wtorek, 24 maja 2016

Kultysta z ciężkim miotaczem ognia | Cultist with heavy flamer

W czasie wspominanych już niedawnych rozgrywek w nieoficjalny Kill Team (nota bene dziś właśnie ukazały się aktualizacje kilku list armii) starałem się grać figurkami pomalowanymi. Traf jednak chciał, że zdecydowanie chciałem wystawić miotacz ognia, a ten akurat był jedynie w podkładzie. Postanowiłem to zmienić, zawsze to jedna figurka odhaczona jako pomalowana więcej.

Model to, rzecz jasna, świetny plastik z zestawu Dark Vengeance. Wszystkie figurki z tego zestawu są naprawdę doskonałe, nawet prości kultyści. Malowanie zgodne z pokazywanymi paręnaście miesięcy temu kilkoma już pomalowanymi - przyjąłem sobie, że wyznawcy Chaosu to pozostałości relatywnie niedawno zbuntowanego regimentu Gwardii Imperialnej, stąd w miarę jednolite kolory. Malowanie wyłącznie standardowymi farbami, bez metalików. Muszę powiedzieć, że podoba mi się osiągnięty efekt. Troszkę przerysowany, lekko komiksowy. A z samego kultysty jest mocno zadowolony.

During recent introductory unofficial Kill Team games (few army lists has been updated today) I tried to use only painted miniatures. One sorry exception was cultist armed with heavy flamer - I really wanted to use him despite miniature being only primed. Well, it was high time to paint it anyway/

Model itself is one of excellent plastic miniatures from Dark Vengeance box. All figures released in this box are great, even simply, lowly cultists. Painting was done with the same colour scheme as previously painted cultists (many months ago, example here and here). I envision my cultist force as remnants of recently Chaos turned traitor regiment of Imperial Guard, hence relatively similar colours and parts of uniform. Miniature was painted with pseudo-nmm. I like this effect. It is slighlty exaggerated, a litte bit comic like I think. And I'm pleased how this fellow turned out.







niedziela, 22 maja 2016

Rok z nowym światem Sigmara

Mniej więcej rok temu zamieściłem na blogu tekst, w którym pisałem o swoich oczekiwaniach, nadziejach i wrażeniach związanych ze zniszczeniem starego świata Warhammera i pojawieniem się Age of Sigmar. Wpis okazał się bardzo popularny, nadal jest chętnie czytany, co tydzień notuje kilkadziesiąt nowych odsłon. Minęło jedenaście miesięcy. Z jednej strony - niezbyt dużo czasu. Z drugiej, wystarczająco, by pokusić się o krótkie podsumowanie obecnego stanu gry. Zatem, do rzeczy.

Zasady
Przepisy gry, dostępne za darmo, są krótkie, nie sposób z tym dyskutować. Cztery karteczki zawierać miały praktycznie wszystko, co potrzebne do gry. Z jednej strony, to prawda. Na tych niewielu stronach zdołano zebrać przepisy dość sprawnie działającego systemu gry. Brakuje, może, pewnego doprecyzowania niektórych aspektów, w czasie gry z pewnością pojawiają się też sytuacje, które trudno rozstrzygnąć posiłkując się tymi zasadami w sposób literalny, dosłowny. Szczerze powiem jednak, że niespecjalnie mi to przeszkadza w czasie rozgrywki. Po pierwsze, nie jest to wcale tak częste. Po drugie, w czasie gry, która jest dla mnie zabawą, nie mam specjalnej napinki na wygraną. Oczywiście, miło jest wygrać, miażdżąc wojska przeciwnika, nie muszę tego jednak osiągąć, borykając się z problemami w rodzaju mierzenia odległości od wystających broni. Poza tym, bądźmy szczerzy, w ile gier graliście, które nigdy i w ogóle nie mają podobnych problemów? Ja znam jedną, która kosztem przejrzystości językowej poszła w daleko idące objaśnianie sytuacji, mogących wystąpić w grze, jest dość abstrakcyjna i działa na - jednak - innym poziomie wyobraźni, niż Age of Sigmar. Mowa, rzecz jasna, o historycznej DBA. Ale nawet i w jej przypadku szczyty popularności osiągał nieoficjalny zestaw odpowiedzi i wyjaśnień, tłumaczących o co chodziło autorowi.

Gwoli ścisłości dodać należy, że czterokartkowe zasady nie są jednak wszystkim, co jest niezbędne do gry. Nie obędzie się bez opisów jednostek i formacji. Dane te, dotyczące wszystkich modeli wydanych przed ukazaniem się Age of Sigmar, dostępne są bezpłatnie. Informacje związane z nowymi modelami i figurkami pojawiają się też w White Dwarfie, kolejnych książkach prezentujących poszczególne frakcje i podfrakcje i produktach związanych z AoS - ale o tym ciut dalej. Nie obędzie się więc bez wydania trochę dodatkowej kasy - czy to na podręczniki, czy to na zakupy samych warscrolli w aplikacji Age of Sigmar na telefony, tablety i podobny sprzęt mobilny. Warto też zauważyć, że część danych na scrollach została zmieniona od momentu premiery - warto sobie je odświeżyć, pobierając ponownie.

