wtorek, 16 lipca 2013

Epic 30K: odsłona dwunasta | Epic 30: part twelve

Trochę cicho było ostatnio o naszym projekcie Epic 30K - ale coś tam się dzieje i w tym temacie, tyle że raczej wolno. Mój brat pomalował wcześniej swoje drednoty, a ja na warsztat wziąłem trzy pierwsze Land Raidery, starutkie modele pochodzące jeszcze z pudełkowej gry "Space Marine", pierwszego wcielenia Epica. Dzięki temu, że są takie stare, idealnie wpisują się w klimat Herezji Horusa, przedstawiają bowiem pierwszą wersję tego pojazdu, bardziej klockowatą od późniejszej. Malowanie prościutkie, raczej na szybko. Podkład, delikatny wash olejny (chyba ciut za delikatny nawet), a potem detale, rozjaśnienia, delikatne przybrudzenia. Po pomalowaniu reszty pojazdów na czołgach pojawią się jeszcze kalkomanie ze znakiem Legionu.

Our Epic 30K project is not forgotten but progress has been really slow. My bro painted his three dreadnoughts lately and I managed to paint just three Land Raiders for my Legion, very old models which comes from original boxed "Space Marine" game, first so to say edition of GW's Epic. And as they are so old, they fit perfectly in Horus Heresy era - they represent older Land Raider design, from the Rogue Trader era, even more boxed and higher then current ones. Painting is very simple - basic color, light oil wash (maybe too light), then details, some highlights and light weathering. There will be also decals added to all vehicles, with Legion's Iron Gauntlet, but I have to finish them all first.




niedziela, 14 lipca 2013

Prosto z pudełka: omówienie zestawu "Woodland Indian War Party" produkcji Conquest Miniatures/Warlord Games | Straight from the box: review of "Woodland Indian War Party" boxed set by Conquest Miniatures/Warlord Games

Szukając figurek do "Muskets & Tomahawks" dokonałem przeglądu oferty rozmaitych firm. Całkiem liczni producenci mają w swoich katalogach figurki odpowiadające tematyce i okresowi gry, z jakością jest już - niestety - trochę gorzej. Są tacy, którzy mają figurki bardzo wierne źródłom pod względem detali, dające się z łatwością przypisać do określonych plemion/oddziałów/jednostek, są też tacy, u których detale są, powiedzmy, nieco ogólne. A kiedy zacząłem jeszcze zastanawiać się nad rzeźbą figurek, okazało się, że grono odpowiadających mi wytwórców dość znacznie się zmniejszyło. Wśród tych, które nadal pozostawały w kręgu moich zainteresowań, były produkty firmy Conquest Miniatures. Producent ten specjalizuje się w tematyce związanej z Indianami, ma duży wybór wojowników z poszczególnych plemion, a także żołnierzy brytyjskich i francuskich, osadników, członków oddziałów nieregularnych, itp. Po obejrzeniu zdjęć pomalowanych figurek stwierdziłem, że znalazłem to, czego szukałem. Co więcej, ku mojemu zadowoleniu okazało się, że firma Warlord Games zaczęła sprzedawać pudełkowe zestawy metalowych figurek Conquesta w ramach swojej linii produktów przeznaczonych do gry "Black Powder", oszczędzając mi mozolnego wybierania mniejszych zestawów.

Pudełko w które zapakowane są miniaturki wykonane jest ze stosunkowo cienkiej tektury, podatnej na zgniecenia. Na przedniej stronie widoczna jest grafika pokazująca Indian w walce, tylna strona zawiera króciutki rys historyczny, zdjęcie pomalowanych figurek oraz wyróżnione dwie figurki, wśród których znajduje się sachem - indiański wódz.

Wewnątrz opakowania umieszczona jest wkładka z grubej tektury, w której wycięciach znajdują się dwa plastikowe blistry z figurkami, oraz dwustronna, kolorowa ulotka przedstawiająca ciut dokładniej historię Indian z terytoriów obecnej wschodniej Kanady i północnego wschodu USA wraz z przykładem malowania - identycznym jak na tylnej stronie pudełka. Ulotka zawiera także opis taktyki Indian leśnych.

Miniaturki, których jest dziewiętnaście, nie są zabezpieczone w żaden sposób przed uszkodzeniami - poza plastikiem blistra. Prawdę mówiąc, już podniesienie pudełka napawa pewnymi obawami - wyraźnie daje się słyszeć stukot i grzechotanie obijających się o siebie miniaturek. Na szczęście w moim pudełku nie było poważniejszych uszkodzeń, ale już w pudełku brata, Mormega, wódz Indian miał ułamaną rękę z muszkietem. U mnie najpoważniejsze zniszczenia to bardzo mocno zgięte lufy dwóch muszkietów. Podejrzewam jednak, że tego rodzaju uszkodzenia powstają jeszcze na etapie wyciągania figurek z formy i są oznaką badziewnej kontroli jakości. Wyprostowanie takich luf, co oczywiście jest możliwe, po pierwsze osłabia metal, po drugie nigdy nie udaje się do końca. Widać to zresztą na zdjęciach dołączonych do notki. Dwa z nich pokazują figurki z pogiętymi lufami, prosto z pudełka, dwa kolejne przedstawiają te same miniaturki już po próbach starannego wyprostowania luf - nadal są one delikatnie powykrzywiane i nic już się z tym raczej nie da zrobić.

Wśród figurek jedna jest niedostępna poza tym zestawem - to model wodza. Pozostałe pochodzą z różnych zestawów produkcji Conquest Miniatures, rozpoznałem figurki z zestawów "Iroquis warriors A" oraz "B". Ogółem moje pudełko zawiera piętnaście różnych figurek i cztery będące duplikatami. Część póz figurek jest do siebie mocno zbliżona, miniaturki różnią się jednak znacznie detalami wyposażenia - przy odpowiednim malowaniu z pewnością będą się dość mocno różnić od siebie. Jak w innych zestawach pudełkowych Warlord Games, w pudełku nie ma podstawek - miniaturki zaopatrzone są w niewielkie, nieregularne podstawki metalowe, do grania trzeba będzie jednak przykleić je albo na podstawkach wyciętych z płytki plastikowej, albo na dostępnych w sklepach podstawkach plastikowych. Wszystkie figurki uzbrojone są w broń palną, większość broni - jeśli nie wszystkie - to muszkiety.

