwników. Szkoda, że padł, kosztuje bowiem aż 100 sztuk złota. Jednak dodatkowe cztery obrażenia, dwa więcej punkty pancerza i życia od średniej - to naprawdę sporo.

Jak to bywa w tego rodzaju grach, stół ze zróżnicowanym, gęsto rozstawionym terenem jest podstawą - blokowanie linii widzenia, rozmieszczenie swoich ludzi w kluczowych punktach, blokujących przejścia, podobne taktyki znane z choćby "Mordheim" - sprawdzą się i tutaj. Dodatkowo, dzięki takiemu zagęszczeniu terenu znaczenia mogą nabrać czary nie bezpośrednio ofensywne, a pozwalające rozszerzyć pole widzenia.

Same czary są - naszym zdaniem - dość kreatywne. Można wybrać czarodzieja, a w zasadzie stworzyć go, dobrze dopasowanego do własnych wyobrażeń, uzbrojonego w zestaw zaklęć z jednej strony odzwierciedlający szkołę magii naszej postaci, z drugiej dość generycznych, sprawdzających się w licznych zastosowaniach.

Nasze wrażenia po dwóch grach są bardzo pozytywne, Mormeg zresztą dopisze może coś od siebie w komentarzu. Na pewno do gry będziemy wracać, ja zaś dostałem dodatkowego kopa do malowania. Wyobraźnia działa pełną parą...A o to, chyba, chodzi.

czwartek, 17 września 2015

Rabuś, czyli złodziej | Mugger, my Frostgrave thief

Drużyna śmiałków rozrasta się liczebnie - do pomalowanej części dołączył widoczny obok złodziej. Bardzo przyjemna miniaturka, widoczna w katalogach jako "Rabuś", pewny jestem jednak, że wcześniej przewinął się pod jakąś mniej generyczną nazwą. Figurka, co warte zauważenia, ma sporo detali, w tym bardzo ciekawie odlany pasek od głównej torby - jest on odlany jako fragment miniaturki bez wspierającego go kawałka metalu, co - jak mi się wydaje - nie było zbyt proste. A poza tym sporo różnego rodzaju węzełków, guziczków i pętelek. Całkiem przyjemny jest również sztylet w ręku tego złodzieja - to nic innego, jak sztylet nerkowiec, broń całkiem historyczna.

My team of adventurers is growing in numbers - newest addition is this thief visible here. Really nice miniature, described as a 'Mugger' in old Citadel catalogue, but I'm pretty sure it was known under less generic name too. This miniature is quite detailed, especially considering that it is almost 30 years old. The most interesting part of it is a sack's belt, which is casted as a part of miniature and has no metal under it - quite a challenging casting, I think. And there is a lot of other small details too. Mugger's weapon is interesting too, as it is a pure bollock dagger, historical weapon from circa XIV century.








wtorek, 15 września 2015

Wanda, uczennica czarodzieja | Wanda, Wizard's apprentice

Kolejnym pomalowanym dodatkiem do drużyny czarodzieja, który wkrótce wyrusza do skutego lodem miasta Kältegrab jest uczennica przywódcy. W grze 'Frostgrave' jednym z najważniejszych członków zespołu jest uczeń użytkownika magii - jest to jedyna miniaturka, której statystyki rosną wraz z rozwojem kampanii i - było nie było - drugi czarodziej. Nie mogłem nie wykorzystać do tej roli figurki, która jest wprost stworzona - dosłownie - jako uczennica czarodzieja. Oto Wanda - być może postać znana co starszym miłośnikom Starego Świata.

Wanda to oficjalna figurka stworzona na potrzeby zestawu miniaturek do scenariuszy 'Cienie nad Bogenhafen" i "Śmierć na rzece Reik", dwóch pierwszych części kampanii "Wewnętrzny wróg". Miniaturka powstała w 1987 r., znana jest jeszcze z dwóch innych wersji (osoby zainteresowane historią tej miniaturki zachęcam do zapoznania się z tym wpisem na blogu Eldritch Epistles), ja posiadam tę najbardziej rozpowszechnioną i najlepiej znaną. Mimo względnej łatwości jej nabycia w czasach obecnych, jest stosunkowo droga - kosztuje od 20 do 40 GBP, co wydaje mi się ceną nieco zbyt zawyżoną. Cóż, ja przywiozłem ją wprost od producenta...