Skoro wspomniałem już o książkach dodatkowych - zawierają one, oprócz zasad związanych z oddziałami, także nowe battleplany, czyli nic innego, niż scenariusze. Generalnie są one całkiem nieźle napisane, dają się zastosować nie tylko do opisywanych frakcji, są bowiem uniwersalne, wprowadzają też do rozgrywki ściśle określone cele, co likwiduje lub w znacznej mierze ogranicza problem "wielkiego kłębowiska figurek pośrodku stołu", na który często powołują się krytycy gry.

Jedyną rzeczą, której naprawdę mi brakuje, są punkty. Nie wiem nawet, czy z przyzwyczajenia, czy z wygody, niemniej jednak zdecydowanie wolę, gdy przed grą ustala się jakiś limit punktowy obu armii, obowiązują pewne ograniczenia ich kompozycji. Nie ma nic złego w radosnej nawalance całością posiadanych figurek, nie ukrywam jednak, że taki sposób zabawy mnie osobiście niespecjalnie cieszy. Dlatego z radością powitałem ogłoszone kilkanaście dni temu zmiany, jakie mają trafić do gry wczesnym latem tego roku. Chodzi o wprowadzenie dwóch nowych "sposobów grania" - pierwszy to zestaw przepisów porządkujących kwestie związane z graniem turniejowym, drugi zaś to system punktowy.


Podsumowując, zasady niezmiennie oceniam na plus, a nawet odrobinę bardziej niż plus, dając kredyt zaufania wobec ogłoszonego systemu punktowego.

Świat
Skłamałbym, gdybym napisał, że jestem jego entuzjastą. Nie jestem i daleko mi do takowego. Nadal uważam, że świat Age of Sigmar jest sztampowy, płaski niczym klatka piersiowa zawodowej lekkoatletki, opierający się, co prawda, o znane i lubiane elementy świata, który był wcześniej, przetworzone jednak w sposób, który mi nie odpowiada.

Wygląd świata, jego historia, bohaterowie - nadal są dla mnie jedynie lekko i pospiesznie naszkicowanym podobraziem, niezbędnym do wydawania figurek. Bez bicia przyznam, że od paru miesięcy jedynie przerzucam nowości do gry, czytam jednak dużo recenzji i śledzę nowinki o kolejnych książkach - zarówno tych bezpośrednio związanych z grą, jak i fabularnych, z akcją osadzoną w jej świecie. Z tego co widzę, świat to wciąż niestrawna dla mnie mieszanka dziwnych pomysłów, nie mająca, poza paroma motywami i nazwami, nic wspólnego z przeszłością. Nadal liczę na to, że zostanie on wzbogacony, pojawi się w nim, w końcu, warstwa albo nawet i warstwy czegoś, co od biedy można nazwać "wiarygodnością". Kiedy czytałem o Starym Świecie, miałem, rzecz jasna, pełną świadomość jego fikcyjności. Ale fikcja ta oparta była na czymś wiarygodnym, czymś mającym ręce i nogi. Wiedziałem, że oprócz rycerzy Sigmara, wojowników Chaosu, zwierzoludzi, elfów i krasnoludów istniała biedota miejska i wiejska, arystokracja, chłopi, rzemieślnicy, mieszczanie. Ten świat żył. Miał coś, co powodowało, że był wiarygodny. Obecne uniwersum to tylko pretekst do pokazania wojowników Sigmara, Chaosu i kolejnych frakcji. Mało ciekawy, plastikowy, niczym sztuczne kwiaty do wstawienia w nagrobne wazony.

Czy pod tym względem coś się zmieni? Trudno powiedzieć, jestem jednak sceptykiem. Krążą pogłoski, że GW posiada plan wydawniczy związany z opowiadaniem historii nowego świata opracowany na jakieś pięć lat naprzód. Nie przypuszczam, by - jeśli nie zdarzy się coś naprawdę drastycznego - zmienili jego wizerunek. Gdzieś jednak, w głębi samego siebie i trochę wbrew samemu sobie myślę, że może chociaż tło Age of Sigmar stanie się bogatsze, nasycone wątkami, pełne rozpoznawalnych bohaterów, z którymi można się identyfikować. Obecnie jest to bieda. Bieda straszliwa.

Podsumowując, nie widzę zmian na lepsze, nie widzę też, specjalnie, możliwości zmian, jakie przypadłyby mi do gustu. Minus. Duży.

