czwartek, 18 września 2014

Druga godzina z kośćmi | Second hour with the bones


Ok, trochę skłamałem. Tym razem "godzinowy" z założenia szkielet zrobił się ponad półtoragodzinny. Wszystko przez tarczę. Niespecjalnie miałem pomysł na to, jak miała wyglądać. Najchętniej pomalowałbym ją w kolorach kontrastowych do czerwieni, jakieś bladości niebieskie, widmowe zielenie. Wtedy jednak zupełnie nie pasowałaby do tarcz moich pozostałych szkieletów. A czachy nakleić, ani pomalować, nie mogłem. Figurka wykorzystuje starą tarczę, osadzaną na metalowym bolcu, tworzącym umbo. Wzoru jakiegoś przesadnie skomplikowanego wymyślać też nie chciałem - trudno się je maluje na takich niewielkich powierzchniach, guz pośrodku dodatkowo limituje rysunek. Stanęło na skapującej, malowanej krwi... i niespecjalnie mi się podoba. Cóż, czasem trzeba iść na kompromis z samym sobą.
Sama figurka bardzo fajna, moim zdaniem, choć płaska jak deska. Pobawiłem się troszkę patynowaniem pancerza, dodałem rosnące mchy na dechach tarczy. Skończone, wstawione w gablotkę, zakończone.


Ok, this is a lie. "An hourly" skeleton took a little more then a hour and a half, mainly because of shield. I didn't really know how to paint it. It would look best painted in some colors contrasting with red, as light blue or ghostly greens. But then this shield would be totally different then shields of my other skeletons. And I couldn't use decal of skull or paint skull as this is old style shield, with metal peg casted on the miniature being visible as a shield boss. Limited space severly limited my choice of suitable designs (and lack of freehand skills too I'm afraid) so I finally settled on this design - streaks of blood. And, to be honest, I don't really like it. Well, sometimes one have to compromise.
Miniature itself is great, I really like it, even with it being flat. Very flat. I fancied myself with painting some verdigris, added green moss on the shield too. Finished, at last. Another skeleton is done.















wtorek, 16 września 2014

Nowi Mroczni Eldarzy | New Dark Eldars


Z fotek następnego White Dwarfa, krążących w Sieci, widać że będzie to numer poświęcony Mrocznym Eldarom. Armia fajna wizualnie, w swojej najnowszej odsłonie, niemniej jednak na pewno się nią nie zajmę. I tak mam już za dużo srok trzymanych za ogon w garści. Z fotek widać jednak, że w zasadzie wszystkie zapowiadane nowe figurki będą miały sporo innych zastosowań, niż tylko torturowanie w szeregach kosmicznych okhrrrropnie złych elfów. Nowy Hoemonculus po drobniutkich przeróbkach będzie idealnym dowódcą kultystów Chaosu, może nawet da radę zrobić z niego jakiegoś nekromantę. Wracki świetnie nadają się na wyznawców Mrocznych Potęg, choć całkowicie innych w stylu, niż kultyści obecni choćby w "Dark Vengeance". Pięknie będą też wyglądać w drużynach inkwizytorów, jako członkowie tajnych kultów, czy - znowu po przeróbkach - jako serwitorzy. Naprawdę fajne miniaturki.
Z zapowiedzi kolejnego WD wynika, że kolejny tydzień chyba znowu bez niczego do WFB. A szkoda....


Photos of next WD's pages are widely circulating the Net, and it is clear that this will be a Dark Eldar themed issue. This is very nice looking army I think (in its latest version of course), but one thing is certain - I won't paint anything for it... I have too many projects on my hands already. But... Photos show that all new miniatures have tremendous potential as a basis for conversions for other armies. New Hoemonculus will be excellent Chaos cultist leader, maybe even some cool levitating necromancer. Wracks will be great as Chaos followers too - different in style then the ones from "Dark Vengeance", but really good too. They will make excellent members of inquisitorial kill teams, members of some secret cults or servitors. I really, really like these new releases.
Unfortunately, White Dwarf issue no. 35 seems to be without WFB contents again... It's a pity...






poniedziałek, 15 września 2014

Dobosz i druga grupa dowodzenia amerykańskiej milicji | Drummer and second command group of American militia


Kolejny bębniarz i druga z grup dowodzenia amerykańskiej milicji z czasów wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Moja ulubiona figurka z całego zestawu - wzór w sumie podobny do poprzedniego dobosza, ale i staranniej odlany, i jakoś, moim zdaniem, po prostu ciekawszy. Malowany tymi samymi barwami, co chorąży i dowódca, tyle że odwróconymi. Często robiono tak w ówczesnych armiach, by wyróżnić sygnalistów. 