Malowanie zbliżone kolorystycznie do pozostałych trzech członków drużyny, czyli proste, jasne barwy - czerwień, błękit i odcienie bieli. Sama miniaturka ma swoje lata i dobrze to widać - szczegółów nie ma za wiele, a poza jest mocno statyczna - nic nie poradzę - lubię jednak ten styl. Z ciekawostek, twarz jest bardzo wyrazista, głównie dzięki mocno zarysowanym powiekom, trochę wręcz karykaturalnie.

Newest addition to the growing painted part of my wizard's team, which will soon head off into the frozen city of Kältegrab is sorcerer's apprentice. In 'Frostgrave' game apprentice is one of the most important team members, as he or she is the only one miniature - with exception of wizard himself - able to level during campaign. Besides, he or she is magic user too. I simply couldn't choose other miniature from my collection - Wanda, visible here, was sculpted as an wizard's apprentice. And I believe she is well known to the older admirers of Old World.

Wanda is a special miniature made for two packs of characters for 'Shadows over Bogenhafen' and 'Death on the Reik' scenarios for 'Warhammer Fantasy Roleplay' game. Miniature was produced in 1987 and it is known in three slightly different versions (if you are interested in detailed description of Wanda, please check this excellent article on Eldritch Epistles blog). I own the most widespread version, apprentice with a dagger. Despite miniature being relatively widely circulated, it is quite pricey nowadays, with prices in range of 20-40 GBP. Slightly overpriced I'd say. Well, mine is taken straight from the factory...

Painting was done in colors similar to previously shown team members - bright red, blue and white. Miniature is old and it shows in its simply pose and relatively few details - but I really like this old school charm. One more interesting thing - face details are very pronounced, especially eyes - they are on the verge of being comical I think.






niedziela, 13 września 2015

Herr Haber

Pierwsza z nowych figurek poszukiwaczy przygód gotowa. Byłem przekonany, że to jedna z miniaturek z serii 'Fighters', nie znalazłem jej jednak w odpowiednich katalogach. Trop na fejsie wzkazuje, że to Dungeoneer z 1987 r. (co zgadza się z datą na podstawce), jednak również nie dałem rady jej znaleźć. Wyposażenie tego rycerza też wskazuje, że nie jest to miniaturka stricte historyczna... sakwy, worki, butelka z magiczną miksturą - wyrzeźbiono go niemal na pewno z myślą o grach fantasy. Pojawia się za to, z całą pewnością, w katalogu z 1990 r. jako część serii 'Fantasy Adventurers' jako 'Mercenary Captain'. I tak go chyba będę nazywał w swoich grach... Powiedzmy, Herr Haber:)

W sumie to jednak nie jest zbyt istotne. Liczy się, że pierwsza z nowo malowanych figurek do drużyny jest gotowa. Zgodnie z zapowiedzią, starałem się malować raczej szybko i w prosty sposób. Zdecydowałem o zachowaniu barw dominujących na wcześniej pomalowanych figurkach, czyli czerwieni i błękitu. Jasne, ostre kolory dodają życia i dzięki nim lepiej będzie widać figurki na stole. Ponieważ lubię, by moje miniaturki były malowane w kolorach, nazwijmy je, realistycznych, stąd sakwy i worki mają kolor naturalnej skóry.

Malowanie było błyskawiczne, jak na mnie - ogółem poświęciłem na Herr Habera jakieś dwie i pół godziny pracy. Miniaturka ma swoje lata i widać to w jej detalach, takich jak potraktowana po macoszemu pochwa miecza, kolczuga czy miecz. Ma jednak coś, co uwielbiam w figurkach - klimat.

Serdecznie witam Herr Habera w drużynie, wkrótce dołączą do niego kolejni łowcy skarbów.

