poniedziałek, 12 października 2015

Doman barbaczyńca | Doman The Barbarian

I jeszcze jeden nabytek mojej drużyny, chodząca góra mięśni, krzykliwych ozdób w nie najlepszym stylu i rogów. A, zapomniałbym jeszcze o toporze. Naprawdę dużym, dwuręcznym toporze. Panie i panowie - przedstawiam Domana barbarzyńcę. Malowanie dość proste, choć nad zdawałoby się mało wymagającą tarczą siedziałem dość długo, a z efektów końcowych nie jestem do końca zadowolony.

Główna różnica, w stosunku do obecnych figurek GW, to chyba wielkość detali. Rogi, przykładowo, są tak niewielkie, że ich pomalowanie było prawdziwym wyzwanie, Cała figurka to miła odskocznia od paru poprzednich, gdzie ciała w zasadzie nie było widać - tu mogłem sobie trochę poćwiczyć mieszanie barw cielistych. I trzeba dodać, że postawiony wraz z resztą poszukiwaczy przygód, wyróżnia się nieco z tłumu - świetnie, o to przecież chodziło,

Miniaturka to jeden z barbarzyńców wyrzeźbionych przez braci Perry, jacy pokazani zostali w katalogu z 1988 r. Nudny, katalogowy numer "11" zamieniłem na swojskie imię Doman. Co starsi Czytelnicy zapewne wiedzą dlaczego:)/

One more adventurer for my 'Frostgrave' team - walking mountain of muscles, gaudery and horns. Ah, almost forgot, and an axe. Really big, two handed axe. Ladies and gentlemen let me itriduce Doman The Barbarian. Painting this miniature was really straightforward, but I spent quite a long time on the shield though, and still I'm really glad how it turned out.

Main difference in comparison with current GW miniatures is details' size. Take horns, for example. Here they are so small, that it was difficult to paint them with any details. Miniature itself is a pleasant distraction from previously painted fully clothed miniatures - I was able to practice flesh tones a little bit. And, let me say, that this barbarian looks really different when standing next to his fellows. And I think it is, as it should be.

Miniature was sculpted by Perry brothers, it was shown in 1988 retail catalogue. I gave him a name Doman, which is a joke comprehendible for older Polish players out there (Polish Conan-rip off comic was Doman).








sobota, 10 października 2015

Łucznik - pierwszy w drużynie | An Archer - first in my team

Do mojej drużyny dzielnych (aczkolwiek pechowych) poszukiwaczy zaginionych, magicznych skarbów w ruinach Mroźnego Miasta dołączył pierwszy łucznik. Jak po nim widać, to doświadczony awanturnik, wyposażony w argumenty zarówno dalekiego, jak i bliskiego zasięgu. Przyda się, przyda, bo w drużynie brak - jak dotychczas - strzelców. Na szczęście udało się już zwerbować także kusznika, a i niezwykle celny drugi łucznik także odziewa się w szaty w kolorach czerwieni i błękitu.

Miniaturka to postać, która w katalogu handlowym z 1990 r. znajduje się w sekcji "Fantasy Adventurers" pod nazwą Jailer, czyli strażnik więzienny. Jestem jednak niemal pewny, że jest nieco przynajmniej starsza i funkcjonowała także pod innymi nazwami.

My team of brave (if somewhat unlucky) 'Frostgrave' treasure hunters is reinforced by first Archer. It seems that he is a seasoned veteran of many expeditions, judging by his equipment - he is certainly able to state his reasons both from afar and in-close. It is about time, I'd say, as my team seriously lack ranged firepower. Fortunately, crossbowman and marksman are now being clad in reds and blues too.

This miniature was shown in 1990 Trade Catalogue in 'Fantasy Adventurers' section as a Jailer. I'm pretty sure that it is little older then that though and it was released under other name.









czwartek, 8 października 2015

Mury | Walls

Na blogu bardzo rzadko pojawiają się jakiekolwiek materiały związane z budową terenu. Przyczyna jest prosta – rzadko się tym zajmuję. Ostatnie rozgrywki we „Frostgrave” nakręciły mnie jednak tak bardzo, że postanowiłem uzupełnić nieco moje zasoby terenowe – coś w końcu musi blokować linie widzenia strzelców.

Na pierwszy ogień postanowiłem zrobić, niezbyt ambitnie, szereg murków, które połączone będą mogły być ogrodzeniem jakiegoś domu. Długość dobrałem kierując się przepisami „Frostgrave”, w grze czarodzieje mogą bowiem użyć czaru tworzącego mur. Jak się okazało, szpatułki, które zamierzałem wykorzystać na podstawki, są idealnej długości.

Same mury wykonałem z pianki do układania paneli. Ponieważ tylko jedna jej strona była gładka, musiałem skleić dwie warstwy pianki, dzięki czemu „mur” zyskał na grubości. Po wycięciu i wstępnym obrobieniu murków przykleiłem je wikolem do szpatułek. Pojawił się kolejny problem – nawet mała ilość kleju wypaczała wilgocią drewniane podstawki. Zaradziłem temu przygniatając je od góry książką, która przyciskała całość do podstawki. Po wyschnięciu kleju, co trwało 24 godziny, szpatułki są prawie płaskie.

Następnie długopisem wykonałem obustronny zarys kamieni w murze, na szczyt murków nakleiłem wycięte z tektury „dachówki”. Całość psiknąłem czarną farbą. Po jej wyschnięciu nadszedł czas na malowanie – warstwy rozmaitych szarości naniosłem metodą suchego pędzla, starając się, by lżejsze odcienie, łącznie z białym i kremowym, użytym na końcu, znalazły się na brzegach głazów. Potem wykorzystałem jeszcze różnokolorowe washe i farby, którymi pomalowałem część kamieni, podmalowałem niektóre miejsca „pęknięć” w kamieniach, naniosłem „omszenia” i zawilgocenia. Dachówki na górze dostały swój kolor, na szpatułkach przykleiłem piasek, pomalowany potem odcieniami brązu.

