poniedziałek, 27 marca 2017

Bez wentylacji: wywiad z Jamiem Simsem

To już ostatni - przynajmniej na jakiś czas - wywiad z cyklu rozmów z ludźmi, którzy tworzyli początki brytyjskich gier fantasy, najczęściej pracując dla Games Workshop. Pozostałe rozmowy dostępne są tutaj. Przypomnę jeszcze tylko, że poniższy wywiad ukazał się oryginalnie na blogu Realm of Chaos 80s prowadzonym przez Orlygga, któremu niniejszym serdecznie dziękuję za pozwolenie na publikację jego rozmów w tłumaczeniu na język polski.

Od siebie dodam. że Jamie Sims, będący bohaterem dzisiejszych wspominek, to chyba mocno ciekawa osoba. Nie zgadniecie chyba, czym zajmuje się teraz - pracuje dla Sabatonu:) 

Fani starego Warhammera to mocno zróżnicowane grono. Ponieważ ich liczba cały czas rośnie, nowi adepci pochodzą z rozmaitych krajów, zajmują się różnymi rzeczami. To jedna z zalet takiej społeczności. Czasami spotyka się, po prostu, kogoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, a słuchanie go to czysta przyjemność.

I kimś takim jest Jamie Sims.

Początkowo nawiązaliśmy kontakt za sprawą jego niesamowitych makiet. Jamie chciał pokazać swoje świetne prace w Foundry, w czasie oldhammerowego weekendu. Niestety, z wielu powodów ostatecznie okazało się to niemożliwe, ale czułem, że jego prace powinny być znane entuzjastom modelarstwa fantasy i gier, bo należą do najlepszych, jakie miałem okazję oglądać. Co więcej, Jamie przypomniał mi, że pracował dla Asgard Miniatures i był świadkiem wielu spraw, które mogą być bardzo interesujące dla czytelników tego bloga.

RoC80s: Zdaje się, że każdy ma inną opowieść o tym, jak zajął się grami fantasy. Jak było w twoim przypadku?
JS: OK, to długa historia. Zainteresowałem się Dungeons and Dragons na bardzo wczesnym etapie rozwoju tej gry, gdzieś w 1978 czy 1979. Z tego też powodu dowiedziałem się o istnieniu firmy Asgard Miniatures, która w tamtym czasie mieściła się na Commerce Square w Lace Market w Nottingham. To był 1981 r. Zaproponowano mi stanowisko pakowacza, a potem odlewałem figurki. To było w czasach, kiedy Citadel nawet jeszcze nie połączyło się z GW. Przychodził do nas kupować figurki młody John Blanche, potem wracał z nimi już pomalowanymi, odsprzedawał je nam na wystawę. Do Asgardu wpadał próbować swoich sił w rzeźbieniu figurek wówczas jeszcze młodszy Jes Goodwin, tam właśnie zaczynał swoją karierę. Z dumą mogę powiedzieć, że widziałem pierwszą wyrzeźbioną przez niego figurkę. Szef ją wziął, odłamał dwie kończyny i powiedział - "tego się nie odleje, tego też nie". A potem oddał ją, oczywiście załamanemu, Jesowi. Trzeba mu przyznać, nie załamał się wtedy.

W sumie zawsze interesowałem się właśnie tym, opublikowałem kilka ilustracji w White Dwarfie, inne w paru podręcznikach. Dodatkowo, robiłem też tereny do Realms of Chaos i pracowałem jako część zespołu 'Eavy Metal. Pracowałem też dla Target Games, Fantasy Flight, Testors, Paiso i innych, a także dla rozmaitych firm produkujących gry komputerowe. Brałem też udział w kilku projektach związanych z filmami telewizyjnymi i kinowymi i stąd też moje umiejętności wykonywania terenów i podobnych projektów modelarskich.

Przykład prac Jamiego. Szczegóły nadają pozorów realności. Granie na takich modelach przypomina chyba pracę na planie filmowym, prawda?
Dzięki kilku poziomom makiety, często występującym na modelach Jamiego, dobry prowadzący mógłby wpleść w grę liczne ciekawostki i wykorzystać własne przepisy dodatkowe.
Czasem jest tak, że kiedy człowiek przygląda się własnym, marnym próbom robienia terenów do gier, gorzkie łzy same toczą się po policzkach, prawda?
Ależ tu inspiracji. Zwróćcie uwagę na detale okien i czegoś, co jest chyba wylotem kanału.
RoC80s: Co sprawiło, że zacząłeś budować scenerie?
JS: W szkole mieliśmy coś, co nazywało się komisyjnym egzaminem językowym (wiem, że brzmi to coś jak żywcem wyjęte z kart wiktoriańskiej powieści, ale tak, naprawdę jestem taki stary). Musieliśmy przygotować prezentację, na dowolny temat. Wtedy już od jakiegoś czasu budowałem modele Airfixa i przygotowywałem dla nich małe makiety, używając giętkiego drutu i papier-mache. To były moje pierwsze próby robienia terenów, gdzieś w 1978 r.

Przeskakujemy parę lat i oto odkrywam Asgard Miniatures, a poznani tam gracze wykorzystują zasady rewolwerowców z Dzikiego Zachodu napisane przez Bryana Ansella. Mieli taki model kościoła ze zdejmowanym dachem, z pełnym wyposażeniem wnętrza, mieli też wiele innych budynków. Natychmiast mi się to spodobało! Zrobiłem podobne dla siebie, tylko większe i znacznie bardziej niezdarnie zrobione ze sklejki, w garażu matki pomalowałem je farbą emulsyjną, z piaskiem na podłożu.

Potem to było już w Studio Projektowym GW w Enfield Chambers w centrum Nottingham. John Blanche poprosił mnie o zrobienie jakichś odpowiednio chaotycznych terenów do przygotowywanych do publikacji Roc. Parę lat później zacząłem grać w 40K z Andym Chambersem, którego znałem jeszcze z Asgardu. To dopiero wtedy zająłem się na poważniej budową scenerii. Prawdę mówiąc, to właśnie niektóre z moich modeli, mające kilka poziomów, zainspirowały Andy'ego do napisania dodatkowych przepisów City Fight. Jak mi się zdaje, zdjęcie jednego z moich modeli jest na tylnej okładce. Ale wracając do sedna. Przełom nastąpił jednak znacznie później. Siedziałem z Georgem RR Martinem w jego domu (autorem Gry o tron) w New Mexico. Robiłem dla niego scenografię, na tle której mógłby robić zdjęcia swoich figurek. Wykorzystywałem wtedy głównie płytki plastikowe, odpowiednio cięte i kształtowane, kiedy jego żona Parris dała mi trochę płyt piankowych i spytała, czy korzystałem z nich wcześniej. I potem poszło już gładko, to świetny, fantastyczny materiał do makiet.

