środa, 12 marca 2014

Amerykański ranger (AWI) | American Ranger (AWI)


Pierwszy z kolejnej szóstki modeli malowanych na zamówienie, temat ten sam - Amerykańska Wojna o Niepodległość. Tym razem jednak figurka pochodzi z zestawu Perrych "Riflemen advancing". Różnica między pokazywanymi wcześniej milicjantami, a obecną szóstką, leży w uzbrojeniu, taktyce działania i pochodzeniu jednostek. Bez wnikania w szczegóły - ci rangerzy, jak zaczęto nazywać żołnierzy tego rodzaju, uzbrojeni byli w karabiny. Celne do ok 300 metrów, zdecydowanie przewyższały zasięgiem standardowe muszkiety, wymagały jednak więcej uwagi i nie można było mocować na nich bagnetów. Z tego powodu standardowym wyposażeniem części jednostek "riflemenów" były włócznie, używane do walki wręcz. Niestety, na figurkach Perrych ich nie ma...
Miniaturka widoczna obok ubrana jest w niezwykle charakterystyczny strój, koszulę myśliwską i leginy. Szyte powszechnie we wszystkich północnych stanach, koszule tego rodzaju były praktycznym ubiorem leśnym. Farbowano je na rozmaite kolory, ozdabiano frędzlami. Zdarzało się nawet, że część żołnierzy oddziałów nieregularnych nosiła na koszulach wypisane rozmaite hasła - jak "Liberty or Death". Na koszule tego rodzaju jeszcze się napatrzycie, drodzy Czytelnicy...:)

W sprawach malowania figurek na zamówienie można się ze mną skontaktować tutaj.


First of the another six commissioned miniatures, American War of Independence of course again. Miniature from Perry brothers - AW35 set "Riflemen advancing". The differences between earlier militiamen and riflemen are many - weapons, tactics and origins are most widely known. But, leaving history aside, those "rangers", as they started to be named, were armed with rifles. Rifles, though requiring much more care were deadly in the hands of the skilled shooter - deadly up to 300 yards... Big difference in comparison to standard muskets. Unfortunately, rifles couldn't be equipped with bayonets. Solution was simple... some of the riflemen units were equipped with spears too. Unfortunately, Perrys' miniatures doesn't have them...
Miniature visible next to this note wears very specific clothes - hunting shirt and leggins. Shirts of this kind were in common use in all northern states - they were very practical. Many American soldiers both militiamen and rangers - were wearing them. Some of them were even dyed on many colors - greens, black, blues, cream, etc. Some of the shirts were even emblazoned with mottos - like "Liberty or Death"....

If you would like to have some miniatures painted by myself - write here.









wtorek, 11 marca 2014

Krasnoludzki lord Chaosu | Dwarven Lord of Chaos


Najnowsze dzieło Mormega (pisałem, że krąży gdzieś w pobliżu;)) - krasnoludzki lord Chaosu. Żywiczna figurka produkcji Scibor Monstrous Miniatures. Baaaardzo podoba mi się i sama miniaturka, i jej malowanie. Figurka ma w sobie jaką prymitywną dzikość, lekki posmak klimatu starych miniaturek krasnali zła produkcji Citadel, jeszcze z czasów przed publikacją księgi ich armii. 
Krasnoludy Chaosu to armia, która podoba się nam obu - mamy w swoich zbiorach kilkadziesiąt figurek, które wchodzą w jej skład, a w planach zakupowych kolejne. Pomalutku będą prezentowane tutaj na blogu, jednak raczej jako odskocznia od naszych głównych projektów warhammerowych.
Aha, dodam jeszcze tylko, że krasnolud widoczny na zdjęciu ma 22 mm wysokości - od stóp do ślepiów.