Dla urozmaicenia murków na trzech z nich przykleiłem pnącza bluszczu – to gotowy materiał, sprzedawany przez Army Paintera. Wygląda fajnie, ma jednak wadę – jest stosunkowo drogi.
Na miejsca sklejenia murków i podstawek wkleiłem jeszcze miejscowo gąbkę modelarską, potem nieco podmalowaną. Dodała ona trochę dodatkowego koloru całości, a dodatkowo zamaskowała miejsca, gdzie spoina pozostawiała nieco do życzenia.

Gotowych jest pięć odcinków muru, w planach jest jeszcze szósty, odcinek muru zawalonego, i brama z fragmentem ogrodzenia.

Terrain related notes are few and between on my blog, as I rarely build terrain models. Last few „Frostgrave” notes were so funny though, that I decided to make some new terrain accessories – something has to block archers’ ling of sight!

I decided to make something not overly amibitious first – walls. Placed together, they may form a wall around some house. Length of single piece was 6 inches – perfect for ‘Wall’ spell from Frostgrave and – incidentally – for wooden spatulas which I decided to use as bases.

Walls itself were made from foam board, the kind used to properly lay wooden floor panels. As only one side of the sheet was smooth, I needed to glue two sheets together. It was done with PVA glue. Then walls were cut out and glued to wooden spatulas. They warped a little bit due to water in PVA glue, but placed under weight for a night solved this issue.

Then ‘stones’ were made with a ballpen pressed deeply into the foam and tiles cut from cardboard were glued on the top of the wall. Everything was then sprayed black. Once paint was dry, it was time to drybrush everything. First in dark grey, then in various shades of grey, with lighter ones, and then cream and white paint being used primarily on the edges of the stones. Tiles were painted with old Terracota paint and drybrushed with some lighter shade and various washes were used to vary colors of the stones a little bit. Last step here was to add some moss with green paint and wash to various cracks. Bases were then covered with sand and painted.

To vary walls a little bit and to made them more interesting, I decided to glue some poison ivy from Army Painter. This is great looking product but a little on the expensive side I think.
Walls were finished with small pieces of foam glued on the bases, especially in places where wall and base were not glued too tightly and ugly cracks were visible.

So, five lengths of the wall are finished, sixth – ruined one – and a gate are being made now.









wtorek, 6 października 2015

Peregrin Tuk, strażnik Cytadeli | Peregrin Took, Guard of the Citadel



Słów kilka o Peregrinie Tuk zwanym Pippinem. Do pomalowanie akurat tej konkretnej figurki skłoniło mnie kilka okoliczności:
1) Merry rycerz Rohanu - pomalowany kilka tygodni wcześniej przez Inkuba,
2) świetna rzeźba,
3) zmęczenie po moim wcześniejszym projekcie. Podkreślam - zmęczenie...,
4) relatywnie szybki czas, jak na mnie, potrzebny do pomalowania,
5) możliwość wykorzystania figurki we Frostgrave jako złodzieja (hehe, taki złodziej w kolczudze).
Część moich oczekiwań została spełniona. Figurka została bowiem pomalowana szybko i było to wdzięczne zadania w porównaniu z poprzednim projektem... Jest dla mnie też szczególna - po raz pierwszy przy jej malowaniu użyłem farb vallejo z zestawu do piechoty polskiej z września 1939 r. Jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego, w szczególności z tego jak wygląda płaszcz elfów. Ogólnie super wyrzeźbiona figureczka, którą bardzo przyjemnie się malowało.
- Mormeg

Few words about Peregrin Took, called Pippin. I was tempted to paint this particular miniature by few things.
1) Merry, Rohan Knight - painted few weeks ago by Inkub.
2) excellent sculpt,
3) being tired with my previous painting project (which will be shown in a week),
4) relatively short time of painting, at least short for my standards,
5) I can use this miniature in 'Frostgrave' as a thief (heh, thief in a chainmail),
Some of my expectations were fulfilled. I managed to paint this miniature really fast and it was a very pleasant experience in comparison with the one preceding it. This is also kind of special for me, as it is the first miniature which was painted with vallejo paints from the set dedicated for Polish infantry from 1939. I'm very pleased how Pippin turned out, especially with his elven cloak. Excellent little sculpt, very nice to paint too.
- Mormeg










niedziela, 4 października 2015

Potężny Mściciel - wywiad z Bryanem Ansellem

Poniższy wywiad to pierwsza z serii opowieści z ludźmi, których dziełem był Warhammer w jego początkowej wersji. Oryginalnie wywiady te, przeprowadzone przez Orlygga, opublikowano na blogu RealmOfChaos80s, do odwiedzin którego serdecznie zachęcam. Tekst dzisiejszego wywiadu w języku angielskim znajdziecie tutaj. Serdecznie dziękuję Orlyggowi za pozwolenie na przetłumaczenie tych materiałów.

Bryan i jego armia Choasu, zdjęcie z "Warhammer Armies".
Niewielu ludzi osiąga na kartach historii status legendy, a jeszcze mniej liczni cieszą się nim jeszcze za życia. Myślę, że świat jest w tej chwili nękany takimi określeniami z alarmującą powtarzalnością, które - podobnie jak straszliwie nadużywane współcześnie wyrażenia w rodzaju "wspaniały" i "znakomity" - utraciły swoje pierwotne znaczenie. Tak się jednak składa, że słowo "legendarny" doskonale opisuje naszego rozmówcę, dawnego właściciela Citadel i Games Workshop, człowieka odpowiadającego za "złoty wiek brytyjskiego wargamingu fantastycznego", Bryana Ansella.

Tak, właśnie jego, udało nam się!

Wywiad ten był możliwy dzięki ciężkiej pracy Steve'a Casey'a ze strony Citadel Collector (a obecnie Eldritch Epistles - przyp. tłum). Jak może część z was wie, Steve postanowił niegdyś sfotografować większość zadziwiającej kolekcji figurek Bryana. Kiedy po raz pierwszy zasugerowałem mu przeprowadzenie wywiadu z Bryanem, Steve zaoferował swą pomoc w skontaktowaniu się z nim i w samym wywiadzie. Po wymianie kilku emaili udało nam się spisać całkiem liczne pytania...