First of the freshly painted new adventurers is finished. I was sure that this is one of the 'Fighters' range from the eighties, but I couldn't find it in the catalogues. Facebook gave me a hint that it was a Dungeoneer from 1987 (which corresponds with the date on the tab), but I couldn't find it again. Equipment of this knight clearly indicates that this is not a historical miniature, as it has a sack, bag and a flask of probably magic potion hanging from his belt. It was sculpted for a fantasy game I think. Fortunately, Facebook again gave me a link to a Citadel Trade Catalogue from 1990, where this particular miniature is listed as a part of 'Fantasy Adventurers' range as a 'Mercenary Captain'. And I think I will call him just that... Let's say... Herr Haber:)

But this historical background is not particulary important. What truly counts is that first new adventurer miniature is finished. As I said in my earlier post, I will paint all of them with simple methods to finish them in time for a first game in about a month. As earlier figures from my team this too is blue and red - vivid colors enliven miniature and make it stands out on the table. And as I like my miniatures to wear 'realistic' colors, sack and bag were painted as a 'leather'.

Paining was very fast, for me anyway, as the whole miniature took about two and a half hour. Figure itself is old and it shows in its details, especially on the sword scabbard, chainmail and the sword. But it has a tons of thing I value most - it screams nostalgia and vibes.

So, let me welcome Herr Haber in the team, next treasure hunters will join him soon.







piątek, 11 września 2015

Drużyna poszukiwaczy przygód | Adventurers team

Jakoś tak się w gronie moich najbliższych współgraczy zrobiło ostatnio, że zaczęliśmy rozglądać się za szybką, prostą grą potrzebującą kilku zaledwie figurek. Wszystko wskazuje, że na jakiś czas zakotwiczymy w grze Frostgrave Osprey'a, przypominającą klimatem stary Mordheim, kładącą jednak znacznie większy nacisk na czarodziejów, którzy są sercem i jądrem każdej z grup poszukiwaczy przygód, starających się odnaleźć skarby skutego lodem miasta. Prawdopodobnie za jakiś czas na blog wrzucę recenzję gry.

Dziś jednak chcę pokazać początki mojej drużyny. Jako że gry tego rodzaju są mocno uniwersalne, dzieją się wszędzie i nigdzie, zakładam, podobnie chyba jak i moi koledzy, że terenem naszych starć będzie jakieś zapomniane przez bogów zadupie Starego Świata, a samo Frostgrave równie dobrze może nazywać się Kältegrab. Postanowiłem więc, po dość długich namysłach, pomalować drużynę łowców przygód, w której wykorzystam starutkie figurki Citadel, produkowane w latach osiemdziesiątych z myślą o grach fabularnych. Na zdjęciu widać wybrane kilka podstawowych miniaturek, grupa w Frostgrave liczy bowiem maksymalnie dziesięć miniaturek, w tym jeden z kilkunastu rodzajów czarodziejów i - zapewne - jego uczeń. 

W grupie mam jednego czarodzieja, jego uczennicę, zapasowego czarodzieja, który może być alchemikiem i wojowników. Jeśli gra nam się spodoba, dodam do nich kolejnych poszukiwaczy przygód - zapewne dwóch, trzech wojowników z łukami lub kuszami, obecnie mam bowiem tylko jednego takiego.

A jako że czas jakiś temu pomalowałem dwie figurki z tej samej serii, pierwotnie do nieudanej kampanii Mordheim, obie wskoczę też do drużyny Frostgrave. Mam na myśli grafa Joachima i Czerwonego Kapurka.



My gaming group has started looking for some kind of fast-paced low number skirmish game. As it turned out, we will probably start playing Frostgrave by Osprey, game similar in style to the old Mordheim but much more magic heavy, as the heart of the group, center of every warband, is a wizard, one of the dozen of so different kinds. I think I will make a review of this game in a future, as I quite like it so far (reading it only for now, though).

Today I'd like to show my team of brave adventurers. As the games of this kind - fantasy skirmishes - are pretty much similar, I - and I think that my friends too - think that Frostgrave may be known as Kältegrab and game will be set in the Old World. So, I decided to use very old Citadel miniatures, released in eighties for role playing games. Photo shows selected miniatures, slightly more then ten which is biggest team in Frostgrave. I have a wizard, his apprentice, second wizard who may be an alchemist too and a mix of fighters with different weapons. If the game will be good, I will add some more miniatures to the group, some bowmen or crossbowmen probably first, as I have only one bowmen now.