Newest miniature painted by Mormeg (I told you that he is somewhere close by;)) - Dwarven Chaos Lord. Resin miniature by Scibor Monstrous Miniatures. I reaaaallly like both the design and painting. This miniature has some kind of primitive, savage, feral feel, some resemblance to the old miniatures of Chaos Dwarves produced by Citadel in times before their army book was even published.
Chaos Dwarfs army was slowly growing on us both for a long time. Mormeg was first to succumb to its call but I'm in too. We both have few dozens of miniatures suitable for this army and next are on the "to buy" list. They will be slowly presented here, as a kind of a break between our main warhammer projects.
One more thing to add - this miniature on the photo has 22 mm of height - from the feet to the eyes line.









niedziela, 9 marca 2014

Cztery lata | Four years


Cztery lata temu, w poniedziałek 8 marca, zacząłem swoją przygodę z prowadzeniem bloga wpisem o modelu fregaty HMS "Shannon". Nie miałem pojęcia, dokąd zaprowadzi mnie ten pierwszy wpis. Wiedziałem tylko, że mam chęć wrócić do gier bitewnych i malowania figurek, i że - poza chęcią - potrzebuję jakiejś motywacji. Blog wydawał mi się idealnym rozwiązaniem drugiej z tych potrzeb.

Początkowo pisałem wyłącznie o figurkach i grach historycznych (poza prezentowaniem co dziwniejszych lub bardziej interesujących modeli z własnych zbiorów), ostatecznie jednak wróciłem na ciemną stronę Mocy, pisząc też o Warhammerze w jego obu odmianach, prezentując swoje - i brata - modele do obu tych gier. Brat, znany tutaj jako Mormeg, pomagał mi w zresztą w prowadzeniu bloga niemal od samego początku, motywując mnie, dostarczając własnych figurek do notek, pisząc okazjonalne teksty. Może nie widać go za często, zapewniam jednak, że jest gdzieś tutaj, nieco ukryty ale realnie obecny. Serdeczne dzięki za wszystko Braciszku:)

Przez te cztery lata zmieniło się zresztą sporo rzeczy na blogu... Zdjęcia (mam nadzieję że choć odrobinę na lepsze), układ bloga, tematyka i częstotliwość wpisów. Staram się jednak być systematyczny i w każdym tygodniu opublikować przynajmniej dwie, trzy, czasem więcej notek. Pojawiły się w miarę regularne cykle artykulików, kilka poradników (tych chciałbym przygotowywać więcej), recenzji i inboxów. Obserwując statystyki wejść mam wrażenie, że formuła tego internetowego pamiętnika modelarsko-wargamingowego znalazła swoich odbiorców - serdecznie Wam wszystkim dziękuję za odwiedzanie mojego zakątka sieci. Nic tak nie motywuje do dalszych wpisów niż wejścia - i komentarze.

A skoro mowa o statystykach... Niestety, wraz ze skasowaniem bloga kilkanaście miesięcy temu (to dopiero były emocje), utraciłem także statystyki dotyczące okresu przed tym wiekopomnym wydarzeniem. Dysponuję jedynie fragmentarycznymi danymi, oto kilka wybranych. Opublikowałem ogółem 827 notek, zanotowałem 138544 unikatowych użytkowników. 5314 z nich odwiedziło blog przez blisko 10 miesięcy pierwszej działalności - to obecnie niezły wynik miesięczny. Jest jednak coś, czym szczególnie chciałbym się pochwalić. 999 019 unikatowych odwiedzin stron. Oznacza to, że za jakieś półtora dnia będę miał MILION WEJŚĆ na blog. Zajęło mi to cztery lata:)

Chciałbym także podziękować i pozdrowić moich wirtualnych (i całkiem niewirtualnych) znajomych i kolegów, bawiących się grami i malowaniem figurek. Wasze uwagi, spotkania z Wami i odwiedziny na Waszych blogach są dla mnie źródłem nieustającej inspiracji. 

Four years ago, 8th March, on Monday, I started my blogging adventure writing about model of HMS "Shannon" frigate. I have had no clue where this first entry will take me. What I did know was simple. I wanted to play wargames and I wanted to paint miniatures - again. I also did know that I needed kind of motivation for this things and blog seemed like a great solution for my lack of motivation.