W założeniach miał to być projekt wspólny naszych dwóch stron. A potem wkroczyło życie... I cały pomysł zniknął w eterze, zaginął w otchłaniach Królestwa Chaosu.

Jakiś czas potem, całkiem niespodziewanie, dokładnie w dzień pierwszej rocznicy prowadzenia tego bloga, Bryan przysłał mi swoje odpowiedzi. Cóż więcej pozostaje do dodania? Wywiad jest gotowy. Zanim jednak zaczniemy, kilka słów od Bryana.

Bryan Ansell (BA): Czuję się zobowiązany wystosować ostrzeżenie: rzeczy, o których będę pisał, wydarzyły się bardzo dawno temu.
Od 33 lat moje życie obraca się bezustannie wokół zabawkowych żołnierzyków i wszystkiego, co z nimi związane. W tym czasie bezustannie coś się działo. Każdy dzień pracy to nowe szkice koncepcyjne, nowe figurki, ilustracje, teksty i zadziwiająco ekscentryczne zachowania. Już wtedy, w tamtych czasach, trudno było dotrzymać temu kroku - dziś jeszcze trudniej jest to wszystko sobie przypomnieć. Im bliżej mi do starczego zdziecinnienia, tym trudniej, jak stwierdzam, odróżnić jeden, dawno miniony rok od drugiego. Moje wspomnienia licznych detali albo całkowicie wyparowały, albo też nie można na nich polegać. Dlatego, prawdopodobnie, lepiej nie wierzyć we wszystko, o czym piszę. Najprawdopodobniej nie będzie to spójne, a odpowiedzi na pytania będą daleko niesatysfakcjonujące.

Praca we wczesnych latach firm Citadel i Games Workshop była bardzo przyjemnym sposobem zarabiania na życie. Firma miała odpowiednią wielkość, pozwalającą nam na robienie ciekawych rzeczy bez zbytniego obciążania się biurokracją czy konfliktami wewnęrznymi.

Można nawet powiedzieć, że było to takie fajne Królestwo Chaosu.

Miałem możliwość bycia w centrum tych wydarzeń, bycia świadkiem tego ekscytującego okresu początkującego rozwoju, współpracy z wieloma upartymi, dziwacznymi, utalentowanymi, dobrymi ludźmi.

Czempion Slaanesha dosiadający Wierzchowca Slaanesha. Popatrzcie na schemat kolorów. Coś pięknego. Z kolekcji Bryana Ansella.


RealmOfChaos80s/Citadel Collector (Roc80s/CC): W tym roku mija dwadzieścia pięć lat od wydania "Slaves to Darkness" (wywiad przeprowadzono w 2013 r. - przyp. tłum). Co było inspiracją dla oryginalnego projektu i jak ci się wydaje, co było głównym powodem jego sukcesu?

BA: Wojownicy Chaosu od początku historii firmy Citadel byli mocno związani z Warhammerem. Citadel rozpoczęło działałność w 1977 r., w nabrzeżnym magazynie pośród złomowisk w dzielnicy Millgate w Newark. Mieliśmy trzech ludzi. W 1981 było nas już dziesięciu lub coś koło tego, przenieśliśmy się też do większego, przyjemniejszego, cieplejszego budynku z czasów wiktoriańskich w centrum Newark, na Victoria Street. W czasie tych czterech lat robiliśmy modele fantasy z przeznaczeniem na rynek Dungeons & Dragons i modele historyczne dla graczy historycznych. Już wtedy było parę gier fantasy: Rick Priestley i Richard Haliwell opublikowali Reapera, wydaje mi się, że Warlords z południowego Londynu mieli zestaw reguł fantasy, przypominam sobie także jak przez mgłę jakiś amerykański system o nazwie Emerald Tablet. Niewiele jednak rozgrywano gier na stołach z udziałem figurek fantasy. Większość pracowników Citadel była graczami, a z tymi otaczającymi nas na codzień figurkami... Po prostu musiało tak być, że wszyscy chcieliśmy rozgrywać duże bitwy w fantastycznych krainach.

Doszło do tego, że Citadel okazała się dużym sukcesem na miarę (znacznie wówczas mniejszego) "przemysłu" figurkowego. Mieliśmy wrażenie, że czas ściągnąć ludzi, którzy pchnęliby nas do przodu ze znacznie ciekawszymi figurkami. Te znacznie ciekawsze miniaturki mogły doprowadzić nas do stworzenia własnej gry bitewnej fantasy, która mogłaby stać się bitewniakowym odpowiednikiem Dungeons & Dragons. Jedynymi ludźmi, których znałem, a którzy zdawali się móc sprostać temu zadaniu, byli Rick Priestley i Richard Halliwell (z Lincoln), Tony Ackland (ze Stoke-on-Trent) oraz John Blanche (Nottingham). Poznałem ich wszystkich w czasie pracy w firmie Asgard. Wszyscy zgodzili się dla nas pracować. Byliśmy bardzo zdziwieni, gdy John zgodził się na naszą propozycję, był w końcu prawdziwym, znanym artystą.

Na początku mieliśmy być siostrzaną firmą Games Workshop (która wówczas wciąż jeszcze wydawała Dungeons & Dragons). Ale pomiędzy oboma firmami były pewne nieporozumienia i niesnaski. Powiedziano mi, że Londyn był zazdrosny o stawki, jakie nasi pakowacze i odlewnicy dostawali w swej pracy. Poza sklepem Games Workshop w Hammersmith (który prowadził wielki, ugodowo nastawiony do życia, wspierający Citadel Amerykanin Tim Olson), żaden ze sklepów GW nie sprzedawał naszych figurek w znaczących ilościach (podejrzewam, że Tim nadal posiada pełny zestaw tych wszystkich nieregularnych dużych, jednokolorowych ulotek (do których ilustracje robili Tony i John), którymi w tamtym czasie zapowiadaliśmy wydanie nowych modeli).