Another drummer and second command group of American militia from the times of Independence War. This is my favourite miniature from the whole group - figure itself is similar to the second drummer, but its casting is much better and I think the pose is better too. Painted with the same colours as standard bearer and commander but with reversed places. It was common in the armies of this period, to make signalists more visible.









piątek, 12 września 2014

Z otchłani czasu: Gwardia Imperialna część I | From the Abyss of Time: The Imperial Guard part I

GWARDIA IMPERIALNA
Kapitam Worlak odchrząknął z zadowoleniem, kiedy rozbite wrota fortecy zmieniły się w atomy, a kompania J ruszyła na pozycje zdrajców. Pluton szturmowy Horrena odpalił plecaki rakietowe i poleciał w kierunku wejścia. Wkrótce będzie po wszystkim.
Worlak potarł szramę na swoim porośniętym szczeciną policzku, machinalnie wiodąc palcami po zygzakowatych bliznach, będących oznaką Wojownika Kratch. Obawiał się, że jego 42. pułk Vorgarn zostanie przydzielony do innych zadań, ponieważ pochodzili z tego samego świata, co zdradziecki 38. Zadbał o to, by jego przełożeni dowiedzieli się o przechodzącej z pokolenia na pokolenie krwawej wróżdzie pomiędzy Kratchami z 42-go i Tarshami z 38-go. Napisał kilka długich raportów, zgłaszając się do zadania wytępienia 38-go - wymazania tej plamy na honorze ich macierzystej planety, przysłużenia się sprawie Imperium, przy wykorzystaniu trwającej od stuleci wrogości, przywołał zresztą tyle argumentów, ile tylko zdołał wymyślić.
Nie wspomniał, rzecz jasna, o najważniejszym powodzie - o tym, że zdrajcami z 38-go dowodził Tarsh Mardik. Wrogość kulturowa pomiędzy jednostkami akceptowano jako coś normalnego, ale osobiste animozje pomiędzy dowódcami mogły zakłócać działania bojowe, były więc surowo zabronione.
Olbrzymi wybuch obwieścił zdobycie cytadeli, Worlak odpalił swój motor odrzutowy i ruszył do przodu, jednocześnie włączając komm-łącze. Musiał się upewnić.
- Horren, jakie wieści?
- Mamy bunkier dowodzenia, kapitanie.
- I?
- Mamy też tego, którego pan chciał.
- Doskonale. Nagroda was nie minie.
- Już nas wynagrodzono, kapitanie trezny. Horren użył słowa Kratchów oznaczającego przywódcę wojowników, dodając do niego najwyższy z możliwych tytuł honorowy. Imperium przestało się liczyć - to była sprawa Vorgarów, a Horren był wojownikiem Kratchów bardzo zadowolonym ze swojego dowództwa. Wrzaski, słyszalne w tle, podkreślały jego słowa.

Worlak stał pośrodku rumowiska, w jakie zmieniło się centrum dowodzenia, dowódca zdrajców był zakuty w łańcuchy, trzymano go z dala od ciał jego ludzi. Pobladł, gdy Worlak zdjął swój zakrywający twarz hełm, odsłaniając pusty oczodół w miejscu prawego oka.
- To ty!
- Tak, Tarsh Mardik, to ja. - Zdjął kurtkę mundurową, a na sygnał jeden z jego podwłądnych rozkuł jeńca. Inni utworzyli wokół nich nieregularny krąg.

- Dawno się nie widzieliśmy, nie, Mardik? – Worlak wyciągnął zza cholewy buta zakrzywiony nóż Kratchów o wysadzanej srebrem rękojeści. 
- Ile to? Ze dwadzieścia pięć standardowych lat Terry? Myślałem, że już mnie pewnie zapomniałeś. Ale ja wciąż pamiętam. Ten oczodół mi przypomina. - Rzucił nóż na podłogę bunkra i wycofał się tak, by broń leżała dokładnie w połowie odległości między nimi.
- Jesteś mi winien oko, Tarsh Mardik. I przyszedłem po nie.
Dwaj mężczyźni jednocześnie rzucili się w kierunku noża.

WPROWADZENIE
Imperium jest olbrzymie, a w całej galaktyce wojny toczą się bez przerwy. Rebelie wybuchają i zostają stłumione; Orki, Tyranidzi i inne obce rasy atakują na tysiącu frontów; heretyccy prorocy pojawiają się i giną; nowe światy są odkrywane, wcielane do Imperium i pacyfikowane w jego imieniu. Czasami wydaje się, jakby cały wszechświat ogarnięty był wojną.
I, prawdę mówiąc, przynajmniej z punktu widzenia szeregowych żołnierzy Gwardii Imperialnej, tak właśnie jest. Gwardia Imperialna to zdecydowana większość olbrzymiej machiny wojennej Imperium; jej żołnierze rekrutowani są spośród sił obrony planetarnej milionów światów Imperium, Gwardia to potęga wojskowa złożona z ludzi i istot zbliżonych do ludzi.
Nikt nie zna dokładnej wielkości Gwardii Imperialnej, jedynie olbrzymi Codex Exercitus, utrzymywany na Terze przez najwyższe kręgi Administratum, zawiera dane niezbędne do przeprowadzenia takich wyliczeń. Istnieją, oczywiście, pewne przybliżenia i szacunki - niektórzy twierdzą, że gdyby wszystkich gwardzistów ustawić jeden obok drugiego, pokryliby powierzchnię wszystkich planet jakiegoś tam systemulub utworzyliby łańcuch ciał z Terry do jakiejś tam planety. Jedno jest tylko pewne - Gwardia Imperialna jest niewyobrażalnie liczna.
Ze względu na swoją wielkość, Gwardia jest, również, organizacją niesłychanie zróżnicowaną. Opisanie składu każdej kompanii i plutonu, określenie każdej różnicy w organizacji drużyn, wyposażeniu i taktyce, wymagałoby pracy znacznie przewyższającej objętością ten artykuł, a do jej napisania nie starczyłoby żyć wielu dodatkowych skrybów, nie mówiąc o życiu uniżonego sługi piszącego ten tekst. Z konieczności, zatem, musimy zadowolić się opisem wyposażenia standardowego, najczęściej spotykanych rodzajów pododdziałów i taktyk.
Nieoficjalnym, lecz bardzo często spotykanym zwyczajem pośród oddziałów Gwardii Imperialnej jest przyjmowanie Oznak Bojowych. Są to metalowe, nitowane plakietki, które oficerowie sprzedają gwardzistom po zakończeniu co cięższych walk. Na oznace wybita jest nazwa i data starcia. Żołnierze z dumą prezentują takie pamiątki bitew, w których brali udział, a same plakietki są mocowane do hełmów i pancerzy, często nawet zamiast oficjalnych oznak oddziałów.
PUŁKI GWARDII IMPERIALNEJ
Główną jednostką Gwardii Imperialnej jest pułk. Różna jest ich liczebność, niemniej jednak większość pułków świeżo po powołaniu liczy od 2000 do 6000 ludzi. W każdym z nich służą ludzie wcielani z tej samej planety, a każdy z żołnierzy Gwardii uważa się najpierw i przede wszystkim za żołnierza pułku, a dopiero potem armii, do której trafia po ustanowieniu jednostki.
Pułki noszą nazwy pochodzące od nazwy macierzystej planety i numery - na przykład: 8. nekromundzki, jest ósmym pułkiem Gwardii Imperialnej powołanym w trakcie konkretnego poboru na planecie-roju Necromunda. Dowódcy jednostek nadają im często nieformalne nazwy, 8. nekromundzki to "Pająki", jego żołnierze wykorzystują również symbol pająka jako rodzaj nieoficjalnego emblematu. Ich dowódca, pułkownik Raeven Mortz, hoduje nawet śmiertelnie niebezpiecznego nekromuńskiego pająka zielonogrzbiecego jako maskotkę.

