Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rohan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rohan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2017

Gamling


W ramach skracania półki wstydu, na której stoją figurki rozpoczęte czasem lata wcześniej, a nadal niedokończone, zabrałem się za Gamlinga, chorążego króla Theodena z Rohanu. Zacząłem go malować zdaje się przy okazji malowania właśnie króla, oczyściłem, położyłem podkład i kolory pod pancerz i zostawiłem do dojrzewania;)

Za każdym razem, gdy maluję metalowe figurki do Władcy Śródziemi, nie przestaje zadziwiać mnie kunszt rzeźbiarzy. Oddali wiernie nie tylko wygląd wyposażenia i ubioru postaci z filmu. Udało im się, zazwyczaj z bardzo dobrym skutkiem, wiernie wyrzeźbić również twarze bohaterów - przypuszczam, że w skali 28mm nie jest to proste.

Moje malowanie jest w zasadzie wierne filmowi, z jedną różnicą - zdecydowanie rozjaśniłem kolor spodnich szat Gamlinga, robiąc je czerwone, a nie brunatnoczerwone, jak w filmie. Dzięki temu cała postać jest nieco bardziej kontrastowa.


To shorthen my shelf of shame, where I put my started but unfinished miniatures (unfinished, may I add, for years sometimes), I decided to paint Gamling, standard bearer of king Theoden of Rohan. It was started right after I painted Theoden, it was cleaned, primed and some armour was basecoated too. Then I left it to mature;)

Every time when I paint one of the Lord of the Rings' miniatures released by Citadel, I'm astounded by level of detail crammed into such small sculpts. Everything what was visible on the screen is sculpted here - details of equipment and weapons for example. But most astonishing thing, for me anyway, is the likeness of the sculpted faces to real actors. I can imagine that it wasn't easy to achieve in 28mm scale.


My painting follows movie example of course, with one difference. I decided to paint Gamling's robes in red instead of brownish red seen in the movies. It gives more contrast and looks imho better on small miniature. 







wtorek, 27 września 2016

Eowina | Eowyn

Mormeg ewidentnie usiłuje dać mi coś do zrozumienia tą figurką... Cóż, rozumiem... - Inkub

Figurka Eowiny - moja pierwsza próba malowania figurki NMM. Efekt jaki jest każdy widzi:) Wolę zwrócić uwagę na samą figurkę, doskonale wyrzeźbioną, mającą w sobie to "coś", co skusiło mnie do sięgnięcia po farbki i podjęcia próby jej pomalowania. W ogóle uważam, że figurki GW do LOTR są jednymi z fajniejszych, które firma wypuściła na rynek, a zwłaszcza figurki bohaterów do Rohanu. Absolutnym i niekwestionowanym zwycięzcą jest dla mnie Erkenbrand.

Wracając jednak do Eowiny, sama figurka malowała się wdzięcznie - są takie, które mnie szybko nużą, tracę nimi zainteresowanie i muszę się zmuszać do ich dokończenia, są też takie, przy których czas płynie gdzieś obok, farby nakładają się szybko i bezproblemowo, a sama figurka jakby odwdzięczała się za uwagę i poświęcony na jej malowanie czas. Zdecydowanie Eowina należy do tej drugiej kategorii. Cieszę się, że mogłem ją pomalować.

Odnosząc się do samego malowania - inspiracją była, oczywiście, zbroja Eowiny z pewnego filmu o jakimś Pierścieniu, czy czymś tam podobnym, dość popularnego zresztą przed kilku laty, i sposób malowania figurki widoczny na stronach GW,  a przynajmniej kiedyś widoczny, bo kiedy piszę ten opis, strona jest niedostępna.

Jak wspomniałem, to moja pierwsza próba malowania techniką NMM. Pewnie dosyć bolesna, bo miecz wyszedł mi słabiutko, ale nie będę się poddawał. Kiedyś spróbuję jeszcze coś pomalować, mam nadzieję, że z lepszym efektem.
Mormeg


My brother is trying to tell me something with this miniature. Well, I understand - Inkub

Eowyn miniature - my first try at NMM with effect... well, everyone can see it:) I prefer to turn your attention to miniature itself, perfectly sculpted, full of character which made me paint it. Generally, I think that LOTR miniatures sculpted by GW are one of the best ever produced by this company, especially miniatures of heroes of Rohan. The best of the best, personally, is Erkenbrand I think.

But let's get back to Eowyn. Miniature was very, very nice to paint. There are some figures which are simply tiring, I'm pushing myself into painting them. There are others too, miniatures simply excellent to paint, with layers of colors painting itself so to speak. Eowyn definitely belongs to this second kind of miniatures. I really enjoyed painting this one.

Speaking of painting - it is based, of course, on Eowyn's armoru shown is some movie about some Ring or something like that, quite popular few years ago. I was inspired by official GW painting too.

As I already mentioned, this is my first try at NMM. Not quite successful, sword is really bad, but it is not my last try either. I will try to paint more with this technique, let's hope that the final effect will be better.
Mormeg










piątek, 31 lipca 2015

Theoden - król Rohanu | Theoden - King of Rohan

Jedna z moich ulubionych figurek z Rohanu, pieszy król Theoden. Trochę dziwne, jak na władcę Kraju Koni, niemniej jednak chodził pieszo z całą pewnością;). Żarty na bok, miniaturka jest naprawdę fantastyczna. Jestem pełen podziwu dla rzeźbiarza, który na tak małym obszarze zawarł tak duże podobieństwo do aktora wcielającego się w filmie Jacksona w postać Theodena.

Malowanie filmowe, z jedną ale widoczną różnicą. Skórzana zbroja królewska jest na filmie tak ciemna, że niemal czarna. Postanowiłem troszkę rozjaśnić jej odcień, by kontrast między płową głową a resztą figurki był nieco mniejszy.

