piątek, 19 grudnia 2014

Urwiręka | Wristsplitter

Urwiręka - tak nazwałem piątego z pomalowanych w tej serii "godzinowych szkieletów". Wzór, jak wszystkie stare figurki, odlany jeszcze ze stopu z bardzo dużym dodatkiem ołowiu. Nie wiem, czy wypadek jaki mu się przydarzył, można zakwalifikować do kategorii "o jedno ustawienie pozy za dużo" i nastąpiło zmęczenie materiału, czy też figurkę dopadła ołowiana próchnica, reakcja w wyniku której ołów się kruszy. Fakt faktem, przy malowaniu miałem wrażenie, że miecz chwieje się pod dotykiem pędzla. Niezła faza, prawda? Musiałem chyba nawąchać się czegoś przy okazji czyszczenia aerografu. Ale nie! Miałem jednak rację, nie przywidziało mi się. Miecz ponownie zachwiał się pod delikatnym naciskiem włosia, po czym bezczelnie odpadł, zabierając ze sobą całą, kościstą dłoń. Pech. Na szczęście w miejscu łączenia udało mi się wkleić sztyft, wzmacniający połączenie klejem. Nie powiem jednak, żebym był specjalnie zadowolony, mam jakiś wewnętrzny uraz przed używaniem takich klejonych już wcześniej, wiadomo że uszkodzonych figurek.
A dla poprawy nastroju zdjęcia jegomościa Urwiręki i jego czterech towarzyszy. Godzinowych szkieletów jest już ogółem dziesięć.

Wristsplitter - this is the name of the last of recently painted "hourly skeletons". This particular miniature was casted, as it used to be, in lead rich alloy. I don't really know what happened. Maybe this is the case of "one pose change too much" illness, maybe it is a dreaded lead rot. I just noticed that sword is gently moving while painted. Well, to bo honest I felt a little strange. Metal bending under brush pressure? I have had to be high, right? But no! I was right, it wasn't some strange mind trick or trick of light. Next brush stroke and sword was visibly moving first, and then he just fall off taking skeletal hand too. Bad luck. Fortunately, I was able to pin both pieces and glue them together. I'm not too keen on using such miniatures though, as risk of damaging them again is high.
Photos of Wristsplitter and his four other "hourly" comrades at the bottom of the note. With this one finished, number of my "hourly skeletons" has reached ten. 








czwartek, 18 grudnia 2014

Na straży krypty | Crypt guardian

Trzeci i ostatni w mojej kolekcji (przynajmniej chwilowo) szkielet autorstwa Roya Eastlanda. Jak poprzednie, grube kości, bardzo grube ostrze broni i dość mało szczegółów (ale nie odbiega pod tym względem od innych wzorów Citadel z tamtego okresu). Podoba mi się jednak przeokrutnie, według mnie wygląda bardzo fajnie zarówno pod względem pozy, jak i rzeźby. Dość zadowolony jestem też z malowania. Co prawda, mógłbym nieco bardziej kontrastowo pomalować resztki spodni, pocieszam się jednak tym, że na żywo cieniowanie jest wyraźniejsze. Natomiast tarcza z motywem spływającej krwi jest, chyba, najlepsza z dotychczasowych, malowanych w ramach projektu "godzina na szkielet".

Third and sadly last in my collection skeleton sculpted by Roy Eastland. As two shown before, this one has thick bones, very thick blade and rather small number of details (as most Citadel made skeletons from this long gone-by era). I really, really like this miniature though, and I think it has a splendid pose and sculpt is rather nice too. I'm rather satisfied with my painting too. To be honest, pants could use little more contrast in highlighted areas, but it looks ok in reality. And I think that the shield with the symbol of spilled blood is the best so far amongst all skeletons painted in my "one hour per skeleton" project. 