KOMPANIE
Pułki dzielą się na kompanie, ich liczebność i skład jest niezwykle zróżnicowany. Kompania to najważniejsza jednostka taktyczna Gwardii Imperialnej. Trzonem kompanii jest zmienna liczba plutonów, w zależności od potrzeb, możliwości i preferencji osobistych dowódców dołączane są do niej rozmaite oddziały specjalne i maszyny - roboty, pojazdy, bronie wsparcia, jednostki sojusznicze, itp.

PLUTONY
Standardowa struktura plutonu Gwardii Imperialnej, według Codex Exercitus, to sekcja dowodzenia i do czterech drużyn gwardzistów. Sekcja dowodzenia to oficer (zazwyczaj kapitan lub porucznik), pewna liczba żołnierzy-specjalistów, takich jak medyk, komisarze, ordynans, który może także nieść sztandar plutonu, a także - czasami - dołączona grupa sankcjonowanych psykerów i kilku normalnych gwardzistów. Drużyna to sierżant i dziewięciu gwardzistów. Drużyny zawsze podlegają sekcji dowodzenia, zawsze też działają w ramach plutonu.

REKRUTACJA
Każdy z zasiedlonych światów Imperium posiada własne planetarne siły obronne, stworzone z ludności planety. Lex Imperia de munimente publica określa, że każda planeta powinna powołać i utrzymywać siły tego rodzaju, a inne dekrety imperialne nakazują, by jednostki wojskowe tego rodzaju dostarczały rekrutów dla Gwardii Imperialnej.

Do Gwardii powołani zostają najlepsi żołnierze planetarnych sił obronnych, ich liczba musi zgadzać się z kwotą wyznaczoną przez Administratum. Administratum wydaje polecenia powołania określonej liczby żołnierzy, posługując się skomplikowanym systemem probabilistycznym, uwzględniającym przewidywane starcia i możliwość wybuchu nowych wojen, wspartym Imperialnym Tarotem. Zapotrzebowanie to przekazywane jest do Dowódców Imperialnych poszczególnych planet. Dowódcy mogą potem wdrożyć określoną politykę kontroli populacji, obejmującą kolejne pokolenia, uwzględniając otrzymane wymogi liczby żołnierzy Gwardii oraz własne zapotrzebowanie na siłę roboczą.

Zapotrzebowanie określane jest zazwyczaj w stosunku do każdego pokolenia, jednak w czasach wielkiej potrzeby Administratum może wymagać przeprowadzenia dwóch lub więcej poborów za życia jednej generacji. Przykładowo, w trakcie wojen Herezji Horusa, od Necromundy wymagano przeprowadzenia dziesiątków poborów, które dostarczyły Gwardii ogółem setek milionów żołnierzy. Podobne ciężary nałożono na wiele światów-rojów, natomiast wiele z planet rolniczych niemal ogołocono z ludności. Potem, przez kilka pokoleń zwolniono je z poboru, pozwalając w ten sposób na odtworzenie się populacji.
Żołnierze planetarnych sił obronnych uważają powołanie do Gwardii za wielki zaszczyt. Wielu młodych ludzi, zwłaszcza na planetach-rojach lub planetach fabrycznych, chętnie wstępuje do sił obronnych w nadziei, że zostaną uznani za godnych wstąpienia do Gwardii Imperialnej - co jest ich jedyną szansą na ucieczkę z ich klaustrofobicznych światów ojczystych.