Figurki wykonane są w prawdziwej skali 28 mm, co oznacza, że są stosunkowo proporcjonalne. Porównanie z figurkami braci Perrych pozwala stwierdzić, że są od nich minimalnie mniejsze. Są jednak bardziej szczegółowe, odnoszę także wrażenie, że ich pozy są generalnie bardziej dynamiczne. Detale, zwłaszcza fryzury, pozwalają przypuszczać, że figurki przedstawiają Irokezów nie-Huronów, ogólnie jednak nadają się do wykorzystania po obu stronach konfliktu, czyli wojny francusko-indiańskiej.

Jakość odlewów jest dość dobra - choć poza wspomnianymi pogiętymi elementami, w zasadzie na wszystkich figurkach miałem wyraźne linie podziału formy, nie zauważyłem jednak poważnych uszkodzeń, w rodzaju niedolanych fragmentów. Co prawda, praca pilnikiem będzie niezbędna, sądzę jednak, że efekt będzie tego wart.

Looking for a miniatures for "Muskets & Tomahawks" I searched through catalogues of many companies. There is quite a lot of manufacturers producing figures for this period but I've found that quality of sculpts is lacking in many cases - at least judging by the pictures available online. Most of the producers sell miniatures lacking specific details making them members of particular tribe - specific haircuts, leggins or boots are almost non existent. And as I was looking for a British-allied Indians, I wanted them to be as close to originals, as possible. Fortunately Conquest Miniatures makes exactly what I need - higly detailed miniatures of Woodland Indians in dynamic poses, with enough details to mark them as belonging to specific tribes. This company makes full range of accompanying miniatures also (settlers, soldiers, rangers, etc. - for both sides of the conflict). After seeing some pictures of painted miniatures online, I decided to buy miniatures from Conquest. Fortunately, Warlord Games has just started selling Conquest's French-Indian War products then, and most important miniatures were repacked in boxed sets under the label of WG's "Black Powder" game. Great!

Box itself is made from rather thin cardboard, prone to being damaged easily. Front side has large, very nice painting of Woodland Indians war party at combat, back side has photos of painted miniatures and short text describing Indian's history. There is one photo of Indian chief - sachem - being especially visible, as this miniature is unique for this boxed set.

Inside there is a sheet of much thicker cardboard with two plastic blisters stuck in it and two-sided color leaflet with more detailed history of Woodland Indians, their tactics and examples of painted miniatures - the same as are visible on the back side of the box.

Miniatures inside blisters - nineteen figures - are not protected from damages in any way - besides the plastic blister itself. They move inside blisters VERY easily. To be honest I have had a bad feelings about this right after getting the box  - miniatures hitting each other were clearly audible. Fortunately, my figures weren't damaged but this was not the case with my bro's box. His sachem has broken arm with the weapon. Most serious damage in my box were two badly bended barrels but I think they were bended in the factory, during removal from the moulds. This is sign of pretty bad quality control for me, as making such barrels perfectly straight isn't easy and it tends to weaken the metal. You can see on some pictures both bended muskets and how they look like after I tried to make them straight.

One of the miniatures inside the box is exclusive to this set - Indian sachem. The rest comes from different sets of Conquest Miniatures, I think they are taken from "Iroquis Warriors A" and "B" sets mostly. There are fifteen different miniatures inside my box, with four more being duplicates. Some miniatures look similar but they have different gear, haircuts, etc. Painted with different colors, they will certainly look different enough on the table. As with all other Warlord Games' boxed sets, there are no bases inside - all miniatures have integral small metal bases but they certainly need to be based on commercial or homemade bases for gaming. All miniatures carry gunpowder weapons, most of them, if not all, are muskets.

Miniatures are sculpted in true 28 mm scale, which means they are almost correctly proportional. In comparison to Perry Miniatures' Indians, they are slightly smaller but much more detailed. I think they are little more dynamic too. Details, especially haircuts, identify them as Iroquis - non-Hurons. As the largest differences between Hurons and other Iroquis were colors and haircuts, I think it is safe to say that they can be useful for both sides of French-Indian war.

Quality of casting is pretty good - besides two bended barrels all my miniatures have clearly visible mould lines too, but there was no miscasts or any deformities. Working with small file will be necessary, of course, but I think final effect will be great.









piątek, 12 lipca 2013

Kilka zasad pracy z plasticardem | Few rules of plasticard modelling

Autorem dzisiejszych porad dla początkujących jest Mateusz "Matus" Gajos, doświadczony modelarz, którego prace wydaje, między innymi, firma Bitspudło. Mateusz przedstawi kilka prostych porad dotyczących pracy z plasticardem, przydatnych dla osób, które chciałyby samodzielnie budować własne modele pojazdów i broni lub dokonywać zaawansowanych konwersji modeli fabrycznych.
Zdjęcia w artykule przedstawiają niektóre z prac autora poradnika.
Inkub

1. Materiały. To, co znamy pod potoczną nazwą "plasticard" to polistyren wysokoudarowy, ale łatwiej go znaleźć wpisując w wyszukiwarkach sklepów modelarskich (albo na Allegro) HIPS. Na Allegro mozna kupić głównie arkusze, różnej grubości - od 0,25 do 3 mm. ALE! Można też nabyć tam rurki i profile o różnych przekrojach. Są też paski różnej szerokości, ale ich kupno - wg. mnie - nie ma większego sensu - przecież można sobie pociąć arkusze. Z pasków zatem można zrezygnowac przy zakupach - cała reszta się przydaje. Lufy do dział/karabinów zdecydowanie lepiej wyglądają, kiedysą okrągłe (chyba, że ktoś lubi kwadratowe).