And, as I painted two miniatures for Mordheim campaign, which has never started, I already have two members of my adventurers team - graf Joachim and Little Red Riding Hood.



czwartek, 10 września 2015

Z otchłani czasu - sławne oddziały: orkowa artyleria Notloba : From the abyss of time: Regiments of Renown: Notlob's Orc Artillery

Przez wiele lat jedyna droga przez Góry Czarne prowadziła przez teren kontrolowany przez orków z osady, której wodzem był Harboth – ork o wielkiej posturze i sile. Przełęcz Czarnego Ognia była świadkiem licznych bitew, w których po obu stronach wyróżniło się wielu bohaterów. Krasnoludy i ludzie starali się desperacko zniszczyć orki, podczas gdy te wzmacniały swoją obronę i przeprowadzały niezliczone najazdy odwetowe na ludzkie farmy i sioła.

Notlob cieszył się już znaczną sławą wśród orków, kiedy przybył na Przełęcz Czarnego Ognia. Czyż to nie on wymyślił rozliczne diabelskie maszyny bojowe i narzędzia tortur? Czyż to nie spod jego ręki wyszły machiny oblężnicze, które obaliły i obróciły w pył mury połowy miast w Złych Ziemiach? Dokładnie tak. I to właśnie jego geniuszowi zawierzono wykonanie nowych maszyn, mających bronić przełęczy.

Ani ludzie, ani krasnoludy nie mieli pojęcia, co do nich strzela, gdy ich kolejne natarcie załamało się w gradzie wielkich bełtów – długich niczym włócznie, przebijających nawet najtwardsze krasnoludzkie pancerze. Kolejne szturmy również nie dały rezultatów, w końcu więc pozostawiono orków w spokoju, pozwalając im, jak miało to miejsce od wieków, mordować podróżnych i rabować kupieckie karawany.

Notlob jest bohaterem orków, nadzwyczajnym inżynierem. Sam może obsługiwać machiny bojowe, zazwyczaj wymagające co najmniej trzech orków do działania. Dodatkowo, dysponuje celnym okiem, niezawodnie trafiając w wyznaczony cel.

WYPOSAŻENIE: balisty
OKRZYK BOJOWY: ze względu na rodzaj używanej broni, orki walczące w oddziale Notloba nie używają okrzyku bojowego jako takiego, jednak z radością rzucą się w wir walki wręcz, wrzeszcząc wniebogłosy, machając przy tym łapami w typowy dla orków sposób. Co jednak niezwykłe dla orków, kilku z podwładnych Notloba potrafi pisać. Wykorzystują tą niecodzienną umiejętność do wypisywania rozmaitych haseł na pociskach. Przykłady ich erudycji to: „Notlob robi to ze 100 metrów” czy „Zadław się kurduplu”.
DOKONANIA: wśród ludzi i krasnoludów Notlob znany jest dzięki bitwom na Przełęczy Czarnego Ognia, on sam jednak uważa, że jego największym osiągnięciem jest wynalezienie „Prasy ściskowej łeb niziołkowi trafnie miażdżącej”.
STRÓJ:  orki nie noszą mundurów. Nie cierpią jednakowego wyglądu, starają się spersonalizować każdą sztukę swego ubrania grubą warstwą brudu. Podobny stosunek przejawiają wobec swych machin bojowych, przyjemność jednak sprawia nadawanie im imion i malowanie na nich haseł. Wielu orków notuje na machinach nawet trafienia i nazwy bitew i kampanii, w których brali udział.




For many years the only route over the Black Mountains was dominated by an Orcish settlement run by Harboth -an Orc of great size and strength. Many battles were fought within this mountain pass, the Black Fire Paw, and many heroes emerged on both sides. Dwarfs and men tried desperately to destroy the Orcs, and the Orcs in turn responded by strengthening their defences and enacting countless revenge raids on human farmsteads.

Notlob was already famous amongst his kind when he arrived at the Black Fire Pass. Had he not invented many fiendish engines of war and instruments of torture? Had he not designed and commanded the War Engines that battered down the walls of half the cities in the Badlands? No. Notlob was to apply his creative genius to designing new engines for the defence of the pass.

The Men and Dwarfs didn't know what had hit them when their next assault foundered under a driving storm of huge bolts - as large as spears and capable of piercing straight through even the toughest Dwarf armour. Further assaults proved equally fruitless, and eventually the Orcs were left alone, to continue their age-old trades of murdering travelers and plundering merchant convoys.

