poniedziałek, 4 listopada 2013

Z półki Mormega: Ravenor (Omnibus)


W poprzedniej notce poświęconej książkom o inkwizytorze Eisenhornie, wspomniałem, że przeczytałem je po przeczytaniu trylogii Ravenora, czyli w kolejności odmiennej chronologicznie od powstawania tych opowieści. Czas więc przedstawić moją opinię na temat drugiego trójksięgu, opowiadającego - tym razem - historię Gideona Ravenora, akolity Eisenhorna, postaci na tyle ciekawej, że doczekała się własnego cyklu. Z góry powiem, że cyklu, w mojej opinii, znacznie lepszego od książek o jego mentorze. Na trójksiąg Ravenora składają się trzy książki - wydana w 2004 r. "Ravenor", w 2005 "Ravenor Returned" oraz młodsza o dwa lata "Ravenor Rogue". W omnibusie zawarte są także dwa opowiadania związane z treścią cyklu, "Thorn wishes Talon" oraz "Playing Patience".


Dan Abnett pisząc pierwszą książkę o przygodach Gideona Ravenora, zakładał niewątpliwie, że czytelnik będzie świadomy tego kim jego główny bohater i skąd wzięły się jego ograniczenia. Brak znajomości jego historii nie przeszkadzał mi jednak w lekturze, tym bardziej, że z biegiem opowieści większość pytań na temat przeszłości tego inkwizytora otrzymuje odpowiedź w formie wspomnień postaci. Nie są to informacje tak obszerne, jak te których dostarcza lektura trylogii Eisenhorna, powiedziałby że to raczej uzupełnienia, jednak wystarczają do zorientowania się w przeszłości bohatera.

Głównym bohaterem jest Gideon Ravenor, stosunkowo młody w kategoriach służby, niemniej jednak doświadczony i błyskotliwy inkwizytor, będący jednocześnie psykerem o wielkiej sile. Możliwości działania Ravenora są jednak mocno ograniczone - wskutek zamachu, o którym mowa w trylogii Eisenhorna, jego ciało zostało nieodwracalnie i w dużym stopniu zniszczone. Pozostał mu sprawny jedynie mózg. Bohater zamknięty jest w mobilnej "skrzyni", wzmacniającej jego umiejętności psioniczne, pozwalającej na komunikację głosową i podtrzymującą go przy życiu. Nietrudno się jednak domyślić, że - mimo wszystko - nie jest to najwygodniejsza forma istnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność ściśle fizyczną, wymagającą interakcji ze światem na zewnątrz pudła. Na szczęście utalentowany inkwizytor dysponuje zastępem pomocników.

Podobnie jak Eisenhorn i inni inkwizytorzy, Ravenor w trakcie swojej kariery otoczył się grupą osób, pomagających mu w prowadzeniu śledztw. Niektóre spośród nich przejął od swego mistrza - w ten sposób spotkamy po raz kolejny Harlona Nayla (jedną z moich ulubionych postaci drugoplanowych z tego cyklu) i Karę Swole, inne dołączają do niego przed rozpoczęciem akcji powieści lub w jej trakcie. Co ważne, praktycznie wszystkie z tych postaci drugiego, a czasem i trzeciego planu, są wyraźnie rozpoznawalne, mają swoje własne charaktery i nie sprawiają wrażenia zbyt papierowych, jak to często zdarza się w książkach BL. Nawet najmłodsza wiekiem i - zdawałoby się - najmniej ciekawa z tych postaci, Zael Effernetti, jest nie tylko pełnokrwistym podmiotem opowieści, lecz także jej elementem niemal kluczowym. Odgrywa także znaczną rolę w całkiem innej historii...


Głównym protagonistą Ravenora jest Zygmunt Molotch, geniusz w służbie zła, wychowanek heretyckiej akademii Cognitae, kształcącej jednostki wybitne i ponadprzeciętne. Obsesją Molotcha jest odtworzenie Enuncji, zapomnianego pierwotnego języka, protoplasty wszystkich innych języków. Znając go możliwe jest kreowanie rzeczywistości podług własnej woli, kontrolowanie bytów empyralnych - w skrócie, znając Enuncję, osiąga się boskość. Ten wybitny umysł otoczony jest galerią interesujących, choć z konieczności narysowanych nieco grubszą kreską pomocników i wspólników. Spośród nich wyraźnie wyróżnia się Orfeo Culzean, specjalista od... naprostowywania rzeczywistości i miłośnik przedmiotów pewnego szczególnego rodzaju.


Tak, mówiąc krótko, zdecydowana większość postaci całego trójksięgu jest krwista, zapada w pamięć i ma swoje wiarygodne motywy działania. Zdecydowany plus dla autora, gdyż moim zdaniem, pierwsza trylogia cierpiała nieco właśnie z powodu lekkiej papierowości sporej części osób przewijających się na jej stronach. 