środa, 17 grudnia 2014

Kosynier | Scytheman

Za starych, dobrych czasów 3. edycji WFB, jedną z jednostek armii ożywieńców, byli ponurzy kosiarze. Oddział szkieletów, uzbrojonych w kosy, był jednostką niemalże ikoniczną. Oczywiście, była to, w kategoriach gry, broń dwuręczna. Niespecjalnie jednak lubiłem wygląd plastikowych szkieletów uzbrojonych w kosy, jakie można było zbudować z modeli dostępnych w pudle Skeleton Army. Kosy były dość mikre, zgodne wielkością ze szkieletami, nie prezentowały się zbyt okazale. Co innego w przypadku figurek metalowych. Te wyglądały znacznie lepiej, sęk w tym, że miałem ich niewiele, z pewnością nie tyle, by złożyć z nich cały oddział.

Nadrabiam to po wielu latach, malując stare metalowe figurki. Pokazywana dziś to kolejny przykład działania Marauder Miniatures, tym razem figurka z zestawu MM50/4. Jak to z figurkami marauderowych ożywieńców bywa, szkielet jest z tych solidnie zbudowanych, grubokościstych, kosa również nie należy do maleństw. W przeciwieństwie do większości przedstawień tego narzędzia na figurkach produkcji GW, ta osadzona jest na sztorc. Nic, tylko ciachać!

In the old, good days of 3rd. edition of WFB, one of the iconic undead units was named Grim Reapers. Well, name tells everything - skeletons armed with scythes. Of course, scythes were counted as two-handed weapons. As I wasn't too keen on plastic skellies wielding scythes, which could be built from Skeleton Army boxed set, I built just a few of them then, and they were rebuilt as swordsmen later on. Scythes were too flimsy for my liking, they looked as perfectly in scale with plastic skeletons - thing, not imposing at all and looking stupid being held with one hand (I built my skellies with shields too). Metal miniatures of scythes wielding skeletons were different and much better, of course, but I have had just a few of them, not enough to make any unit.

Fast forward 20 years and I'm painting some of them now. Miniature shown today comes from Marauder Miniatures, it is part of MM50/4 pack. As most Marauder's undeads, this one is really big too, with thick bones, scythe is really big too. And it stands on end, which I really, really like. Just imagine some skeleton swinging it in your direction!







wtorek, 16 grudnia 2014

Sługus zła | Servant of evil

I jeszcze jeden z orków z Mordoru w malowaniu mojego brata, Mormega. Do pokazania zostało ich jeszcze dwóch, kolejni dopiero za czas jakiś. Ponownie, stary plastik, bez przeróbek z tego co widzę, za to z oryginalną, przeokrutną bronią - dwuręcznym nadziakiem. Znalezienie się po złej stronie tego narzędzia mordu na pewno nie jest przyjemne...

And one more of Mordor orcs painted by my brother, Mormeg. There are still two more of this batch to show, more of them in some future. Once again, this is old plastic miniature, no conversions here if I'm not mistaken too. Weapon seems original - two handed military pickaxe - one definitely wouldn't like to be on its wrong side during any fight....







poniedziałek, 15 grudnia 2014

Powrót na Pacyfik | Return to the Pacific

"Bolt Action", drugowojenna gra produkcji Warlord Games, po dość cichym starcie w naszym kraju, rozwija się coraz lepiej. Coraz więcej osób gra, coraz więcej pojawia się wpisów w sieci, organizowane są już rozgrywki, turnieje. Krótko mówiąc, dzieje się. I dobrze, dzięki temu mam trochę motywacji, żeby popracować nad swoimi żołnierzami amerykańskiej piechoty morskiej z okresu walk na Pacyfiku.

Ten konkretny, widoczny obok, malowany jest na konkurs forum "Strategie". Figurka to plastikowy składak z pudełka "US Marines" produkcji Warlord Games. O tych miniaturkach pisałem już wcześniej, przy okazji pokazywania wcześniej malowanych żołnierzy. Malowanie identyczne jak w poprzednich przypadkach. Oprócz dziś pokazywanego, gotowych mam już kolejną czwórkę, a następna siódemka jest w malowaniu. Kiedy ją skończę, będę miał dwie pełne drużyny, warte jakieś 400 punktów. Całkiem niezły start większych sił.