Metody rekrutacji różnią się w zależności od światów. Na światach-rojach, takich jak Necromunda, do planetarnych sił obronnych powoływane są całe gangi - w praktyce legitymizuje to ich działania i daje im formalną kontrolę nad jakimś obszarem. Najbardziej skuteczne z gangów - a niektóre są tak skuteczne, że zagrażają stabilności wielkich terenów – powoływane są w całości bezpośrednio do Gwardii, formując całe plutony lub kompanie. Na światach średniowiecznych lub dzikich, żołnierze planetarnych sił obronnych rekrutowani są spośród kast wojowników, często poprzez serię prób i zadań. Otrzymują oni nazwy takie jak Rycerze Pana Gwiazd lub Wojownicy-Orły. Najlepsi spośród nich, ponownie wybrani w szeregu prób, mają szansę dołączyć do Wojowników z Gwiazd, kiedy na niebie zawisną ich potężne okręty. Wojownicy pochodzący z niektórych prymitywnych planet popełnią rytualne samobójstwo, jeśli nie uda im się przejść prób rekrutacyjnych.

Powyższy tekst pojawił się po raz pierwszy w 109. numerze pisma "White Dwarf". Jego autorem jest - prawdopodobnie - Rick Priestley.


THE IMPERIAL GUARD
Captain Worlak grunted with satisfaction as the gates of the fortress were blown to atoms and J Company advanced on the Traitor's position. Horren's assault platoon gunned their jump packs and flew forward into the gateway. It would all be over soon.

Worlak rubbed one band over his stubbled chin, automatically tracing the zigzag scars that were the mark of a Warrior of the Kratch. He bad feared that his 42nd Vorgarn would be assigned to some other duties because they were raised from the same homeworld as the traitor 38th, and had made sure that his superiors knew of the hereditary blood-feud between the Kratch of the 42nd and the Tarsh of the 38th. He had written long dispatches pleading for the duty of stamping the 38th out - to eradicate this stain upon the honour of the homeworld, to make a centuries-old cultural enmity serve the Imperial cause, and as many other arguments as be could muster.

He did not, of course, mention his strongest reason - that the traitors of the 38th were led by Tarsh Mardik. Cultural enmities between units were accepted as natural, but personal vendettas between commanders could interfere with judgement, and were sternly discouraged.

A huge explosion announced that the citadel was taken, and Worlak burled his jetcycle up and forward, puncbing the comm into life as be did so. He had to find out.

"Horren. What news?"
"We have the command bunker, Captain."
"And?"
"We have saved the one you wish."
"Good. You will be rewarded."
"We are rewarded already, Captain trezny." Horren used the Kratch word for a leader of warriors, with the highest honorific suffix. The Imperium was all but forgotten - this was a Vorgarn affair, and Horren was a Kratch warrior who was very happy with his leadership. The screams which could be beard in the background bore out his words.

Worlak strode into the wreckage of the command centre to find the traitor commander chained up, away from the bodies of his men. He paled visibly as Worlak took off his visored helmet, revealing the empty socket of his right eye.

"You!"
"Yes, Tarsb Mardik. Me." He stripped off his uniform jacket, and at his signal one of his men unchained the captive. The others bad begun to spread out into a loose circle around the two.
"It's been a long time, eh, Mardik?" Worlen drew the silver handled Kratch bunting knife from his boot. "What must it be - twenty-five years, Terra standard? I expect you'll almost have forgotten by now. But I never forgot. I have this empty socket to remind me." He dropped the knife on the floor of the bunker and backed away until the knife was exactly halfway between the two of them.
"You owe me an eye, Tarsh Mardik. And I've come to collect."

Simultaneously, the two men lunged forward for the knife.

INTRODUCTION
The Imperium is vast, and wars are constantly raging throughout the galaxy. Rebellions flare up and are crushed; Orks, Tyranids and other alien races attack on a thousand fronts; heretic prophets rise to brief glory and are destroyed; new worlds are discovered, claimed for the Imperium, and pacified. At times, it seems, the whole universe is at war.

Indeed, as far as the line troopers of the Imperial Guard are concerned, the whole universe is at war. The Imperial Guard makes up the vast bulk of the Imperial military machine; recruited from the planetary defence forces of the Imperium's millions of worlds, it is a huge military force of Humans and Abhumans.

No one man knows the true size of the Imperial Guard, and only the huge Codex Exercitus, maintained on Terra by the highest ranks of the Administratum, contains the necessary data for such a calculation. There are some guesses and rumours - some say that if the whole of the Imperial Guard were paraded shoulder-to-shoulder they would cover the entire planetary surfaces of such-and-such a system, or stretch from Terra to such-and-such a star. The only thing known for certain is that the Imperial Guard is unimaginably vast.

Because of its enormous size, the Imperial Guard is also an incredibly diverse organisation. To define the configuration of every company and platoon, to describe every variation in troop organisation, equipment and tactics, would require a work many times the size of this one and the lifetimes of many scribes beside your servant who writes this. Of necessity, then, we must confine ourselves to standard-issue equipment, common troop types and conventional tactics.

IMPERIAL GUARD REGIMENTS
The major unit of the Imperial Guard is the Regiment. Precise numbers vary, but most Imperial Guard Regiments are raised with a strength of 2,000-6,000 men. Each regiment is raised from a single homeworld, and the Imperial Guard trooper regards himself as belonging first and foremost to the Regiment rather than the Army to which it is assigned at its raising.

Regiments are identified by the name of their homeworld, and a number - for example, the 8th Necromunda Regiment is the eighth Regiment of the Imperial Guard to have been raised from the hive world of Necromunda at a particular raising. Regiments are often given unofficial names by their commanders; thus, the 8th Necromunda Regiment call themselves 'The Spiders', and use the symbol of a spider as an unofficial emblem. Their commander, Colonel Raeven Mortz, even goes so far as to keep one of the deadly Necromundan Greenback spiders as a pet and mascot.

