niedziela, 9 kwietnia 2017

Kosiarz | Scyther

Szczerze mówiąc, nie przepadam za figurkami szkieletów uzbrojonych w kosy - takie zwyczajne, standardowe narzędzia polowe. Z tego powodu lata temu przerobiłem jeden z najwcześniej pomalowanych przeze mnie oddziałów tego typu na jednostkę uzbrojoną w zwykłą broń ręczną.

Nic jednak nie poradzę na to, że mam całkiem sporo metalowych figurek uzbrojonych właśnie w ten sposób - i nawet bym nie chciał nic radzić, prawdę mówiąc. W 3. edycji WFB w armii ożywieńców jedną z jednostek obowiązkowych był oddział Grim Reapers, metale więc przydadzą się do roli, do której powstały. A w razie gier w późniejszych edycjach będą uzbrojone w broń dwuręczną.

Figurka to jeszcze jeden przykład bardzo licznych miniaturek do armii undeadów, wypuszczonych na rynek w drugiej połowie lat osiemdziesiątych - ta tutaj pojawiła się pod nazwą Kosiarz w serii C17 w roku 1987, a wyrzeźbił ją Aly Morrison.

To be completely honest, I'm not a big fan of miniatures of scythe armed skeletons - scythes looking like an ordinary field tool. It was one of the reasons I remade a whole scythed armed unit years ago into one-handed weapons unit.

But as I have quite a lot of metal skeletons armed with scythes (and I'm really, really glad that I do own them), I decided to rebuilt this old unit, as the 3rd edition of WFB makes it one of the mandatory ones in the army. So my metal miniatures will find a use as Grim Reapers - the task they were produced for. And if I will play in newer editions, two-handed weapons is a rather encompassing term.

This particular miniature is one more example of numerous skeletons released in second half of the eighties, being produced as a part of C17 series and released in 1987 as a Scyther. It was sculpted by Aly Morrison.







czwartek, 6 kwietnia 2017

Bardzo stara banshee | Very old banshee

Banshee będąca tematem dzisiejszego wpisu ma swoją historię. To najstarsza figurka przedstawiająca ten eteryczny stwór, jaka powstała w odlewniach Citadel - przynajmniej, jeśli mowa o okresie już bez integralnej podstawki, a wydaje mi się, że i wcześniej nie produkowano nic pod tą nazwą. W każdym razie banshee owa wkracza w świat Warhammera w listopadzie 1986 r., zaprezentowana na ulotce w serii C18 Night Horrors. Funkcjonuje tak czas jakiś, by po paru latach we wszelakich katalogach stać się generycznym duchem (zapewne dlatego, że w 3. edycji WFB nie było banshee), a następnie zniknąć w pomroce dziejów.

A szkoda, bo miniaturka ta, choć prosta, jest bardzo przyjemna, nieźle, moim zdaniem, zniosła próbę czasu i nadal dobrze prezentuje się na stole. Na jej niekorzyść zadziałała - zapewne - mikra postura, prawdziwa skala 28mm słabo prezentowała się obok gigantów z 4. i późniejszych edycji.

Malowanie tej banshee zamyka pewien rozdział w mojej kolekcji - niniejszym mam pomalowane chyba wszystkie figurki, opisywane przez Citadel jako tenże stwór:)

Today's banshee miniature has quite a history. This is - as far as I know - the oldest banshee miniature released by Citadel ever - at least in company's tab period, but I'm pretty sure that even before that there wasn't any miniature described officially as a banshee. Anyway, this banshee comes into Warhammer world in November of 1986, presented in a flyer as a part of C18 Night Horrors first releases. It functions as such for a few years then it becomes a generic spirit - probably becasue 3rd edition of WFB doesn't have banshees at all - and then it vanishes into a abyss of time.


It's a pity I think because this miniature - despite its simplicity - is really nice and still looks good. It has one potential flaw - it is really tiny, especially next to giant miniatures from 4th and later editions.


Presenting this particular banshee closes certain chapter in my collection too - I own painted all banshee miniatures released by Citadel:)







wtorek, 4 kwietnia 2017

Po prostu szkielet | Just a skeleton

Kolejny niczym specjalnym nie wyróżniający się szkielet, jeszcze jeden produkt GW z drugiej połowy lat osiemdziesiątych, jeśli dobrze znajduję, pojawił się po raz pierwszy w katalogu z roku 1988, choć na tabie ma datę produkcji o rok wcześniejszą. Rzeźbiarzem jest, najprawdopodobniej, Aly Morrison.

Jedynym wyróżnikiem, jeśli w ogóle można tak powiedzieć, jest jego nieco odbiegający od normy miecz, ciut bardziej ozdobny w formie od przeciętnej. Co z tego, skoro i tak niewiele go raczej widać.

Od pewnego czasu maluję broń swoich truposzy mocno pordzewiałą i spatynowaną, a także pochlapaną krwią. Nie wiem jeszcze, czy zostanie tak "na zawsze", czy to chwilowy kaprys. Czas pokaże.

Yet another ordinary skeleton, one more GW product from the productive second half of the eighties, first time shown in 1988 catalogue though tab reads 1987. Sculpted, most likely, by Aly Morrison.