2. Narzędzia.
- Naprawdę Ostry Nożyk - najlepiej jakiś modelarski, polecam Olfę.
- Metalowa linijka - plastikową za łatwo pociąć Naprawdę Ostrym Nożykiem.
- Mata do cięcia.
- Papiery ścierne różnej ziarnistości (60, 150, 600) - w arkuszach, do szlifowania na płasko, oraz zrobione domowym sposobem pilniki-paski PVC (szerokosć 15, grubosć 5mm, długość wg uznania) z naklejonym papierem ściernym.

3. Klej. Kleje do polistyrenu (Revell Contacta, Humbrol Liquid Poly) stapiają łączone powierzchnie, co jest istotne, gdy chcemy, żeby nasz model trzymał się "w kupie". Plasticard klejony cyjanoakrylami (potocznie"supergluty") ma czasem tendencję do rozklejania się. Klej tego rodzaju ma swoje zastosowania ale to temat na osobny artykuł.

4. Przemyślenie projektu. Naprawdę istotne jest dokładne zastanowienie się nad tym, co się chce zrobić. Podejście "potnę i posklejam, zobaczymy co wyjdzie", sprawdza się tylko czasami. Nawet orcza myśl techniczna wymaga przemyśleń. Zanim zaczniesz ciąć i kleić - przeszukaj internet, rozrysuj - chociaż z grubsza - cały projekt. Bardzo ważne jest wzięcie pod uwagę przy planowaniu modelu grubości plasticardu.

5. Staranność. Nie wystarczy skleić dwóch kawałków - ważne jest dokładne mierzenie, trzymanie kątów, mierzenie, szlifowanie, mierzenie. Inaczej model będzie miał szpary i będzie krzywy. Ważna jest też cierpliwość - kleje do polistyrenów nie łapią od razu - po sklejeniu detalu trzeba poczekać z jego szlifowaniem albo innymi akcjami siłowymi, bo nasz świeżo sklejony fragment modelu się rozjedzie.

6. Przerwy. Kleje śmierdzą, parują, powodują ból głowy. Praca nad małymi detalami męczy oczy. Szlifowany plasticard pyli, zbiera się dużo opiłków. Warto co jakiś czas zebrać i wywalić wszystkie śmieci, odpocząć, przemyśleć kolejne kroki. Dobra okazja ku temu to sklejenie większych elementów - nie kusi nas wtedy, by je wygładzić.

7. Czas. Nie ma co się spodziewać, że zrobi się czołg z detalami, ruchomą wieżyczką i innymi bajerami w jeden wieczór. Tyle zajmuje samo naklejanie nitów na modelu wielkości transportera rhino. Choć w sumie naklejanie nitów to dość przyjemne zajęcie, bo oznacza, że to wreszcie koniec prac - nity nakleja się, kiedy wszystko inne jest już gotowe.

8. Odrobina pokory. Nie warto na początku przygody z plasticardem porywać się na większe projekty - nawet jeśli wcześniej skleiłeś 20 rhinsoów, 5 land raiderów, i bliżej nieokreśloną ilosć modeli redukcyjnych. Budowanie modelu od podstaw to "nieco" inna sprawa. Tu nie ma instrukcji, a wielokąty nie są od razu spasowane. Najlepiej zacząć od czegos małego, przykładowo rozbudowie istniejącego modelu - dorobienia/przedłuzenia luf, montażu dodatkowego pancerza albo wymianie ostrza miecza.

Simple rules of plasticard modelling below were written by Mateus "Matus" Gajos, experienced modeller who built many models available commercially. Many of his creations can be bought, for example, at Bitsbox's webstore. Mateusz wrote some basic guidelines for working with plasticard for beginners - persons just starting converting commercially available model kits or preparing to build first own models.
Photos in this article shows some of the guide author's works.
Inkub

1. Material. The true name of plasticard is "High Impact PolyStyrene", it is frequently labelled in modelling stores or auction sites as "HIPS". You can buy it in many forms, with sheets of varied thickness - from 0.25 to 3 mm being most popular. BUT! You can also buy many other shapes, such as tubes or pipes. There are strips available too but I think that buying them is a waste of money - you can just cut sheets to stripes. All other shapes are useful - barrels for guns/carbines look definitely better being round then square...

2. Tools.
- Really Sharp Knife. Modelling ones are the best, I recommend Olfa knife.
- Metal ruler. Plastic is too easy to damage with Really Sharp Knife.
- Self-healing cutting mat.
- Sandpaper with grit of various sizes (60, 150, 600) - bought in sheets, for sanding parts flat and home-made PVC files (strips of pvc 15 mm wide, 5 mm thick, of varying lenght) with sandpaper glued on.

3. Glue. Polystyrene glue (such as Revell Contacta, Humbrol Liquid Poly) melts glued surfaces, which is really important, as we want to have strongest possible bonds. Cyanoacrylic glues are not recommended as their bond tends to break under application of force. Such glues definitely have uses in polystyrene modelling of course but this is out of scope of this little article.

4. Think your project over. It is really important to precisely know what you are trying to build. "I will cut some plastic, glue it together and lets see how it will turn out" is not working most of the time. Even orcs need to think a little before starting to work their tech-magic. Before you start with cutting, sanding and glueing search the Web, draw your project (even rough sketch helps a lot). It is really important to count thickness of your material into your project too.

5.Carefulness. It is not enough to just glue two pieces together - it is important to carefully measure them, check angles, measure everything again, sand edges, measure everything one more time. We don't want our model to have some gaps afterall, right? It is equally important to be patient too - polystyrene glue don't bond instantly. Wait some time before sanding glued pieces or they will just come apart.

6. Take some breaks. Glue stinks, it evaporates, cause headaches. Working on small details put a strain on your eyes. Sanding plasticard produces a lot of dust. Take a break sometimes, clean your working place, rest a little bit, think over your next steps. Make a habit of resting a little bit after glueing some bigger elements - their bond will be stronger and you will be rested.