Sklepy Games Workshop sprzedawały nasze figurki bez opakowań, jako surowe odlewy, które były trzymane albo na, albo za kontuarem sklepu, w małych, plastikowych szufladkach. Nie zachęcało do do zakupów. Sklepy GW sprzedawały bardzo małe ilości figurek. Do niezależnych sklepów dostarczaliśmy półki wykonane z grubego drutu, na których wisiały miniaturki. Później przeszliśmy na blistery. Te same, jakich obecnie używa Foundry. Sklepy niezależne bez problemów sprzedawały mnóstwo naszych żołnierzyków.

W końcu ludzie z Citadel poszli do sklepu Games Workshop w Sheffield, zabrali te okropne plastikowe szufladki i zawiesili nasze ekspozytory, na których z haczyków zwisały nasze miniaturki. Sheffield zaczęło sprzedawać znacznie więcej naszych produktów. Myślę że kolejnej soboty sprzedaż była sześć czy siedem razy większa. Potem dostarczyliśmy te półki i figurki do kolejnych sklepów Games Workshop. Dzięki temu dostaliśmy zastrzyk gotówki, którą mogliśmy wydać na nasze nowe projekty. Kiedy jednak zatrudniliśmy pierwszy zespół kreatywny, suma wypłacanych pensji poszła o jakieś 50% w górę. Przez jakiś czas szczypaliśmy się z pieniędzmy, dlatego sukces naszych nowych figurek i gry stał się dla nas kwestią przetrwania lub zamknięcia firmy.

Rick, Hal, Tony i John wspólnie opracowali Warhammera i ustalili wczesny styl pisania, ilustrowania i rzeźbienia rzeczy związanych z Citadel i Warhammerem, który przetrwał przez jakąś dekadę. Pokazaliśmy światu naszych Wojowników Chaosu i zwierzoludzi. Nie zamknęliśmy firmy.

Jakiś czas później Alan Merett (który pracował z nami jako odlewnik od niemal początku działalności), dołączył do grupy kreatywnej, okazał się nieocenionym zarządcą i osobą, na której można było polegać we wszystkim. Nadal zarządza w GW i nadal jest niezastąpiony. We wczesnym okresie Warhammera większość modeli wyrzeźbili Michael i Alan Perry. John Blanche dostarczał im świetne ilustracje Wojowników Chaosu, zwierzoludzi, i podobne. To tak naprawdę nie były szkice koncepcyjne, to były prawdziwe ilustracje, pokazujące wygląd modeli. Zawsze uważałem, że te bardzo wczesne figurki zwierzoludzi/Broo były najlepszymi miniaturkami z tego rodzaju, jakie kiedykolwiek zrobiliśmy.

Od samego początku bardzo istotnym elementem świata Warhammera byli Wojownicy Chaosu. Te wczesne modele, zilustrowane przez Johna i wyrzeźbione przez Michaela i Alana, znalazły dla siebie specjalne miejsce w sercach graczy i zbieraczy. Zawsze świetnie się sprzedawały. Przez lata zrobiliśmy olbrzymie ilości różnych modeli Chaosu. Kiedy więc, znacznie później, mogliśmy sobie pozwolić na wydanie dużych, bardzo bogato ilustrowanych, napakowanych tabelami książek w twardych oprawach, Chaos był oczywistym tematem. Pozwoliło nam to też dołączyć do Johna Iana Millera, a także zająć tym projektem praktycznie wszystkich artystów, z którymi pracowaliśmy na zlecenie. Ostatecznie, Realm of Chaos był ostatnim dużym projektem, z którym byłem związany. Nie przypominam sobie, bym był w firmie potem jeszcze na tyle długo, by zobaczyć ukończenie prac nad książkami o orkach.

Warhammer początkowo nazywał się Battleblade. Czystopis przepisała mama Ricka Priestley'a. Niewiele osób o tym wie.

Jak się wydaje, oryginalna rzeźba fimira, zrobiona przez Jesa Goodwina. Z kolekcji Bryana Ansella.

RoC80s/CC: Książki Realms of Chaos wykluwały się przez kilka lat. Czy projekt był tak trudny do skończenia?

BA: Nie przypominam sobie, by projekt ciągnął się jakoś nadzwyczajnie długo. To obszerne księgi, zrobienie dużej liczby figurek, zgromadzenie licznych ilustracji - to wszystko trochę trwa. Jednak pomiędzy wydaniem pierwszej i drugiej księgi zacząłem pracować cyklicznie, cztery tygodnie w Baltimore, po czym sześć tygodni w Nottinghamshire, i ponownie Baltimore i znowu Nottinghamshire. Nie byłem więc sporo czasu w studio, stąd może moje wrażenie, że upłynęło relatywnie niewiele czasu.

RoC80s/CC: Jak duży miałeś wpływ na początkowy projekt Bóstw Chaosu? Tony Ackland powiedział nam, że z tego co pamięta, dałeś mu zarysy całej czwórki bogów, na których oparł potem swoje projekty.

BA: w początkowych fazach każdego projektu, który zaczynałem, miałem przez krótki czas bardzo duży wpływ na tło i wszystkie detale. Zazwyczaj pisałęm długi (bardzo długi) dokument, zawierający opis treści i modeli, które wyobrażałem sobie, że stworzymy. Następnie rozmawiałem na ten temat z pracującymi na miejscu pisarzami, rzeźbiarzami i Alanem, Rickem, Johnem i Tonym. Potem, kiedy różni ludzi pracowali nad różnymi elementami projektu, detale się, rzecz jasna, zmieniały i mutowały, kiedy do całej tej mieszanki dochodziły pomysły różnych autorów.

Pisarze, artyści i rzeźbiarze mieli, rzecz jasna, bardzo duży wpływ na wygląd końcowy produktów, książek i modeli. Niejasno przypominam sobie, że napisałem początkową wersję tabeli Atrybutów Chaosu jeszcze zanim tak naprawdę zaczęliśmy pracować nad książką. Nie pamiętam już dokładnie, jak bardzo zmieniła się ona w wersji wydrukowanej, jestem jednak przekonany, że na całym etapie produkcji podlegała zmianom, modyfikacjom i wydłużeniom robionym przez inne osoby.