Ma ktoś chęć na drzewko chaosu?
RoC80s: Powiedz nam, jak dużo czasu zajmuje ci zrobienie takiej makiety i ile ona kosztuje?
JS: Z wykonaniem jest bardzo różnie, projekty w końcu różnią się między sobą, choćby wielkością, obecnością wnętrz czy fragmentów z wodą. Trudno więc powiedzieć dokładnie. Piramidę budowałem około miesiąca, w tym czasie nie zajmowałem się niczym innym. Do tego lubię cały czas coś poprawiać. Ogólnie, moje modele są przeznaczone do grania, więc priorytetem jest doprowadzenie ich do stanu użyteczności w grze. Dopiero potem dodawane są szczegóły i dodatkowe elementy. Przykładowo, właśnie jestem w połowie robienia nowego dachów dla paru budynków, dzięki temu będą znacznie lepiej wyglądać.

RoC80s: Czy te modele, który widzimy, to projekty osobiste, czy tez robione na zamówienie?
JS: Wszystkie tutaj widoczne przeznaczone są robione z myślą o moich osobistych grach. Robię tereny jednak zawodowo. Wytwarzam elementy scenografii, rzeźby, modele, robię ilustracje, proste animacje, rysuję diagramy, szkice, itp. Obecnie pracuję nad dwoma zamówieniami, mam wykonać dwa poprawnie historyczne modele prawdziwych kościołów. Przyjmuję zamówienia z praktycznie dowolnej dziedziny.

RoC80s: Który z wykonanych modeli to twój ulubiony?
JS: Ha! Ulubiony... Trudne pytanie. Z każdym wiążą się różne wspomnienia. Nie, nie jestem w stanie wybrać jednego. Jeśli któryś wybiorę, inne mogą poczuć się urażone...

RoC80s: :Powiedzmy, że chciałbym zamówić u ciebie model terenu. Ile by to kosztowało i w jaki sposób mam to zrobić?
JS: Skontaktuj się ze mną za pośrednictwem tego maila: j.sims2@btinternet.com. Cena takiego zamówienia zależy od skomplikowania modelu lub modeli. Zwykle rozmawiam z klientem na temat jego oczekiwań i kwoty, jaką może przeznaczyć na projekt i jakoś dogadujemy się tak, by obie strony były zadowolone.

Świątynia. Jeden z największych projektów Jamiego.
Świątynia raz jeszcze. Ma pełne wnętrze, a nawet szkielety!
Niech to zdjęcie da wam pojęcie o SKALI projektów Jamiego!
RoC80s: Pracowałeś dla Asgard Miniatures na początku lat osiemdziesiątych. Co przypominasz sobie z tego okresu na temat tej firmy?
JS: Asgard wtedy to byłem ja (odlewacz), Paul Sulley (kierownik), Garry "Slim" Parsons (robił formy) i Nick Bibby (rzeźbiarz), który pracował w swoim mieszkaniu. Reszta z nas pracowała w dwupokojowej klitce na Lace Market. To był początek lat osiemdziesiątych, tamta okolica była wtedy strasznie zaniedbana. W obecnych czasach ludzie wykorzystaliby to jako inwestycję, wyremontowaliby te budynki jako zabytkowe. Ale wtedy nikt ich nie chciał. Dlatego czynsz był bardzo niski, ale nie było żadnych udogodnień. Ani bieżącej wody, ani umywalki, nawet toalety nie było! To była naprawdę inna epoka. Nie przeszkadzało nam jedzenie obiadu w pomieszczeniu z gotującym się ołowiem. Bez wentylacji. Bardzo niezdrowo, bardzo niebezpiecznie. Chyba wówczas nie znano jeszcze pojęcia bezpieczeństwo pracy! Mieliśmy mnóstwo zamówień pocztowych, także ze Stanów, importowaliśmy też pierwsze i kolejne figurki Ral Parthy. To były niesamowite modele. Nie wiedzieliśmy tego wtedy, ale wyrzeźbił je Tom Meier, który miał wtedy zaledwie 16 lat. To dopiero utalentowany facet.

Firma działała tak, że wszystkie decyzje podejmował Paul, zwykle bez konsultowania tego ze swoimi wspólnikami (Nickiem i Slimem). Najlepszym przykładem tego będzie odrzucenie oferty połączenia się z Citadel. Według mnie to był gwóźdź do trumny firmy. Asgard początkowo miał bardzo dobrych rzeźbiarzy i pomysły. Rzeźbili dla niego przecież Nick Bibby i Jes Goodwin! To najlepsi rzeźbiarze w tym fachu, przynajmniej po tej stronie oceanu. Ale Citadel miała moce przerobowe. I, oczywiście, połączyła się potem z GW. Można więc powiedzieć, że była to naprawdę fatalna decyzja biznesowa.

W tamtych czasach produkty Asgardu cieszyły się wielkim zainteresowaniem, można powiedzieć, że były wręcz kultowe. Sporo ludzi spędzało w firmie praktycznie cały swój czas. Wśród nich były i wielkie - w przyszłości - nazwiska: John Blanche, Andy Chambers, Jes Goodwin, Nick Bibby, Tim Pollard, Slim, Chris z Asgardu, Andy Minor, Pank, Che i ja. Byłem bardzo młody i to były naprawdę zwariowane czasy. No i przechodziłem wówczas wielkie zmiany. Choć z pewnością płaca 30 funtów na tydzień nie była specjalnie wysoka, jestem naprawdę zadowolony, że byłem właśnie tam, na początku tego wszystkiego, całej tej sceny, tego hobby, niezależnie od tego jak się to nazwie. Wtedy to była działalność praktycznie undergroundowa. Nikt z mainstreamu nie wiedział, czym jest Dungeons and Dragons. Wspaniale było być częścią tego wszystkiego, tego całego fantastycznego, innego świata, z dala od codziennej szarości rzeczywistości.

RoC80s: Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, jak wówczas odlewano figurki. Możesz nam to wyjaśnić?
JS: No cóż, nie odlewałem dla Citadel, tylko dla Asgardu. Był kociołek do rozpuszczania metalu, wielkie gąski ołowiu, które wszyscy pomagali nosić z ciężarówki, kiedy była dostawa. Stół pokryty małymi kawałkami wulkanizowanej gumy, mnóstwo gumowych form, wszędzie okruchy ołowiu, jakieś części, odlewy, wszystkie te śmieci z odlewania. Opakowania po frytkach, puszki po coli, papiery po kanapkach, papierosy, niedopałki i popiół. No i wasz zaufany koleś. Włączałem kociołek, kiedy się rozgrzał, wrzucałem do niego sztabę ołowiu, pionowo. Trzymałem ją do momentu, kiedy się robiła miękka i zaczynała płynąć, wtedy wsuwałem ją całą do pojemnika. Gdyby ją zostawić samą sobie, gwałtownie by się roztopiła i chlapnęła by rozbryzgami dookoła. Kiedy myślało się o niebieskich migdałach trzymając sztabę - tak samo.

W tamtym czasie miałem 16 lat, mieszkałem w mieszkaniu pod Nickiem Bibbym w Carrington. Płacono mi królewskie wynagrodzenie 30 funtów na tydzień. Któregoś ranka nie było nic do jedzenia. Tylko butelka wódki. Ponieważ miałem 16 lat, pomyślałem, że spróbuję jakoś przetrwać w robocie tylko na alkoholu. Zdrzemnąłem się trzymając jednocześnie dwie sztaby ołowiu w kociołku. Tego dnia odesłali mnie już do domu. To była mocna lekcja na samym początku dorosłego życia.