Figurki
Tu jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. W tajemnicy powiem, że przekonałem się, stopniowo, nawet do wyglądu wojowników Sigmara. Im bardziej się im przyglądam, tym są ciekawsi i fajniejsi. To pewnie psychologiczny efekt przyzwyczajenia się do nowego;) Ale już całkiem poważnie, wśród nowych figurek, jakie wydano do Age of Sigmar, jest wiele takich, które naprawdę mi się podobają - to spora część Chaosu, który w cudowny - i na pewno zamierzony - sposób idealnie nadaje się też do czterdziestki (po drobnych modyfikacjach, oczywiście). To Żelazne Szczęki, które z nielicznymi wyjątkami bardzo mi się podobają - uważam je zresztą za najlepsze z dotychczasowych, nowych miniaturek. Nie przypadły mi do gustu tylko krasnoludy, ale nic nie poradzę - to nie są te krasnale, które pamiętam z czasów starego warhammera, ikoniczne, stereotypowe, żywcem wyjęte z armii Wayne'a Englanda. Niemniej jednak nawet i one pod względem technicznym stoją na bardzo, bardzo wysokim poziomie.

W przypadku figurek mam tylko jedną uwagę - scale creep, przyrost masy, wzrostu i generalnie wielkości miniaturek. Większość firm dawno odeszła już od skali 28 mm "heroic", czasem stosując tą nazwę li tylko z przyzwyczajenia. Trudno nawet ocenić, jaka jest obecnie skala produktów Games Workshop - oni sami, zapewne, określiliby to jako 32 mm "heroic", ja stwierdziłbym, że to 40 mm "heroic". W przypadku bohaterów i monstrów to nawet więcej, nowy Archaon na wierzchowcu jest, po prostu, monstrualny. Sam jeździec ma ładnych parę centymetrów, a jego demoniczny wierzchowiec... to już nie figurka do gry, to duży model wystawowy. Trudno mi wyobrazić sobie przewożenie tego giganta do gier towarzyskich... Obawiam się jednak, że od powiększających się figurek nie uciekniemy. Producenci mogą je znacznie bardziej zdetalować (wow, ma pieprzyk na sutku lewej piersi!), ale - jak sądzę - głównym powodem ich rośnięcia jest jednak coś innego. To ucieczka w przód przed domowym drukiem 3D. O ile jeszcze wydruk figurki 28 mm może się opłacać (przy cenach GW z pewnością się opłaca), to jednak domorosły druk takiego potwora całkowicie mija się z celem. Stąd też myślę, ba - jestem przekonany - że będzie coraz więcej takich "miniaturek", a ich rola w grze będzie rosła. Nie dość że heroic fantasy, to jeszcze bardzo duże heroic fantasy. Popatrzcie tylko zresztą na ostatnio wydane miniaturki Oruków. Ich jeźdźcy czegoś, co przypomina dzikie świnie skrzyżowane z wilkami, są naprawdę olbrzymi...

Z umiarkowanym niesmakiem przywitałem za to wydanie "nowych" modeli dla frakcji śmierci, przy czym zupełnie bez znaczenia jest tu fakt, że zbieram akurat te stwory. Powstanie kilku nowych rodzajów monstrów to zawsze powód do zadowolenia, ale zrobienie ich figurek dzięki pomieszaniu elementów już istniejących zestawów? Słabe. Bardzo słabe. Nie popieram i nie podoba mi się takie postępowanie. GW, nie idźcie tą drogą. 

Podsumowując - nie jest jednak źle, mam duże nadzieje związane z kolejnymi frakcjami. Ostatecznie plus i to duży.

Polityka wydawnicza
Tutaj żywię mieszane odczucia. Z jednej strony ukazuje się tyle nowości, mam na myśli pozycje książkowe, że kupno wszystkich, a nawet tylko mocno wybranych, jest funduszożerne i to bardzo. Umówmy się - 150 PLN (uśredniona cena oficjalna) za książkę, w której jest dużo grafiki (o jej styl można się spierać), sporo obrazków figurek i niewiele treści, to dużo. Z drugiej strony rozumiem to - gra jest nowa, wymaga obudowania, wsparcia, pokazania, że jest, że można, że fajnie... Ale... Jak zwykle jest jakieś ale... Część z tych książek, które trafiły na rynek, wnosi naprawdę niewiele. Sztandarowym przykładem jest książka o jaszczurach - nowe warscrolle, nowe formacje, trochę fluffu, zresztą sprzecznego wewnętrznie z wcześniejszymi informacjami... I nic, ale to nic więcej. Jeszcze gorzej jest w przypadku niektórych dodatków do marines fantasy Sigmara. Tam, dosłownie, można spotkać parę stron opisu, dwa warscrolle, formację i scenariusz czy dwa. To coś, co spokojnie mogłoby ukazać się jako darmowy pdf, a do księgi armii trafić za rok czy półtora, przy okazji dodruku.

O nowych oddziałach i bohaterach robionych ze starych modeli wspominałem nieco wyżej, dodam tylko, że z tego co pamiętam, jaszczurom nie trafiło się nawet tyle.