Pamięam, że bardzo zależało mi na tym, by losowanie atrybutów i cech w rozmaitych tabelach podczas robienia Bandy Chaosu było przyjemne, by było zajmujące samo w sobie.

Mogłem rozmawiać z autorami na temat wykorzystania tekstu do stworzenia jakiegoś szczególnego nastroju czy atmosfery, ale zostawiałem ich potem z tym samym sobie. Po takiej rozmowie bardzo rzadko chciałem zmieniać cokolwiek, co napisali. W podobny sposób rozmawiałem z Johnym o Tonym. Rozkład moich zajęć nie pozwalał mi na częste spotykanie się z innymi artystami, ale starałem się co najmniej dwa razy w tygodniu spędzić trochę czasu z rzeźbiarzami. Otrzymywali oni konspekty, brali udział w rozmowach, częściej zresztą z Johnem i Alanem niż ze mną. Następnie szli do siebie i robili swoje, trzymając się ogólnych informacji, jakie mieli. Jes Goodwin często dostarczał nam własne szkice koncepcyjne. Jeśli Rick miał jakiś pomysł, po prostu siadał i pisał: musieliśmy tylko dopasować jego teksty do modeli, jakie zamierzaliśmy stworzyć.

Bardzo ważne było, by cały zespół twórczy: autorzy tekstów i zasad, ilustratorzy i rzeźbiarze, wiedzieli że mają kontrolę nad tym co tworzą, i że odpowiadają za szczegóły i postacie, jakie powstały w wyniku ich pracy.

Produkowaliśmy za dużo materiałów, by móc mikrozarządzać całością. Poza tym, gdybyśmy nie dali tym wszystkim twórcom swobody, skończylibyśmy z klinicznie czystymi, bezdusznymi grami, książkami i figurkami.
Jestem praktycznie pewny, że pierwszymi ilustracjami, jakie zrobiono do Realm of Chaos, była grupa rysunków do czterech bogów ze strony 14. Wydaje mi się, że rozmawiałem na ich temat z Johnem Blanchem, i ilustracje do nich powstały na długo przed skończeniem jakichkolwiek innych prac przeznaczonych do tych książek. Jeśli mnie pamięć nie myli, ilustracje zrobiono w formacie A4. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy ich jako całostronicowych grafik. Wydaje mi się, że tego samego dnia rozmawiałem z Johnem o czterech bogach Praworządności. Możliwe, że zrobiono też szkice do nich. Jeśli tak, nie pamiętam jak mieli wyglądać. Bogowie Prawa mieli być jednak jeszcze bardziej gwałtowni niż bogowie Chaosu.

Dawałem początek głównie rzeczom związanym z figurkami, pracowałem nad bardzo nielicznymi grami planszowymi i karcianymi. Nie miałem praktycznie nic wspólnego z czymkolwiek związanym z grami fabularnymi. Możliwe, że kilka razy wyrażałem swoje zdanie na temat scenariuszy do Warhammera Roleplay. Miałem dyktafon i dwie osoby piszące bezwzrokowo na maszynie. Wydaje mi się, że jedyny raz, kiedy interweniowałem w sprawie związanej z Realm of Chaos, to wtedy gdy usunąłem fragment tekstu, z którego wynikało, że demon Nurgla molestował w cyrku dzieci. Ogólna zasada jest taka - żaden szanujący się rzeźbiarz, artysta, projektant gier czy pisarz (czy też osoba robiąca formy lub odlewająca figurki) nie znosi, kiedy ktoś, kto sam nie potrafi tego zrobić, mówi mu jak ma pracować. I całkiem słusznie!

Wojownik i zbrojni z gry Advanved Heroquest. Bryan nadzorował wczesne, pionierskie projekty Citadel, robił to także Bob Naismith, który zajmował się produkcją wysokiej jakości modeli plastikowych. Z kolekcji Bryana Ansella.
RoC80s/CC: W chaosie, jako takim, ewidentny jest wpływ Michaela Moorcocka, ale jakie były ogólnie twoje inspiracje literackie i artystyczne?

BA: Michael Moorcock był z pewnością źródłem inspiracji, wywarł na mnie wpływ. Na cały przemysł związany z fantastyką rzutowała twórczość Moorcocka i Tolkiena. W moim przypadku równie dużą rolę odegrali Jack Vance i Clark Ashton Smith. Nie sądzę jednak, by nasza wizja Wojowników Chaosu aż tak pokrywała się z tym, co widać w twórczości Moorcocka (choć zdarzało nam się wykorzystywać jego symbol strzał). 

Dla mnie źródłem wszystkich Wojowników Chaosu, jakie przez lata powstały w Citadel, są obrazy i szkice Franka Frazetty o nazwie "Death Dealer", kilka pierwszych figurek Wojowników Chaosu, jakie dla Asgardu wyrzeźbił Tony Ackland (a także ten który zrobił Stan Pochron) i szkice Johna Blanche'a z początku lat 80.

Myślę, że pierwsze opowiadania fantasy, jakie czytałem, to "Faraway Tree" Enida Blytona.

Kiedy w latach 60. odkryłem fantastykę naukową, fantasy i historyczną, Moorcock nie był jeszcze znany na tyle, by jego książki trafiły do mojej miejscowej biblioteki w Arnold. Zaczytawałem się książkami Jacka Vance'a, Clarka Ashtona Smitha, Harry'ego Harrisona, Fritza Leibera, Keitha Laumera, Jamesa BLisha, Roberta Sheckley'a, Briana Aldisa, Edgara Rice'a Burroughsa, Kurta Vonneguta, Roberta Heinleina, TH White'a, Cyrila Judda, Fritza Leibera, Philipa K. Dicka i innych. Wśród nich byli Russell Thorndike, Rafael Sabatini, Hubert Cole, Alfred Duggan, Mary Renault,  Henry Treece, Geoffrey Trease i Leslie Charteris. 