The one non-standard detail is the sword, slightly more ornamented then usual. Unfortunately, due to the pose, it is not really visible.

I started to paint weapons of my undead rusty and bloodied from some time. I don't know if it will stay or it is just for a few miniatures... Time will tell.







niedziela, 2 kwietnia 2017

Trzy po trzy (6) | Three times three (6)

Czas na kolejny, krótki przegląd rzeczy fajnych i przydatnych dla wszystkich miłośników figurek wszelakich. Zaczynamy od galerii.

Galeria
- Diorama "Tribute" autorstwa Michała Pisarskiego "Lana", drugie miejsce na tegorocznym Crystal Brush i mój osobisty faworyt. Nie będę się rozpisywał, mam nadzieję, że uda mi się napisać osobną notkę na temat tego dzieła.
- Pająk pomalowany przez C'tana. Łukasz zrobił tu kawał świetnej roboty (a pomagała mu żona).
- Zdradziecki Kharn - tym razem nie pomalowany, ale wyrzeźbiony. Piękna, duża figurka autorstwa Vlada Foxa.

Społecznościówki
- Władcy krasnoludów mogą dostać orgazmu zerkając na projekt The Iron Crows of Kazhuk Izril firmy Durgin Paint Forge. Nie są to figurki w stylu GW, ale wyglądają bardzo ładnie.
- Pograniczny Fort - projekt Jeremy'ego Gossera, nic rewolucyjnego, ale wygląda ładnie, jest modularny i oferuje również pliki do samodzielnego druku 3D.
- I coś z pogranicza estetyki francuskiego, wysmakowanego komiksu i ładnych figurek - Świat Jeana-Baptisty Monge'a firmy Blacksmith Miniatures. To nie jest mój ulubiony styl, ale przypuszczam, że zawodowi malarze znajdą tu dużo ciekawych propozycji. Skala 54 mm.

Poradniki
- Malowanie pancerzy na przykładzie figurek do Infinity.
- Malowanie pierzastych skrzydeł - poradnik filmowy kanału Hobby Cheating.

I -dodatkowo - darmoszki.
- Świetnie opracowana, nieoficjalna księga armii Władców Grobowców do Age of Sigmar autorstwa Tylera Mengela z Mengel Miniatures.
- Projekt Companiona do kampanii Wewnętrzny Wróg do WFRP autorstwa Gideona. Olbrzymia księga, zerknijcie bo warto.

Time for yet another short compilation of all things nice and useful for ethusiasts of miniatures - both for wargaming and painting. Let's start with gallery.

Gallery
- 'Tribute' diorama by Michał Pisarski "Lan", second overall place at this year's Crystal Brush competition and my personal favourite one. I won't go in too much details here, as I hope to write something longer about this piece of art.
- A barrow spider by C'tan. Łukasz has painted a very realistic and terryfying spider (with a little help from his wife).
- Kharn the Betrayer - this time a sculpt, not a paint job. Beautiful, large miniature scuplted by Vlad Fox.

Crowdfunding
- Dwarf Lords may have an orgasm looking at The Iron Crows of Kazhuk Izril project by Durgin Paint Forge. Not really in Citadel style yet very, very nice and full of character.
- Stronghold on the Borderlands by Jeremy Gosser. Not revolutionary, for certain, but looks goo, it is modular and offers both resin and 3D printing files.
- And something bordering between artistic French comic and faerie tales - The world of Jean-Baptist Monge by Blacksmith Miniatures. This is not my preferred look but I'm pretty sure that it will be a very popular amongst professional painters. 54 mm scale.

Guides and tutorials:
- Ballistic armour painting for Infinity miniatures.
- How to paint detailed feathered wings by Hobby Cheating channel.

And some extras:
- Excellent, unofficial battletome for Tomb Kings army for Age of Sigmar by Tyler Mengel from Mengel Miniatures.
- The Enemy Within Companion - a large and very nice project by Gideon, designed for WFRP players running this excellent rpg campaign.


piątek, 31 marca 2017

Biały kruk - Figurkowy Karnawał Blogowy XXXI

Ilustracja Tenniela do książki o przygodach Alicji.
Figurkowy Karnawał Blogowy to inicjatywa mająca na celu zwiększenie aktywności polskich blogerów piszących o wargamingu. Więcej o niej można przeczytać tutaj, natomiast gospodarzem 31. już odsłony, której tematem jest "Biały kruk", jest Grish z bloga Fat Lazy Painter.

Tym razem temat Karnawału potraktuję dość dosłownie - będzie o białym kruku figurkowym. W swojej kolekcji mam sporo modeli, z których część jest obecnie zapewne dość droga, a część pewnie dość trudno dostępna. Po głębszym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że nie mam w niej czegoś, co określiłbym mianem "białego kruka" - czegoś rzadkiego, cennego i wyjątkowego. Nie mam Włócznika z Nuln, nie mam plastikowego bohatera krasnoludów, nie mam specjalnych, limitowanych edycji modeli z Forge World.