"Bolt Action" game by Warlord Games, depicting Second World War on tabletob, has silently launched in our country, but lately it is fast growing. More and more players join in, some tournaments are being held, some clubs are actively participating in leagues, etc. In short - game is getting popular, on our small, Polish wargaming scale. And it is great, as I'm being motivated to paint my American US Marines soldiers fightning against Japonese forces on the Pacific.

Today's figure is painted as a parto of "Strategie" forum painting competition and is made from plastic. It was kitbashed from various parts from "US Marines" boxed set by Warlord Games. I already have written about those miniatures, so nothing new here. Painting scheme was estabilished few months ago and I will stick to it, as I think miniatures look ok. Next four miniatures are finished as well, seven more are on my painting table. When I will finish them, first two squads will be ready for combat - about 400 points total. Nice start for much bigger force.







sobota, 13 grudnia 2014

Z otchłani czasu: Gwardia Imperialna część II | From the Abyss of Time: Imperial Guard part II

Przepraszam - zapomniałem o wpisach o Gwardii Imperialnej. Przerywam więc na chwilę pisanie o orkach, dokończę tłumaczenia tekstu o gwardzistach. Pierwsza jego część znajduje się tutaj, trzecia - i ostatnia - zostanie opublikowana, zapewne, w czasie zbliżających się Świąt.
Tekst poniżej pojawił się, po raz pierwszy, w 109. numerze "White Dwarfa". Jego autorem jest, prawdopodobnie, Rick Priestley.


Skinner czuł się świetnie. Miał wrażenie, jakby ulicą i jego ciałem popłynął prąd. Krwawe Szczury były rozstawione na prawo i lewo od niego, na ulicy nie było nikogo poza nimi. Na ich ulicy. Jak za starych czasów.

Nie było prawie żadnej różnicy – niemal nic się nie zmieniło. Nawet po osiemnastu miesiącach spędzonych na szkoleniu podstawowym w ładowni statku kosmicznego. Nawet mimo tego, że oficjalnie, teraz, byli drugim plutonem kompanii F, 23. Pułku Vintorskiego Gwardii Imperialnej. Nawet, mimo że Rubblebead zamiast swoich bomb domowej roboty, dźwigał wyrzutnię rakiet.

Nawet mundury można było przyjąć za dobry omen. Szansa, że będą takie, była – najwyżej – jak jeden na sto. A jednak, dzięki farbowaniu w lokalnych barwnikach systemu Hoptor, mundury miały kolor rudej czerwieni. Kolor zastygłej krwi. Barwy Krwawych Szczurów.

Hoptor IV był jak dawno nie widziany dom. A Krwawe Szczury miały dla siebie nowe terytorium do opanowania.

Praktyka zabierania skalpów, obcinania uszów lub innych trofeów była częstym zjawiskiem zwłaszcza na prymitywnych, dzikich światach, gdzie uważano ją za miernik sprawności w boju. Zabieranie trofeów jest również częste wśród gangów z miast-rojów, które pod względem kulturowym w wielu aspektach można porównać do grup plemiennych z dzikich światów na poziomie technologicznym sprzed odkrycia prochu strzelniczego. Przykładowo, na Necromundzie, wiele gangów ucina jako trofeum mały palec prawej dłoni. Trofea są bardzo ważnym dowodem sprawności w walce, a przez to przydatności dla Gwardii Imperialnej.

Pułk Gwardii Imperialnej rekrutowany jest w czasie jednego poboru spośród mieszkańców jednej planety. Pułk zostaje następnie przetransportowany na swoje miejsce pobytu, nie otrzymuje jednak uzupełnień strat. Ze względu na wielkie rozmiary Imperium i olbrzymią liczbę zamieszkujących je ludzi, transport personelu mało kiedy jest opłacalny, biorąc pod uwagę olbrzymie koszty, ryzyko i związane z podróżą przesunięcia czasowe. W wielu pułkach wychowywane są jednak dzieci gwardzistów, które zaciągane są do jednostki w momencie osiągnięcia odpowiedniego wieku. Do tego czasu wypełniają zadania porządkowe i pomocnicze, mogą też walczyć w oddziale probitorów wraz z resztą pułku, oczekując na pełne wcielenie do niego, kiedy wyróżnią się w walce.