W każdym razie, odlewanie wyglądało tak, że otwierało się wieko wirówkowej maszyny odlewniczej, nakładało formę, zamykało wieko, uruchamiało maszynę, nabierało łychę roztopionego metalu i wlewało się go - w możliwie najbardziej płynny sposób - do formy przez otwór pośrodku wieka wirówki. Jeśli nalewało się za szybko, forma się zatykała. Jeśli za wolno, metal jej nie wypełniał. Potem trzeba było odłożyć łychę, zatrzymać maszynę, otworzyć ją, wyjąć i położyć na stole pełną formę. Cały proces wyglądał więc tak - nalewasz, obracasz się i wyjmujesz figurki z formy, odwracasz się ponownie, zatrzymujesz maszynę, wyjmujesz pełną formę i zastępujesz ją pustą. I tak wiele razy. Odlewanie robiliśmy w pomieszczeniu z tyłu, byłem jedynym odlewnikiem. Slim był w sąsiedniej kanciapie, robił formy (dodam, że szło mu to bardzo sprawnie). A Paul kręcił się wte i wewte w pomieszczeniu frontowym (sklepie bez lady), robiąc coś ważnego, czego nikt nie rozumiał.

Przykładowa figurka Asgard Miniatures pomalowana przez Johna Blancha. Czy to nie jest jedna z najfajniejszych tarcz, jakie widzieliście? A dodatkowo malowana chyba olejami. Zdjęcie Steve'a Casey'a.
I jeszcze jeden przykład malowania figurek Asgardu przez Johna Blanche'a. Figurki te, jak również mnóstwo innych miniaturek z Asgardu można obejrzeć na blogu Steve'a Casey'a - Eldritch Epistles.
RoC80s: A co z formami? Jak były zrobione?
JS: W prasie wulkanizacyjnej. Slim najpierw ręcznie je nacinał, umieszczał kołki stabilizacyjne, posypywał wszystko talkiem, po czym forma wędrowała do prasy wulkanizacyjnej (była w tym samym pomieszczeniu co kociołek do rozpuszczania metalu i wirówka). Slim w bardzo zręczny sposób wycinał konieczne kształty i kanały odprowadzające powietrze, prowadzące na zewnątrz formy... To było naprawdę niesamowite. Wiecie, musiał na oko, kierując się swoim doświadczeniem, wyznaczyć miejsca, do których ołowiowi trzeba było pomóc dotrzeć. Potem ręcznie nacinał gumę, robiąc kanał odpowietrzający. Nie za gruby, nie za cienki. To była naprawdę precyzyjna robota.

Możecie sobie wyobrazić, smród palonej gumy, ołów, dym, bez wentylacji. Naprawdę, nawet okna były za małe i zbyt zniszczone, żeby można było je otworzyć. Zdrowie i bezpieczeństwo pracy? Ha Ha! Wciąż jeszcze żyję! Nikt nie myślał o zdrowiu i bezpieczeństwie. Po prostu się o tym nie mówiło. Mój ojciec umarł, kiedy miałem 14 lat i to - dosłownie - rozwaliło rodzinę. Kiedy więc tylko skończyłem 16 lat, rzuciłem szkołę, odszedłem z domu i zatrudniłem się w Asgardzie. Pozostawiony samemu sobie w tym wieku, w ciągu roku praktycznie zdziczałem. A kilka miesięcy potem uświadomiłem sobie, że jednak muszę wrócić do nauki. Zawsze interesowała mnie tylko sztuka. Kiedy mieszkałem piętro niżej niż Nick Bibby, podziwiałem jego prace. Był niesamowitym rzeźbiarzem i świetnym malarzem. Chciałem iść do szkoły artystycznej, więc przełknąłem dumę, wróciłem do domu matki i zapisałem się do szkoły, żeby jeszcze raz podejść do egzaminów. Kilka lat potem byłem na uniwerku, spotkałem tam Johna Blanche'a. Chciał zobaczyć moje prace i czasami dawał mi jakieś zlecenia. Jakaś ilustracja, malowanie paru figurek dla raczkującego wówczas zespołu 'Eavy Metal. Któregoś dnia jakaś sceneria dla Realm of Chaos. Muszę powiedzieć, że te prace z mojego początkowego okresu, choć były wspaniałym doświadczeniem... no, powiedzmy, że nie są moimi najlepszymi dziełami. 

Konwersja autorstwa Blanche'a.
RoC80s: A co z jakimiś dzikimi wyczynami? Mam wrażenie, że czytelnicy tego bloga nigdy nie mają dość opowieści tego rodzaju. Wszyscy ci młodzi faceci pracujący razem w takich warunkach... Z pewnością robiliście sobie dowcipy.
JS: Któregoś dnia pakowaliśmy duże zamówienie dla Stanów, dla jakiejś firmy prowadzącej sprzedaż hurtową. Paul był bardzo podekscytowany. To była duża sprawa. Pomagaliśmy wszyscy. Wkładało się figurki w małe, przezroczyste torebki, zszywaczem wpinało kartonik z nazwą, na którym już wcześniej ręcznie wpisywało się kod. Trochę to trwało. W każdym razie Slim jadł kanapkę z bekonem, ale wszyscy tak się spieszyli, że zapomniał ją dojeść. Położył ją w którymś z na pół pustych pudełek, a potem ktoś przykrył ją innymi torebkami. W tamtych czasach przesyłka tego rodzaju wędrowała do Stanów około miesiąca. Możecie sobie wyobrazić, co się stało po takim czasie. Na szczęście adresat niespecjalnie się tym przejął, zwłaszcza kiedy się pomyśli o smrodzie, jaki musiał towarzyszyć otwieraniu paczki.

W tym samym zamówieniu dostarczyliśmy paczuszkę z "ruinami z lochów". Byliśmy bardzo młodzi i głupi, więc stwierdziliśmy, że czymś niesłychanie zabawnym będzie zebranie jakichś odłamków, kawałków metalu i podobnych śmieci, zapakowanie ich z kartonikiem "Ruiny z lochów" i nadanie im własnego kodu. Co najdziwniejsze, zamawiający nawet zrozumiał ten żarcik! Napisał o nim w późniejszym liście. Nie pamiętam już do której firmy szło to zamówienie, ale mieli poczucie humoru.

A co powiecie na "penisoróżdżkowego barbarzyńcę" Blanche'a? Kiedy Nick wyrzeźbił w skali 28 mm barbarzyńcę inspirowanego Conanem-Barbarzyńcą, była to - po prostu - "najlepsza taka figurka w tej skali, zrobiona jak dotychczas w Anglii". Wtedy regularnie zachodził do nas John Blanche, kupował figurki albo dostawał je za darmo, w zamian za pomalowane miniaturki. Rzeczy, które robił były o lata świetlne przed tym, jak się wówczas malowało. Miał niesamowitą wyobraźnię. A jeśli chodzi o samo malowanie - to John wymyślił washe i malowanie suchym pędzlem. Chyba wystarczy. Miał, jeśli chodzi o malowanie, umiejętności i wizję. I uwielbiał tego barbarzyńcę. Nawet żartowaliśmy, że John wszystko porównuje do tego barbarzyńcy. Pomalował go naprawdę niesamowicie.