7. Take your time. Don't expect to make a tank with moveable turret, full of detailed small parts and other wonders in one evening. Putting rivets on a Rhino APC sized model takes a full evening - but it is a pleasant work, as it means that our project is nearing its end (gluing rivets is a last part of working on a model).

8. Have a little humility. Don't start huge, complex projects on the very start of your modelling career - even if you built 20 rhinos, dozen land raiders and numerous other plastic kits before. Building models from scratch is entirely different modelling experience. There is no assembly guide here, parts do not fit perfectly and you have to cut and prepare them by yourself. It is best to start with some relatively simple project, like a small conversion of existing model kit - building barrels longer, changing them, adding some ablative armour or exchanging sword blade.

czwartek, 11 lipca 2013

Muszkietem i tomahawkiem część VI: pierwszy oddział | By musket and tomahawk part VI: first unit

Jakoś tak jest, że zawsze, kiedy kończę malować figurki składające się na coś, co można określić jako oddział, jednostka czy inna, nazwijmy to, spójna całość, ogarnia mnie przyjemne uczucie zadowolenia. Nie inaczej było w przypadku pokazywanego dziś Indianina - piątej figurki braci Perry. A że jest to jednocześnie ostatnia figurka piesza Indian tego producenta w moim posiadaniu, cała pomalowana piątka utworzy pierwszy z oddziałów indiańskich zwiadowców w służbie brytyjskiej w mojej powstającej armii. Figurka obok przedstawia Mohawka, członka plemion irokeskich sprzymierzonego z Brytyjczykami. Bardzo podobną postać znalazłem w jednym z zeszytów Osprey'a, miniaturkę pomalowałem więc korzystając z tego wzoru, uprościłem jedynie nieco wzory na skórze, którą owinięty jest wojownik.
Zdjęcie pokazujące cały oddzialik będzie sporo większe po kliknięciu na nie.
W kolejce do malowania czeka teraz pudełko osiemnastu wojowników indiańskich produkcji Conquest Miniatures.

When I finish painting miniatures, which can be put together as a kind of some unit or troop or some team working together on the game table, I can feel a deep satisfaction - I'm pretty sure most painters feel the same. It was no different with this miniature - fifth painted Perry Miniatures' figure of Woodland Indian. And, as it is the last figure from this producer in my collection currently, all of them will be grouped as first "Muskets and Tomahawks" Indian unit in my growing army. I found very similar Indian in one of the Osprey's books so miniature was painted after the Osprey painting. Only drawings on the leather "skirt" are little less complicated.
Next Indians will be from excellent Conquest Miniatures' boxed set.
Photo with full unit get much bigger after being clicked on.







wtorek, 9 lipca 2013

Muszkietem i tomahawkiem część V | By musket and tomahawk part V

W minioną sobotę udało mi się spotkać z kolegami i rozegrać pierwszą dla mnie sesję w "Muszkiety i tomahawki". Choć docelowo maluję stronę brytyjską konfliktów w Ameryce Północnej, tym razem przyszło mi grać Francuzami - co prawda mój wkład figurkowy był skromniutki, tylko pięciu Indian - resztę dostarczył Kadzik.
Pokazywany dziś wojownik to właśnie jeden z tej piątki (wcześniejszych można obejrzeć tutaj). Miniaturka to także dzieło braci Perrych. Skóra i pierwsze rozjaśnienia zostały nałożone aerografem, natomiast cała reszta to już normalna malarska robota pędzlem. Sama Indianin jest tak wysoce generyczny, że może przedstawiać członka dowolnego z plemion, walczących po obu stronach. Jak widać, idealnie nadawał się do roli sprzymierzeńca Francuzów w masakrze, jaką sprawiliśmy Czerwonym Kurtkom - o samej grze można zaś przeczytać na blogu Yoriego.

Last Saturday I managed to meet my friends and play my first "Musquets and Tomahawks" game. Even that I paint British side of Northern America conflicts, I played Frenchies this time. Well - I brought just five finished Indians, rest of our forces were drawn from Kadzik's collection.
This warrior is one of these five miniatures (you can see some of them here). Figure is from Perrys Twins. Skin and first highlights was painted with airbrush, all the rest is standard painting job with normal brush. Miniature is so generic that can be used to represent any Native American woodland Indian, so was perfect for our clash. You can read more about this Red Jackets' massacre here - on Yori's excellent blog.













niedziela, 7 lipca 2013

Wybrane z tygodnia 75 | Chosen from the week 75

Ponownie witam w przeglądzie najbardziej smakowitych kąsków i ciekawostek wargamingowych z minionych dwóch tygodni. Dzisiejszy tekst jest, można powiedzieć, jubileuszowy - to już siedemdziesiąty piąty raz, kiedy piszę pod tym szyldem... A że na dziś wybrałem wyjątkowo dużo rozmaitych linków - do dzieła!