Książki tych wszystkich autorów mam tutaj, w pokoju w którym teraz siedzę.

Moorcock pozostawał dla mnie nieznany do ukazania się jego książek z cyklu Hawkmoon we wczesnych latach 70. W tym czasie wydawnictwo Tandem publikowało prace Jamesa Brancha Cabella i dostałem je razem z książkami WH Smitha, mniej więcej w tym czasie, kiedy ukazał się Moorcock: nadal łączę je ze sobą. Nie wydaje mi się, by na moje gry fantasy Cabell wywarł jakikolwiek wpływ, jednak mam na jego punkcie obsesję. Polecam "Figures of Earth", "Silver Stallion" i "Jurge" każdemu, kto lubi dowcip i poetycki styl prozy edwardiańskiej.

Podejrzewam, że jedynie ekscentryczna mniejszość graczy interesuje się tym, kto jest moim ulubionym artystą. Ale mimo tego, ulubiony to Frank C. Pape. A po nim, w dowolnej kolejności, Winsor Mckay, John Duncan, NC Wyeth, Druillet, Mobius, Klimt, Albert Robida, Beardsley, Dore, Bruegel, Durer, Richard Dadd.

Chaos z lat 80. to liczne szczegóły i detale. Nie widzi się już takich sztandarów jak wtedy, prawda? Coś podobnego musi znaleźć się w mojej armii śmiertelnych wyznawców Khorne'a. Z kolekcji Bryana Ansella.

RoC80s/CC: Skąd wzięły się imiona Khorne, Slaanesh, Tzeentch i Nurgle?

BA: Nurgle to "prawdziwe" bóstwo (naprawdę). Nergal to babiloński bóg, którego początki sięgają czasów prehistorycznych, czcili go potem także Asyryjczycy. Zmieniłem pisownie, ponieważ uważałem, że "Nurgle" brzmi zabawniej. To także odgłos przedśmiertnego charczenia, czy powietrza uciekającego ze zgniłego, napuchniętego trupa. Nergal to bóg śmierci, choroby i zarazy, a także bóg wojny i władca świata umarłych (czasem tą funkcję pełni jego żona). Jest z nami od tak dawna, że przez lata zmieniały się jego atrybuty i cechy. Jestem pewny, że jest niezwykle zadowolony, że wciąż o nim pamięamu. Być może, przy tej uwadze, jaką się cieszy, uda nam się nawet przyzwać jego fizyczną manifestację.

Khorne pochodzi od conanowskiego "Crom", co jest nazwą "prawdziwego" cektyckiego boga, jego imię zapisywane jest również jako Krom lub Khram. Dobre imię dla boga wojny.

Slaanesh miał oddawać świszczący, erotyczny, szept lub mruczenie. Modele nie okazały się aż tak naładowane erotyzmem, jak myślałem.

Tzeentch miał oddawać odgłos używanego czaru. Jak w komiksie "Dr Strange". Jest też jakiś taki aztecki, z czym z kolei wiążą się pióra i jasne, pastelowe kolory.

W tym czasie nie planowaliśmy powstania żadnych innych bóstw, może z wyjątekiem Bogów Prawa (i Malala - red).

RoC80s/CC: A szerzej, czy przypominasz sobie jakieś przykłady skasowanych projektów, takich, które w czasie gdy zarządzałeś Games Workshop nie ujrzały światła dziennego?

BA: Omawialiśmy wiele rzeczy, które nigdy się nie ukazały. Naprawdę, bardzo wiele. Myślę, że każdy producent to robi. Kiedy odchodziłem z Games Workshop, rozpoczynały się prace nad czwartą grą dla Milton Bradley. To była gra o wyścigach rydwanów. Nigdy się nie ukazała. Przypominam sobie, że zrobiliśmy modele, więc gdzieś, prawdopodobnie, można dostać jakieś ich odlewy. Co jeszcze ciekawsze, przed moim odejściem John Blanche zrobił całą serię naprawdę świetnych szkiców koncepcyjnych Mrocznych Elfów. To były najlepsze ilustracje tego rodzaju, jakie kiedykolwiek widziałem. Jes Goodwin mógł być też w to zamieszany. Jestem pewny, że nigdy nie zrobiono figurek na ich podstawie. 

Chciałbym zobaczyć je jeszcze raz.

RoC80s/CC: Czy mieliście wcześniej jakiś plan, dotyczący tego, jak ma wyglądać seria figurek do RoC, czy też dałeś rzeźbiarzom wolną rękę?

BA: Jeśli chodzi o styl rzeźbienia, twórcy mieli praktycznie całkowitą dowolność. Przypuszczam, że kiedy do studia trafiał nowy rzeźbiarz, stwierdzał, że pozostali rzeźbią zgodnie z pewnym istniejącym stylem, dostosowywał więc do pewnego stopnia własny sposób rzeźbienia tak, by pasować do reszty.

Wyjątkiem był Bob Olley, bardzo szybko okazało się, że Bob miał swoje własne sposoby robienia różnych rzeczy. Dostał więc własną markę - :"Iron Claw".

Myślę, że robił świetne figurki.

Drednot Chaosu w stylu Citadel z lat 80. Bardzo chaotyczny, przeciwieństwo tego, co widzimy w dzisiejszych, mało ciekawych projektach. Dodatkowo, fantastyczny schemat kolorów. Z kolekcji Bryana Ansella.
RoC80s/CC: Zachęcałeś artystów do tworzenia prac zapadających w pamięć: czy takie uderzające, wyraziste ilustracje były przypadkiem, czy też czymś wcześniej zaplanowanym?

BA: Zarządzaniem wszystkimi ilustratorami, i tymi wewnętrznymi, i tymi pracującymi poza studiem, zajmował się John Blanche. Świetnie potrafił im przekazać nasze potrzeby. Był też znakomity jeśli chodzi o dobór artystów, których styl uzupełniał prace naszeg zespołu, był też opanowanym liderem. Myślę, że wraz z upływem lat my wszyscy byliśmy coraz lepsi w tym, czym się zajmowaliśmy.