COMPANIES
Regiments are divided into companies, which can vary widely in their size and composition. The company is the major tactical unit of the Imperial Guard. The heart of a company is composed of a varying number of platoons, and various specialist units and machines are attached to the company as need, availability and individual preference dictate - robots, vehicles, support weapons, ally contingents and the like.

PLATOONS
The Codex Exercitus gives the standard configuration of an Imperial Guard Platoon as a Command Section and up to four squads. A Command Section consists of an Officer (normally either a Captain or a Lieutenant), a number of specialist troops such as a Medic, a Commissars, an Orderly who may carry the platoon's standard, and perhaps an attached group of Sanctioned Psykers, in addition to rank-and-file Guardsmen. A squad consists of one Sergeant and nine Guardsmen, and is always attached to a Command Section. Imperial Guard squads always act as part of a platoon.

An unofficial, but very common practice, amongst units of the Guard is the adoption of Battle Badges. These riveted circular metal plates are sold to Guardsman by their officers after major wars and battles The Battle Badge simply has the name of the action and date stamped onto it. The troopers are proud to display such records of their battles and the badges are fixed to helmets and body armour even taking precedence over official unit Insignia.

RECRUITMENT
Each of the populated worlds of the Imperium has its own planetary defence force, raised from among its population. The lex imperla de munimenta publica lays down that each planet shall raise and maintain a planetary defence force, and a further Imperial decree provides that these planetary defence forces shall provide recruits for the Imperial Guard.

Recruitment for the Imperial Guard creams off the elite of the planetary defence forces, according to a series of quotas set by the Administratum. Using a complex system of probability computations and battle forecasts backed up by the Imperial Tarot, the Administratum issues a requirement for troops, which is passed down to the Imperial Commanders of individual planets. The Imperial Commander can then formulate his population control policy for the next generation around the Administratum's requirement for Imperial Guard troops and his own requirements for labour.

Quotas are normally set each generation, but in times of great need, the Administratum may require a planet to supply two or more raisings from a single generation. During the wars of the Horus Heresy, for example, Necromunda was required to provide dozens of separate raisings, supplying the Guard with hundreds of millions of troops in total. Many hive worlds suffered similar burdens, while at the other end of the scale, many agricultural and feral worlds were almost entirely stripped of their meagre populations, and had to be left for several generations in order for their populations to recover.

Among the planetary defence forces, it is considered a great honour to be chosen for recruitment into the Imperial Guard. Many young hopefuls, especially on hive worlds and factory planets, flock to the planetary defence force in the hope of being found worthy of the Imperial Guard - their only chance of escape from their claustrophobic homeworlds.

Methods of recruitment vary according to the world involved. On hive worlds such as Necromunda, it is common to draft entire street gangs into the planetary defence force - in effect, to legitimise their activities and give them formal control of an area. The most successful of these - and some are so successful as to threaten the long- term stability of a wide area - are drafted as complete platoons or companies into the Imperial Guard. On feral and mediaeval worlds, the planetary defence force is recruited from the warrior caste by a series of trials and ordeals, and given names such as the Knights of the Star Lord or the Eagle Warriors. The greatest of these, chosen again by trial, may join the Warriors from the Stars when their great ships come out of the sky. Some feral-world warriors will commit ritual suicide if they fail to meet recruitment criteria.

This text was published for the first time in "White Dwarf" magazine, in issue no 109. It was written, probably, by Rick Priestley.


czwartek, 11 września 2014

Godzinowy szkielet | An hourly skeleton


W ramach odpoczynku od innych robótek malarskich, postanowiłem pomalować - w końcu - całą, duża grupę starych, metalowych szkieletów. Różnią się one znacząco od współczesnych wzorów, nie przeszkadza mi to jednak. Planuję wykorzystać je w dwojaki sposób. Po pierwsze, będą wykorzystywane jako jednostka przyzwana. Po drugie, z ciężej opancerzonych, których jest, zdaje się, większość, zrobię oddział Grave Guards.
Założenie jest proste - maluję każdego w czasie zbliżonym do godziny. Ten widoczny poniżej zajął mi jakieś 50 minut. To produkt Marauder Miniatures, dość naiwny w rzeźbie, ale ja lubię takie... Postanowiłem, że dla dalszego odróżnienia od moich pomalowanych szkieletów, każdy z tych nowych będzie miał oczodoły rozjarzone magicznym blaskiem nekromantycznej magii.



I finally decided to paint a whole large group of old metal skeletons which I own inbetween of other painting jobs. These old miniatures are significantly different from modern version, but I like it. I plan to use them in two ways. First as a summoned unit. Second, more heavily armored ones, and I think this is most of my group, will form Grave Guards unit.
There is one additional assumption - I will paint every one of them in just one hour. This one took about 50 minutes to finish. This is old Marauder Miniatures product, simple and slightly naive sculpt, but - as I said - I have a soft spot for such miniatures. I decided to paint all these "hourly" skeletons with eye sockets glowing with necromantic magic, to further differentiate them from my older figures.