Mam jednak w domu miniaturkę, która dokładnie spełnia te wymogi - tyle, że nie jest moja. To jabberwock, wspomniany w tej notce przez Adriana z GitGames i do niego należący. Znalazł się u mnie na krótko, do malowania "w wolnej chwili".

Ale ab ovo - jak powiedziałyby starożytne elfy. Co jest też wyjątkowego w tym monstrum? Większość osób interesujących się WFB czy nawet WFRP kojarzy jabberwocka z ilustracji w podręczniku do 1. wydania gry fabularnej lub miniaturki oznaczonej symbolem C29 Jabberwock, wydanej w 1985 r. i wyrzeźbionej przez Nicka Bibby'ego. Miniaturka jest zaś wydaje się, z kolei, być wzorowana na pokazanym poniżej rysunku Tony'ego Acklanda, nie jest jednak, wg. mnie, specjalnie udana.
Ilustracja jabberwocka z podręcznika 1. edycji WFRP.
Szkic koncepcyjny modelu jabberwocka autorstwa Tony'ego Acklanda.
Natomiast pierwsza wspomniana ilustracja, ta z podręcznika WFRP, w zasadzie wiernie naśladuje widok jabberwocka ukazany na rysunku Johna Tenniela z Alicji po drugiej stronie lustra Carrolla z wydania z 1871 r. 

Istnieje jednak również drugi jabberwocky, wyrzeźbiony przez Boba Olley'a - jak się zdaje właśnie na podstawie tego rysunku. Pozostaje relatywnie nieznany, ponieważ był dostępny krótko i jedynie za pośrednictwem zamówienia Mail Order lub wyłącznie w sklepach (występuje tu nieścisłość - być może można było go krótko kupić i w sklepach GW, i za pośrednictwem Mail Order). Jego historia nie jest dokładnie znana, nie wiadomo nawet, kiedy dokładnie znalazł się w sprzedaży (najczęściej przyjmowany jest rok 1987), wiadomo jednak, że nie pojawił się w żadnym katalogu, nie było go w żadnej reklamie, nie wystąpił na żadnej ulotce. Stąd też jego relatywna rzadkość. Pojawiają się też głosy, że być może była to jakaś figurka testowa, na co miałaby wskazywać nieduża liczba szczegółów. Nie zgodzę się jednak z tą hipotezą - nie widać może tego na fotografiach, ale praktycznie cała powierzchnia potwora pokryta jest drobną łuską i ma liczne zmarszczki. Nie wydaje mi się, by wkładano tyle zachodu w rzeźbę mającą być jedynie próbą. 

Figurka owego monstrum również nie grzeszy pięknością, ma jednak swój urok - i na pewno zyska po pomalowaniu. Nie może to jednak przesłonić faktu, że na rynku jest kilka ładniejszych modeli tego potwora, część nawet zbliżona datą powstania do citadelowego... Ale tylko tego jednego brzydala nazwałbym pośród nich białym krukiem - ciekawe, czy pochodzenia tego smoczyska pozostanie jeszcze jedną z tajemnic Citadel i Games Workshop...


czwartek, 30 marca 2017

Szkielet Niszczyciel | Skeleton the Destroyer

Właśnie tę figurkę miałem na myśli, pisząc poprzednią notkę. Figurka praktycznie identyczna z poprzednim szkieletem, różnica to pozycja głowy i delikatne różnice położenia nóg - choć te ostatnie wynikają, być może, po prostu z wyjmowania z formy i późniejszych dziejów odlewu.

Tego rodzaju drobne różnice, warianty póz i wyglądu, zdarzają się dość często - przyczyną było, najczęściej, problematyczne odlewanie. Zdarzało się bowiem, że niektóre elementy odlewu przy wyjmowaniu niszczyły formę i konieczne było ich poprawienie. Mastery ulegały zużyciu, wtedy je poprawiano, czasami w ten prosty sposób robiono również "nowy" wzór. Niektóre z figurek produkcji Citadel znane są w dwóch czy trzech wariantach, ale jest też parę takich, w których liczba tych wariantów sięga dziesięciu - większość z nich nie była katalogowana, robią to obecnie kolekcjonerzy.

I have had this miniature in mind writing about painting variant of skeleton from the previous note. Miniature is virtually identical with Skeleton the Barbarian, with the main difference being head position and minor differences in positioning of legs. The latter may be simply a result of years of handling the miniature after it was casted.

Such simple differences in positioning of arms, heads, small changes to the equipment and gear are relatively common. They were made, most likely, due to moulds being damaged by some parts of the original miniature, which had to be resculpted. Other reason - master models was damaged during making a mould. Yet another - with some simple change another design was made. Some of Citadel produced miniatures are known to exist in two or three variants but there are some which have even ten or more. Most of them were not catalogued at all, currently collectors are trying to catalogue them.










wtorek, 28 marca 2017

Szkielet barbarzyńca | Skeleton The Barbarian

Malując tę figurkę, którą otrzymałem dzięki wymianie ze znajomym, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że rzeźbiarz - Aly Morrison - w trakcie pracy zerkał jednym okiem na Conana Barbarzyńcę, poza wydaje się jakby znajoma i stąd tytuł notki. Sama figurka pojawiła się, jeśli dobrze szukam, dopiero w czerwonym katalogu z 1991 r., gdzie nosi wiele mówiącą nazwę Sword 24.