RoC80s/CC: Masz dużą kolekcję pomalowanych, starych figurek, wiele z nich widać na kartach książek RoC. Czy masz może jakieś plany udostępnienia swej kolekcji do oglądania?

BA: Mieszkamy w Hall w pobliżu Newark. Dużą część ostatnich dziesięciu lat spędziliśmy odbudowując i odnawiając naszą posiadłość (zostało jeszcze tylko sześć pomieszczeń). Główne pokoje wykorzystywane są do organizacji wesel (www.stokehallweddings.com). W centralnym pomieszczeniu mamy wielki regał, w którym wystawione jest ponad 2000 figurek. Reszta moich zabawek skrywa się w rozmaitych szufladach. Kiedy organizujemy przyjęcie weselne, ten regał z figurkami zawsze przyciąga co najmniej garstę dawnych graczy Warhammera.

Pewnie ponad połowa panów młodych, których tutaj gościliśmy, grała kiedyś w Warhammera!

Dysponujemy także drugim kompleksem dużych budynków, stojących wokół pięciobocznego dziedzińca. Nikt nie zmieniał ich od 1812 r.Była tam powozownia, stajnie, browar, pralnia, dzwonnica (właśnie naprawiliśmy dzwony), magazyn i pokoje dla samotnych mężczyzn. Całość ma jakieś 900 metrów powierzchni. Dawniej pracowali tam rzeźbiarze Foundry. W tych budynkach przechowuję 5000 form, wiele z nich pochodzi jeszcze z lat 70. Budynki są w całkiem niezłym stanie, wymagają jedynie remontu dachów, otynkowania i nowych podłóg. Mam nadziję, że uporamy się z tym w najbliżsych latach. Omawialiśmy już plany zrobienia tam muzeum figurek.

Ale lepiej nie nastawiajcie się na to za bardzo!

Bryan obecnie, z częścią swojej kolekcji klasycznych figurek Citadel. Wyobraźcie sobie grę z tymi miniaturkami... Z wywiadu udzielonego dla Wargames Illustrated (który ostatecznie nigdy się nie ukazał).
I tak kończy się wywiad. Wiedzieliście o tym, że Warhammer nazywał się początkowo Battleblade? Czy powiązalibyście prace Enida Blytona z Warhammerem? (No dobra, to żart). Mogę powiedzieć, że otrzymanie e-maila, w którym były odpowiedzi na nasze pytania, opracowanie wywiadu i - w ogóle - jego przygotowanie - należały do najprzyjemniejszych chwil mojego wargamingowego hobby. Drodzy czytelnicy - jeśli planujecie ślub, szepnijcie swojej narzeczonej o Stoke Hall. To nie tylko świetna miejscówka, ale dodatkowo można popatrzeć na kolekcję wielkiego Ansella!

Wielkie, wielkie dzięki dla pana Ansella, jego syna Marcusa i Steve'a z Citadel Collector za pomoc w pracach nad tym wywiadem i nieocenione rady dotyczące doboru pytań.

Jeszcze jedno!

Udało nam się lepiej, niż Wargames Illustrated? 

Orlygg

piątek, 2 października 2015

Z otchłani czasu: sławne oddziały - Hobgoblini grabieżcy Throga | From the abyss of time: Regiments of Renown - Throg's Hobgoblin Despoilers

Opowieść o Throgu
Po zakończeniu Goblinich Wojen na wygnanie w głąb Mrocznych Ziem udały się liczne gobliny, orki, hobgobliny i inne, sprzymierzone z nimi istoty. Mroczne Ziemie, tak wtedy, jak i teraz, były naprawdę skryte w mroku - bezustannie czynne wulkany, dymiące jeziora smoły i potężne, naturalne zanieczyszczenie powietrza skrywały ten obszar przed promieniami słońca. W takim miejscu rośnie niewiele roślion, podobnie też nieliczne jedynie istoty kryją się pośród wulkanicznych pustkowi, znosząc zatrute powietrze i wieczny mrok. Throgowie to jednak całkiem odpowiadało.

Najpierw założył warowne obozowisko po wschodniej stronie Gór Krańca Świata, po czym, kiedy zebrał już wokół siebie wielu doświadczonych wojowników, zaczął poszerzać swoje małe imperium. Wkrótce kontrolował już duży obszar zachodnich Mrocznych Ziem, a jego wpływy zaczęły sięgać w głąb samego łańcucha górskiego. Tam, w dolinach i na przełęczach górskich, a w końcu również i w krasnoludzkich fortecach, Throq i jego czempion, Gruntmunter zwany Bestią, stoczyli rozliczne bitwy. Ich przeciwnikami były, zazwyczaj, krasnoludy - hobgobliny wkrótce polubiły ich mięso. Koniec Throga okryty jest mgłą tajemnicy, niektórzy twierdzą, że zniknął prowadząc mieszaną ekspedycję goblinoidów do kransoludzkiej twierdzy Krucze Gniazdo, inni uważają, że jego zniknięcie należy łączyć ze zdradą straszliwego, niewdzięcznego Gruntmuntera.

WYPOSAŻENIE: Miecz i tarcza. Miecz Gruntmuntera to potężne, zębate ostrze, wykute specjalnie dla niego.
OKRZYK BOJOWY: Wydają dziwne, zwierzęce okrzyki w języku goblinów, które w tłumaczeniu znaczą mniej więcej "Wybierzcie sobie cel i zjedzcie go".
DOKONANIA: spośród licznych krwawych i pełnych gwałtów wyczynów Throga, najbardziej pamiętna jest tak zwana Uczta Krasnoludzkiego Króla. Doszło do niej, gdy liczne hobgobliny przekradły się do podziemnej twierdzy Borana Ognistosercego, potężnego władyki krasnoludzkiego. Następnie napastnicy ukryli się w kuchniach, czekając aż zapadnie noc, podczas której wydana miała być uczta. Hobgobliny pokonały następnie służących, założyły ich fartuchy i ubrania. To, że Boran nie zauważył, że jego służba mierzy po blisko dwa metry wzrostu i jest straszliwie brzydka, można wytłumaczyć jedynie stanem jego upojenia alkoholowego. Uczta odbyła się tak, jak i poprzednie, tyle że tym razem daniem głównym był Boran i jego goście, a Throg zabawiał się torturowaniem trupy wędrownych halfingów-żonglerów, która miała nieszczęście zabawiać krasnoludzkiego lorda.
TARCZE: na tarczach widnieje jakiś symbol nakreślony krwią wrogów. Kolory, z oczywistych powodów, różnią się od jasnoczerwonego, poprzez ciemny brąz, do czarnego.
STRÓJ: Ubranie wykonane jest głównie ze skóry lub futer, ma różne odcienie brązu. Gruntmunter nosi obszerny futrzany płaszcz, a przy pasie wiesza swe ostatnie trofea - głowy zabitych wrogów.