środa, 10 września 2014

Piąty wyznawca Mrocznych Potęg | Fifth follower of the Dark Powers

Obecne tempo malowania moich kultystów, mięsa armatniego Czarnego Legionu, zaczyna mnie przerażać;) To już trzecia figurka w ciągu niespełna miesiąca, jak tak dalej pójdzie, do końca roku dobiję do dziesięciu pomalowanych miniaturek... Malowanie zbliżone do wcześniejszych, obowiązkowy czerwony akcent. Pobawiłem się nieco NMM malując maskę na głowie. Wyszła może za czysta na wyznawcę Chaosu, niemniej jednak niespecjalnie lubię brudzić swoje figurki. Sama miniaturka jest doskonała - pięknie zrobione fałdy płaszcza, małe detale w rodzaju powiewającej sprzączki - malowała się sama.

My present speed of painting these cultists, cannon fodder for my Black Legion army, scares me;) This is third painted miniature of this kind in this month. It means that I will have at least ten painted cultists by the end of this year;)... Painting itself is very similar to the previous followers of the Dark Powers, with mandatory red part of the uniform. I want them to look as belonging to one unit after all. It was rather fast job, with only two areas taking longer to paint - face mask, where I tried to use NMM and weapon, where flat areas are boring without some additional marks. Mask is, maybe, a little too clean for a Chaos follower of such lowly status, but I'm not a big fan of dirtying up my miniatures. Figure itself is great - excellent folds of the coat, lovely details, like the buckle - it was very enjoyable to paint.








wtorek, 9 września 2014

Chorąży amerykańskiej milicji | American militia Standard Bearer


Druga miniaturka drugiej grupy dowodzenia amerykańskich milicjantów z czasów wojny o niepodległość USA. Jedyny chorąży w całym zestawie. Podobnie jak poprzednio pokazany oficer, tak i ten ubrany jest w ciuchy cywilne, z akcentami wojskowymi - wyłogami. Starając się utrzymać spójność kolorystyczną całej grupy dowodzenia, pomalowałem go w identycznych kolorach, co dowódcę. W rzeczywistości oddziały milicji, choć posiadały określone w swoich regulaminach umundurowanie, jedynie na początku kampanii wyglądały jednolicie, a i to nie wszystkie pułki. Przy malowaniu kierowałem się, choć jedynie bardzo ogólnie, barwami Kontynentalnego Korpusu Strzeleckiego z lat 1778-79. Sztandaru nie ma - zamawiający wykona go we własnym zakresie. Układ rąk figurki wskazuje, że będzie go można wykonać jedynie lekko pofałdowany, co z pewnością znacznie polepszy wygląd miniaturki.


Second miniature from the second command group of American militia unit from the period of American Revoulutionary War. The only standard bearer in the whole blister pack. As with the previously shown officer, this one is wearing civilian clothes too, with some added military details. To tie command group miniatures together, I used the same colors on all figures. In reality, militia units were uniformly clothed on the very beginning of war only. Colors were inspired by Continental Rifle Corps 1778-79. As this is yet another commissioned miniature, I didn't paint the banner. Owner of the figure wants to make it by himself. I think that the pose of the figure's hands allows to make standard fully unfolded, which will enhance greatly look of this miniature.






niedziela, 7 września 2014

Figurkowy Karnawał Blogowy

Jesień zbliża się wielkimi krokami, a to chyba idealna pora na zrobienie na blogu czegoś nowego. Nie figurkowego per se, niemniej jednak związanego z figurkami, a może, szerzej, z grami bitewnymi. Zainspirowany Karnawałem Blogowym, rozkręconym w Polsce przez Borejkę w jego kawałku sieci, i działającym już ładne parę lat, postanowiłem przenieść to do naszego, wargamingowego światka. Nazwa prosta - Figurkowy Karnawał Blogowy - w odniesieniu ale i w odróżnieniu od roleplejowego poprzednika. Zasady również nie powalają stopniem komplikacji - pozwoliłem sobie je niemal w całości "pożyczyć" z naszego grofabularnego odpowiednika.

Pomysł na Karnawał jest następujący: osoba prowadząca (czyli obecnie ja) podaje temat dotyczący szeroko pojętych gier bitewnych, figurek, malowania i podobnych spraw. Na ten, zadany, temat wypowiadają się inni blogerzy chcący wziąć udział w zabawie.

Po miesiącu (czyli na początku października) przekażę pałeczkę prowadzącego komuś chętnemu, w jego gestii pozostanie wybór kolejnego tematu. Przykłady takowych: moja pierwsza figurka, największa klęska w grze, malowanie sztandaru, jak radzić sobie z wypaleniem figurkowym.

Aby wziąć udział w tej zabawie wystarczy, że chętny opublikuje na swoim blogu wpis powiązany z aktualnym tematem edycji. Potem wystarczy, że powiadomi prowadzącego, najlepiej poprzez komentarz na jego blogu z linkiem do swojego wpisu. To będzie też odpowiednie miejsce do zgłoszenia siebie jako prowadzącego kolejną edycję. Każda z nich potrwa miesiąc. Po jej zakończeniu prowadzący daną edycję zamieści na swoim blogu notkę z podsumowaniem i linkami do wpisów biorących udział w danej edycji i odeśle na blog kolejnego prowadzącego.

A temat pierwszej edycji Karnawału to... tradam... nasze początki figurkowo-bitewne.

Robię się stary. Truizm, fakt, niemniej jednak nic tego nie zmieni. Czuję to w powietrzu, czuję to w wodzie, czuję w kościach, czuję to w tym, o czym myślę, czuję to w tym, czym się przejmuję i co mnie obchodzi. Czuję to, w końcu, również w hobby, w tym co mnie zajmuje i bawi. Nadal kręcą mnie nowe gry (a raczej figurki), wciąż śledzę nowości, łapię się jednak na tym, że coraz więcej mojego czasu poświęcam na wspominki i czytanie o starociach. Nie wiem - być może to chwilowe, być może zostanie mi to już na stałe - i zramolenie, i narzekanie, i przeglądanie starych katalogów.