Sama rzeźba ani lepsza, ani gorsza od innych z tego okresu, ot - zwykły szkielet uzbrojony w miecz, nawet bez śladu dodatkowego wyposażenia, poza zerwanym obręczą kajdan na piszczelu. Malowałem nieco odmiennie niż zwykle, ale równie prędko - na biały podkład nałożyłem devlan mud, a potem staranny drybrush bleached bone, po którym nastąpił delikatny suchy pędzel celesta grey i białym. Niektóre wystające kości dodatkowo podkreśliłem białymi kreseczkami, kilkukolorowa rdza zrobiona z odcieni brązów na miecz i skończone.

A żeby było ciekawiej, jednocześnie malowałem identyczną figurkę, którą już wcześniej posiadałem w kolekcji. Choć może słowo identyczną nie jest do końca właściwe - niemal identyczną, różniącą się tylko położeniem głowy i delikatnie zmienioną pozą. Ale o tym w następnym wpisie.

When I painted this miniature, which was obtained thanks to exchange with one of my collagues, I felt that its pose was heavily influenced by watching Conan The Barbarian once too much by Aly Morrison - hence the name of the note. Miniature itself was presented in catalogue for the first time in red catalogu from 1991, where it is described as Sword 24. Not really imaginative, isn't it?

Sculpt is typical for this period, no better, no worse - standard sword-armed skeleton, without any trace of any additional equipment, no armor, no shield, no helmet - only manacles on the leg. I painted it in a slightly different way then my usual skeletons are painted but equally fast. Devlan Mud wash over white undercoat, then drybrush with Bleached Bone, and then light drybrush of Celesta Grey and White. Some most prominent edges and bones were additionally highlighted with white, rust was painted with few shades of browns.

Interesting things is that at the same time I painted second such miniature, which I already had in my collection. Well, my skeleton is a variant of sort, as its pose is very slightly different and head is turned the other way. But I will show it in the next note.







poniedziałek, 27 marca 2017

Bez wentylacji: wywiad z Jamiem Simsem

To już ostatni - przynajmniej na jakiś czas - wywiad z cyklu rozmów z ludźmi, którzy tworzyli początki brytyjskich gier fantasy, najczęściej pracując dla Games Workshop. Pozostałe rozmowy dostępne są tutaj. Przypomnę jeszcze tylko, że poniższy wywiad ukazał się oryginalnie na blogu Realm of Chaos 80s prowadzonym przez Orlygga, któremu niniejszym serdecznie dziękuję za pozwolenie na publikację jego rozmów w tłumaczeniu na język polski.

Od siebie dodam. że Jamie Sims, będący bohaterem dzisiejszych wspominek, to chyba mocno ciekawa osoba. Nie zgadniecie chyba, czym zajmuje się teraz - pracuje dla Sabatonu:) 

Fani starego Warhammera to mocno zróżnicowane grono. Ponieważ ich liczba cały czas rośnie, nowi adepci pochodzą z rozmaitych krajów, zajmują się różnymi rzeczami. To jedna z zalet takiej społeczności. Czasami spotyka się, po prostu, kogoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, a słuchanie go to czysta przyjemność.

I kimś takim jest Jamie Sims.

Początkowo nawiązaliśmy kontakt za sprawą jego niesamowitych makiet. Jamie chciał pokazać swoje świetne prace w Foundry, w czasie oldhammerowego weekendu. Niestety, z wielu powodów ostatecznie okazało się to niemożliwe, ale czułem, że jego prace powinny być znane entuzjastom modelarstwa fantasy i gier, bo należą do najlepszych, jakie miałem okazję oglądać. Co więcej, Jamie przypomniał mi, że pracował dla Asgard Miniatures i był świadkiem wielu spraw, które mogą być bardzo interesujące dla czytelników tego bloga.

RoC80s: Zdaje się, że każdy ma inną opowieść o tym, jak zajął się grami fantasy. Jak było w twoim przypadku?
JS: OK, to długa historia. Zainteresowałem się Dungeons and Dragons na bardzo wczesnym etapie rozwoju tej gry, gdzieś w 1978 czy 1979. Z tego też powodu dowiedziałem się o istnieniu firmy Asgard Miniatures, która w tamtym czasie mieściła się na Commerce Square w Lace Market w Nottingham. To był 1981 r. Zaproponowano mi stanowisko pakowacza, a potem odlewałem figurki. To było w czasach, kiedy Citadel nawet jeszcze nie połączyło się z GW. Przychodził do nas kupować figurki młody John Blanche, potem wracał z nimi już pomalowanymi, odsprzedawał je nam na wystawę. Do Asgardu wpadał próbować swoich sił w rzeźbieniu figurek wówczas jeszcze młodszy Jes Goodwin, tam właśnie zaczynał swoją karierę. Z dumą mogę powiedzieć, że widziałem pierwszą wyrzeźbioną przez niego figurkę. Szef ją wziął, odłamał dwie kończyny i powiedział - "tego się nie odleje, tego też nie". A potem oddał ją, oczywiście załamanemu, Jesowi. Trzeba mu przyznać, nie załamał się wtedy.