Ze względu na brak ciągłego naboru, pułki często są bardzo osłabione, ocenia się, że wiele posiada obecnie mniej niż połowę stanu osobowego z okresu tuż po zaciągu. Niekiedy, tak jak w przypadku pułku 22/4 Valeria, dwa lub więcej pułków służących na tym samym świecie, może zostać scalonych, tworząc nową jednostkę, której nadawana jest nazwa od świata, na którym służą jej żołnierze – jeśli oddziały macierzyste pochodzą z różnych światów.

SZKOLENIE I PRZYDZIAŁ
Rekruci Gwardii Imperialnej są już częściowo wyszkoleni, ze względu na służbę w planetarnych siłach obronnych, z których są rekrutowani. Szkolenie zaawansowane, nauka obsługi rozmaitych broni i przeróżne ćwiczenia mają miejsce w trakcie długiej podróży z macierzystego świata pułku do miejsca przeznaczenia.  Imperialną normą jest wysyłanie jednostek Gwardii z dala od ich ojczystej planety, by zminimalizować ryzyko buntu. Podróże te mogą trwać wiele miesięcy, a nawet lat. Kiedy pułk Gwardii dotrze, w końcu, do miejsca stacjonowania, jest już świetnie wyszkoloną, sprawnie działającą jednostką bojową, gotową stawić czoła niemal każdemu przeciwnikowi.

Gwardia Imperialna jest najczęściej kierowana w strefę wojny lub na planetę, która wymaga stacjonowania garnizonu. Służba tego rodzaju rzadko kiedy okazuje się łatwa tak, jak mogłoby się zdawać – często bowiem garnizon Gwardii Imperialnej musi najpierw zdobyć daną planetę, lub też odbić ją orkom, czy innym obcym. Rzadziej spotyka się przydział do świty Wolnego Kupca, czy Zakonu Tytanów w roli Secutorów - oddziałów pomocniczych.

Pułk Gwardii, który ma szczęście w walce, może spodziewać się oddania mu planety, na której stacjonuje, we władanie. Kiedy świat taki jest pokojowy i spłaca nakazane daniny, dowódca pułku może liczyć, z czasem, na otrzymanie tytułu gubernatora, a weterani jednostki, wycofani z aktywnej służby ze względu na wiek,  na znaczne nadziały ziem. W swoim czasie pułk przeistoczy się w rodzaj dziedzicznego stanu szlacheckiego, niemal nieodróżniającego się od pokojowej ludności miejscowej. Potomkowie oryginalnego garnizonu mogą potem trafić, najpierw, do sił planetarnej samoobrony, a następnie do pułków Gwardii Imperialnej, które powstaną na planecie.

Zdarza się, czasami, że władza i obowiązku piastowanego stanowiska skorumpują dowódcę pułku, mianowanego gubernatorem planety, na której stacjonuje jego jednostka. Może on pokusić się o rebelię, jak miało to miejsce w przypadku 3. Pułku Varradion na planecie Bradur IV. W takich przypadkach sprawiedliwość imperialna jest szybka i bezlitosna – mniej niż sto dni po rozpoczęciu buntu, pałac gubernatora był celem szturmu Kosmicznych Marines z 3. Kompanii Legio Astartes Pijących Krew, których rozkazy brzmiały jasno – nie brać jeńców, nie przyjmować kapitulacji.

ZAOPATRZENIE
Pułk otrzymuje broń i wyposażenie podczas tworzenia, dowódca jednostki może domagać się od Administratum przydziału sprzętu niezbędnego do wykonania konkretnego zadania. Ponieważ jednak żądania tego rodzaju spełniane są dopiero po pewnym czasie – i nie ma gwarancji ich wysłuchania – wiele pułków przejmuje kontrolę nad fabrykami i warsztatami światów, na których pełnią służbę.