Ale, ale... Miało być o inspiracjach i początkach, a nie o bolących stawach. Kiedy zacząłem interesować się grami bitewnymi był przełom 1990 i 1991 r. Coś tam widziałem, jakieś pojedyńcze miniaturki, czytałem jakieś książki poruszające ten temat, ale to wszystko nie było jeszcze to. Nie za bardzo orientowałem się z czym to się je, jak się gra. Nie pomagał fakt, że książki do których miałem dostęp traktowały gry bitewne jako rozwinięcie kampanii gry fabularnej. Warhammera poznałem dopiero kilkanaście miesięcy później, początkowo zresztą jedynie dzięki kolegom. Ktoś z nich miał własny egzemplarz WFRP i trzeciego wydania WFB. Dopiero wtedy zajarzyłem dokładniej o co w tym wszystkim chodzi i trochę mi się wyklarowało. Przez kolejnych kilka czy kilkanaście miesięcy nie miałem swoich figurek. To może dziwi sporą część czytelników, ale te dwadzieścia lat temu w Polsce dostęp do figurek był zdecydowanie trudniejszy niż obecnie... Moje pierwsze bitwy rozgrywane były na żetonikach, skserowanych z książkowego Warhammera. Polem bitwy była rozłożona wersalka, teren szczątkowy, za to wyobraźnia gnała w tempie dziś dla mnie niewyobrażalnym.  Armią, która wówczas wywarła na mnie największe wrażenie byli zielonoskórzy. Archetypowi przeciwnicy w grach rozmaitego sortu, w Warhammerze ciut odmienni poprzez ten pokręcony, czasem głupi, czasem mroczny, niemniej jednak zazwyczaj śmieszny dodatek w postaci akcentów humorystycznych. Ta odmienność była świetnie podkreślana poprzez rzeźby Kevina Adamsa, nie jedynego twórcy Citadel, robiącego goblinoidy, na pewno jednak tego, który wywarł niezatarty wpływ na wygląd tej rasy w całym wargamingowym przemyśle. Pokręcone, obarczone przesadnie wielkimi, klownowatymi w proporcjach lecz spiczastymi nosami, pełne złośliwości i zwierzęcego sprytu, rzeźby Adamsa były dla mnie - i są - kwintesencją tego, czym sa zarówno gobliny, jak i orki. Za najlepszy okres Goblinmastera uważam właśnie schyłek lat 8o. i początek lat 90. Jego wizja złośliwych i okrutnych, niemniej jednak słabych fizycznie i działających jedynie w kupie goblinów jest bardzo bliska mojemu postrzeganiu tych istot...

Wciąż jednak zapominam, że miałem pisać o swoich początkach. Kiedy jeszcze zastanawiałem się na co przeznaczyć swoje ciężko uciułane, studenckie pieniążki, myślałem o dwóch armiach. Pierwszą były wspomniane orki i gobliny, zwizualizowane - poza figurkami - w opowiadaniach Billa Kinga, zdjęciach z podręczników i White Dwarfów, do których miałem już wtedy dostęp, pojedynczych miniaturkach. Drugą były ożywieńce, podobające mi się ciut mniej (ale tylko ciut), mające za to znaczną przewagę. Były zdecydowanie tańsze, jako że szkielety, rydwany i konnica były dostępne w plastiku. Nie pomnę już dokładnych relacji cenowych, wydaje mi się jednak, że różnica w liczbie figurek jakie mogłem kupić za zaoszczędzone pieniądze, była mniej więcej 3 do 1 na korzyść trupów. Z perspektywy biednego żaka wybór nie był żadnym wyborem, byłem wręcz zmuszony zająć się nieumarłymi... Nie, żebym jakoś szczególnie żałował;)

Kiedy już podjąłem decyzję, odwrotu specjalnie nie było. Undeady zajęły mnie skutecznie na wiele lat, natomiast orki i gobliny trafiły do pudeł i na półkę, czasami uzupełniane, czasami malowane, jednak z każdym mijającym miesiącem przemawiały do mnie słabnącym głosem. Zmieniła się stylistyka figurek GW. Choć te i nieco nowsze niż trzecia edycja, i te całkiem nowe uważam za fajne, brak w nich tego czegoś, co do dziś przyprawia mnie o nieco szybsze bicie serca, gdy oglądam zdjęcia ołowianych staroci. Ciężko to określić... Czy to powiew - ówcześnie - świeżości? Dynamika starych rzeźb? Trudny do przekazania humor starych miniaturek? Może, po prostu, nostalgia? Nie wiem. Jedno jest tylko pewne - tamte figurki podobają mi się, po prostu, bardziej. Wiadomo, obiektywnie patrząc, są mniejsze, z materiału mniej odpornego na transport i konwersje, zazwyczaj mniej szczegółowe. A jednak, kiedy na nie patrzę, przed oczami wyobraźni stoi mi scena z opowiadania "Jeźdźcy wilków" Billa Kinga, w której stary gobliński szaman wjeżdża na grzbiecie wielkiego wilka w rozwaloną bramę granicznego fortu, z wiedźmim ogniem nadal pełzającym na szczycie magicznego kostura...