W sumie zawsze interesowałem się właśnie tym, opublikowałem kilka ilustracji w White Dwarfie, inne w paru podręcznikach. Dodatkowo, robiłem też tereny do Realms of Chaos i pracowałem jako część zespołu 'Eavy Metal. Pracowałem też dla Target Games, Fantasy Flight, Testors, Paiso i innych, a także dla rozmaitych firm produkujących gry komputerowe. Brałem też udział w kilku projektach związanych z filmami telewizyjnymi i kinowymi i stąd też moje umiejętności wykonywania terenów i podobnych projektów modelarskich.

Przykład prac Jamiego. Szczegóły nadają pozorów realności. Granie na takich modelach przypomina chyba pracę na planie filmowym, prawda?
Dzięki kilku poziomom makiety, często występującym na modelach Jamiego, dobry prowadzący mógłby wpleść w grę liczne ciekawostki i wykorzystać własne przepisy dodatkowe.
Czasem jest tak, że kiedy człowiek przygląda się własnym, marnym próbom robienia terenów do gier, gorzkie łzy same toczą się po policzkach, prawda?
Ależ tu inspiracji. Zwróćcie uwagę na detale okien i czegoś, co jest chyba wylotem kanału.
RoC80s: Co sprawiło, że zacząłeś budować scenerie?
JS: W szkole mieliśmy coś, co nazywało się komisyjnym egzaminem językowym (wiem, że brzmi to coś jak żywcem wyjęte z kart wiktoriańskiej powieści, ale tak, naprawdę jestem taki stary). Musieliśmy przygotować prezentację, na dowolny temat. Wtedy już od jakiegoś czasu budowałem modele Airfixa i przygotowywałem dla nich małe makiety, używając giętkiego drutu i papier-mache. To były moje pierwsze próby robienia terenów, gdzieś w 1978 r.

Przeskakujemy parę lat i oto odkrywam Asgard Miniatures, a poznani tam gracze wykorzystują zasady rewolwerowców z Dzikiego Zachodu napisane przez Bryana Ansella. Mieli taki model kościoła ze zdejmowanym dachem, z pełnym wyposażeniem wnętrza, mieli też wiele innych budynków. Natychmiast mi się to spodobało! Zrobiłem podobne dla siebie, tylko większe i znacznie bardziej niezdarnie zrobione ze sklejki, w garażu matki pomalowałem je farbą emulsyjną, z piaskiem na podłożu.

Potem to było już w Studio Projektowym GW w Enfield Chambers w centrum Nottingham. John Blanche poprosił mnie o zrobienie jakichś odpowiednio chaotycznych terenów do przygotowywanych do publikacji Roc. Parę lat później zacząłem grać w 40K z Andym Chambersem, którego znałem jeszcze z Asgardu. To dopiero wtedy zająłem się na poważniej budową scenerii. Prawdę mówiąc, to właśnie niektóre z moich modeli, mające kilka poziomów, zainspirowały Andy'ego do napisania dodatkowych przepisów City Fight. Jak mi się zdaje, zdjęcie jednego z moich modeli jest na tylnej okładce. Ale wracając do sedna. Przełom nastąpił jednak znacznie później. Siedziałem z Georgem RR Martinem w jego domu (autorem Gry o tron) w New Mexico. Robiłem dla niego scenografię, na tle której mógłby robić zdjęcia swoich figurek. Wykorzystywałem wtedy głównie płytki plastikowe, odpowiednio cięte i kształtowane, kiedy jego żona Parris dała mi trochę płyt piankowych i spytała, czy korzystałem z nich wcześniej. I potem poszło już gładko, to świetny, fantastyczny materiał do makiet.

Ma ktoś chęć na drzewko chaosu?
RoC80s: Powiedz nam, jak dużo czasu zajmuje ci zrobienie takiej makiety i ile ona kosztuje?
JS: Z wykonaniem jest bardzo różnie, projekty w końcu różnią się między sobą, choćby wielkością, obecnością wnętrz czy fragmentów z wodą. Trudno więc powiedzieć dokładnie. Piramidę budowałem około miesiąca, w tym czasie nie zajmowałem się niczym innym. Do tego lubię cały czas coś poprawiać. Ogólnie, moje modele są przeznaczone do grania, więc priorytetem jest doprowadzenie ich do stanu użyteczności w grze. Dopiero potem dodawane są szczegóły i dodatkowe elementy. Przykładowo, właśnie jestem w połowie robienia nowego dachów dla paru budynków, dzięki temu będą znacznie lepiej wyglądać.

RoC80s: Czy te modele, który widzimy, to projekty osobiste, czy tez robione na zamówienie?
JS: Wszystkie tutaj widoczne przeznaczone są robione z myślą o moich osobistych grach. Robię tereny jednak zawodowo. Wytwarzam elementy scenografii, rzeźby, modele, robię ilustracje, proste animacje, rysuję diagramy, szkice, itp. Obecnie pracuję nad dwoma zamówieniami, mam wykonać dwa poprawnie historyczne modele prawdziwych kościołów. Przyjmuję zamówienia z praktycznie dowolnej dziedziny.