Są jednak i pozytywy. Zaliczylbym do nich wsparcie produktów darmowymi apkami na urządzenia mobilne. Zasady, karty oddziałów i formacji, scenariusze - część dostępna za darmo, część do kupienia za kwoty niższe, zdecydowanie, niż kupno książek. Do pozytywów dodam też świeżutką grę Warhammer Quest Silver Tower. Synergia z Age of Sigmar, figurki nadające się do wykorzystania w rozgrywkach (a jednocześnie bardzo, bardzo fajne), parę dodatkowych miniaturek i dla skavenów i dla zielonoskórych, aplikacja wspomagająca rozgrywkę i - jednocześnie - pozwalająca kupować nowych bohaterów. To wszystko fajne.

Do zdecydowanie pozytywnych aspektów zaliczyłbym też pojawienie się tanich - a jak na warunki GW nawet bardzo tanich - zestawów startowych, pozwalających rozpocząć przygodę z AoS za naprawdę niewielkie pieniądze. 250 PLN za grywalny starter armii, przy czym cena dodatkowo jeszcze może zostać pomniejszona dzięki kupnie w sklepach internetowych, to naprawdę nie są wielkie pieniądze. Tych starterów pojawiło się sporo i to krok w dobrym kierunku.

Podsumowując - odczucia mieszane, jednak ze wskazaniem na pozytywy.

Na zakończenie
Nie wiem, jak wyglądają dane dotyczące sprzedaży Age of Sigmar, nikt - poza producentem - nimi nie dysponuje. Z nieufnością i przymrużeniem oka traktują informacje zarówno o tym, że AoS "w ogóle się nie sprzedaje, jest martwy", jak i te, w którym mowa, że "a gdzieś tam grają w to mocno, liczne, duże grupy". Prawda, zapewne, leży pośrodku. Games Workshop zdaje się wiedzieć, że premierę tej gry mógł zrobić lepiej, dużo, dużo lepiej. Z pewnością zarząd żałuje części wcześniejszych decyzji, ale mądrym się jest, zawsze, po czasie.

Nie wiem jaka będzie przyszłość tej gry. Myślę jednak, że z góry można odrzucić ekstrema - i to, że zostanie wycofana na rzecz kolejnej edycji "starego "WFB, i to, że odniesie gigantyczny sukces, przebijając popularnością choćby czterdziestkę. Tak nie będzie, z różnych powodów. Przypuszczam jednak, że przy odpowiedniej uwadze firmy, staraniach, reagowaniu na uwagi graczy, Age of Sigmar ma szansę stać się solidnym, znanym, granym systemem, stopniowo ulepszanym i rozwijanym, poprawianym. Podejrzewam zresztą, że wnioski z premiery i rocznej obecności AoS na rynku zostały bardzo, bardzo dokładnie przeanalizowane przed spodziewaną nową edycją Warhammera 40K. Osobiście przypuszczam, że ten gigantyczny zbiór zasad, porozrzucanych teraz po dziesiątkach dodatków, zostanie zdecydowanie odchudzony. Może nie aż tak, jak wyglądają przepisy Age of Sigmar, ale proces ten będzie chyba przebiegał w tym kierunku.

Można chyba powiedzieć, że gdyby nie świat i raczej nieudana próba zrobienia gry bez punktów, AoS byłby całkiem przyjemny. Ale obecnie to nadal gra z "tylko" potencjałem na coś lepszego, do której znaczną część figurek kupują ludzie dla konwersji lub wykorzystania w innych grach.
A do tematu powrócę, mam nadzieję, za rok.

piątek, 20 maja 2016

Moje podstawki | My bases

Pochwalę się, a co. Pierwsze trzy, przedprodukcyjne jeszcze, odlewy moich własnych podstawek "Miejskie gruzowisko". Projekt, oczywiście, mój, natomiast wykonanie uczynny kolega. Wykorzystam je do armii Niosących Słowo. Te na zdjęciu to 32 mm, ale docelowo zrobię każdy możliwy wariant wielkości - może poza największymi, owalnymi. Tych 32 mm zrobiłem około dziesięciu wzorów, powinno wystarczyć. Za kilka dni pokażę je już po malowaniu. A tymczasem można zerknąć na pomalowany wariant podstawek dla Ashen Circle - te jednak nie były odlewane i będą jednorazowe.

I will brag about a little:) First three preproduction resin "Urban rubble" bases designed by myself and casted by a friend of mine. They will be used for Word Bearers army. These shown here are 32mm but I will make bases of all sizes, maybe without the biggest oval one. These 32mm are done in about ten variants, so should be plenty without repetition. I will show them painted in a few days. For now one can see bases of my Ashen Circle warriors, which were done in the same style but they weren't casted and will remain unique.

czwartek, 19 maja 2016

Papa Nurgle przysyła ciężkie wsparcie | Papa Nurgle sends heavy support

Drugą z rzeczy, jakich brakowało mi w naszej rozgrywce w Kill Team w minionym tygodniu było coś do zwalczania ciężko opancerzonych celów. Miałem, co prawda, obliteratora, ale wykorzystałem go w pełni w tylko z jednej z dwóch rozegranych z jego udziałem potyczek - spisał się wtedy na medal. Niemniej jednak ciężkie wsparcie przyda się z pewnością.