One of my all time favourites from Kingdom of Rohan miniatures, king Theoden on foot. A little strange for a ruler of Horse Masters but I'm sure there were occassions when even he was walking on his own legs;) Putting jokes aside, this miniature is truly fantastic. I think that the sculptor perfectly captured likeness of the actor from Jackson's movie, especially considering how small head of this miniature actually is.

Colors of the miniature are taken directly from the movie too - with one change. I changed color of the royal armor. Originally, in the movie this armour is very dark, almost black. I lightened it a little bit, making it appear more "leathery" but my main goal was to lessen the contrast between light coloured head and dark coloured torso.








czwartek, 25 czerwca 2015

Merry, rycerz Rohanu | Merry, knight of Rohan

Mormeg trochę skusił mnie swoimi ostatnimi figurkami, zdecydowałem się pomalować coś do swojego Rohanu (mam już całe cztery pomalowane figurki, nieźle, nie?). A że chciałem pomalować coś w miarę szybko, wybór padł na chyba najmniejszą figurkę z tej armii w mej posiadaniu - Merry'ego w stroju rycerza Rohanu. Starałem się oddać barwy z filmu, pewnych szczegółów nie mogłem jednak znaleźć. Już po pomalowaniu okazało się, przykładowo, że rękawice wyglądały na filmie jednak ciut inaczej. Trudno. Sama figurka okazała się dość nieszczęśliwie odlana. Dłoń trzymająca miecz, a w zasadzie detale, praktycznie nie występują, są mocno pozlewane. Podobnie brak detali na twarzy, choć ta jest w sumie zasłonięta.
Już po zrobieniu zdjęć przypomniałem sobie, że powinienem jeszcze pomalować rant podstawki. Się zrobi.

Mormeg and his last miniatures for Middle-Earth game has pushed me finally. I decided to paint something for my Rohan army (total four painted miniatures so far, great show of strength). My miniature of choice was smallest figure in my Rohan collection, Merry dressed as a knight of Rohan. I tried to mimic colours showed in the movie but some detailes were hard to find. When the miniature was finished, I found some details I was interested in and it seems gloves should be a little different. Well, I won't repaint them certainly. Miniature itself was badly casted. Sword-helding hand, and more precisely fingers, were one round ball of metal. Face too was very badly detailed, fortunately it is not that visible.
Once the photos was done I realised that edge of the base should be painted too. Well, I will paint it. Someday.








piątek, 21 października 2011

Synowie Eorla | Eorl's sons

Trochę w ramach porządków na biurku, trochę zachęcony niedawną rozgrywką, domalowałem błąkającego się w pobliżu mojego warsztaciku rohańskiego jeźdźca, oczekującego na dopracowanie od ponad półtora roku. Malując zauważyłem, jak wiele rzeczy zrobiłbym teraz inaczej, ale poprawiłem tylko najbardziej rażące błędy, nie chcąc by specjalnie odróżniał się od wcześniej zrobionej trójki. Cała czwórka doczekała się w końcu także podstawek. Synowie Eorla w galopie!


Partly due to making my desk just a little bit more tidy, partly encouraged by earlier game, I finished one Rohan rider, wandering aimlessly around my workshop for more then year and a half. I noticed while painting him, how many things I would do differently now but just the most visible errors and shortcomings were corrected - I wanted him to look similar to his three earlier finished friends. All four got brand new bases though. Eorl's sons in gallop!






sobota, 13 marca 2010

Jeźdźcy Rohanu

"Władca Pierścieni" należy do moich ulubionych książek, kiedy czytałem go 25 lat temu po raz pierwszy, tom I zdołałem połknąć w jeden dzień, musiałem go oddać koledze, któremu dosłownie wyrwałem książkę z rąk wraz z obietnicą odniesienia wieczorem. Podobał mi się też film Petera Jacksona, kiedy jednak GW wyprodukowało grę bitewną opartą na jego dziele, miałem mieszane uczucia. Raziła mnie nieco narzucona z góry przez producenta formuła "kolejna gra co rok", dodatkowo wśród moich znajomych nikt nie miał chęci zbierać kolejnej, choćby niewielkiej armii - choć figurki raczej podobały się. Dla przyjemności pomalowałem wówczas kilka figurek, kupiłem kilkanaście zestawów "na później" i "Lord of the Rings" produkcji firmy z Nottingham na kilka lat usunął się z mojej pamięci. Do tematu powróciłem rok temu, tuż przed ukazaniem się nowych zasad dotyczących rozgrywania dużych bitew w realiach filmu i książki - "War of the Ring". Tym razem nieco poważniej zająłem się Rohanem - mam zamiar docelowo zebrać armię potomków Eorla. Na zdjęciach rezultat przypominania sobie "jak się maluje" - trzymałem wówczas pędzel pierwszy raz od dobrych pięciu, sześciu lat. Trzech plastikowych jeźdźców malowałem dość długo, łącznie spędziłem nad nimi ok. 20 godzin. Gros tego czasu spędziłem nad wierzchowcami. Lubię siwki, postanowiłem więc, że pierwsze trzy, cztery figurki koni będą więc pomalowane tak, by odzwierciedlały rozmaite odmiany tego umaszczenia. Po każdym koniu kląłem na czym świat wlezie - siwy nie jest najprostszy do oddania. Dla porównania - gniadego, wierzchowca niepokazanego na zdjęciu, malowałem - łącznie z uprzężą - góra półtorej godziny. Na żywo figurki prezentują się znacznie lepiej, tu moje kiepskie umiejętności fotograficzne obnażają bezlitośnie każdą ich wadę. Podstawek nadal brak, czekam aż zbiorę większą liczbę miniaturek, by były jednolite.