RoC80s: Który z wykonanych modeli to twój ulubiony?
JS: Ha! Ulubiony... Trudne pytanie. Z każdym wiążą się różne wspomnienia. Nie, nie jestem w stanie wybrać jednego. Jeśli któryś wybiorę, inne mogą poczuć się urażone...

RoC80s: :Powiedzmy, że chciałbym zamówić u ciebie model terenu. Ile by to kosztowało i w jaki sposób mam to zrobić?
JS: Skontaktuj się ze mną za pośrednictwem tego maila: j.sims2@btinternet.com. Cena takiego zamówienia zależy od skomplikowania modelu lub modeli. Zwykle rozmawiam z klientem na temat jego oczekiwań i kwoty, jaką może przeznaczyć na projekt i jakoś dogadujemy się tak, by obie strony były zadowolone.

Świątynia. Jeden z największych projektów Jamiego.
Świątynia raz jeszcze. Ma pełne wnętrze, a nawet szkielety!
Niech to zdjęcie da wam pojęcie o SKALI projektów Jamiego!
RoC80s: Pracowałeś dla Asgard Miniatures na początku lat osiemdziesiątych. Co przypominasz sobie z tego okresu na temat tej firmy?
JS: Asgard wtedy to byłem ja (odlewacz), Paul Sulley (kierownik), Garry "Slim" Parsons (robił formy) i Nick Bibby (rzeźbiarz), który pracował w swoim mieszkaniu. Reszta z nas pracowała w dwupokojowej klitce na Lace Market. To był początek lat osiemdziesiątych, tamta okolica była wtedy strasznie zaniedbana. W obecnych czasach ludzie wykorzystaliby to jako inwestycję, wyremontowaliby te budynki jako zabytkowe. Ale wtedy nikt ich nie chciał. Dlatego czynsz był bardzo niski, ale nie było żadnych udogodnień. Ani bieżącej wody, ani umywalki, nawet toalety nie było! To była naprawdę inna epoka. Nie przeszkadzało nam jedzenie obiadu w pomieszczeniu z gotującym się ołowiem. Bez wentylacji. Bardzo niezdrowo, bardzo niebezpiecznie. Chyba wówczas nie znano jeszcze pojęcia bezpieczeństwo pracy! Mieliśmy mnóstwo zamówień pocztowych, także ze Stanów, importowaliśmy też pierwsze i kolejne figurki Ral Parthy. To były niesamowite modele. Nie wiedzieliśmy tego wtedy, ale wyrzeźbił je Tom Meier, który miał wtedy zaledwie 16 lat. To dopiero utalentowany facet.

Firma działała tak, że wszystkie decyzje podejmował Paul, zwykle bez konsultowania tego ze swoimi wspólnikami (Nickiem i Slimem). Najlepszym przykładem tego będzie odrzucenie oferty połączenia się z Citadel. Według mnie to był gwóźdź do trumny firmy. Asgard początkowo miał bardzo dobrych rzeźbiarzy i pomysły. Rzeźbili dla niego przecież Nick Bibby i Jes Goodwin! To najlepsi rzeźbiarze w tym fachu, przynajmniej po tej stronie oceanu. Ale Citadel miała moce przerobowe. I, oczywiście, połączyła się potem z GW. Można więc powiedzieć, że była to naprawdę fatalna decyzja biznesowa.

W tamtych czasach produkty Asgardu cieszyły się wielkim zainteresowaniem, można powiedzieć, że były wręcz kultowe. Sporo ludzi spędzało w firmie praktycznie cały swój czas. Wśród nich były i wielkie - w przyszłości - nazwiska: John Blanche, Andy Chambers, Jes Goodwin, Nick Bibby, Tim Pollard, Slim, Chris z Asgardu, Andy Minor, Pank, Che i ja. Byłem bardzo młody i to były naprawdę zwariowane czasy. No i przechodziłem wówczas wielkie zmiany. Choć z pewnością płaca 30 funtów na tydzień nie była specjalnie wysoka, jestem naprawdę zadowolony, że byłem właśnie tam, na początku tego wszystkiego, całej tej sceny, tego hobby, niezależnie od tego jak się to nazwie. Wtedy to była działalność praktycznie undergroundowa. Nikt z mainstreamu nie wiedział, czym jest Dungeons and Dragons. Wspaniale było być częścią tego wszystkiego, tego całego fantastycznego, innego świata, z dala od codziennej szarości rzeczywistości.