A co z tłem opowieści? Hmm... Tu zdania są podzielone. Część czytelników twierdzi, że świat przedstawiony w "Ravenorze", a zwłaszcza w pierwszej z książek, "to nie jest czterdziestka". Jeszcze inni uważają, że to jak najbardziej świat boga-Imperatora, tyle że mocno nietypowy sektor, planety i spora część gadżetów. Prawda, jak to najczęściej bywa, leży pewnie gdzieś pośrodku. Faktem jest, że dla osoby przyzwyczajnej do opowieści spod szyldu Black Library, w których króluje bolter i miecz energetyczny, wizja cywilnego świata na jakimś imperialnym wygwizdowie, przedstawiona w ramach cyklu, jest trudna do przełknięcia. Miasta przypominają cyberpunkowe wizje tworzone w latach 90. minionego wieku (sam parokrotnie łapałem się początkowo na myśli, że pierwszy tom to opowieść praktycznie idealnie wpisująca się w realia tego gatunku), ludzie posługują się techniką, na widok której Adeptus Astartes mogliby paść trupem z zazdrości, a potężna broń w rękach księgowej mafii budzi lekkie skojarzenia z magicznymi mieczami zagłady, których pełno na łamach starszych książek z akcją osadzoną w uniwersach "AD&D". Jednocześnie jednak występuje wszystko to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni - zepsucie, stagnacja, korupcja, machinacje potęg skrytych za fasadą rzeczywistości. Nie będę ukrywał, że dla mnie wizja kilku takich planet, jakie przedstawił Abnett, jest pociągająca. W końcu na milionach planet skolonizowanych przez ludzi, pozostających w świetle Astronomiconu, z pewnością występują różnice dotyczące i form kontroli, i poziomu rozwoju i rozmaite inne. A że te, pokazane w "Ravenorze" są dość drastycznie odmienne od "standardu"? Trudno - ja to kupiłem.


Bardzo podobała mi się sama fabuła wszystkich trzech części, płynnie snująca się z tomu na tom, każdorazowo kończącego się jakimś cliffhangerem, odsłaniająca kolejne warstwy opowieści. Coś, co zaczęło się jako w miarę normalne śledztwo inkwizycyjne w sprawie potencjalnie spaczonych cieniem Chaosu narkotyków, przemieniło się ostatecznie w walkę o ocalenie Imperium przed przepowiedzianą zagładą. Niezwykle klimatyczne opisy walki psioników, doskonale, klimatycznie opisane działanie maszyn liczących, drobnych niuansów życia obywateli Imperium, ociekające kwaśną wodą dachy wieżowców miast - przed oczami mojej wyobraźni przewijały się tytuły dzieł podobnych klimatem - "Johnny Mnemonic", "Blade Runner", "Cyberpunk 2020"

Wizja jednej z rzeczywistości Imperium, stworzona przez Abnetta, to łakomy kąsek dla mistrzów gry prowadzących rozgrywki w "Dark Heresy", czy podobnej grze RPG. Opis działania rozmaitych kultów, instytucji imperialnych, prowadzenia śledztwa inkwizycyjnego, wzajemnych stosunków między rozmaitymi agendami - to bezcenny materiał do wykorzystania podczas własnych sesji.

Na sam koniec jeszcze kilka słów o dwóch opowiadaniach łączących poszczególne powieści. "Thorn wishes Talon" i "Playing Patience" to dwa całkowicie odmienne w stylu fragmenty układanki eisenhornowo-ravenorowskiej. Bez znajomości pierwszego opowiadania akcja drugiego i trzeciego tomu trylogii Ravenora pozostaje nieco niepełna. Opowieść druga to, z kolei, znacznie bliższa tradycyjnej wizji uniwersum 40K historia przyłączenia się Patience do trupy Ravenora - bardzo klimatyczna i rzucająca nieco światła na tę dość tajemniczą postać z anturażu inkwizytora.

Podsumowując tę nieco dłuższą niż zwykle recenzję, chciałbym serdecznie zachęcić do sięgnięcia po wszystkie książki z cyklu inkwizycyjnego - i te o Eisenhornie, i te o Ravenorze. Razem tworzą świetną, pełną wartkiej akcji opowieść nieco odmienną od większości fabuł z uniwersum 40K. Serdecznie polecam, czekając jednocześnie na kolejną powieść z szeroko pojętego cyklu, drugi tom przygód Bety Bequine, który ma ukazać się na rynku ponoć jeszcze w tym roku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Z wielką przyjemnością czytam zawsze wszystkie komentarze - pozytywne i negatywne, choć co do tych ostatnich wolałbym, by były merytoryczne. Zostaw ślad swojej obecności komentując lub dodając blog do listy obserwowanych.

I always read all comments with great pleasure - both positive and negative ones. Speaking about negatives - please be constructive and let me improve my blog. Comment or follow my blog.