Tu z pomocą przyszedł, ponownie, kuferek ze starszymi, niedomalowanymi miniaturkami. Traf chciał, że tkwił w nim kosmiczny marine Chaosu, wyznawca Nurgla uzbrojony w multi-meltę. Idealnie. Jego malowanie zostało zarzucone na znacznie wcześniejszym etapie, niż pokazywanego wcześniej wyznawcę uzbrojonego w power fist, niemniej jednak stosunkowo niewielkim nakładem sił udało mi się dość szybko pomalować i tego. Przy malowaniu zauważyłem, że musiał kiedyś spaść mi na coś twardego - na jego hełmie brak charakterystycznego szpikulca, miał też niewielkie inne uszkodzenia.

Second of the things which I missed in our Kill Team battles last weekend was something to kill very heavily armoured targets. I have had, to be honest, one obliterator, but I was able to use it properly in one battle only (from two battles in which he fought - and he basically won the day). Anyway, multi-melta will come handy, I'm sure.

So, I took my box with old and unfinished miniatures again and presto - here he is - Chaos Space Marine of Nurgle with multi-melta. Perfect match. He was half-painted only, so finishing him took me a little more time then previously shown marine with power fist, still it was fast job. I noticed during painting that this particular miniature have had to be dropped on the floor in the past - his helmet's spike is missing.







wtorek, 17 maja 2016

Znak Nurgla | Mark of Nurgle

W miniony weekend zagraliśmy z Mormegiem cztery rozgrywki w czterdziestkowy skirmish Kill Team - nie ten oficjalny, ale w wersję opublikowaną pierwotnie na blogu Heralds of Ruin. Fajna gra, będąca znacznie mniejszą wersją czterdziestki, rozgrywana na kilkanaście figurek na stronę (w jednej z gier miałem ich sześć), z dziesiątkami dostępnych warbandów (na fejsie działa prężnie grupa główna, gromadząca graczy, publikowane są tam nowe wersje zasad i list).

Do gier stworzyłem grupę wojowników Czarnego Legionu, ze świeżo upieczonym czarownikiem na czele. Pomyślałem jednak, że w przyszłości chętnie spróbowałbym też czegoś z Nurglem, stąd dzisiejszy wpis. Z dawnych czasów zostały mi dwie praktycznie pomalowane figurki jednych z pierwszych Chaos Space Marines Nurgla - zdecydowałem się na ich błyskawiczne przemalowanie, by wizualnie zbliżyć je do mojego Czarnego Legionu.

Oryginalnie malowanie było zbliżone do kolorowych, radosnych motylków, widocznych w pierwszym kodeksie CSM, ale spora dawka czarnego washa, przemalowanie na czarno tu i ówdzie, podkreślenie pewnych akcentów... I z daleka ujdzie.

Last weekend together with Mormeg we have had a four battles in 40K skirmish Kill Team - not the Games Workshop version, but the one published on Heralds of Ruin blog. Really nice game, a small version of 40K, with just about a dozen miniatures per side (in one battle I fielded only six miniatures). There are dozens of different warband lists available (there is active Facebook group too, where players publish updated and new lists).

I played my Black Legion warband, with aspiring sorcerer as a leader. But, I thought I could use some Nurgle troopers too in the future. So, I dig out my old almost finished CSM Nurgle miniatures - all two of them. I decided to paint them in express way, to visually tie them with Black Legion.

My original painting was based on the miniatures shown in the first CSM codex years ago - colourfull and happy. But with a lot of black wash, some black paint here and there... Voila.. It looks ok from 60cm away.







niedziela, 15 maja 2016

Re re kum kum | Croach! Croach!

W ramach robienia bestiariusza do Frostgrave popełniłem, raczej błyskawicznie, cztery widoczne obok lodowe ropuchy. Małe stwory, spotykane w ruinach miasta, przypominają bohaterom, że nie każdy skarb pozbawiony jest strażnika.

Miniaturki to stare olbrzymie żaby, wyprodukowane przez Citadel Miniatures na licencji TSR do gry Advanced Dungeons and Dragons, które trafiły na rynek jako część zestawu Dungeon Monsters. Odlano je wraz z integralną podstawką.

Moje ropuchy pomalowałem aerografem, nakładając dwie warstwy jasnoniebieskich farb. Potem całość zwashowałem mocno rozwodnionym ciemnoniebieskim washem. Wykończenie to kilka warstw coraz jaśniejszego koloru niebieskiego nakładanego suchym pędzlem i ostatnia warstwa białego. Cienie namalowałem washami - od purpury, przez granat, do - okazjonalnego - czarnego.

I'm continuing to paint Frostgrave bestiary and just managed to paint four Ice Toads. Little creatures from the ruins of the city, kind of reminder for adventurers that most treasures are - in fact - guarded.