RoC80s: Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, jak wówczas odlewano figurki. Możesz nam to wyjaśnić?
JS: No cóż, nie odlewałem dla Citadel, tylko dla Asgardu. Był kociołek do rozpuszczania metalu, wielkie gąski ołowiu, które wszyscy pomagali nosić z ciężarówki, kiedy była dostawa. Stół pokryty małymi kawałkami wulkanizowanej gumy, mnóstwo gumowych form, wszędzie okruchy ołowiu, jakieś części, odlewy, wszystkie te śmieci z odlewania. Opakowania po frytkach, puszki po coli, papiery po kanapkach, papierosy, niedopałki i popiół. No i wasz zaufany koleś. Włączałem kociołek, kiedy się rozgrzał, wrzucałem do niego sztabę ołowiu, pionowo. Trzymałem ją do momentu, kiedy się robiła miękka i zaczynała płynąć, wtedy wsuwałem ją całą do pojemnika. Gdyby ją zostawić samą sobie, gwałtownie by się roztopiła i chlapnęła by rozbryzgami dookoła. Kiedy myślało się o niebieskich migdałach trzymając sztabę - tak samo.

W tamtym czasie miałem 16 lat, mieszkałem w mieszkaniu pod Nickiem Bibbym w Carrington. Płacono mi królewskie wynagrodzenie 30 funtów na tydzień. Któregoś ranka nie było nic do jedzenia. Tylko butelka wódki. Ponieważ miałem 16 lat, pomyślałem, że spróbuję jakoś przetrwać w robocie tylko na alkoholu. Zdrzemnąłem się trzymając jednocześnie dwie sztaby ołowiu w kociołku. Tego dnia odesłali mnie już do domu. To była mocna lekcja na samym początku dorosłego życia.

W każdym razie, odlewanie wyglądało tak, że otwierało się wieko wirówkowej maszyny odlewniczej, nakładało formę, zamykało wieko, uruchamiało maszynę, nabierało łychę roztopionego metalu i wlewało się go - w możliwie najbardziej płynny sposób - do formy przez otwór pośrodku wieka wirówki. Jeśli nalewało się za szybko, forma się zatykała. Jeśli za wolno, metal jej nie wypełniał. Potem trzeba było odłożyć łychę, zatrzymać maszynę, otworzyć ją, wyjąć i położyć na stole pełną formę. Cały proces wyglądał więc tak - nalewasz, obracasz się i wyjmujesz figurki z formy, odwracasz się ponownie, zatrzymujesz maszynę, wyjmujesz pełną formę i zastępujesz ją pustą. I tak wiele razy. Odlewanie robiliśmy w pomieszczeniu z tyłu, byłem jedynym odlewnikiem. Slim był w sąsiedniej kanciapie, robił formy (dodam, że szło mu to bardzo sprawnie). A Paul kręcił się wte i wewte w pomieszczeniu frontowym (sklepie bez lady), robiąc coś ważnego, czego nikt nie rozumiał.

Przykładowa figurka Asgard Miniatures pomalowana przez Johna Blancha. Czy to nie jest jedna z najfajniejszych tarcz, jakie widzieliście? A dodatkowo malowana chyba olejami. Zdjęcie Steve'a Casey'a.
I jeszcze jeden przykład malowania figurek Asgardu przez Johna Blanche'a. Figurki te, jak również mnóstwo innych miniaturek z Asgardu można obejrzeć na blogu Steve'a Casey'a - Eldritch Epistles.
RoC80s: A co z formami? Jak były zrobione?
JS: W prasie wulkanizacyjnej. Slim najpierw ręcznie je nacinał, umieszczał kołki stabilizacyjne, posypywał wszystko talkiem, po czym forma wędrowała do prasy wulkanizacyjnej (była w tym samym pomieszczeniu co kociołek do rozpuszczania metalu i wirówka). Slim w bardzo zręczny sposób wycinał konieczne kształty i kanały odprowadzające powietrze, prowadzące na zewnątrz formy... To było naprawdę niesamowite. Wiecie, musiał na oko, kierując się swoim doświadczeniem, wyznaczyć miejsca, do których ołowiowi trzeba było pomóc dotrzeć. Potem ręcznie nacinał gumę, robiąc kanał odpowietrzający. Nie za gruby, nie za cienki. To była naprawdę precyzyjna robota.

Możecie sobie wyobrazić, smród palonej gumy, ołów, dym, bez wentylacji. Naprawdę, nawet okna były za małe i zbyt zniszczone, żeby można było je otworzyć. Zdrowie i bezpieczeństwo pracy? Ha Ha! Wciąż jeszcze żyję! Nikt nie myślał o zdrowiu i bezpieczeństwie. Po prostu się o tym nie mówiło. Mój ojciec umarł, kiedy miałem 14 lat i to - dosłownie - rozwaliło rodzinę. Kiedy więc tylko skończyłem 16 lat, rzuciłem szkołę, odszedłem z domu i zatrudniłem się w Asgardzie. Pozostawiony samemu sobie w tym wieku, w ciągu roku praktycznie zdziczałem. A kilka miesięcy potem uświadomiłem sobie, że jednak muszę wrócić do nauki. Zawsze interesowała mnie tylko sztuka. Kiedy mieszkałem piętro niżej niż Nick Bibby, podziwiałem jego prace. Był niesamowitym rzeźbiarzem i świetnym malarzem. Chciałem iść do szkoły artystycznej, więc przełknąłem dumę, wróciłem do domu matki i zapisałem się do szkoły, żeby jeszcze raz podejść do egzaminów. Kilka lat potem byłem na uniwerku, spotkałem tam Johna Blanche'a. Chciał zobaczyć moje prace i czasami dawał mi jakieś zlecenia. Jakaś ilustracja, malowanie paru figurek dla raczkującego wówczas zespołu 'Eavy Metal. Któregoś dnia jakaś sceneria dla Realm of Chaos. Muszę powiedzieć, że te prace z mojego początkowego okresu, choć były wspaniałym doświadczeniem... no, powiedzmy, że nie są moimi najlepszymi dziełami. 