Notlob himself is an Orc Major Hero. He is also an extraordinary engineer, and counts as a full crew of 3 when firing a war-engine. In addition, any other engine in his unit can +1 to their normal 'to hit' score with war engines.

EQUIPMENT: Bolt Throwing Engines
BATTLECRY: Due to the nature of their weaponry these Orcs do not employ a battlecry as such although they will happily enter hand to hand combat, screaming, yelling and gesticulating in the usual Orcish fashion. However, unusually for Orcs, many of Notlob's crewmen can write a few words. They employ this talent to enscribe various slogans along their missiles, including such erudite witticisms as, 'Notlob does it from 300 feet' and 'Chew on this Stuntie'.
DEEDS: The Black Fire Pass conflict was to earn Notlob a reputation amongst Human and Dwarf kind. However, he always considered the invention of the 'Happy Halfling Mangling Rod and Head Press' to have been his greatest achievement.

UNIFORMS: Orcs do not wear uniforms.They despise uniformity and prefer to individualise all their clothing by applying a good layer of filth. They have a similar attitude to their war engines, and take great delight in giving them names and painting slogans on them. Many Orcs even keep a record of their kills on their engines, together with the names of battles and campaigns in which they have fought.


wtorek, 1 września 2015

Szaman Nocnych Goblinów | Night Goblin Shaman

Figurka z gatunku tych, jakie stosunkowo rzadko pojawiają się na tym blogu - zielonoskóry w klasycznym odcieniu. Nie to, żebyśmy ich nie lubili - wprost przeciwnie. Tak się jednak jakoś składa, że malujemy ich bardzo, bardzo rzadko.


Mormeg jednak popełnił ostatnio taką figureczkę, która - przyznam bez bicia - niezwykle mi się podoba. Najbardziej chyba mój entuzjazm wzbudza skóra tego szamana - dla mnie kolor idealny.

Oddam głos Mormegowi: Tego szamana zacząłem malować po jednym z naszych spotkań - miałem ochotę pomalować coś do Warhammera... Wróć, do Warhammer: Age of Sigmar. Padło na gobosy, które od zawsze mi się podobały, to znaczy podobał mi się ich fluff. W domu, na półeczce kurzem obrastało pudełko "Battle for the Skull Pass", chwyciłem więc "gobasa za łeb" i rozpocząłem malowanie. Całkiem podoba mi się zieloniutka skóra tego zjadacza pieczarkowej. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że gdybym miał malować go raz jeszcze, znacznie mocniej pocieniowałbym łachy i, chyba, na czerwono lub żółto pomalował kapturek. Do gry, w moim przekonaniu, nadaje się jednak i taki i bez wstydu można postawić go na stół.


Today's miniature is a rare kind on this blog - greensking in classic greenskins' green. Well, it is not that I or my brother don't like greenskins - quite a contrary - but it seems that we paint them very rarely indeed.

Anyway, Mormeg has painted one goblin lately, which is, in my opinion, quite good. I think I like the very green skin the most - perfect color for goblin I think.

Few words from my bro, Mormeg: I started to paint this Night Goblin shaman right after one of our gaming meetings, as I wanted to paint something for Warhammer... Well, Warhammer: Age of Sigmar. I mused over choices available and I decided to paint some gobbo, as I always liked this race, fluff especially. I dusted of rather old box of 'Battle for the Skull Pass', took one shaman off and started to paint it. I must confess that I really like green shade of the skin of this fungi eater. Seeing this miniature few weeks after it was painted, I think that I could made robe's highlights much more visible, hood could be better with red or yellow paint too. Anyway, I think it is good enough for gaming and once can use this gaming piece with no shame.





piątek, 28 sierpnia 2015

Mroczny Anioł z czerwonego okresu | Dark Angel from the Red Period

W poprzednim wpisie pokazałem "neonową", jak to określono w komentarzach figurkę bohatera Wysokich Elfów, dziś coś z tego samego okresu. Jeden z nielicznych pomalowanych przeze mnie Mrocznych Aniołów. Jak widać po broni, w pełni zgodny z ówcześnie pokazywaną na figurkach studia GW kolorystyką. Oznaczenia taktyczne to, rzecz jasna, kalkomanie. W życiu nie namalowałbym czegoś o tak równych krawędziach. Hmm... Dopiero na zdjęciach widzę, że model jest dość mocno przykurzony...