Miniatures comes from rather old TSR licenced range of Advanced Dungeons and Dragons released by Citadel Miniatures in mid eighties for a short 18 months. In original they were labelled as Giant Toads and they were released as a part of Dungeon Monsters basic set. Figures were casted with integral base.

My toads were airbrushed with two light blue colors, then everything was washed with heavily dilluted dark blue wash. Highlights were drybrushed with progressively lighter colors, ranging from blue to - final - white. Shadows were painted with washes - purple, dark blue, black sometimes, even reds were used sparingly.





czwartek, 12 maja 2016

Budynek | A building

Szykuję się na małe granie, dokonałem przeglądu dostępnego terenu i trochę tego mało. A jako że czasu też niewiele, konieczne okazało się zmajstrowanie czegoś na bardzo szybko. Jak każdy rodzic-wargamer zapewne wie, wśród dziecięcych zabawek można znaleźć czasami bardzo interesujące rzeczy. W moim przypadku w stercie zabawek niechcianych, które wędrowały na zatracenie, już bardzo dawno znalazłem podium z miniaturowego skateparku dla małych deskorolek. Miniaturowe deski jakoś nie wzbudziły specjalnego zainteresowania mojej młodszej pociechy. Pomyślałem - co się ma zmarnować. Zachomikowałem i nadszedł czas na wykorzystanie.

Oryginał miał beżowy kolor, widać go zresztą na jednym ze zdjęć. Postanowiłem przeróbki do moich celów ograniczyć do minimum - czyli wykonać jedynie malowanie. Przejrzałem swoje niepotrzebne kalkomanie, niestety nie znalazłem niczego, co mógłbym wykorzystać od ręki (czas, czas się liczy). Trudno - kalkomanie nalepię i pobrudzę przy innej okazji, a teraz aerograf w dłoń, paręnaście minut malowania, kilka minut brudzenia i efekt całkiem nadaje się na stół. Szkoda, że nie mam jeszcze ze trzech podobnych "budynków".

I'm preparing for a small game tomorrow, so I looked through my available terrain. It turned out that I'm pretty short on sci-fi terrain, so I just had to prepare something really fast. As every parent-wargamer knows, there are true treasures amongst children's toys. A few years ago my younger son was briefly interested in (very briefly, to be honest) in finger skateboards. Some accessories and desks were bought and some time later, during one of the bigger clean-ups, my kid told me that he doesn't want to use it anymore. Well, well, well. Ok. I thought I can make something with that platform.

Orignal platform has a beige color - visible on the photo. I decided to do not make any improvements for this "building" - no time for that. Painting was also really straightforward - airbrush and some greys. 30 minutes later it was finished and few hours later I was able to weather it a little bit. Voila, sci-fi building is finished and ready for a game. I would like to have two or three more such platforms...






wtorek, 10 maja 2016

Z półki Mormega: Warhammer 40,000 Freeblade

Warhammer 40,000 Freeblade to jedna z wydanych w ostatnich miesiącach gier wykorzystujących licencję GW, przeznaczonych na urządzenia mobilne - telefony, tablety i wszystko to, co pomiędzy nimi. Dotychczas mogli się nią cieszyć użytkownicy sprzętu z jabłuszkiem na obudowie, kilka tygodni temu trafiła jednak również i na sprzęt z Androidem na pokładzie.

O co w niej chodzi? W skrócie - o radosną rozwałkę. Nieco rozbudowując tą wypowiedź, wcielamy się w niej w postać pilota Imperialnego Rycerza, który krocząc przez zrujnowane miasta Imperium i wybudowane w leśnych ostępach wioski orków strzela, niszczy, miażdży i wgniata w ziemię wszystko, co staje mu na drodze. Wszystkiemu towarzyszy cała masa efektów specjalnych i spektakularnych dźwięków.

Mechanika gry jest prosta - robot kroczy sam, nasza rola ogranicza się do wskazywania celów i wyboru uzbrojenia. Do dyspozycji mamy cały arsenał zgodny z tym, co przenoszą Rycerze w WH40K - od piłomiecza łańcuchowego, poprzez wyrzutnię rakiet, do dział plazmowych i działek automatycznych. Nasz rycerz uzbrojony jest w cztery rodzaje broni - uzbrojenie lekkie, przeznaczone w zasadzie do eliminacji wrażej piechoty, uzbrojenie ciężkie, mające za zadanie zamienianie w złom pojazdów i broń pośrednią, montowaną na grzbiecie - dodatkowo też wspomniane piłomiecze do walki wręcz.

Mój rycerz kontra czołg orków. Lepiej zestrzelić pocisk, a potem zniszczyć pojazd.
Fabuła jest, jak to w większości tego typu gier, nie tylko do bólu prosta, ale wręcz będąca jedynie pretekstem do odsłaniania kolejnej fazy kampanii, i jeszcze jednej misji, i kolejnej, a po niej jeszcze jednej. Nasz pilot Rycerza, po utracie towarzyszy, dołącza do Mrocznych Aniołów w czasie trwającej kampanii. Wykonuje na ich rzecz rozmaite zadania, w zamian zyskując coraz to nowsze uzbrojenie i wyposażenie.