Konwersja autorstwa Blanche'a.
RoC80s: A co z jakimiś dzikimi wyczynami? Mam wrażenie, że czytelnicy tego bloga nigdy nie mają dość opowieści tego rodzaju. Wszyscy ci młodzi faceci pracujący razem w takich warunkach... Z pewnością robiliście sobie dowcipy.
JS: Któregoś dnia pakowaliśmy duże zamówienie dla Stanów, dla jakiejś firmy prowadzącej sprzedaż hurtową. Paul był bardzo podekscytowany. To była duża sprawa. Pomagaliśmy wszyscy. Wkładało się figurki w małe, przezroczyste torebki, zszywaczem wpinało kartonik z nazwą, na którym już wcześniej ręcznie wpisywało się kod. Trochę to trwało. W każdym razie Slim jadł kanapkę z bekonem, ale wszyscy tak się spieszyli, że zapomniał ją dojeść. Położył ją w którymś z na pół pustych pudełek, a potem ktoś przykrył ją innymi torebkami. W tamtych czasach przesyłka tego rodzaju wędrowała do Stanów około miesiąca. Możecie sobie wyobrazić, co się stało po takim czasie. Na szczęście adresat niespecjalnie się tym przejął, zwłaszcza kiedy się pomyśli o smrodzie, jaki musiał towarzyszyć otwieraniu paczki.

W tym samym zamówieniu dostarczyliśmy paczuszkę z "ruinami z lochów". Byliśmy bardzo młodzi i głupi, więc stwierdziliśmy, że czymś niesłychanie zabawnym będzie zebranie jakichś odłamków, kawałków metalu i podobnych śmieci, zapakowanie ich z kartonikiem "Ruiny z lochów" i nadanie im własnego kodu. Co najdziwniejsze, zamawiający nawet zrozumiał ten żarcik! Napisał o nim w późniejszym liście. Nie pamiętam już do której firmy szło to zamówienie, ale mieli poczucie humoru.

A co powiecie na "penisoróżdżkowego barbarzyńcę" Blanche'a? Kiedy Nick wyrzeźbił w skali 28 mm barbarzyńcę inspirowanego Conanem-Barbarzyńcą, była to - po prostu - "najlepsza taka figurka w tej skali, zrobiona jak dotychczas w Anglii". Wtedy regularnie zachodził do nas John Blanche, kupował figurki albo dostawał je za darmo, w zamian za pomalowane miniaturki. Rzeczy, które robił były o lata świetlne przed tym, jak się wówczas malowało. Miał niesamowitą wyobraźnię. A jeśli chodzi o samo malowanie - to John wymyślił washe i malowanie suchym pędzlem. Chyba wystarczy. Miał, jeśli chodzi o malowanie, umiejętności i wizję. I uwielbiał tego barbarzyńcę. Nawet żartowaliśmy, że John wszystko porównuje do tego barbarzyńcy. Pomalował go naprawdę niesamowicie.

Asgard produkował też figurkę licza. Jeden z modułów do Dungeons and Dragons - Tomb of Horrors - stwierdzał, że w każdej wartej uwagi minikampanii D&D powinien być jakiś licz. Więc Nick wyrzeźbił takiego stwora, trzymającego różdżkę zdecydowanie przypominającą penisa. Myślę, że to miała być różdżka z głową węża (albo może Nick się nudził?). W każdym razie John dostał tę figurkę, a potem wziął miniaturkę barbarzyńcy, uciął jej miecz, wstawił w to miejsce różdżkę, dorobił płaszcz z kapturem, niemal całkowicie opinający postać barbarzyńcy, tylko z przodu została niewielka szczelina, z której wystawał, dumnie stercząc, nowy oręż. Śmialiśmy się z tego bez końca, trzeba jednak powiedzieć, że całość była też świetnie zrobiona. Subtelnie a jednocześnie szokująco. No i genialnie pomalowana. No ale cóż, takie były wtedy czasy. Ale świadczy to też o tym, jak John, jako artysta, widział różne rzeczy. Teraz to chyba jednak trudno sobie wyobrazić?

W witrynie wystawowej sklepu?

Zlinczowali by całą obsługę!

I tak oto kończy się kolejny wywiad z człowiekiem, który brał udział w początkach brytyjskiego wargamingu fantasy. Jestem przekonany, że podziękujecie, równie gorąco jak ja, Jamiemu za czas, jaki poświęcił na tę opowieść. A jeśli chcielibyście zobaczyć więcej jego prac, odnośnik niżej prowadzi do jego portfolio.


A maila do niego można słać tutaj:


Orlygg.