W trakcie powstawania jednostki dostarczane są też mundury – nie są one jednak potem wymieniane. Zadanie zapewnienia dostaw tego rodzaju spoczywa w całości na barkach dowódcy pułku. W starych pułkach rzeczą całkowicie normalną jest mieszanina mundurów, różniących się pomiędzy plutonami. Podstawowy wzór munduru pozostaje ten sam, opisują go rozkazy imperialne, jednak kolor i materiał, z którego jest wykonany, może się różnić w zależności od dostępności zaopatrzenia.  Dlatego, przykładowo, dowódca może nakazać rekwizycję stanów magazynowych jakiejś fabryki na świecie, na którym stacjonuje jego oddział, jednak kiedy dostępny będzie materiał jedynie w kolorze błękitnym, nowe mundury będą miały właśnie ten kolor.



Sorry - I totally forgot about finishing Imperial Guard text, which was posted four months ago. So, I decided to switch from orks back to Guardsmen. You can read first part of this text here, third will be posted probably on Christmas.
This text was originally published in "White Dwarf" magazine, issue no, 109. It was written, probably, by Rick Priestley.

Skinner felt good. Electricity seemed to come up through the street and flow through his body. The Blood Rats were ranged out to right and left of him, and people were keeping off the street. Their street. Just like the old days.

It hardly felt any different - the old feeling was still there. Even after eighteen months in the belly of a spaceship in basic training. Even though they were now officially the Second Platoon, F Company, 23rd Vintor Regiment, Imperial Guard. Even though Rubblehead was toting a missile launcher in place of his home-made bombs.

Even the uniforms were a good omen. A hundred- to-one shot, minimum. Owing to local dyestuff supplies in the Hoptor system, the uniforms were a rusty brown. The colour of dried blood. The colours of the Blood Rats.

Hoptor IV was a home from home. And the Blood Rats had some fresh turf to carve themselves out.

Particularly on feral worlds, the taking of scalps, ears, and other trophies is encouraged as an index of martial prowess. Trophy-taking is also common among hive world gangs, which are similar in many cultural respects to the tribal warbands of pre-gunpowder feral worlds. On Necromunda, for example, many gangs take the smallest finger of the right hand as a trophy. Trophies are all-important proof of martial prowess, and thus of worthiness to join the Imperial Guard.

An Imperial Guard Regiment is recruited from a single planet at a single raising. The Regiment is shipped to its posting after it is raised, but does not receive replacements for losses. Because of the vastness of the Imperium, and its huge Human population, it is rare for the transport of personnel to justify the huge costs, risks and time-lags involved. However, in many Regiments the Guardsmen's offspring are brought up within the Regiment, and are recruited when they come of age. Until that time, they perform menial and support duties, and may fight as a probitor unit alongside the rest of the Regiment, being fully inducted into the Regiment when they have proved themselves in battle.

Because of the lack of ongoing recruitment, it is common for Regiments to become severely depleted, and it is thought that a great many Imperial Guard Regiments are currently at less than half their founding strength. In some cases, such as the 22/4 Valeria, two or more Regiments serving on a world may be combined to form a new Regiment, which is given the name of the base world if its parent Regiments came from different homeworlds.

TRAINING AND DEPLOYMENT
Recruits to the Imperial Guard are already partially trained by virtue of their service with the planetary defence forces from which they are recruited. Advanced training, weapon cross-training and various drills take place during the long voyage from the Regiment's homeworld to their posting. Since it is Imperial policy to post Imperial Guard units well away from their homeworld in order to minimise the risk of revolt, these voyages can take months or even years. By the time an Imperial Guard unit arrives at its destination, it is a highly-trained and cohesive force, ready for almost any eventuality.

