środa, 22 października 2014

Marsowa mina | Stern face

Powolutku zbliżam się do końca zamówienia (którego znaczną część widać w poście wcześniejszym). Widoczny obok milicjant z taką surową, marsową miną, to część ostatniego zestawiku amerykańskich patriotów. Ostatnia szóstka jest malowana odrobinkę innymi barwami - chcąc trochę "przyciemnić" ogólny obraz całego, pomalowanego oddziału, w tej ostatniej szóstce jest trochę więcej ciemnych kolorów. Ten pan, przykładowo, ma niemal czarny płaszcz.

Slowly I'm finishing painting commissioned group of American War of Independence militiamen - large part of this group is visible in the earlier note. The one miniature visible here, the one with such a stern face, is the part of the last group of miniatures, which are being painted in a slightly different colors. I think that overal tone of the whole unit is a little too bright so the final six miniatures are darker. Today's miniature wears, for example, a faded black coat.







piątek, 17 października 2014

Amerykańska milicja | American militia

Praktycznie koniec zamówienia. Zostało wykończenie czterech figurek, jednak ponieważ jutro zdecydowana większość figurek wędruje do właściciela, nie będę miał już szansy zrobić im grupowego foto. Okazało się, że nie mam specjalnie warunków do robienia zdjęć takim sporym grupom. Wyszło jak wyszło, to co widać, to jakieś marne resztki zrobionych fotografii, jednak okazały się najlepsze jakościowo. Powiem tylko, że nie miałem nawet świadomości, że tych figurek jest tak sporo. Oraz, że zdecydowanie lepiej wyglądają w grupie, niż pojedynczo.

Well, it is almost the end of this commission. There are still four miniatures waiting for adding some minor details but as I'm giving whole lot to the owner tomorrow, I won't be able to make a final, group photos. As it turns out, I don't really have enough room to make such "cinematic" shots.... Photos below are the only ones left after deleting the worst of them (like 90% of all). Let me say that I wasn't aware how big this group is. And I think that they look much better as a group then as single miniatures.






środa, 15 października 2014

Alarielle, wieczna królowa Wysokich Elfów | Alariell, Everqueen of High Elves

Dziś coś mocno odmiennego od tego, co zazwyczaj pojawia się na blogu. Nie dość, że nie mroczne, nie paskudne, nie pałające żądzą krwi, nie dość, iż z ludu Asur, to jeszcze sama wieczna królowa Alarielle. Figurka to jej starsza wersja, sprzed jakichś 15 lat. Pomalowałem ją w ramach barteru za figurki. Z jednej strony, nie mogłem poświęcić na nią zbyt wiele czasu ze względu na "koszt" malowania, z drugiej, chciałem pomalować ją dość efektownie. Trochę przeciwstawne dążenia, a rezultat oceni właściciel. Mam nadzieję, że będzie zadowolony. Przy pracy nad nią doszedłem do wniosku, że tego rodzaju postacie powinny być jednak malowane techniką NMM - dającą bardziej pastelowy, łagodny efekt finalny, niż ostre, metaliczne wykończenia farb tradycyjnych.

Today is something entirely different then my usual entries. Nothing dark, nothing hideous, nothing barking to the moon or howling its bloodlust. High Elf miniature and - more specifically - Alarielle the Everqueen. Miniature is the older version of this character, released some fifteen years ago. It was painted in exchange for some undead miniatures missing from my collection. Well... what can I write about painting. I couldn't paint this figure to my highest level due to exchange worth. At the same time, I wanted Alarielle to look, simply, good. Two very different, contrary strivings, results will be judged by the owner. I just hope he will be satisfied. And one more note - I think that such delicate miniatures would be better looking painted in NMM, as NMM finish is much more gentle then hard, metallic finish of the traditional paints.








wtorek, 14 października 2014

Ork z włócznią | Spear armed orc

Mój brat ostatnio wpadł w ciąg malarski, produkując niemal seryjnie kolejnych orków do swojej armii Ciemności z Władcy Pierścieni. Oprócz tych pokazywanych niedawno i dziś, gotowe są już kolejne maszkary - co bardzo mnie cieszy, bardzo lubię oglądać malowania Mormega. Bohater dzisiejszego wpisu to również plastikowa figurka, siłą rzeczy nieco uproszczona, wzbogacona kolejną tarczą maruderów Chaosu i drobną konwersją broni i jej chwytu.