Asgard produkował też figurkę licza. Jeden z modułów do Dungeons and Dragons - Tomb of Horrors - stwierdzał, że w każdej wartej uwagi minikampanii D&D powinien być jakiś licz. Więc Nick wyrzeźbił takiego stwora, trzymającego różdżkę zdecydowanie przypominającą penisa. Myślę, że to miała być różdżka z głową węża (albo może Nick się nudził?). W każdym razie John dostał tę figurkę, a potem wziął miniaturkę barbarzyńcy, uciął jej miecz, wstawił w to miejsce różdżkę, dorobił płaszcz z kapturem, niemal całkowicie opinający postać barbarzyńcy, tylko z przodu została niewielka szczelina, z której wystawał, dumnie stercząc, nowy oręż. Śmialiśmy się z tego bez końca, trzeba jednak powiedzieć, że całość była też świetnie zrobiona. Subtelnie a jednocześnie szokująco. No i genialnie pomalowana. No ale cóż, takie były wtedy czasy. Ale świadczy to też o tym, jak John, jako artysta, widział różne rzeczy. Teraz to chyba jednak trudno sobie wyobrazić?

W witrynie wystawowej sklepu?

Zlinczowali by całą obsługę!

I tak oto kończy się kolejny wywiad z człowiekiem, który brał udział w początkach brytyjskiego wargamingu fantasy. Jestem przekonany, że podziękujecie, równie gorąco jak ja, Jamiemu za czas, jaki poświęcił na tę opowieść. A jeśli chcielibyście zobaczyć więcej jego prac, odnośnik niżej prowadzi do jego portfolio.


A maila do niego można słać tutaj:


Orlygg.

czwartek, 23 marca 2017

Zmora z przeszłości | Wraith from the past

Przeglądając listę armii do 3. edycji WFB w poszukiwaniu jakichś smaczków do tej notki, której bohaterem jest zmora, wydana w połowie lat osiemdziesiątych w serii Night Horrors, ze zdziwieniem uzmysłowiłem sobie, że całkowicie błędnie zapamiętałem tę figurkę z gier. Byłem przeświadczony, że była niezależną postacią, bohaterem wysokiego poziomu i że kosztowała sporo punktów. Owszem, punktów kosztowała sporo, 150, ale nie była żadnym bohaterem - w 3. edycji zmory mogą bowiem wchodzić w skład widmowego dworu (tak sobie tłumaczę pojęcie ethereal host), ale nie mogą dowodzić oddziałami, nie są też samodzielnie walczącymi bohaterami. Wszystko pomieszało mi się z kolejną edycją gry;)

Miniaturka po raz pierwszy pojawiła się na reklamie w roku 1986, w 84 numerze White Dwarfa. Bądźmy szczerzy - nie jest jakoś specjalnie zachwycająca, nawet na tle innych miniaturek z tego okresu, przedstawiających tego eterycznego stwora, choć przewyższa, moim zdaniem, pokazywanego wcześniej widmowego stwora bez twarzy.

Pokazywana dziś zmora twarzy również nie ma, brak również oczu, widocznych we wspomnianym przed chwilą innym przedstawicielu tegoż gatunku, obecne są za to dłonie. Ot, taka niekonsekwencja. 

Przez długie lata, blisko ćwierć wieku, figurka ta służyła mi w grze pomalowana w mało ciekawe, brudne szarości - przemalowałem ją, by mieć wszystkie stwory eteryczne wyglądające w zbliżony, spójny sposób.

A na zakończenie dodam jeszcze, z pewną przykrością, że pozostałe trzy zmory wydane w ramach serii pozostają jeszcze poza moją kolekcją. Mam nadzieję, że kiedyś je dorwę...


When I was browsing through Undead army list for 3rd edition of Warhammer, looking for some tasty findings useful for writing this note, I realized that my memories of today's note hero - a wraith - are wrong. I was sure that this creature could be fielded as high level independent hero and that wraiths were quite costly to use. Well, the points costs was high - 150 points. But it turns out that my memories are deceiving me, as wraiths could be fielded only as a part of ethereal host but they can't lead any units and are not characters at all. It seems that I mixed up memories from 4th edition of the game;)

This particular miniature was advertised for the first time in 84th issue of White Dwarf, back in 1986. Let's be honest - it is not particulary stunning, even when compared with other wraiths released in thie period. Still, I think it is better then recently shown here faceless wraith.

Today's wraith is faceless and eyeless too (earlier shown wraith has eyes) but it has hands. Well, artistic licence for the way.

For a long time, 25 years, this miniature served me painted in rather ugly and uninteresting dirty greys, I repainted it now to have consistent look of all ethereal creatures in my army.

Unfortunately, I don't own three more wraiths which were released as a part of Night Horrors but I hope that someday I will be able to acquire them...

I'd also like to remind that You can see other 'terrain' photos of freshly painted miniatures on my Instagram account.









wtorek, 21 marca 2017

Kaplica z Ogrodu Morra (część III) | Garden of Morr chapel (part III)

Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że na sporej części moich fotek tytułowych widać jeden i ten sam element - kapliczkę, element zestawu Ogród Morra, pomalowaną ponad dwa lata temu. Od tego czasu pomalowałem jeszcze tylko jedną część tego cmentarza, mianowicie obelisk. Zmotywowany chęcią lekkiej zmiany tła zdjęć, skleiłem pozostałe budynki, dwie kaplice, ogrodzenie pozostawiając na później (mam nadzieję, że nie na bardzo później).

Oba budynki zmontowałem już kilka tygodni temu, po czym trafiły na odleżenie. W tym czasie zdążyłem już zapomnieć, dlaczego wieżyczkę większej, pokazywanej dziś kaplicy zostawiłem bez przyklejenia. Uświadomiłem to sobie dopiero w trakcie malowania, widząc szpary w łączeniach części. Trudno, będzie jak jest.

Malowanie to głównie aerograf i suchy pędzel oraz rozmaite washe. Na pomalowany czarnym kolorem budynek naniosłem kolor Medium Grey z serii Air Vallejo, dachówki pomalowałem kolorem Mephiston Red naniesionym tradycyjnie pędzlem. Całość po wyschnięciu została potraktowana czarnym, rozwodnionym washem naniesionym aerografem, po wyschnięciu operację powtórzyłem drugi raz, zwracając uwagę szczególnie na dół budynku i miejsca pod dachem.

Suchy pędzel to Celestra Grey i miejscami Ushabti Bone. Dachówki były również drybrushowane, najpierw kolorem Wild Rider Red, potem Troll Slayer Orange. Po wyschnięciu wykorzystałem wash Athonian Camoshade do naniesienia wilgoci, mchów i podobnych zabrudzeń. Miejscami naniosłem też zacieki i plamy z washy w kolorze brązu. 

Some time ago I realized that there is one common element visible on the large part of my title photos - chapel, part of excellent set Garden of Morr - painted over two years ago. Since that time I managed to paint just one more element of this set, a monument. As I want to vary a background of photos a little bit more, I assembled two more buildings from the Garden, two chapels, leaving fence for later (hopefully not much later).