For first months I wrote only about historical wargames and miniatures (well, I did show some my older fantasy and sci-fi miniatures) but finally I turned to the dark side again and returned to Warhammer in its both versions, writing both about models and - later - older fluff. My brother, known here as Mormeg, was and still is my loyal supporter. He delivers models to show, he urges me to write things, he writes notes by himself sometimes. He is maybe not very visible directly here, on the blog, but he is somewhere close, hiding in shadows. Many thanks for your valuable help Bro:)

Four years and many, many changes. Photos are better now (I hope at least, still taken with very simple digital idiotenkamera), blog scheme was changed few times. But there are things I try to do in the very same way - publishing regularly, two, three, sometimes more notes per week, writing articles about fluff, giving some general tips, some beginner advices, making reviews and inboxes. I think, that - judging by visitors stats - this formula of Internet wargaming and modelling diary has found its "fans". My thanks to all of You, gals and guys. There is nothing motivating more then seeing many visitors and reading comments of theirs.

Speaking about data - unfortunately, when I accidentaly deleted my blog some time ago (I still remember these emotions), I lost most of the statistical data from the period before this moment of historical significance. But there are some data I still have access to - 827 entries, 138544 unique users. 5314 of them visited my blog in the first ten months... This is close to the number of visitors in a good month nowadays. One thing is especially worth showing - 999 019 of total page views so far. So, in about a day and a half, I will have ONE MILLION page views under my belt:)

I'd like to thank all my virtual (and some of them very real too) friends and collegues, wargamers and miniature painters which are visiting my blog. Your comments, our meetings, viewing your blogs - all of these are a source of constant inspiration for myself. Thanks folks - much appreciated.

sobota, 8 marca 2014

Z otchłani czasu: Rycerze (część II) | From the abyss of time: Knights (part II)

(Pierwsza część tego artykułu, będącego tłumaczeniem tekstu opublikowanego w 126. numerze White Dwarfa, a którego autorem jest Andy Chambers, znajduje się tutaj).

Powtórne odkrycie
Tysiące lat później planety powróciły na łono Imperium. Kiedy Wolny Kupiec Jeffers powtórnie odkrył rolnicze światy, określił ich mieszkańców mianem Rycerzy, zwracając uwagę na wyznawane przez nich wartości rycerskie. Podkreślił również wartość tych planet dla Imperium - zarówno w roli bardzo wydajnych producentów żywności, jak i źródła doskonałych wojowników. Administratum podzieliło poglądy Jeffersa i szybko zajęło się odnalezieniem reszty dawno zaginionych rolniczych światów. Miłą niespodzianką było stwierdzenie, że dwa na trzy z oryginalnie zasiedlonych planet nadal zamieszkane były przez ludzi, których społeczeństwa rządziły się bardzo zbliżonymi prawami. Na pozostałych światach albo żyli jednocześnie i Rycerze-ludzie i eldarzy, albo też pozostawały one w wyłącznym władaniu klanów Rycerzy eldarskich, połączonych silnymi więzami ze światostatkami, od których - w zamian za surowce naturalne - otrzymywały technologię.

Często zdarzało się, że planetę Rycerzy wiązano ze światem-kuźnią produkującym Tytany. Świat rolniczy dostarczał światu-kuźni żywności, a zakrystianie przechodzili w takich wypadkach pod kontrolę Adeptus Mechanicus. Innym planetom ludzi-Rycerzy pozostawiano dużą swobodę, wymagano od nich jedynie produkcji żywności i stawiania się na rozkaz wzywający do walki.

Kult Imperialny wprowadzono w sposób pozwalający Imperium odwoływać się do wartości rycerskich, co wykorzystywano podczas wezwań Rycerzy na krucjaty. Rycerze (zwłaszcza młodsi) zapomnieli o starych waśniach, tworząc jednostki złożone z pilotów połączonych więzami krwi, walczące u boku Zakonów Tytanów lub Gwardii Imperialnej.