The Imperial Guard is most often deployed into war zones or on planets where a garrison is required. Garrison postings are seldom the easy tasks they may seem, for often an Imperial Guard garrison has to conquer a world, or recapture it from Orks or other aliens, before they can garrison it. Less common postings include attachment to the entourage of a Rogue Trader, and posting to a Titan Order as Secutor support troops.

A successful Regiment can look forward to being granted the overlordship of the planet to which they are posted. If the planet remains peaceful and meets all its quotas, the Regimental Commander may in time be rewarded with the title of Imperial Commander and the governorship of the planet, while substantial land grants maybe made to Guard veterans who retire from active service due to old age. In due course of time, the Regiment will become a hereditary nobility, almost indistinguishable from the now-peaceful native population. The descendants of the original garrison may well be recruited, first into the planetary defence force, and then into the Imperial Guard Regiments that are raised there.

Occasionally, the powers and responsibilities of office may corrupt a Regimental Commander who is appointed Governor of his garrison planet, and he may be tempted to rebel, as in the case of the 3rd Vorradion Regiment on Bradur IV. In such cases, Imperial justice is swift and total - less than a hundred days after the rebellion began, the governor's palace was assaulted by the Space Marines of 3 Company, Legio Astartes Blood Drinkers, with orders to take no prisoners and accept no surrender terms.

A Regiment is supplied with weapons and other equipment at its foundation, and a Regimental Commander may request equipment from the Administratum for a particular task. However, since these requests can take some time to process and are by no means certain to be approved, many Regiments will take over factories and workshops on the world to which they are assigned.

Uniforms are supplied at the foundation, but are not replaced thereafter; it is the responsibility of the Regimental Commander to arrange the supply of such items, and in an old-established Regiment it is common for uniforms to vary from platoon to platoon. The basic pattern of the uniform will remain the same, as laid down by Imperial regulations, but its colour and material will vary according to what is available at the time. Thus, for example, a Regimental Commander may requisition a batch of material from a factory on the Regiment's posting world, and if only blue material is available, then the replacement uniforms will be blue.


czwartek, 11 grudnia 2014

Szkielet z półtorakiem | Skeleton with a bastard sword

Mój projekt "godzinowych" szkieletów ma się całkiem, całkiem. Pan widoczny obok został pomalowany, rzecz jasna, właśnie w jego ramach. To jeden ze szkieletów Maraudera, wyprodukowanych pod koniec lat 80., czy też może nawet na samym początku lat 90. minionego wieku, jeden z pięciu z paczki MM.1. Niestety, chyba jedyny z tego zestawu, jakiego posiadam. Bardzo podobają mi się te marauderowe szkielety, choć wiele osób uważa, że są kiepskie - za duże, za toporne. Może i tak, niemniej jednak chętnie przygarnę ich więcej:)

My "one hour per skeleton" little project is still running of course, mostly silently, in the background. The skelly shown in this post is part of this project. This is one of Marauder's skeletons, released in very late 80s., or maybe very early 90s., I don't remember precise year now. One of the five skeletons from MM.1 pack, sadly - the only one in my possession. I really like those skellies from Marauder but I know that many collectors and players don't like them - they are much bigger then earlier skeletons, they are lacking any significant details too. Still - I like them and I will gladly collect more.