My brother is chain-painting orcs lately, finishing his Mordor orcs in batches. This one is the last from the first four painted, next ones are already finished - and I'm really glad of it. Hero of today's entry is another lowly plastic orc, made a little different thanks to Chaos Marauders shield, and slight reposition and conversion of the spear.







niedziela, 12 października 2014

II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego: ulubiony model

II edycja Figurkowego Karnawału Blogowego toczy się pod patronatem Gonza z bloga Black Grom Studio, a jej tematem jest "Ulubiony model". Strasznie ciężki temat. No bo jak to, z tych dziesiątków, a może i setek figurek poukrywanych w pudełkach, walizach, porozstawianych na regałach i wciśniętych w kartonach między inne skarby gracza, wybrać jedną, jedyną figurkę? Ale skoro trzeba, to trzeba. Dokonałem w myślach przeglądu swoich miniaturek, przypominając sobie te, z którymi łączą mnie szczególne więzy. W końcu zostały tylko trzy, trójca kawałków metalu, mające dla mnie szczególne znaczenie. O tym najbardziej ulubionym napiszę za chwile, najpierw jednak dwie figurki ciut mniej... ale też ulubione.

Pierwsza to dawny wzór wighta, oryginalnie wyprodukowany przez Citadel w ramach, bodajże, ich pierwszej licencji na miniaturki z "Władcy Pierścieni". Zobaczyłem go kiedyś w katalogu producenta, jeszcze zanim miałem jakiekolwiek figurki na własność i... po prostu musiałem go mieć. Trafił do mnie wraz z pierwszym zamówieniem i do tej pory uczestniczy w każdej bitwie moich Undeadów, w roli czempiona jednej z jednostek szkieletów. Wybrałem go ze względu na czas i wspomnienia.

Druga figurka to widoczny poniżej model necrarcha. Jedna z bardzo nielicznych, jeśli nie jedyna miniaturka z mojej kolekcji, która nie jest pomalowana przeze mnie. Prezent od mojego brata Mormega, doskonałe malowanie, świetna sama figurka i duży ładunek emocjonalny z nią związany. Jeszcze raz dzięki Bracie!

Natomiast zwycięzcą jest... model Czerwonego Hrabiego. Był, mam wrażenie, pierwszym dostępnym modelem wampira na koniu, produkowanym przez Games Workshop i trafił idealnie w swój czas. Wyprodukowano go w 1997 r., jako bohatera wydanej wówczas pudełkowej kampanii "Circle of Blood". W tym samym roku Games Workshop organizował pierwszy Wielki Turniej Warhammera, na który się wybrałem (nie, nie pytajcie które miejsce zająłem;)). Model konnego wampira świetnie wpisywał się w moją listę armii, z zadowoleniem przyjąłem więc jego ukazanie się, mimo tego, że do rozpoczęcia zawodów zostało tylko parę dni. Pamiętam, że malowałem go jeszcze dzień przed odjazdem do Wielkiej Brytanii, po rozmowie telefonicznej z którymś z mailorderowych trollów. Zapytałem go, czy zasada WYSIWYG będzie bezwzględnie obowiązująca... Oczywiście, tak, z całą pewnością, modele jej nie spełniające będą usuwane z gry lub będą mieć wyposażenie widoczne na figurce... I tak mój wampir nie dostał kopii, walczył jakimś magicznym mieczem. Oczywiście, głównie z przeciwnikami, którzy nie przejmowali się drobiazgami tego rodzaju, jak zgodność wyglądu z rozpiską;)

Do dziś Red Duke zajmuje zaszczytne miejsce w mojej kolekcji, czasem jest generałem, czasem którymś z pomniejszych bohaterów, niemniej jednak pojawia się na stole w praktycznie każdej mojej grze. I do dziś podoba mi się jego malowanie, choć, zapewne, teraz pomalowałbym go ciut lepiej.





czwartek, 9 października 2014

I jeszcze raz amerykańska milicja | And one more time American militiaman


Dawno na blogu nie gościło nic historycznego, może czas więc na powrót amerykańskiej milicji z czasów wojny o niepodległość USA. Figurka to - ponownie - jeden z wzorów milicjantów stanów północnych produkcji braci Perrych. Jako że jestem bezpośrednio po malowaniu starych figurek produkcji Citadel, mogę napisać w zasadzie jedno. Wstyd, panowie bracia, wstyd. Jakość odlewu, a miejscami i rzeźby tego milicjanta, jest parę klas niżej od wzorów Citadel sprzed jakichś dziesięciu lat. Ręce, po prostu, opadają.
Żeby nie pozostawić jednak tak negatywnego wrażenia, przyznam się, że malując tą figurkę dowiedziałem się czegoś nowego. To, że włosy wiązano w tak zwany harcap, to rzecz wiadoma. Widać to na sporej części figurek tej milicji. Zaciekawiło mnie jednak, jak nazywa się sam jedwabny woreczek na włosy, z tą fantazyjną kokardą na górze. I otóż, czego nie wiedziałem, nazwa ta brzmi zaiste uroczo - harbajtel. Pięknie, prawda?