Główny ekran gry.
Kampania podzielona jest na części (wszystkich misji jest obecnie, bodajże, 173). Po przejściu kilku misji danego etapu otwiera się kolejny rozdział walk, a potem schemat powtarza się. Misje są dość zróżnicowane, nawet pomimo względnej powtarzalności "terenu" - od prostego przejścia i uzyskania możliwie wysokiego wyniku, po ochronę sprzymierzonych jednostek, walkę na czas, czy też zniszczenie konkretnych, wyznaczonych celów. Im lepszy wynik, tym więcej dostajemy punktów i rudy, służącej potem do wykonywania nowych elementów wyposażenia i broni bądź ulepszania istniejących. W czasie misji, po pokonaniu co potężniejszych przeciwników, zdobywamy także kolejne przedmioty. Podobnie jak w wielu innych grach różnią się one częstotliwością wypadania - od "białych", powszechnych i zazwyczaj niewartych uwagi, po legendarne złote przedmioty, dysponujące potężnymi możliwościami i efektami specjalnymi.

Ekran kampanii, rozdział piąty, widoczne są misje kampanii. W lewym prawym rogu zakładka Patrols przenosi nas do dostępnych misji tego rodzaju, premiowanych, z reguły, nieco większą ilością rudy i medalami, niezbędnymi do przejścia na kolejny etap kampanii.
Wyposażenie można także produkować samemu. Jeden z ekranów interfejsu to kuźnia. Służy ona do przetapiania niepotrzebnego nam ekwipunku i rudy w celu stworzenia lepszego wyposażenia. Oczywiście, im dalej w grze, tym większe otwierają się przed nami możliwości twórcze, jednak okupione jest to i znacznie większymi wymogami dotyczącymi przetapianej rudy, i zdecydowanie wydłużonym czasem produkcji.

Kuźnia. Właśnie robi się moja nowa tarcza jonowa. Bez niej nie mogę rozpocząć nowej misji w kampanii.
Częścią tego ekranu są też ulepszenia - tu, poświęcając najczęściej dość znaczącą ilość rudy - możemy ulepszyć nasze przedmioty. Liczba takich ulepszeń jest ograniczona, widoczna każdorazowo na danym przedmiocie, a każde ulepszenie ma rosnącą cenę. Dzięki temu możemy jednak szybko nieco zwiększyć możliwości naszego Rycerza - bywa to niezbędne, gdyż misje w kampanii mają swoje minimalne "progi wejścia". Jeśli któryś z elementów wyposażenia naszego robota nie spełnia kryteriów wstępu, widoczne to jest na ekranie, a gracz wie, co należy ulepszyć lub wymienić.

Ekran, na którym widoczne jest wyposażenie naszego Rycerza.
Kolejny ekran zarządzania służy do malowania naszego Rycerza. Część kolorów dostępna jest "za darmo", inne pojawiają się w miarę rozwoju kampanii, kolejne - i bardziej zaawansowane wzory - dostępne są po ich kupieniu za całkiem już prawdziwe pieniądze.

Ekran malowania. Zbliżenie na część, którą wybrałem do pokrycia nową farbą - korpus robota. Po prawej stronie widoczne dostępne dla mnie kolory.
W kampanii naszym przeciwnikiem są początkowo orki, stopniowo jednak dołączają do nich marines Chaosu. Bardzo ładnie odwzorowane są maszyny i ich ruchy - atakujące bestie orków, ich sklecone z byle czego minigarganty, demoniczne roboty marines Chaosu - wszystko rusza się, brzdęka blachami, klekocze szczypcami i ryczy "jak żywe". Pod względem graficznym gra prezentuje się zdecydowanie nieźle.

Jeden z mniejszych przeciwników - jakiś blaszak orków. Symbol błękitnej tarczy oznacza, że przed jego ostrzałem lepiej chronić się tarczą jonową. Uruchomi się ją klikając na tenże symbol.
Walka jest prosta - stuknięcie i przytrzymanie jakiegoś punktu na ekranie powoduje strzał z broni lekkiej, szybkie dwukrotne kliknięcie odpali naszą broń zamontowaną na grzbiecie (działko automatyczne lub wyrzutnię rakiet), natomiast dotknięcie ekranu dwoma palcami uruchomi broń ciężką. Każdy rodzaj uzbrojenia ma własne charakterystyki, sprawiające, że lepiej lub gorzej nadaje się on do zwalczania konkretnych przeciwników. Lekki autostubber świetnie radzi sobie z gromadkami piechoty, jednak ma problemy z pokonaniem opancerzonych przeciwników. Strzał z którejś z broni ciężkich w grupę piechoty wroga bywa czasem świetnym pomysłem, pozwala błyskawicznie uporać się z jakimś upierdliwym użytkownikiem broni ciężkiej, jednak nasza własna broń tego rodzaju ma ograniczoną liczbę pocisków, które dłuuuugo przeładowują się po strzale - może się okazać, że tuż po zlikwidowanej właśnie grupie piechoty na scenę wkroczy decimator Chaosu... Powodzenia w ostrzeliwaniu go ze stubbera.