Both buildings were assembled few weeks ago and then left to mature;) Meantime, I simply forgot why small tower from the larger chapel was left not glued on... So, when I wanted to paint this model, I glued it on... And then, when the first coats of the paint were already on the model, I realized that I forgot to use filler on the very visible joints of the tower... Well, great...

Painting was done with airbrush and drybrush mostly with some minor effects done with washes. Whole building was basecoated with black paint, and then again whole model was airbrushed with Medium Grey color from Air range of paints by Vallejo. Large roof tiles were hand painted with Mephiston Red. After all colors were dry, whole model was airbrushed with thinned Nuln Oil wash. This was repeated when the wash was dry, with special attention given to the lower parts of the building and the sections with some overhangs.

Drybrush on the stone was done with Celestra Grey and - at places - Ushabti Bone. Roof tiles were drybrushed with Wild Rider Red and Troll Slayer Orange. Athonian Camoshade wash was used for making stains of algae etc. Other places were treated with various shades of brown washes.











niedziela, 19 marca 2017

Trzy po trzy (5) | Three times three (5)

Niedziela, dwa tygodnie od ostatniego wpisu z cyklu, czas więc na następne Trzy po trzy. Zaczynamy od pakietu wizualnego.

Oglądanie:
- Artur z bloga Dobra Konsystencja pokazał fajną dioramę z niezbyt żywymi mieszkańcami miasta. Współczesne zombie to nie moja bajka, ale sama diorama jest bardzo, bardzo fajna.
- Blog Realm of Citadel i zestaw poszukiwaczy przygód Citadel z zamierzchłych czasów połowy lat osiemdziesiątych minionego wieku na wspólnej podstawce. Łza w oku się kręci.
- I znowu zombie, tym razem takie, które mnie interesują. Współczesne rzeźby Keva Adamsa, autora najfajniejszych zombie w historii Citadel, utrzymane właśnie w tamtym stylu. Cały zestaw powstał na prywatne zamówienie, można go kupić jak się odpowiednio długo poszuka;)

Poradniki:
- Malowanie lśniącej, czarnej skóry przy użyciu matowych farb - doświadczeniem dzieli się David Powell.

- Malowanie metali przy użyciu farb metalicznych - bardzo fajny poradnik autorstwa Sebastiana.
- Budowa prostych bunkrów - techniki uniwersalne i do gier historycznych, i do s-f. Warto zwrócić uwagę, że proste nie oznacza prymitywne.

Kickstartery:
- Rise of the Draugr i Fenris Games. Jakoś tak bardzo undeadowo w tym wydaniu cyklu, ożywieńce w klimacie nordyckim.
- You are the hero 2 - zbiórka na sfinansowanie drugiej części książki opisującej historię cyklu Fightning Fantasy.
- Ostatni dziś ale moim zdaniem najfajniejszy projekt - Orc and Goblin Miniatures: The Gods of War autorstwa 3DArtDigital - rzeźby goblinoidów w różnych skalach, bardzo szczegółowe, do grania i pokazów. Co ciekawe, mnóstwo dodatków do zawieszenia, doklejenia, itd.

A jako dodatkowa ciekawostka - świetne, klimatyczne zdjęcia figurkowe autorstwa Stuarta z bloga Army Royal. Uwielbiam takie foty.

It's Sunday, two weeks since last entry in this series, then it's time for another Three times three. Let's start with visuals:

Something for your eyes:
- Artur from Dobra Konsystencja blog and his great diorama showing dangers of modern cities. I'm not a huge fan of modern zombies, but this scene is just really, really great.
- Realm of Citadel blog and Adventurers Starter Set from the mid eighties by Citadel on the scenic base.
- And zombies again, this time in their fantasy guise, which I prefer. Modern sculpts by Kev Adams done in the style of the best zombies released by Citadel in 80s again (which were Kev's work too). Whole set was privately comissioned but it is available when one will look hard;)

Tutorials:
- Building simple bunkers - this tutorial shows how to build bunkers both simple and realistic. Finished terrain piece looks very good and it is fast to assembly too.

Kickstarters:
- Rise of the Fraugr by Fenris Games. Undead again, Nordic this time.
- You are the Hero part 2 - history of Fightning Fantasy range, second volume.
- The last campaign for today, but most interesting one I think - Orc and Goblin Miniatures: The Gods of War by 3DArtDigital - goblinoids in various scales, very detailed, customizable, both for gaming and showing. LOTS of options.

And one more link - excellent photos of miniatures by Stuart from Army Royal blog. I love such pictures.


sobota, 18 marca 2017

Instagram

W ramach parcia na szkło postanowiłem zaznaczyć obecność Miniwojny również na Instagramie. Chwilowo pojawiają się tam zdjęcia tytułowe notek opublikowanych już na blogu, docelowo zamierzam jednak publikować tam fotografie nowe, które tutaj nie będą pokazywane. Pomysł jest taki, by na Instagramie pokazywać inne wersje fot "terenowych" - których robienie, nie ukrywam, sprawia mi sporą frajdę. Czyli jedna fota tutaj, druga - nieco inna - tam. Zapraszam chętnych do odwiedzin i śledzenia.

Well, after some thinking about it, I decided to conquer Instagram too;) I will publish a backlog of "title" photos from the notes already published here, on the blog, there for now, but in the future I will show them different pictures. I'd like to post here one such photo with 'terrain' background and another - different take - on Instagram. You can follow Miniwojna on Instagram here.

czwartek, 16 marca 2017

Siedem lat | Seven years

Stwierdzenie, że kiedy ma się na karku te trzydzieści parę lat, czas zmienia prędkość i zaczyna gnać jak szalony, to klisza i stereotyp. Cóż - niemniej tak właśnie jest. Nie tak wcale dawno naszła mnie ochota na powrót po paru latach do hobby, pstryk, błysk przed oczami i oto jestem dobrze po czterdziestce, a w zasadzie przed pięćdziesiątką, starszy o siedem lat przeżytego życia, z siedmioma kolejnymi latami gmerania w ludkach na karku i bogatszy o siedem lat prowadzenia bloga.

Czy było warto? Oczywiście, bez dwóch zdań i to pod wieloma względami. Odnowione kontakty ze starymi znajomymi, nawiązane nowe znajomości, paręnaście pomalowanych figurek, kupa kasy, która gdyby nie figurki zostałaby zmarnowana na coś innego, wspomnienia... Było warto.

Blog poza tym utrzymuje moje zainteresowanie hobby, jest rodzajem pamiętnika malarskiego i notesu. Zmusza mnie do w miarę regularnego malowania, jest moim centrum (jednym z kilku) aktywności hobbystycznej w sieci. I - co ważne - lubię go prowadzić, przy nieocenionej pomocy brata. 

Blog miał swoje lepsze i gorsze czasy, odwiedzało go kiedyś znacznie więcej osób - ale związane było to głównie z publikowaniem zapowiedzi modeli Amercomu. Najsłabsze - dotychczas - rezultaty miał w minionym roku, u przyczyn tego stanu rzeczy leżały moje sprawy osobiste, przeszkadzające i odbierające chęć do hobby. Mam jednak nadzieję, że to już przeszłość, staram się wrócić do dawnej aktywności.