Młodzi Rycerze czasami nie posiadają własnych pancerzy, szkolą się jednak używając maszyn ojców. Kiedy biorą udział w krucjacie, otrzymują własne pancerze, wybudowane na światach-kuźniach produkujących Tytany. Po powrocie do domu zatrzymują je, tworząc własne rodziny.

Oddziały Rycerzy często wykorzystywane są przez Zakony Tytanów i Gwardię Imperialną. Podczas Herezji Horusa Rycerze walczyli po obu stronach konfliktu - wiele z rolniczych światów zadeklarowało wierność Mistrzowi Wojny. Imperium odbiło je dopiero po wielu dekadach, a czasem nawet stuleciach, walk o rzadko spotykanej intensywności.

Rycerze tego samego rodu walczą zazwyczaj w jednej jednostce, tworząc duże grupy. Powracają do domu po spędzeniu pewnego czasu na krucjacie, nagrodzeni za swe wysiłki łupami i nowymi pancerzami. Strażnicy zazwyczaj pozostają w swych rodzinnych twierdzach, chroniąc je przed wrogami, zdarza się jednak, że czasami i oni uczestniczą w krucjatach, ułomności wieku równoważąc stoickim uporem.

W niektórych wypadkach Rycerze sprowadzają ze sobą zbrojnych. Ich uzbrojeniem i wyposażeniem zajmuje się Zakon lub pułk Gwardii, często wymieniając używane przez nich konie na motocykle. Zadaniem zbrojnych jest wsparcie formacji Rycerzy i prowadzenie rozpoznania na rzecz ich Zakonu.

Pancerze rycerskie
Pancerze rycerskie przypominają Tytany, gdyż tak jak one kontrolowane są poprzez bezpośrednie połączenie neuronowe. Tytany imperialne posiadają własną, gwałtowną i trudną do okiełznania osobowość, którą Prynceps musi poddać swej woli, by móc kontrolować maszynę. Osobowość Tytana zajmuje się wszystkimi trywialnymi zadaniami, związanymi z działaniem maszyny, takimi jak utrzymanie równowagi czy ruch, pozostawiając umysłowi Pryncepsa sprawy bardziej istotne.

Pancerze Rycerzy eldarskich zawierają kamień duszy, będący siedliskiem osobowości maszyny. Kamień taki, połączony z samotnym pilotem-Eldarem, zapewnia Rycerzowi tej rasy płynność i grację ruchów, której brak u ludzkich Rycerzy. Kamienie dusz w maszynach eldarskich to często starożytne artefakty, pochodzące jeszcze z czasów przed Upadkiem, mieszczące dusze z dawna martwych bohaterów. Gdy eldar łączy się ze swym pancerzem, wymienia część swojej świadomości z osobowością zawartą w kamieniu. To właśnie przez to Rycerze eldarscy zdają się często dziwni, mówią bowiem archaicznym językiem i dobrze są im znane czasy dawno już minione. 

Pancerze Rycerzy-ludzi nie posiadają osobowości wbudowanej na stałe. Rycerz siedzi bowiem na tronie zawierającym elementy jego własnej osobowości. Tron podłączony jest do pancerza, lecz można przenosić go między nimi. Jest to jednak rzadki przypadek, czyni się tak zazwyczaj jedynie wtedy, gdy stary pancerz jest uszkodzony tak bardzo, że nie daje się go już naprawić lub gdy Rycerz życzy sobie zostać Strażnikiem. Przekazuje wtedy swój wysłużony pancerz młodszemu krewnemu. Obdarzenie tronu kontrolnego częścią własnej świadomości to proces długi, czasem niezbyt bezpieczny. Jest swoistym rytuałem przejścia dla młodych szlachciców - czyniąc to wkraczają w dorosłość. Syn szlachcica, chcący zostać Giermkiem i będący w odpowiednim wieku, podejmuje czuwanie w kaplicy lub zakrystii rodowej, siedząc na tronie przez całą noc. Otaczają go starożytne podobne siedziska i stare sztandary bojowe przodków, przypominając o długich tradycjach honoru i chwale rodziny. Oczekuje się, że młodzieniec będzie kontynuował i krzewił tradycje tego rodzaju. W trakcie procesu obdarzania tronu częścią osobowości pilota wzmocnieniu ulegają dominujące aspekty jego charakteru, zwłaszcza te, które ujawniają się podczas nocnego czuwania. Jeśli młody szlachcic czuje lęk, osobowość jego tronu nabędzie tę cechę, co sprawi, że trudno będzie kontrolować maszynę w walce. Kiedy młody szlachcic jest na kogoś zły (przykładowo, na brata który wyśmiewał się z młodzika przed czuwaniem), osobowość tronu zawsze będzie nienawidzieć tejże osoby, nawet jeśli sam szlachcic już dawno zapomni urazę.