The Story of Throg
Driven from the Old World at the end of the Goblin Wars many of the Goblins, Orcs, Hobgoblins and other allied creatures fled into the Dark Lands. The Dark Lands were then, as now, truly dark: ceaseless volcanic activity, steaming tar pits and terrible, natural pollution shielded the land from the sun. Little could grow in such a place, and very few creatures could tolerate the barren landscape, the gloom and the choking air. Throg, however, quite liked it.
From his armed camp on the eastern side of the World's Edge Mountains, Throg gathered his seasoned warriors and began to carve himself out a little empire. Soon a goodly chunk of the western part of the Dark Lands were under his control, and he began to extend his power deep into the mountains themselves. Here he and his Champion, Grunmunter the Beast, fought numerous battles in the valleys and passes of the mountains, and eventually within the Dwarf fortresses. His enemies were mostly Dwarfs, and the Hobgoblins soon acquired a taste for the flesh of these creatures. What became of this renowned fighter is a mystery, some say that he disappeared whilst leading a mixed force of goblinoids into the Dwarf Fortress of Raven's Hold. Others link his disappearance to treachery on behalf of the ferocious Grunmunter, a callous individual.

Equipment - Sword and Shield. The sword carried by Grunmunter is a heavily serrated weapon, forged specially for him.

Battlecry - The strange and animalistic battlecry of these creatures is in the Goblin Tongue. It means , 'Mark your target well and eat it'

Deeds - Of all the many bloody and violent deeds of Throg the most often remembered is the so called Feast of the Dwarven King.On this occasion the Hobgoblins infiltrated the underground fortress of Boran Fireheart a powerful Dwarf lord. The Hobgoblins secreted themselves in the kitchens until the night of a feast, subdued the servants and disguised themselves in the aprons and other clothing of the waiters. That Boran Fireheart failed to notice until far too late that his kitche n staff were all over 6' tall and incredibly ugly, can only be put down to the general level of intoxication. The feast went ahead as usual, but instead of the planned proceedings the Hobgoblins ate Boran and his guests, while Throg entertained by torturing a troop of Halfling Juggler s unlucky enough to be passing through.

Shield - The shields carry the emblem shown drawn in the blood of their enemies. Colours will therefore vary from bright red to darkish brown or black.

Uniforms - Clothing is mostly made out of leather or fur, and is of various shades of brown. Grunmunter wears a huge fur cloak, and around his heavy belt he keeps his latest trophies - the heads of his victims.


środa, 30 września 2015

Pan Rotteblau - czarodziej do "Frostgrave" | Mr. Rotteblau - "Frostgrave" wizard

Główna postać drużyny do "Frostgrave" - pan Rotteblau, czarodziej bliżej nieokreślonej specjalności, z nachyleniem w stronę magii żywiołów. Ponownie jedna ze starszych figurek produkcji Citadel, rok 1987 jeśli mnie pamięć nie myli, część świetnej serii o nazwie "Wizards". Trudno dziś w to uwierzyć, ale liczyła ona jakieś parę tuzinów fajnych, odmiennych figurek rozmaitych czarodziejów - od takich niemalże archetypicznych, jak ta pokazywana dziś, do szalonych druidów czy jasnowidzów dłubiących w nosie w czasie czytania książki zaklęć. Kilkanaście takich figurek mam w swoich zbiorach, kilka się jeszcze pojawi, zapewne, w kontekście "Frostgrave".

Żałuję troszkę, że światło przy robieniu zdjęć niespecjalnie korzystnie odbija się od jej powierzchni, tłumiąc rozjaśnienia, nad którymi spędziłem sporo czasu. Ogólnie bardzo przyjemna miniaturka do malowania, choć ma element, za którym nie przepadam - wyrzeźbione na różdżce jakieś efekty magiczne. U mnie - pomalowane jak krystalizujące się opary lodu, ze średnim raczej skutkiem. Tak czy siak, z ogólnego efektu jestem zadowolony.

A jako że nie znalazłem w katalogu tej miniaturki z oznaczeniem imiennym, nadałem mu własne - pan Rotteblau poprowadzi drużynę śmiałków do ruin czarodziejskiego miasta.

Main hero of my 'Frostgrave' team - mister Rotteblau, wizard of unknown magic discipline, with elemental tendencies. Again, one of the older Citadel's miniature, 1987 if my memory serves me right. Part of excellent 'Wizards' series. It is hard to believe novadays, but this series numbered few dozen excellent, different miniatures - from archetypical ones, like the one shown today, through wild druids, to humorous seers picking its own noses during reading of magical tomes. Some of them I own in my collection and I think I will be able to paint few more for 'Frostgrave' games.

I pity that lights during taking photos shines too much from this miniature's surfaces as most of my highlights is not visible and I spent quite a long time painting them. It was, once again, very pleasant painting experience despite this miniature having one element which I'm not quite fond of - sculpted magic effects on the staff. I don't like it both as a sculpted part and I don't like my painted version, which I tried to look like frozing whisps of ice fog... With mediocre result I think. Anyway, I like final look of this complete miniature.

And, as I was unable to find this miniature listed in catalogues under its own name, I made my own - mister Rotteblau will lead my team of adventurers into the frozen magic city.