wtorek, 9 grudnia 2014

Zielony Rycerz z I Legionu | Green Knight of the I Legion

Model widoczny obok, to kit bash - korpus i plecak z zestawu Company Veteran Squad, hełm pochodzi z zestawu FW Astartes w zbrojach Mark III - te hełmy wydają mi się odpowiadać najbardziej fluffowi I Legionu - łapki, miecz i pistolet pochodzą z zestawu FW Legion MK III Power Weapons Set. Zestaw ten, swoją drogą, to mój najgorszy zakup od FW, najgorszy pod względem jakości. Kiedy zobaczyłem, w jakim stanie są nadesłane części, przez chwilę odebrało mi mowę, potem ją odzyskałem, ale to co cisnęło mi się na usta nie nadaje się do przytoczenia. Koniec końców, nad opiłowaniem i nadaniem kształtu w miarę przypominającego pożądany ramionom, a zwłaszcza dłoni z pistoletem, spędziłem najwięcej czasu. Figurka na zdjęciach ma najlepszy odlew dłoni z pistoletem spośród pięciu, jakie wchodziły w skład zestawu. Każdy kolejny był gorszy od poprzedniego. Nawet teraz na stole stoi wyrzut sumienia w postaci przygotowanego do malowania Legionisty. Rączka z pistoletem odebrała mi jednak ochotę do jego malowania - dlatego wróciłem do Epica, przynajmniej na chwilę. Przyjdzie jednak czas i na tego nieszczęśnika - Dziewięciopalcego...jeśli rozumiecie co mam na myśli.

Po dłuższej zabawie z pilnikiem w dłoni, różnice w stosunku do odlewów dobrej jakości nie rzucają się jednak w oczy, przynajmniej z dużej odległości. Przynajmniej taką mam nadzieję. Odnośnie malowania - to na fotkach widać efekt próbnego malowania - pomyślałem sobie, żeby spróbować wycieniować zbroję Anioła, zielonym, nomen omen, starym, dobrym Dark Angels Green - powinien przecież pasować. Efekt, jaki jest, każdy widzi, mnie nie powalił. Malowanych potem kolejnych Aniołów cieniowałem już Shadow Grey, wyglądają lepiej, przynajmniej w mojej opinii. Tak czy siak, dzisiaj prezentuje się Zielony Rycerz z "(...) the First Legion, the Only Legion (...)".

Kiedy go pomalowałem, najbardziej podobał mi się habit, czy też tunika. Jakoś komża nie chce przejść mi przez ściśnięte usta, pomimo tego że słownik online tak tłumaczy ang. surplice. Cholera, w sumie kto to wie, co to jest? Habit bez rękawów? Tunika rycerska, tyle tylko, że trochę długa, bo do kostek? Komża? Nie wiem. Najbardziej adekwatna byłaby tunika, mam jednak wrażenie, że tuniki sięgały do połowy ud, co najwyżej. No niech tam, nie o tym chciałem pisać ale o kolorach. Jak już pisałem, byłem nią zachwycony, potem jednak pomalowałem kolejnych DA z jaśniejszymi komża..., tzn. tunikami, a niedawno zobaczyłem tutorial na stronie Tale of Painters i... już kompletnie mi się nie podoba.
- Mormeg

This model is kitbashed - torso and backpack come from Company Veteran Squad set, helmet is taken from Astartes in Mk III Armour set by FW (I think Mk. III helmets suit I Legion's fluff the best), and arms, sword and pistol are taken from Legion Mk III Power Weapons Set. This set holds the not so distinguished title of absolutely the worst FW product I have ever bought. Quality wise of course. When I saw how bits look like, I was speechless first. When I was able to talk again, I cursed and cursed again. I'd like to also add that arm with pistol used for this model was definitely the best quality from my pack. Every next bit was worse and worse and worse. Even now I have one assembled Legionary miniature standing close to my painting station, waiting for its turn. But I was so disheartened after this whole situation, that decided to switch my painting to Epic models again, at least for awhile... But I'm sure this Legionary will be painted eventually. The Nine-Fingers Legionary, if You know what I mean...

Anyway, after long minutes of careful sanding and filing, I decided that arms and especially hand with pistol resemble appropriate body parts and weapn - from far away, of course. Painting was kind of experimental. I wanted to try highlightning with good, old Dark Angels Green. It should be right color, right? Well, final effect is yours to see, I'm not particulary happy how it turned out. Two next DA are painted with highlights done with Shadow Grey paint and I think they look better. Anyway - here it is, Green Knight from '(...) the First Legion, the Only Legion (...)'.

When it was finished, I liked his surplice the most. Then I painted few more Dark Angels with lighter surplices... And then I saw tutorial published on Tale of Painters website... and I don't like my painted surplice anymore...
- Mormeg