O tym, zresztą, już kiedyś pisałem.

P.S. Zapomniałem wspomnieć, że fajne logo zawdzięczamy uprzejmości i umiejętnościom Gonza z bloga BlackGromStudio.


piątek, 5 września 2014

Prosto z pudełka: budynki kartonowe z Baltazar Games | Straight from the box: Cardboard buildings from Baltazar Games

Baltazar Games to niewielka polska firma, zajmująca się produkcją gier karcianych oraz kartonowych makiet budynków, przeznaczonych do gier bitewnych. Ze stroną wydawnictwa można zapoznać się tutaj.

Producent był tak uprzejmy, że przesłał mi do zrecenzowania kilka swoich budynków. Przesyłka dotarła do mnie zabezpieczona w sposób idealny - w grubej, tekturowej kopercie przeznaczonej do przesyłki sztywnych materiałów papierniczych. Dziewięć arkuszów kartonu w formacie A4 było dodatkowo zapakowane w folię, zabezpieczającą przed zamoknięciem. Na arkuszach znajdują się następujące budynki - wieża strażnicza (dwa arkusze), dwa różne wzory drewnianych skrzyń (dwa arkusze), kamienica (dwa arkusze) oraz mała chatka. Ostatnie dwa kartony są w całości zapełnione nadrukowanym wzorem kocich łbów, który można wykorzystać jako podstawki zmontowanych makiet. Jest to nieco powiększony zestaw "Placówka handlowa", dostępny na stronie wydawcy w cenie 18,45 PLN.

Karton wykorzystany do druku jest bardzo dobrej jakości, sztywny, biały od strony wewnętrznej. Strona zadrukowana zawiera siatki budynków oraz ich nazwy. Nadruk jest bardzo dobrej jakości, druk jest wyraźny i precyzyjny, kolory nasycone, w odpowiednich miejscach cieniowane lub rozjaśniane. Wielkość makiet pozwala na wykorzystanie ich w grach z figurkami 28 mm "heroic", choć niektóre co większe miniaturki w skali 20 mm również będą wyglądać dobrze.

Siatki budynków są proste, ich montaż nie sprawi żadnych problemów nawet początkującym modelarzom. Podstawowe bryły złozone są z dwóch, góra trzech elementów, klejonych na zakładkę. Dochodzą do tego dachy, kominy oraz podstawki i model jest gotowy. Dzięki temu  można błyskawiczne wykonać nawet dużą liczbę makiet. Rysunki ścian, dachów i innych elementów terenu pozbawione są znaczniejszych "śladów eksploatacji", jak - przykładowo - bluszczu pnącego się po murach, zacieków czy odpryśniętego tynku. Szczerze mówiąc - wolę takie podejście. Pozwala to na samodzielne postarzenie makiet, bez przejmowania się różnicami między śladami zaprojektowanymi przez twórców budynków, a tymi, które robię samodzielnie.

Pewne zastrzeżenia mam do kolorów - na kartonie wyglądają znakomicie, mam jednak wrażenie, że czerwień dachówek jest troszkę zbyt ciemna. Zmieniłbym również część krawędzi, na przykład desek widocznych w ścianach budynków. Są realistycznie cieniutkie, przez co z odległości metra praktycznie zanikają. To, oczywiście, jedynie moje subiektywne wrażenia, w niczym nie zmniejszające przydatności makiet.

Werdykt? Doskonałe w swoim rodzaju modele, przypominające nieco stylem wykonania kartonowe modele Games Workshop z lat osiemdziesiątych, staranniejsze i lepiej wydrukowane od kartonowych modeli zawartych w starszych edycjach pudełkowych Warhammera. A - dodatkowo - tanie i polskie. Jestem za.

Baltazar Games is a small Polish company, producer of card games and cardboard wargaming buildings. You can visit publisher's website here.

The cardboard buildings which I'm writing about today were received from publisher, specifically for reviewing purposes. Package was very sturdy - cards were inside rigid cardboard envelope, additionally protected by a foil. Nine sheets of A4 cardboards contains - watchtower (two sheets), two different designs of wooden crates (two sheets again), tenement house (two sheets) and small cottage. Last two cards are printed with cobblestones and may be used as bases for assembled buildings. Very similar set is available at the producer's webstore as a "Trade outpost" for about 10 EUR.

Cardboard used is of very good quality, rigid, white on the inner side. Printed side contains parts of the models (with names). Printing is very good too - there are no smears, miscolorations, blurred lines, etc. Colors have good saturation and are properly shaded or highlighted. Models are designed for 28 mm scale miniatures but they will be good for larger 20 mm (1:72 scale) figures too.

Models are very simple, with just few parts for buildings and one for crates. All connections are made with overlapping parts of the walls and roofs. Assembling even large number of such buildings is certainly fast. All parts are devoid of weathering and additional elements, such as , for example, ivy or damaged plaster. To be honest - I prefer such pristine condition as I like to add my own elements and usually mixing my own and printed ones is a bad idea;)

I have mixed feelings about some colors. They do look excellent on the paper but red used on slates is rather dark and I think subtle variations of colors will just disappear on the table. Second - edges of most elements are realistically thin (like edges of planks) and they are barely visible when somone is looking at the model being some distance away.

Final opinion? Well, excellent cardboard models, slightly similar in style to the old Games Workshop produced cardboard buildings from mid eighties, better designed and of higher quality then buildings added to boxed Warhammer sets from mid nineties too. Additionally - cheap and Polish:).