Zmienił się nieco charakter wpisów, dominują te związane z fantastyką figurkową, głównie Warhammerem. Trudno, taki mam okres. Z rzeczy historycznych dłubię wciąż swoich marines z II wojny światowej, zastanawiam się też nad malowaniem czegoś w skali 15 mm... Ale to - jeśli w ogóle - za jakiś czas. Za to z pewnością nie zabraknie mi niepomalowanych historycznych figurek, mam duże zapasy;)

A na koniec garść ogólnych statystyk. Mają zapewne charakter mocno przybliżony, niespecjalnie bowiem ufam temu, co wypisuje mi Google w blogerze, ale jakieś tam pojęcie dają...

Łączna liczba wyświetleń 1 666 066.

231 obserwatorów. 


Posty z największą liczbą wyświetleń:


4. Słudzy Nagasha (3679)

Blisko 9000 odsłon strony grupującej recenzje i ponad 8200 odsłon strony z poradnikami.

Dziękuję za te siedem lat:)

To say, that time flies faster, much faster, when one is thirty something old, is to use an old cliche. Well, but it is true. It was not so long ago when I wanted to return to the old hobby, flash, bank, some events passed and now I well past forty, closer to fifty to be honest, seven years older, with seven years of hobby more on my achievements list and enriched by seven years of hobby blogging.

Was it worth it? Absolutely, yes, totally. I found long lost colleagues, made some new buddies and friends, painted few dozens of miniatures, spent a lot of cash on figures thus saving money from being spent on irrevelant matters, memories. It was definitely worth it.

Besides, blog keeps my interest in the hobby, it is a kind of painting diary and a sketchbook. Occassionaly it serves as a tool for keeping my laziness in check, it is a hub (one of few hubs, to be more precise) my hobby activities. And - last but not least - I like to run it, with invualuable help from my brother.

Blog has had its ups and downs, it was much more popular years ago - but it was directly connected with publishing previews of diecast models released in Poland by Amercom company. Last year was definitely the worst - personal matters kept me out of the hobby for a long time and I was unable to paint anything from both of lack of time and proper mood. But I hope it is all long gone now and I'm trying to be back with regular updates.

Some things has changed though. Fantasy and sci-fi related posts dominates Miniwojna now - sorry, I'm more interested in this side of hobby now, but it will change, probably, in the future again. I still paint my US marines force from WW2 and I think about painting something ancient in 15 mm, but it is still too early... One thing is sure, I won't run short of miniatures;)

And some data. I don't trust blogger (google) statistics too much but I think that it gives at least a general view.

1 666 066 page views.

231 followers

Most frequently read posts:

1. New Dark Eldars (8865)

Close to 9000 views of my Reviews page and more then 8200 views of my Tutorials page.

Thanks for those years:)

wtorek, 14 marca 2017

Upiór z czasów młodszego świata | A wight from the younger world


Dzisiejszy wpis jest dla mnie dość istotny z paru powodów. Po pierwsze, to ostatnia z posiadanych przeze mnie figurek Upiorów Kurhanów z czasów pierwszej licencji Games Workshop na miniaturki z Władcy Pierścieni - i jednocześnie ostatnia, jaką miałem dotąd niepomalowaną. Pozostałe są u mnie dowódcami oddziałów szkieletów, można je zobaczyć tutaj, tutaj i tutaj, choć jestem już niemal zdecydowany oczyścić je z farby i pomalować w takim, widocznym obok stylu.

Po drugie, to kolejna pomalowana figurki z serii Night Horrors - upiory kurhanów włączono do niej po utracie licencji.


Po trzecie wreszcie, to trochę eksperyment związany z obróbką zdjęć. Od zawsze byłem, mniej lub bardziej, niezadowolony z jakości zdjęć figurek, pokazywanych na blogu. Spora w tym wina kartofla, którym robię foty, ale całkiem spora też moich miernych umiejętności związanych z obróbką zdjęć, jak również poziomu malowania.

Abstrahując jednak od pierwszego i ostatniego, sama obróbka zdjęć również szwankowała. Słaba ostrość, niespecjalnie wiernie oddane kolory, spłaszczenie odcieni, a nawet ich brak. Nie używam żadnych zaawansowanych narzędzi, nie podbijam sztucznie kontrastów i nasycenia barw, bo przecież nie o to chodzi. Ale poprawa jakości fotek to co innego. I - mam wrażenie - trochę mi się udało. Co prawda nie dałem rady obrobić odpowiednio zdjęcia tytułowego, bo akurat to powstało parę dni temu, ale w nowy sposób obrobiłem pozostałe foty, zresztą w niespecjalnie bardziej skomplikowany sposób. Zacząłem bowiem używać narzędzia do bezstratnego wycinania fragmentów zdjęć i zrezygnowałem z lekkiego obracania fotek. Obie te operacje drastycznie zwiększały artefakty na krawędziach obiektów na zdjęciach i gubiły ostrość fotek. Jest lepiej, czy to tylko moje stare oczy robią mi psikusa?

There are three reasons why today's entry is important to me. First - this is the last of Barrow Wights miniatures from the times of the first Citadel's licence for Lord of the Rings miniatures which I own and finally I managed to paint it (barely 25 years after I bought it). I lack one of the designs, the rest serves as unit leaders in my Undead army (you can see them here, here and here) but I will strip them of paint to paint them again, in this newer scheme I think.

Second, this is yet another Night Horror range miniature I painted - barrow wights were incorporated into this range after the rights to produce LotR miniatures were lost.

Third - this is kind of experiment with image processing. I'm not happy with the quality of photos on my blog since the very beginning. It is partly fault of my very old simple digital camera and partly fault of my very poor image processing skills. Third reason behind poor photos is my painting of course.

Well, I can't make anything to improve my camera and painting now but I can try to improve processing of photos. I think the sharpness of the photos is really bad, colors are not true, hues and highlights are lost on photos too. When I show photos, images are not artificially altered... but I think there is a room for improvement here. And I think I managed to do this, just a little bit of course. To be honest, I wasn't able to improve title photo, as it was taken and edited some time ago, but the photos below are slightly better I think. What I did? Simple. I started to use loseless crop tool and didn't use rotation tool at all. Simple crop and rotation tools, which I used before, were giving drastic image quality and sharpness loss. Is it better now, or it is just my imagination playing tricks with my mind?








niedziela, 12 marca 2017

Patriarcha: wywiad z grafikiem Tonym Houghem

Wywiad z Tonym Houghem ukazał się pierwotnie na łamach bloga Realm of Chaos 80s, można go przeczytać w oryginale tutaj. Autorem jest, oczywiście, Orlygg. Ze względu na brak oryginalnych ilustracji, które towarzyszyły wywiadowi, pozwoliłem sobie wykorzystać kilka grafik Tony'ego Hougha pobranych z jego oficjalnej strony.