Tutoriale, poradniki i im podobne:
- Eric The Shed z bloga shedwars pokazuje krok po kroku robienie płotów plecionych z gałęzi lub wikliny. Zastosowanie niezwykle szerokie - od wieków ciemnych do, praktycznie rzecz biorąc, początków XX wieku.
- Julien Cassens opisuje i pokazuje na zdjęciach wykonanie skomplikowanej podstawki-minidioramy pod jedną z pomalowanych przez siebie figurek. Podstawka przeznaczona jest dla elfa, ale pokazane są ciekawe techniki wykorzystania różnych materiałów.
- Mitch K zajął się drzewkami - a dokładniej rzecz biorąc - zrobieniem tanich drzewek. Niby nic odkrywczego, drut, trochę gąbki, trochę wolnego czasu, a efekt robi wrażenie. Proste ale może ktoś nie widział.
- James Wappel prezentuje w kilku częściach wykonanie podstawki pod rydwan z gry "Wargods of AEgyptus. W pierwszej części opisuje rycie płaskorzeźb, w drugiej malowanie podstawki, natomiast trzeci wpis pokazuje gotową pracę. Sam rydwan można zaś zobaczyć tutaj. Wappel to jeden z moich ulubionych malarzy figurkowych - cenię jego styl i szybkość, z jaką pracuje.
- Szybkie wykonanie taniej podstawki - pod minidioramę lub większą figurkę - opisane przez Kerema Özkıra z bloga miniafv.
- Malowanie złota metodą NMM - szczegółowo ilustrowany poradnik autorstwa Rodiona Roeoendera Rubina, malarza którego prace można oglądać w sklepie firmy Scibor Monstrous Miniatures.
- Thanos Efstathion z bloga miniaturesterrainpage podzielił się z nami swoim sposobem na zrobienie niewielkiego pola - z minimalnym nakładem środków i naprawdę satysfakcjonującym efektem.
- A na koniec tej części wpisu, dwa linki do artykułów zamieszczonych na blogu The Grinning Skull. Autor, Will Grundy, opisuje wykonanie zrujnowanego domu w skali 15 mm (to pierwsza część, kolejne zostaną dopiero opublikowane), a także pokazuje, jak wykorzystać sztuczną trawę. Muszę powiedzieć, że o ile raczej nie przepadam za takimi plastikowymi wyrobami, to po przeróbkach Willa prezentują się one naprawdę znakomicie.

Galerie i oglądajki:
- Najpierw coś z naszego podwórka, a konkretnie z Radomia. Tydzień temu miał tam miejsce konkurs malarski Master of Imagination. Swoimi wrażeniami z pobytu na imprezie podzielił się Matheo z bloga Paints of War, natomiast na stronie sklepu White Tree możemy zapoznać się z galerią zwycięskich prac.
- Gobos podzielił się na Bitewnym Zgiełku swoim pierwszym pomalowanym tygrysem w skali 6mm. Rezultat świetny, doskonała podstawka. Zdecydowanie warto obejrzeć, choćby żeby zobaczyć, co można wyciągnąć z takich maleństw.
- Na łamach bloga 40K Addict można obejrzeć kilkanaście zdjęć pokazujących proces budowy modelu bestii Khorne'a, złożonej z innych modeli.
- Dwa klimatyczne wpisy z Massive Voodoo - oba dotyczą barbarzyńców. Pierwszy prezentuje duży model Thruda Barbarzyńcy, drugi natomiast pokazuje, co można wyciągnąć z bardzo starego i naprawdę nie za dobrego plastikowego modelu mięśniaka z mieczem z gry Hero Quest.
- Nieczęsto odsyłam bezpośrednio na stronę GW, tym razem jednak zrobię wyjątek. Piękna armia Mrocznych Eldarów, pomalowana przez Marca Giacco - dla mnie bomba.
- A teraz chwila na wspomnienia - Don Hans z bloga Realm of Citadel pokazuje swoją bandę renegatów z Warhammera 40,000 Rogue Trader. Aż łza się w oku kręci:)
- Krótki skok z powrotem na blog James Wappela, tym razem bohater Krwawych Aniołów.
- I ciekawostka dla tych, którzy narzekają, że plastik jest niewdzięcznym tworzywem. Prawdziwi modelarze używają wyłącznie metalu - MTLB w wersji pancernej.
- Dwa tygodnie temu pokazywałem zdjęcia wciąż malowanego modelu wielkiego robota bojowego, Lewiatana, z firmy Dreamforge Games. Dziś chciałbym zwrócić Waszą uwagę na galerię ze zdjęciami skończonej maszyny. Przypomnę tylko, że autorem malowania jest Przemek Szymczyk (za mało czaszek - komentarz z jednego z polskich for).
- Kolejną pracą, o jakiej pisałem w trakcie jej powstawania, był model wczesnego kościoła, budowanego przez TWD. Dziś można obejrzeć skończony model tej budowli.
- Świetne bestie Nurgla, stworzone przez Szczepana Kalisiaka. Zdjęcie pokazujące taką bestię pozwoliłem sobie pokazać przy polskiej części tego artykułu.
- Odrobina historii, w postaci galerii żołnierzy okopanych po same głowy - pomysł Pierce'a z bloga ww20mm.
- Pozostajemy przez moment w tym samym klimacie, galeria spadochroniarzy-zwiadowców na dżipach, pomalowanych przez Christiana z bloga IMostlyPaintAtNightMostly. Zdjęcie tych figurek widoczne jest obok anglojęzycznej części wpisu.
- Nadal historia, tyle że znacznie dawniejsza - bardzo ładna armia starożytnej Sparty w skali 15 mm do gry "Impetus", pomalowana przez Steve'a z bloga Little Legions.
- Na zakończenie taka mała ciekawostka - kostium Renly'ego Baratheona z "Gry o Tron".

Recenzje:
- Jedna ale treściwa - opis zestawu plastikowych figurek "Male Apocalypse Survivors" z firmy Wargames Factory, poczyniony przez autora bloga Wargame News and Terrain.

Inne, czyli w tym wypadku odrobina teorii koloru. Ponownie blog Nadii, tym razem pisze ona o wzajemnej harmonii kolorów i schematach kolorystycznych.

Strony i blogi warte odwiedzenia:
Pierwsza z dzisiejszych stron to Iron Archives - galeria, zbiór porad i poradników dotyczących budowy rozmaitych terenów - realistycznych, science-fiction, fantasy. Mnóstwo naprawdę robiących wrażenie materiałów. Druga ze stron to blog Ye Olde Skool Warhammer - nazwa mówi chyba sama za siebie...

A ja dodam jeszcze, korzystając z okrągłego numerka tego wydania "Wybranych z tygodnia", że tutaj można sprawdzić, jak wyglądał pierwszy wpis z tego cyklu... 