Fragment walki - zaledwie jeden przeciwnik. Ork uzbrojony w broń ciężką może nieco uszkodzić naszego robota.
W czasie walki wręcz interfejs ulega zmianie - najpierw mamy szansę zaszarżowania na przeciwnika - robimy to, klikając na pojawiającą się na nim czerwoną tarczę. Sęk w tym, że wcelowanie w nią bywa dość trudne, a wróg biegnie nam na spotkanie - kiedy nam się nie uda, zaszarżuje na nas, zadając nam spore obrażenia. Dalsza walka wręcz to widok dwóch przeciwników. Na dole ekranu widać kreskę z zaznaczonym pośrodku obszarem odpowiadającym za trafienie i cios krytyczny. Biegnie po niej wskaźnik. Jeśli uda nam się nacisnąć ekran we właściwym momencie, trafiamy wroga. Jeśli nie - my sami otrzymujemy cios. Szerokość "momentu trafienia" i szansy na cios krytyczny jest zaś uzależniona od naszego wroga i jakości naszego piłomiecza łańcuchowego. Podczas walki wręcz chyba najłatwiej o otrzymanie poważnych obrażeń, zwłaszcza gdy to my zostaniemy zaatakowani.

Gra jest trudna. Z jednej strony to dobrze, nie nudzi się szybko, a nadzieja znalezienia lepszego sprzętu powoduje, że chce się przejść jeszcze jedną, kolejną, następną misję. Z drugiej strony widać - niestety - że przyczyną tegoż stanu rzeczy jest skok na kasę. Po prostu - jest trudno, żeby kupić rudę, wyposażenie, kolejne możliwości eksploracji planety (szansa na otrzymanie rudy, sprzętu czy też ulepszaczy). Sprzęt uzyskiwany w misjach rzadko kiedy jest lepszy od tego, jaki ma się na sobie - ten z kolei robiony jest w kuźni. Do wejścia w kolejne misje kampanii potrzebujemy jeszcze lepszego sprzętu, pozostaje więc liczyć na łut szczęścia i epickie znalezisko albo - tak jest, kuźnia, czyli jeszcze więcej rudy. I tak koło się zamyka.

Ekran poszukiwania sprzętu - kolejną misję mogę wysłać za 27 minut...
Na szczęście gra jest - w mojej opinii - naprawdę fajna. Przyjemnie wyrzyna się kolejne fale orków, wiele frajdy sprawia zestrzelenie jeszcze jednego drop poda czy wsadzenie miecza w zielone oko brass scorpiona. Chce się grać. Mi nie przeszkadza poziom trudności, nie mam nic przeciwko zgrindowaniu kolejnych 40000 jednostek rudy. Zresztą, w takich grach z zasady nie płacę, mikropłatności mnie nie interesują. Zdaję sobie jednak sprawę, że są osoby, którym zepsuje to przyjemność z gry. Myślę jednak, że nawet one znajdą sporo frajdy w tej grze. To chyba, przynajmniej na razie, najlepsza gra mobilna wykorzystująca licencję GW. Zdecydowanie warto zapoznać się z przygodami Imperialnego Rycerza, zwłaszcza, że jest darmowa. Ostrzegam tylko, że po parunastu dniach rozgrywki naszła mnie duża ochota na kupienie tego modelu w wersji plastikowej. Co zresztą możliwe jest z poziomu samej gry:)

Zadania do wykonania, premiowane dodatkowymi nagrodami - złotem, rudą lub sprzętem.

poniedziałek, 9 maja 2016

Koniec z posągami | No more statues

Zgadza się, to ostatni wpis dotyczący żywych posągów. Tym razem na cokołach przyszło stanąć wiekowym miniaturkom z firm Metal Magic oraz Grenadier. Pierwsza w katalogu z przełomu lat 80/90 była opisywana jako "Poszukiwaczka przygód w ubraniu zimowym". Druga zaś to produkt Grenadiera, z tego co pamiętam, jako "Rayr, półelf". Obie figurki mają swoje lata, ale - co naprawdę zdziwiło mnie w miarę postępów malowania - nie są wcale prostackie. Nawet Rayr, który w postaci szarego ołowiu prezentował się nadzwyczaj nieciekawie, okazał się całkiem interesujący....

That's right, this is last entry about living statues. This time I present two pretty old miniatures, one from Metal Magic company, another one from Grenadier. The first was described in catalogues from 80/90 as "Adventureress in winter clothing". Second miniature is older IIRC, it was released by Grenadier as a part of one of theirs boxed sets under name "Rayr Half-Elf". Both miniatures are clearly old school but I was genuinely suprised that they are far from being simplistic. Even Rayr, who as a grey lead was really uninspiring, after laying some paint and drybrush turned out to be pretty nice one...