Wygląd i atmosfera książek pokazujących wczesny świat Warhammera, Rogue Tradera i Realm of Chaos to zasługa licznych grafików. W tych bardzo poszukiwanych wydawnictwach zawarto nie tylko opis świata i zasady gier, to również niesamowite albumy graficzne, wypełnione po brzegi wspaniałymi ilustracjami. W interesującym nas okresie dla GW pracowało liczne grono współpracowników, którzy - kiedy spojrzy się na ich ilustracje - niewątpliwie inspirowali się nawzajem. Jednym z dominujących stylów grafik, prawdopodobnie z przyczyn ekonomicznych i czysto praktycznych, były ilustracje wykonywane tuszem w czerni i bieli. Artyści tacy jak Ian Miller i Tony Hough stworzyli niesamowicie szczegółowe, pełne chaosu grafiki, które niewątpliwie przyczyniły się do położenia podwalin pod mity świata Warhammera, współtworzyły jego wygląd.

Za chwilę przeczytacie wywiad z utalentowanym ilustratorem Tonym Houghem, zapoznacie się też z jego niektórymi dziełami. Tony nie był członkiem studia, tak jak "inny Tony" (Ackland), jego prace powstawały na zamówienie. Czasem musiał tworzyć je niezwykle szybko, stworzył mnóstwo ilustracji, wykorzystywanych w rozlicznych publikacjach GW od 1987 r. W rozmowie omawiamy jego inspiracje, stosunki z niektórymi z innych artystów pracujących dla GW i - szerzej - jego inne prace.

RoC80s: Dlaczego jesteś grafikiem? Co doprowadziło cię do ołówków, gwaszu, piórka i tuszu?
TH: Książki do rysowania i plastelina były tanie w latach 60! Moja mama musiała sobie radzić z trzema basałykami, więc wszystko co dawało jej chwilę oddechu było naprawdę cenne. Moje wczesne prace przenosiły na papier moje zabawy i fantazje, sam skończony rysunek nie był dla mnie ważny aż tak, jak rysowanie. Potem zacząłem przechowywać i pokazywać swoje prace, zarówno dla pochwał (głównie za to, że byłem cicho), jak i dlatego, że chciałem pamiętać swoje najwcześniejsze gry.

RoC80s: Co wywierało wpływ na ciebie, młodego artystę?
TH: Moimi pierwszymi inspiracjami były zakurzone zakamarki domu, robaki znalezione w ogrodzie i w wychodku (tak, jestem taki stary), jak również rzeczy widziane w TV, podczas poranków  w kinach i komiksy. Tak więc rysunki SF, fantasy (a potem horror) były ze mną od najwcześniejszych czasów. Narysowałem mnóstwo daleków i robotów z "Lost In Space"!

RoC80s: Pracowałeś przy licznych produktach GW, jakie ukazały się w drugiej połowie lat 80, wystarczy wymienić choćby Slaves to Darkness i Rogue Trader. W jaki sposób rozpoczęła się twoja współpraca z firmą? 
TH: Na początku lat 80. odkryłem gry Fighting Fantasy, RPG i bitewne. Wydawały się naturalnym polem moich wysiłków artystycznych, wysłałem więc kilka próbek do GW. Potem, gdzieś w 1987, zadzwonił do mnie John Blanche, który powiedział, że mój styl pasuje do szykowanego przez nich nowego projektu: Rogue Tradera.

RoC80s: Studio Projektowe w latach 80. było chyba niesamowicie kreatywnym miejscem. Czy też tak uważasz? Którzy z artystów pracujących razem z tobą nad wczesnymi produktami związanymi z Warhammerem/Rogue Traderem wywarli największy wpływ na twoje prace?
TH: Otrzymałem trochę materiałów przygotowawczych, w tym bardzo dużo cudownych prac Willa Reesa z tego wczesnego 40K; surrealistycznych, mrocznych, bardzo gigerowskich. Potem spotykałem się z pracownikami studia i artystami, widywaliśmy się na imprezach Games Day i konwentach. To był bardzo fajny, rozwijający i niesamowicie twórczy zespół.

Szczególną przyjemność sprawiło mi spotkanie kilku z moich "herosów" - Jima Burnsa i Iana Millera, których prace podziwiałem od lat. Spotkałem też Martina McKennę, Tony'ego Acklanda i Pete'a Kniftona, a także innych, mieliśmy mnóstwo wspólnych zainteresowań, wpływ wywierały na nas te same rzeczy, ci sami artyści. Zwłaszcza Martin, który był zapalonym Whowianinem (a w tym czasie na wideo dr. Who był praktycznie nieobecny) i miłośnikiem komiksów.

RoC80s: Kiedy rozmawialiśmy na Salute, wspomniałeś, że rysowałeś Space Marines dla Rogue Tradera nie wiedząc tak na pewno, jak będą wyglądać ich nogi, bo figurki nie były jeszcze gotowe. Czy podobny problem pojawiał się często? Czy przysparzało to wielu kłopotów? A jeśli tak, jak sobie z nimi radzono?
TH: Tak naprawdę wówczas nigdy nie uważano tego za problem, ponieważ w tym wczesnym okresie wszechświata 40K nic nie było ustalone, poza tym, że było to rozległe i bardzo zróżnicowane miejsce! Artyści mieli mnóstwo swobody, mogli wnosić własne pomysły, które potem przeistaczały się w kanon. Wszystko, co różniło się od niego, mogło być wyjaśnione, po prostu, lokalnymi różnicami. Ta sama wolność pozwalała graczom używać dowolnych figurek z ich kolekcji, budować własne pojazdy i budynki. Było to istotne zwłaszcza wtedy, gdy do gry było dostępnych tak niewiele "oficjalnych" figurek i modeli pojazdów.

Pierwsza ilustracja Tony'ego, zrobiona do Rogue Tradera. Rysując ją, artysta nie wiedział jeszcze, jak będą wyglądać figurki od pasa w dół.

RoC80s: W jaki sposób działałeś, pracując na zlecenie dla Studio? Uczestniczyłeś w spotkaniach? Otrzymywałeś jakieś materiały pomocnicze, opisy? Jak wiedziałeś, czego potrzebuje dział artystyczny?
TH: Informacje otrzymywałem głównie przez telefon lub listownie, dostawałem też ksera materiałów, przykładowe figurki i zdjęcia. Bywałem też w Nottingham kilka razy na specjalnych spotkaniach, ale to było rzadkie.

RoC80s: W sierpniu tego roku minie 25 lat od wydania Slaves to Darkness. Co przypominasz sobie z prac nad tą pozycją? Czy było to tak "chaotyczne" i problematyczne, jak sugeruje to "legenda"?
TH: Choć świat 40K oferował mnóstwo kreatywnej swobody, Chaos dodał tego jeszcze więcej, więc wielu artystów pracujących dla GW z chęcią uczestniczyło w tym projekcie. Nie przypominam sobie żadnych związanych z nim problemów, z radością tworzyłem te wszystkie przedziwne stwory Chaosu!

RoC80s: Czy pracowałeś nad szkicami koncepcyjnymi do jakichś serii figurek? Jeśli tak, to do jakich?
TH: Nigdy nie brałem bezpośredniego udziału w projektowaniu jakiejkolwiek linii modeli. To była praca bardziej dla ludzi pracujących bezpośrednio w Studio. Jednak, przynajmniej w początkowym etapie prac nad figurkami, ich projektanci z pewnością inspirowali się pracami grafików i vice versa.