High Elf Hero, shown in the earlier note, was described as a 'bright and shiny as a neon' in the comments. Today something from the very same period. One of the few and between Dark Angels painted by me. As you can see, red weapon shows clearly, that it was painted in the Red Period of the Games Workshop history. Tactical markings are decals, of course - I'm unable to paint such perfectly straight lines. Well... Photos show how dusty this miniature is...





wtorek, 25 sierpnia 2015

Figurkowy Karnawał Blogowy 12: Bohater Wysokich Elfów

Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa zapoczątkowana przeze mnie przed rokiem, ściągnięta od Borejki z rolplejowego bloga Git-Games (serdecznie polecam). Ma na celu zaktywizowanie blogerów, którzy każdego miesiąca piszą - jeśli mają ochotę - na zadany, wspólny temat. Na poprzednią edycję, której tematem było egzystencjonalne pytanie "Który świat wybrać", zadane przez Asterixa z bloga Świat Valadoru nie załapałem się przygnieciony obowiązkami, nadrabiam więc w kolejnym wydaniu, tym razem prowadzonym przez Dziada z bloga Dziadu z Lasu. Tematem jest "New Retro Wave".

Od razu zaznaczę, że gdyby nie temat, nie miałbym nawet cienia szansy na napisanie czegokolwiek związanego z pomalowaniem czegoś specjalnie dla potrzeb FKB. Tak się jednak złożyło, że i tak planowałem wpis idealnie pasujący do tematu tego wydania Karnawału. Skoro więc mogłem już jednym strzałem załatwić dwa cele... Żal nie skorzystać, prawda?

Miniaturka widoczna obok to Bohater Wysokich Elfów z Tarczą i Mieczem - tak właśnie opisywany jest w katalogach, do których trafił w 1993 r., wraz z wydaniem 4. edycji WFB. Miniaturka jest świetnym przykładem zmian, jakie wówczas zaszły w Battlu - wraz ze zmianą kierownictwa Games Workshop i wydaniem nowej edycji wówczas sztandarowej gry, zmienił się, początkowo lekko, potem coraz wyraźniej, wygląd miniaturek. Wysokim Elfom wyszło to, mam nadzieję, na dobre, a ich wygląd nie zmienił się specjalnie w ciągu następnych ponad dwudziestu lat.

Bohater pomalowany został przeze mnie - malowałem wtedy dwie armie, Wysokich Elfów przeznaczonych dla mojego brata Mormega i swoich ożywieńców. Kolory, które sprawiają, że miniaturka klasyfikuje się do pojęcia retro-wave, są żywcem zerżnięte z ówczesnej kolorystyki kłapouchych - tak, tak, to sławny okres Redhammera, w którym kolor czerwony wykorzystywany był gdzie tylko się da. O ile w przypadku ludu Ulthuanu niespecjalnie to w sumie razi, o tyle efekt bogatej czerwieni użytej do pomalowania czego się tylko dało w armii takich zielonoskórych dawał już mocno oczojebne efekty.

Prawdę mówiąc, figurka bohatera podoba mi się do dziś. Oczywiście, obecnie zrobiłbym delikatniejsze przejścia i cienie, wykorzystał cieniowanie czy krawędziowanie i podobne techniki. Efekt byłby, zapewne, bardziej dopracowany, niemniej jednak zbliżony do widocznego na fotografiach. Zdecydowanie zmieniłbym tylko jeden element - niebieska tarcza z żołtym jeleniem, wzięta z zestawu wczesnych tarcz, poszłaby w diabły, zastąpiona czymś bardziej klasycznie elfim...







sobota, 22 sierpnia 2015

Z otchłani czasu: sławne oddziały - straż miejska z Lothern | From the abyss of time: Regiments of Renown - Lothern City Guard

Elfy zawsze były rasą wyspiarską, arogancko dumną z własnej kultury i pogardliwą wobec innych ras, których przedstawiciele nie mają prawa wstępu na ziemie Elfich Królestw. Każdy człowiek, krasnolud czy niziołek, który spróbuje splugawić piękne krainy elfów swą obecnością, zostanie ukarany śmiercią. Jedynym wyjątkiem od tej zasady jest rozległe, otoczone murami miasto i port Lothern. W tym bowiem mieście rasy obce są tolerowane. Nic więc dziwnego, że pełno w nim kupców z Norski, handlarzy ze Starego Świata, poszukiwaczy przygód, żeglarzy, wyrzutków, pijaków i podobnych wykolejeńców. Nie jest łatwo utrzymać tam porządek.