Kiedy szlachcic umiera, w tronie pozostaje część jego osobowości. Nikt inny nie może wykorzystać takiego siedziska do kontrolowania pancerza, nim wcześniej nie narzuci tronowi własnej osobowości. Możliwe jest także porozumiewanie się z osobowościami skrytymi w tronie. Właśnie dlatego trzyma się je w rodowej zakrystii, są bowiem bezpośrednim połączeniem z przodkami szlacheckiego rodu. Każdy z rodów stara się zawsze i za wszelką cenę odzyskać trony ze zniszczonych Rycerzy, nie ma też zniewagi większej, niż wzbronienie im tego.

Trzeba także pamiętać, że pozbawione uzbrojenia pancerze Pasterzy nie są kontrolowane w opisany sposób. Są one wyposażone w proste łącze neurotyczne, podobne do tych, jakie wykorzystywane są w drednotach. Przez to są one wolne w porównaniu z pancerzami szlachty. Maszyna krocząca Sentinel, powszechnie wykorzystywana przez Gwardię Imperialną, jest - w istocie rzeczy - kopią sprawdzonego i cieszącego się zaufaniem pancerza Dover, przystosowaną do walki dzięki dodaniu podstawowego uzbrojenia.

Choć istnieje wiele rodzajów pancerzy rycerskich, wszystkie one - poza pancerzem Strażnika - mają jedną cechę wspolną - kopię. Kopia to broń strzelecka krótkiego zasięgu, która wyewoluowała z narzędzi używanych podczas wypasu megazaurów. By skutecznie oddziaływać na bardzo prymitywny system nerwowy tych stworzeń, kopie musiały dysponować znaczną mocą. Kopie bojowe, używane przez Rycerzy w trakcie walki, zużywają całą dostępną moc w jednym niezwykle silnym wyładowaniu, co czyni z nich groźną broń. Kopia zawsze montowana jest w hełmie Rycerza - stąd też wzięło się przeświadczenie, że Rycerz zdolny jest zabić spojrzeniem.

Rycerze to szybkie maszyny bojowe, zdolne do gwałownego przemieszczania się na polu bitwy, wykorzystujące swe ciężkie uzbrojenie z morderczą efektywnością. Często wykorzystuje się je w roli szpicy prowadzącej atak lub do zabezpieczania ważnych pozycji. Podczas bitwy te wysoce mobilne i dysponujące potężnym uzbrojeniem maszyny mogą zostać wykorzystane do szybkich ruchów okrążających, wymanewrowania wolniejszego przeciwnika lub też w roli błyskawicznego odwodu na zagrożonych kierunkach działania.

Istnieją trzy poziomy statusu Rycerza: Giermek, Rycerz i Lord (Strażnicy o statusie Lorda znani są jako Seneszalowie).