RoC80s: Czy przypominasz sobie może coś na temat odwołanych projektów? Czy dużo twoich prac nie zostało nigdy wykorzystane?
TH: Stworzyłem zestaw dość pracochłonnych czarno-białych ilustracji do projektu, który miał być grą Battlefleet Gothic. Projekt został opóźniony o kilka lat, choć część z grafik wykorzystano w krótko wspieranej grze Space Fleet. O ile dobrze sobie przypominam, ulotka z zasadami miała tylko jedną stronę! Moje ilustracje do BG pojawiały się głównie w White Dwarfie, i to bardzo małe, więc mnóstwo drobniutkich szczegółów (być może za dużo ich rysowałem) całkowicie ginęło. Kilka innych ilustracji pojawiło się tu i ówdzie, ale większość nigdy nie pojawiła się w druku przez różne zmiany. Ostatecznie Battlefield Gothic ukazała się w 1997 r., kiedy dorabiałem sobie pracując w sklepie GW w Luton, ale to był już całkiem inny projekt, z zupełnie nowymi ilustracjami.

Imperial Gundeck.
RoC80s: Twoją prawdopodobnie najbardziej znaną grafiką jest "Patriarcha" opublikowana w 118 numerze WD. Jaka historia kryje się za tą ikoniczną ilustracją?
TH: Dostałem zdjęcia wspaniałego modelu Patriarchy, jego doradcy i tronu. Pomysł ilustracji wziął się właśnie z tego zestawu, dodałem do całej sceny trochę detali, tło, itp. Z wielką przyjemnością jakiś czas potem zobaczyłem, że ktoś odtworzył moją grafikę w postaci dioramy, wykorzystując ten model i samodzielnie budując resztę szczegółów, razem z krukiem w klatce i kolumnami udekorowanymi hełmami terminatorów. Ta ilustracja do dziś cieszy się dużą popularnością, jestem też z niej całkiem dumny. Na ścianie mojego domu nadal wisi oryginał.

Patriarcha
RoC80s: Narysowałeś, na zlecenie GW, olbrzymią liczbę ilustracji czarno-białych. Czy możesz powiedzieć nam, nie grafikom, jak długo nad nimi pracowałeś?
TH: To zależy od tego, ile czasu mi dano! Szczegółowa praca w moim zwyczajnym stylu, rysowana piórem i tuszem, zajmowała relatywnie dużo czasu. Dwa lub trzy dni pracy w formacie A3. Często jednak potrzeba było czegoś szybszego, zrobionego szybszą techniką. Przykładowo, do Warhammer Siege musiałem użyć techniki pędzla i atramentu, uzupełnianego cieniowaniem ołówkiem - miałem do zrobienia 22 ilustracje i tylko tydzień czasu! Kilka lat temu w Luton była wystawa moich prac, na której pokazałem po raz pierwszy praktycznie wszystkie swoje grafiki dla GW, które nadal posiadam. Prawdę mówiąc, sam się zdziwiłem, gdy zobaczyłem jak jest ich dużo, zwłaszcza, kiedy weźmie się pod uwagę, że współpracowałem z GW ogółem przez tylko cztery i pół roku! Mam wiele oryginalnych ilustracji z tego okresu, które z chęcią sprzedam poważnym kolekcjonerom. Zerknijcie tutaj!

Wojownicy Chaosu.
RoC80s: Czy to prawda, że jesteś jednym z nielicznych artystów, których prace ukradziono z wystawy w Warhammer World?
TH: Zgadza się. Jedna z moich wczesnych ilustracji pokazujących eldarów, którą pożyczyłem do WW na wystawę z okazji rocznicy wydania Rogue Tradera, została wyjęta z gabloty i zniknęła! Na szczęście zwrócono ją, anonimowo, tydzień czy dwa tygodnie później. Przypuszczam, że powinienem czuć się zaszczycony, że ktoś tak bardzo ją cenił.

RoC80s: Jak potoczyła się twoja dalsza kariera? Czy specjalizujesz się w fantasy i science-fiction, czy też znalazłeś jakieś inne nisze?
TH: Prawdę mówiąc, nie odniosłem jako grafik pracujący na zlecenie sukcesu takiego, jakiego bym chciał. W czasie recesji w latach 90. praktycznie przestałem zajmować się grafiką, skończyłem wtedy najpierw psychologię, a potem, dość nagle, zostałem rodzicem, musiałem więc zająć się bardziej "normalną" pracą, by utrzymać rodzinę. Poza ilustracjami do książek Fighting Fantasy robiłem głównie jakieś ilustracje do książek dziecięcych, dodatków do gier RPG i prywatne zamówienia. Dopiero niedawno, odkąd zrobiłem grafiki do Bloodbones w 2006 r., na poważnie zacząłem myśleć o jakimś powrocie do ilustrowania na dużą skalę. Ostatnio nawet zrobiłem szkolenie tatuażysty, sprawiło mi to sporo radochy, mam nadzieję, że będę się tym zajmował obok innych projektów artystycznych. Sądzę bowiem, że moje najlepsze dni jako ilustratora są dopiero przed mną, szukam więc nowych projektów!

Demons Arise - ilustracja próbna, dzięki której Tony Hough otrzymał propozycję ilustrowania książek z serii Fightning Fantasy.
Przykłady grafik Tony'ego, zarówno starych jak i nowych, można znaleźć w jego oficjalnej galerii.

Można też "polubić" jego stronę na Facebooku.

Wiele z prac Tony'ego zrobionych na zamówienie GW jest na sprzedaż. Tu można sprawdzić szczegóły. To okazja do nabycia kawałka historii brytyjskich gier - oczywiście, jeśli uda się przekonać żonę, by pozwoliła wydać na to ciężko zarobioną pensję;)

piątek, 10 marca 2017

Eteryczny kosiarz | Ethereal reaper

Czwarty, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, wraith z czasów 5. edycji WFB. Całkiem przyjemny wzór, druga zresztą taka figurka, jaką mam pomalowaną w swoich zbiorach, choć za diabła nie mogę znaleźć tej wcześniejszej na blogu. Trudno, i tak będzie zmywana, by pasować schematem kolorystycznym do pozostałych.

Malowanie identyczne z poprzednimi, różnica wobec paru wcześniejszych figurek eterycznych to użycie washa Coelia Greenshade w zagłębieniach - ma on pasujący, niebieskozielony odcień, ładnie podkreślający kolor główny miniaturki.

Fourth, if my memory serves me right, wraith from the times of the 5th edition of WFB. Quite nice sculpt, this is actually second painted miniature of this design in my collection, though I can't find a blog entry showing this earlier example. Never mind, this earlier is meant to be dettol bathed anyway, to mainain coherent ethereal look across whole army.

Painting was done exactly like with earlier shown ethereals, with one difference. I use Coelia Greenshade wash now to make shadows deeper. This wash has great bluegreen colour and it suits perfectly as a darker accent to the main color of this miniature.