Praca Kapitana Straży Lothern nie jest popularna. Ogólnie zresztą, w Elfich Królestwach nieliczne tylko zajęcia cieszą się estymą, gdyż elfy nie lubią pracy w żadnej formie. Być może z tego to właśnie powodu ci  z nich, którzy piastują ważne lub odpowiedzialne stanowiska są ekscentrykami. D'roi Haisplinn, Kapitan Straży Lothern, jest tego świetnym przykładem. To neurotyczny, opętany manią samobójczą szaleniec. Widać go czasami o zmierzchu, gdy przemierza blanki wielkiej latarni morskiej Lothern, śmiejąc się maniakalnie do siebie, czy też torturując któregoś ze swych podwładnych.

Zachowanie takie nie leży w naturze elfów, podobnie zresztą jak jego zwyczaj obrzucania wyzwiskami podróżnych, plucia na śpiące niziołki, publicznego jedzenia żab i kąpieli w kotłach wypełnionych parującymi wnętrznościami kozłów. D'roi Haisplinn nie jest jednak przeciętnym elfem.

Szanują go jego ludzie. Czempion Straży, prawa ręka Haisplinna, ma o nim niezwykle wysokie mniemanie. Mowa o Lahavenie Ramjewelu, znanym libertynie i grabieżcy. Ramjewel pochodzi z dobrej elfiej rodziny, żyje jednak samotnie i w hańbie wskutek incydentu z pewnym pijanym krasnoludzkim marynarzem.

WYPOSAŻENIE: broń - miecz i włócznia. Pancerz: tarcza i kolczuga.
OKRZYK BOJOWY: Zew bojowy tego oddziału wywodzi się z pradawnej tradycji obwoływania obcych w godzinach ciemności. W języku elfów brzmi to: "Elo Cailor Gotda Liet", co najczęściej tłumaczy się jako "Witajże tam, witajże, kogóż to niesie po nocy?".
DOKONANIA: Wśród wielu niesławnych czynów Haisplinna jednym z najbardziej plugawych musi być zniszczenie "Zajazdu halfińskiego". Podczas tego incydentu wielu niziołków zginęło w walce lub poniosło z rąk Straży straszną i mocno zawstydzającą śmierć w czasie tortur. Jak się wydaje, jedyną przyczyną ataku było przekonanie Kapitana Straży, że niziołki są brzydkimi kurduplami nie mającymi pojęcia o eleganckim ubiorze.
TARCZA: Na tarczach i sztandarze oddzialu dumnie widnieje symbol miasta Lothern.
STRÓJ: Szaty strażników są wielce tradycyjne, choć oficerowie, chorążowie i muzycy mają pozwolenie na ubieranie się w dowolny sposób. Strażnik nosi najczęściej dopasowany, złocony hełm. Tunika jest wyściełana i biała, pasy i podobne elementy dekoracyjne są czerwone. Drzewca włóczni są błękitne, a większość przedmiotów metalowych wykonana jest ze stali lub srebra. Haisplinn nosi barwy i herb swojej rodziny, głowę chroni wysokim, grzebieniastym hełmem. Jego tunika jest szkarłatna, a wyposażenie zdobione złotem. Nosi też metalowy napierśnik.
UWAGA: Lahaven Ramjewel jest uzbrojony w magiczny miecz o nazwie Światłopręt. To miecz runiczny posiadający moc run pancerza, cięcia i zadający zwiększone obrażenia goblinom.

Słówko od tłumacza: Powyższy wpis jest doskonałym przykładem tego, czym był kiedyś Warhammer. A raczej, co można było spotkać w oficjalnych materiałach do gry. Po pierwsze, warto zauważyć, że spora część tekstu pozostawia pewne niedopowiedzenia, dotyczące, chociażby, przygody z pijanym krasnoludzkim żeglarzem... Po drugie, w wersji oryginalnej, a - mam nadzieję że i w polskiej - jest kompletnie różna od standardowego opisu elfów. Po trzecie wreszcie, wszystko zaczyna troszkę lepiej pasować do siebie, gdy weźmie się pod uwagę, że stary okrzyk elfów Elo Cailor Gotda Liet to przerobione zdanie zaczynające się od Hello Sailor, a znaczące, od ładnych kilkuset lat, Witaj żeglarzu, masz ochotę? Hasło to jest od dawna szczególnie mocno kojarzone ze środowiskiem homoseksualistów...