It's been a long time since something historical was presented here, on my blog. So I think it is time to return to the miniatures of American militiamen from the War of Independence period. Miniature is - again - one of the Northern States militia figures released by Perry brothers. And, as I'm currently painting some older Citadel stuff too, I can write just one thing. Shame on you, Perry brothers, shame on you. Quality of the cast, and quality of the sculpt in some areas, is really, really, really poor. One can't even compare this miniature to the stuff Citadel made some ten years ago. Enough to make angels cry.
Well, as I don't want to leave just negative impression on all three readers (hello Marcin, Andrzej and Bartek) I will confess that I learned something new while painting this miniature. As we know, hair queue were popular in this era. I don't know precise English word, but Polish one is harcap (taken from German words, of course). Well, I was interested how the hair cup was described... And name of this sack is great - harbajtel:) Any English-language reader could enlighten me with proper English words, please?:)







wtorek, 7 października 2014

Ork z Mordoru | Mordor orc

Dziś pokazujemy jednego z nieprzeliczonej hordy orków z Mordoru malowanych przez Mormega. No dobra, z łatwością orków tych daje się jeszcze policzyć, ale "nieprzeliczona horda" nieźle brzmi, nie? To jeszcze jeden z pudełka plastikowych figurek, tym razem jednak nieco przerobiony. Oryginalny model dzierży w szerokim zamachu dwuręczny topór, ten ma broń jednoręczną, zasłania się też tarczą - pierwotnie maruderów Chaosu. Mam wrażenie, że ta osłona wyjątkowo dobrze tutaj pasuje. Fajnie udało się wykorzystać pierwotną pozę miniaturki - nie została zmieniona w najmniejszym stopniu, a pasuje jak ulał.

Today time for one of the myriad of Mordor orcs painted by Mormego. Ok, his orcs are - of course - quite easy to count yet but "myriad of orcs" sounds definitely good, doesn't it? This is one more miniature from the box of the plastic Mordor orc figures, just slightly converted. Original model is taking a wide swing with two-handed axe, this one is armed with one-handed axe and a shield taken from Chaos Marauders box. I think this shield fits here particulary well, adding to the whole dynamic pose of the miniature, unchanged from the original figure.








poniedziałek, 6 października 2014

Rezultat pięciu godzin | Five hours of painting


Wraz z pokazanym obok i poniżej ciężko opancerzonym szkieletem gotowa jest pierwsza piątka metalowych staroci. Świetne, bardzo klimatyczne modele - najmniej odpowiada mi z nich właśnie ten dzisiejszy. To nawet nie jest kwestia rzeźby i pozy, lecz raczej pancerza. Zakuty w pogiętą, podziurawioną stal nie daje specjalnie możliwości pomalowania go w sposób jednocześnie quasi-realistyczny (co lubię) i efektowny (co też lubię, ale wybieram nibyrealizm). Stąd przewaga metalików pobrudzonych rozmaitymi brązami, oranżami, zieleniami i podobnymi kolorami, symulującymi rdzę, rozkład, brud i zniszczenia. Roboty przy tym, wbrew pozorom, całkiem sporo, a efekt jest widoczny, niemniej raczej mało efektowny. Jak widać, zmieniłem też tarczę, choć wzór ociekającej krwi pozostał.
Kolejna piątka jest już gotowa do malowania, mam nadzieję że z nimi także wyrobię się w limicie pięciu godzin.



This fellow visible here and below is the last from the first five metal skeletons I wanted to paint "in an hour". I really, really like those old models, they are true joy to paint and have soul inside (heh, they will rise with or without soul thanks to my necromantic abilities anyway;)). This heavily armoured skeleton is the one I dislike though. It is not a pose or a sculpt itself but rather this heavy armour - bended, full of holes, it is really hard to paint both in quasi-realistic (that's how I like to paint) and glamorous way (which I like too, but still I prefer to paint in quasi-realistic way). So... Metallics dirtied with various browns, oranges and greens were the way to go to simulate rust, dirt and decay. It takes a lot of time even if the effect is not that obvious... 
Another five miniatures of old skeletons are ready to be painted too, I hope I will be able to paint them in another five hours.