Welcome in yet another part of my bi-weekly assortment of interesting, curious or just plain funny wargaming related links. Today's note is a kind of jubilee - this is seventy fifth time I'm writing such a note.  Well, let's start as there is a lot of cool things today.

Guides and tutorials:
- Eric The Shed from shedwars blog shows how to build wattle fences step by step. Such fences can be used in variety of eras - since Dark Ages, till the beginning of 20th century.
- Julien Cassens shows and describes how to build elven base - from A to Z. His base is a kind of vignette for one of his miniatures but author describes lots of really good techniques which can be used in many different modelling projects.
- Mitch K builds trees - more specifically, he builds cheap trees. Nothing revolutionary here, just good, old wire bending method - still, final effect is really good. Simple but useful.
- James Wappel presents how to build your own sculpted base for chariot from "Wargods of AEgyptus" game. First part is all about carving reliefs, second shows how to paint the base, third note is a showcase. You can also see finished chariot here. Wappel is one of my favourite figure painters, I really like his style and speed of painting.
- Quick method for cheap base for some kind of vignette or larger miniature - described by Kerem Özkır from miniafv blog.
- Painting NMM gold - detailed tutorial written by Rodion Roeoender Rubin, who paints official Scibor Monstrous Miniatures' products.
- Thanos Efstathion from miniaturesterrainpage page shares his method of making small field - cheap materials and great looking effect - I really like it.
- And two last links of this part will lead us to The Grinning Skull blog, written by Will Grundy. First entry is about building ruined building in 15 mm scale (this is just a first part, more will come later I presume), second link takes us to the article about using plastic grass on your wargaming table. Personally, I don't like such plastic foliage, but Will makes truly fantastic playing terrain using it. Definitely worth to look at.

Galleries:
- Something from Poland first. Last week there was a painting competition Master of Imagination held at Radom. You can see some photos from this event on Matheo's Paints of War blog (and read quite a bit about this competition, if you know Polish), and here you can see gallery of winning entries.
- Gobos, one of co-authors of Bitewny Zgiełk blog, shares with us his first 6 mm tiger. Excellent painting and great looking base.
- More then dozen photos showing building a model of a beast of Khorne built from other plastic kits - you can see it on the 40K Addict blog.
- Two very good entries from Massive Voodoo website - both with barbarians as a main subject. First link leads to a large figure of Thrud the Barbarian (by far my favourite barbarian character), second shows very old, plastic and bad barbarian miniature from Hero Quest boardgame painted to a really high standard.
- Usually I don't link to Games Workshop's website but this is a special case - great Dark Eldar army painted by Marc Giacco - truly labour of love.
- Blast from the past - Don Hans from Realm of Citadel blog shows his band of renegades from Warhammer 40,000 Rogue Trader
- Let's go back to James Wappel's blog - see his Blood Angels hero here. Love the reds.
- Little curio for all people complaining that plastic scratchbuilding is hard. Real man use metal - MTLB built from metal.
- Gallery of winning entries from Russian Crystal Hammer 2013 competition published on River's blog.
- Two weeks ago You could see this Dreamforge Games' Leviathan still in painting - now it is finally finished. Watch this behemoth on painter's blog - Przemek Szymczyk and his commissioned huge war machine (not enough skulls for grim dark - one of the comments on Polish forum).
- Another model which was presented here some time ago during building - Sub-Roman early church built by TWD - finished this time.
- Great looking beasts of Nurgle created and painted by Szczepan Kalisiak. Photo showing these beasts is visible next to the Polish section of this note - I hope Szczepan will not mind this:)
- A little bit of history and gallery of dug-in soldiers, built and painted by Pierce from ww20mm blog.
- Let's stay at history side of things for a little longer - Para Recce Boys and their jeeps from Imostlypaintatnightmostly blog, painted by Christian. Photo of his work is visible next to the English section of this note.
- Still history - but ancient this time. Excellent "Impetus" Sparta army in 15 mm scale built from Xyston miniatures and painted by Steve from Little Legions blog.
- And last but not least - costume of Renly Baratheon from "Game of Thrones".

Reviews:
- Just one but a good one. Review of plastic boxed set of "Male Apocalypse Survivors" from Wargames Factory, published on Wargame News and Terrain blog.

Other:
Again, just one link today, and again River's blog. She writes about harmony of colors and color schemes this time.

Websites and blogs worth visiting:
First link is for Iron Archives website - huge website full of galleries, tutorials and articles about building terrain - futuristic, fantasy, historical - it is all there. And nice miniatures too. Second website today is Ye Olde Skool Warhammer. I think that name of this blog speaks for itself:)

And I would like to add one more thing - as this is seventy fifth "Chosen from the week" article - spare a minute and take a look at first entry of this series, published more then two and a half year ago...

piątek, 5 lipca 2013

Z otchłani czasu - genokrady | From the abyss of time - genestealers

Ten zagadkowy potwór pochodzi z jednego z księżyców Ymgarl, ale rozprzestrzenił się w kosmosie, wkrótce może stać się prawdziwym zagrożeniem. W swym naturalnym stanie ma kolor niebieski i dwie pary opatrzonych pazurami ramion, długi, muskularny ogon oraz sprężyste, przypominające pijawkę ciało. Jego głowa to prosta rura złożona z ociekających śluzem macek i ostrych, skierowanych do środka zębów. Tym, co czyni z genokrada istotę naprawdę unikatową, jest śmiertelnie niebezpieczny i ekstremalnie szybki cykl rozrodczy. Genokrady są pozbawione płci, nie są zdolne do samodzielnego rozmnażania. Potrzebują do tego innej istoty - dowolnego stworzenia dowolnej płci. Genokrad potrzebuje jedynie podstawowego materiału genetycznego, zawartego w każdej żywej komórce partnera rozrodczego. Genokrad zagnieżdża w nim swój własny materiał genetyczny w formie kapsuły jajowej, umieszczanej siłą w nosicielu za pomocą rozkładanego pokładełka, zwykle schowanego wewnątrz głowy. Implantacja nie zabija nosiciela od razu, złożone jajo rozwija się jednak gwałtownie, a w końcu z nosiciela wyrywa się na świat młody genokrad. Oczywiście, nosiciel ginie. Co ciekawe, nowo narodzone istoty, choć będące w swej istocie genokradami, przejmują część z cech nosiciel. Dlatego genokrad/człowiek może mieć z grubsza humanoidalną głowę, parę rąk zamiast dwóch, a jego ogon może być krótki lub w ogóle może go nie być. Genokrad czwartego lub starszego pokolenia, rozmnażający się wyłącznie za pomocą ludzi, może przy pobieżnym sprawdzaniu uchodzić nawet za człowieka. Dopiero przy dokładniejszym przyjrzeniu się takiej istocie widać skórę o niebieskawym odcieniu, ostro zakończone zęby, czy też dziwne, niepokojące spojrzenie. Genokrady zamieszkujące swój rodzimy świat do rozmnażania wykorzystują niemal wyłącznie wielkie, pijawkowate istoty nazywane Csith. Rozmnażanie za ich pomocą daje w efekcie zawsze prawdziwego genokrada.
(fragment podręcznika gry "Warhammer 40,000 Rogue Trader)