The Elves have always been an insular race, arrogantly proud of their culture and contemptuous of other folk. The Elf Kingdoms themselves are considered 'off-limits' to other races. Any Man, Dwarf or Halfling who attempted to despoil the fair lands with his presence would be executed on sight. The only exception is the huge, walled city seaport of Lothern. Lothern is the one and only place in the entire Elf Kingdom where other races are tolerated. Accordingly it is full of Norse traders, Old World merchants, adventurers, sailors, dropouts, drunkards and other assorted wierdoes. Maintaining order is not easy.

The job of Captain of the Guard of Lothern is not a popular one. Few jobs are popular in the Elf Kingdoms, as Elves despise all forms of work. Perhaps it is because of this that important or responsible positions tend to fall to eccentrics. D'roi Haisplinn, Captain of the Guard of Lothern, is a case in point; a neurotic, homicidal maniac. At dusk he can be seen pacing the battlements of the great lighthouse of Lothern, cackling madly and, perhaps, torturing an underling.

All this is most un-Elf like, as are his habits of shouting abuse at travelers, spitting on sleeping Halflings, eating small toads in public and bathing in cauldrons of steaming goat offal. But then D'roi Haisplinn is no ordinary Elf.

His men respect him. The Champion of the Guard; Haisplinn's right hand man, respects him even more. This is Lahaven Ramjewel, notorious libertine and rake. Ramjewel is a Elf of good family, but estranged and disgraced as a result of an much publicised incident with a drunken Dwarf mariner.

EQUIPMENT Armament - Sword and Spear Armour - Shield and Mail
BATTLECRY  The battlecry of this regiment is based up the age old tradition of challenging strangers during the hours of darkness. In Elvish the cry is 'Elo Cailor Gotda Liet, which is popularly supposed to translate as 'Hello, Hello. What's going on here then'
DEEDS Amongst Haisplinn's many deeds of infamy the destruction of the 'Halfling House', Inn and rest home, must be one of the basest. Many Halflings were slain, or suffered horrible and embarassing torture at the hands of the Guards. Haisplinn's only motivation seems to have been that Halflings are short, ugly and have very poor dress sense.
SHIELD The shield and banner carries the proud symbol of the city of Lothern.
UNIFORMS The Guardsman uniforms are highly traditional, although officers, standard bearers and musicians are allowed to wear pretty much what they like. The uniform comprises a close fitting helmet, which is gilded. The tunic is padded and white, the belts and other decorative items are red. Spear shafts are blue, whilst most metal is either steel or silver. Haisplinn himself wears the arms of his family, including the tall, red crested helmet, purple embroidered tunic and equipment in gilded metal. He also has a metal breastplate.
NOTE Lahaven Ramjewel carries the magical sword Lightshaft. This is a Runesword with an Armour Rune, a Cutting and Smashing Rune and a Minor Death Rune on Goblins


czwartek, 20 sierpnia 2015

Braciszek Mrocznych Aniołów | Frater of Dark Angels chapter

Nadal wakacje, więc odwiedzin w głębinach szafek i walizek ciąg dalszy. Dziś na tapetę wędruje jeden z Mrocznych Aniołów, pomalowanych lata temu przez Mormega. Wizjery, jak widać, konsekwentnie niebieskie, brak też zrobionej podstawki, temu jednak akurat będzie można łatwo zaradzić. Figurka, jak to u Mrocznych Aniołów, mocno mi się podoba. Klimaty zakonów rycerskich połączone z bolterami i mroczną tajemnicą to coś, co lubię.

Holidays in full swing, so let's have another look at the drawers and cabinets. Today is time for further Dark Angel, painted by Mormeg many years ago. Visor slits are still blue, base is not finished, fortunately both things are easy to correct. I really like miniature itself, but I'm a little biased - I really like Dark Angels fluff, knight orders, bolters and dark secret - this is it.