This enigmatic monster originates from one of the moons of Ymgarl, but has spread throughout space and is threatening to become a real menace. In its native state it is blue, has two pairs of clawed arms, a long muscular tail and a tough leech-like body. Its head is a simple tube of slobbering tendrils and sharp inward-pointing teeth. What makes the Genestealer truly unique is its deadly and extremaly rapid reproductive cycle. Genestealers are of a single gender, and are incapable of reproducing amongst themselves. To reproduce they require another creature, any creature will suffice, of any gender. For all the Genestealer requires is the basic genetic material which is contained in every living cell of the mate. A Genestealer implants its own genetic material in the form of an egg capsule, which is forced into the body of the host by an estendible ovipository normally secreted inside the head. The implantation does not kill the mate immediatelly, but the implanted egg quickly grows until ready to burst out as an immature Genestealer. Needless to say, this kills the parent/host. Interestingly enough, newly born creatures, although fundamentally Genestealers, will have characteristics inherited from the host parent. Thus a Genestealer/human may have a vaguely humanoid head, or only two arms instead of the usual four, and perhaps its tail will be shortened and missing. A Genestealer of four or more generations consistent human parentage would pass for a human on cursory inspection, although a closer look would reveal a bluish skin, sharp pointed teeth and rather disturbing stare. On their home world, Genestealers exploit a large leech-like creature called a Csith, which is the usual mate. Matings with a Csith always produce natural Genestealers, no matter what its parentage otherwise.
(excerpt from "Warhammer: 40,000 Rogue Trader" edition).

czwartek, 4 lipca 2013

Muszkietem i tomahawkiem część IV | By musket and tomahawk: part IV

Trzecia figurka z zestawu wodzów indiańskich, produkowanego przez braci Perrych. Nie byłem specjalnie zadowolony z odcienia skóry na dwóch poprzednich wojownikach z tego samego setu, tym razem więc zrobiłem własną mieszankę, złożoną z Tallarn Flesh, Bestial Brown i odrobiny Red Gore, po czym ciało washowałem jeszcze Gryphonne Sepia. Wyszło chyba lepiej niż wcześniej - przynajmniej mi bardziej odpowiada ten odcień skóry. Malowanie, jak to w przypadku Perrych, raczej przyjemne - za wyjątkiem strzelby. Nie wiem dlaczego, w przypadku wszystkich malowanych dotychczas przeze mnie figurek bliźniaków, broń palna, a raczej jej szczegółowość, pozostawia wiele do życzenia. Także i tutaj części detali musiałem się raczej domyślać, niż widziałem je na odlewie. Początkowo miałem pewne problemy z doborem właściwych kolorów kurtki. Bez zastanowienia specjalnego położyłem główną warstwę czerwonego, po czym zacząłem przeglądać swoje książki w poszukiwaniu pasującego munduru brytyjskiego - żeby użyć właściwego odcienia na wyłogi kołnierza, mankiety rękawów, poły kurtki i okolice guzików. I nic. Ku mojemu zdziwieniu, nie znalazłem żadnego pasującego detalami munduru. Znając dbałość rzeźbiarzy o takie detale, byłem pewny, że coś przeoczyłem. Z rozpaczy zacząłem już nawet przeglądać mundury francuskie z okresu wojny siedmioletniej. Oczywiście - ponownie figa z makiem. Dopiero potem przypomniałem sobie, że przecież figurka ta pochodzi z zestawu, sprzedawanego z etykietką rewolucji amerykańskiej. Ten trop okazał się prawidłowy - okazało się, że kurtka ma proweniencję amerykańską, choć związaną z Brytyjczykami. To mundur szeregowego piechoty wojsk lojalnych wobec korony brytyjskiej - w moim malowaniu szeregowego 3. batalionu Ochotników z New Jersey.

Third miniature from the "Indian Chiefs" set produced by Perry brothers. I wasn't especially found of skin tone on two previously painted Indians from this set, so I decided to mix my own color for painting Native American flesh tone - Tallarn Flesh, Bestial Brown and a little bit of Red Gore, and then wash of Gryphonne Sepia. I think it looks better now - at least I like this skin tone more. Painting was, as is normal with Perry's products - rather pleasant - with exception of the rifle. I don't know why, but every single Perry Miniatures' figure painted by me so far has had some kind of fault with weapons. This Indian was no exception, I had to paint most details guessing what should be there, then actually seeing them sculpted.
I have had some problems with a jacket too - but they were entirely my fault. I painted it red withouth even thinking about it (with red jackets image firmly set in my mind) then I searched through my books looking for this jacket, as I wanted to use correct colors for collar, cuffs, piping and turnbacks. And nothing. Not a single uniform was even close to the one visible on the miniature. As I know Perry brothers as rather strict with historical accuracy, I was confounded and pretty sure that I missed something. Then it was time to look through books with French uniforms (with vision of repainting red jacket white... and white one more time... and one more time...). Again, nothing at all. And then realisation came to me - this particular set is labelled as "American War of Independence" - Perrys doesn't make earlier French and Indian War at all. Everything went smoothly then - jacket has american origins, but it is connected with British too. This is uniform of the American private from the unit loyal to the British Crown. I painted it as a private of 3rd. Bn. of New Jersey Volunteers.







środa, 3 lipca 2013

Śmierć nadchodzi z góry | Death comes from above

Mimo Epica: 30K Mormeg nie porzucił całkowicie prac nad siłami Władców Nocy. Najnowszym dodatkiem do jego sił jest widoczny obok raptor. Pozwolę sobie oddać głos mojemu bratu, sam tylko zwrócę uwagę na detal, który szczególnie przypadł mi do gustu - naramiennik widoczny dobrze na jednym ze zdjęć. 
- Inkub

Modele raptorów wypuszczone do 5. edycji Warhammera 40K podobały mi się "od zawsze". Do pewnego czasu było to uczucie platoniczne - oglądałem tylko zdjęcia w sieci:) Kiedy jednak powiał wiatr zmian, a na horyzoncie majaczyły już nowe wzory raptorów, wreszcie kupiłem na jednym z portali aukcyjnych kilka modeli, które następnie odleżały swoje w pudełku. Wróciłem do nich dopiero, kiedy pojawiły się realne widoki na wymordowanie kilku spiczastouchych obcych. Z prawdziwą odrazą stwierdziłem, że w moim pobliżu zagnieździli się eldarowie.

Otworzyłem więc pudełko i zacząłem oczyszczać figurki do malowania. Deczko się przy tym irytowałem. Gość od którego kupiłem tych raptorów, ewidentnie był miłośnikiem kleju. Mam chociaż nadzieję, że używał go wyłącznie w celu zgodnym z przeznaczeniem. Na pewno jednak przejawiał radosny, charakterystyczny raczej dla młodego wieku, entuzjazm - figurki - moi raptorzy, elita elit, byli dosłownie skąpani w kleju. Było tego cholerstwa tak dużo, że drobne elementy, takie jak mocowanie plecaka, łapki, a nawet w jednym przypadku, hełm, były nim pokryte całkowicie. W miejscach przyklejenia ramion do torsu, w niektórych przypadkach warstwa kleju miała milimetr grubości - nawet z ciekawości zmierzyłem. Widocznie koleś chciał tymi figurkami rozbijać land raidery.

Cóż, po oczyszczeniu dwóch figurek, zabrałem się do malowania. Uważam, że te modele raptorów to jedne z najlepszych figurek wypuszczonych przez GW do WH40K. Pewnie grywalność nimi będzie bliska zeru ale mam frajdę przy malowaniu. Skoro mowa o malowaniu - od moich ostatnich spotkań z Władcami Nocy nie zmieniło się właściwie nic w schemacie malowania. Zacząłem tylko znacznie mocniej rozjaśniać krawędzie pancerza - Shadow Grey, ze stopniową, coraz większą domieszką Skull White, by na końcu całość zbroi pociągnąć Guilliman Blue (glaze), co w efekcie zapewnia przyjemne, naturalne przejścia. Figurka różni się jednym elementem od wcześniej pomalowanych NL. Za namową Inkuba, na modelu widocznym na zdjęciach namalowałem moją pierwszą, nieśmiałą próbę z OSL. Wydaje mi się to bardzo klimatyczne przy raptorach - osławiony "prey sight".

Pisząc te kilka słów, spogląda na mnie drugi raptor, niemal gotowy, z morderczym błyskiem - szczęście, że meltagun czeka jeszcze na malowanie. No, ale ten koleś pojawi się na blogu, po moim powrocie z urlopu, a w planach mam jeszcze co najmniej dziewięciu kolejnych marines tego typu.
- Mormeg

Even working on Epic: 30K project Mormeg still finds time to add something new to his Night Lords army - as this Raptor visible next to this entry testifies. I will let my brother speak for himself, but I would like to turn your attention to the shoulder pad detail visible on one of the photos - I really like it.
- Inkub

I really like Raptors figures released for 5th edition of Warhammer 40K - it was kind of love at first sight affair for me. Platonic, may I add, as I just looked at them on the photos on the Web. Finally, when the wind of changes was already blowing strong, with new raptors looming just over horizon, I bought some used figures on auction site. Then they were laid back for awhile. I started to work on them only recently, when I noticed that pointy-eared Eldars are living in my close proximity and that I will have a pleasure to end their xenos' lives.

So, I opened the box with auctioneed miniatures and started to clean figures. Well, let me tell you that I was annoyed as hell. Seller of these raptors was, apparently, huge fan of glue. Huge, huge fan of glue. His credo was, probably, "Use the GLUE. And then use more GLUE". My miniatures, my raptors, my elite of the elites, were literally drowned in glue. All tiny details, like backpacks mounting, arms, and even helmets of some miniatures were covered in thick layer of superglue. I even measured thickness of on one of the miniature - there was about one millimetre of dried superglue between torso and arm on one of the figures. Apparently these raptors were destined to break open rhinos with...

Well, with two miniatures cleaned I was able to start the painting. I think that these figures are one of the best GW released for Wh40K range ever. Their playability is probably close to nothing, still they are a true joy to paint. Speaking about it - painting itself is almost the same as on all Night Lords previously shown. The only difference is slightly more contrasting edge lining - Shadow Grey with more and more Skull White, and with Guilliman Blue (glaze) painted all over the armour later which gives nice, natural blending. Another new "thing" is my first try of "OSL" effect, visible close to the helmet lenses - famous "prey sight" - Inkub talked me into painting it.

Second of the raptors is nearly finished too, it sits on the shelf next to me now. There is only meltagun still to be painted - I will finish this miniature after my holidays though. And then - at least nine others raptors.