Formacje
Wszyscy Rycerze zorganizowani są w oddziały liczące trzy lub więcej maszyn. Rycerze w każdym takim oddziale należą do tego samego rodu, choć zdarza się, że większe rody wystawiają więcej niż jeden oddział. W dużych bitwach wielkie rody posyłają do walki czasem i trzydziestu Rycerzy, choć częściej spotyka się sześć lub osiem maszyn jednej familii. Choć wiele rodów łączą więzy krwi sięgające setek lat wstecz, znaczna część nie ufa sobie wzajemnie. Z tego też powodu, gdy zdarza się że Rycerze walczą przeciwko sobie, zazwyczaj wszystkie maszyny walczące po jednej ze stron prowadzone są w bój przez członków rodów z dawna ze sobą zaprzyjaźnionych, podczas gdy siły przeciwników składają się z przedstawicieli rodów im wrogich i z dawna skłóconych.

Oddziały ludzkich Rycerzy zawsze składają się z maszyn tej samej klasy. Tradycją jest, że każdy z rodów używa albo Rycerzy Paladynów, albo Rycerzy Kopijników, nie mieszając tych klas ze sobą. Wielkie rody często jednak wystawiają oddziały złożone z maszyn różnych klas. Te naprawdę potężne i starożytne, wprost legendarne - jak Hawkhood, Beaumaris, Arundel, Mortimer i Warwick, mogą wystawić maszyny każdej klasy - Paladynów, Kopijników i twardych, wytrzymałych Strażników. Mniejsze rody mogą dysponować tylko kilkoma pancerzami jednej klasy, kontrolowanymi przez najlepszych z ich wojowników.

Klany eldarów, z drugiej strony, wykorzystują częstokroć oddziały, w składzie których walczą dwie lub trzy klasy maszyn, nie dotyczą ich bowiem ograniczenia rządzące ludzkimi rodami. W oddziałach eldarów spotyka się najczęściej maszyny klasy Podmuch Ognia i Wyniosły Niszczyciel. W przypadku, gdy w jednostce znajdują się również maszyny klasy Świetlisty Ogier, nie mogą one należycie wykorzystać atutu swej wielkiej prędkości.

Heraldyka
Eldarzy ze światów Lulaethan, zwanych również Dziewiczymi, malują swych Rycerzy w barwy klanowe. Motywy i runy klanowe są nanoszone zarówno na sam pancerz, jak i na sztandary, przy czym ich umiejscowienie i wielkość jest sprawą indywidualną. Symbole klanów Eksodytów związane są ze zwierzętami, mającymi głębokie znaczenie duchowe dla klanu, który je używa. Status eldara-pilota pokazywany jest poprzez odpowiednie użycie kolorów - Lordowie mają srebrne hełmy, Rycerze brązowe, natomiast Giermkowie złote.

Każdy z rodów Imperialnych, wystawiających Rycerzy, posiada własne barwy złożone z dwóch kolorów. Za ich pomocą, wykorzystując także symbolikę imperialną, oznaczany jest status maszyny. Giermkowie używają podstawowego koloru (zazwyczaj tego, który dominuje na sztandarze rodu). Rycerze korzystają z obu kolorów podstawowych, natomiast Lordowie używają motywu szachownicy w barwach swego rodu. Różne rody nanoszą swe barwy na różne miejsca pancerza, zawsze jednak utrzymywany jest podany wyżej kod kolorystyczny.
Strażnicy zazwyczaj są w całości biali, jedynie jeden z paneli pancerza malowany jest w kolorach rodziny, w sposób odpowiedni do statusu pilota. Emblematy na maszynach i noszonych przez nie chorągwiach pochodzą ze sztandarów rodowych. Ich centralnym motywem najczęściej jest wizerunek jakiegoś bohaterskiego przodka walczącego z mitologicznym potworem. Podczas krucjat, gdy Rycerze walczą u boku Gwardii Imperialnej, korzystają także często z chorągwi związanych z lokalnymi teatrami walk.

(First part of this article, which orginally was printed in 126th issue of White Dwarf and was written by Andy Chambers, is here).

The Rediscovery
Thousands of years later, the planets were brought back into the Imperium. When Rogue Trader Jeffers rediscovered the agriworlds he referred to their inhabitants as Knights, pointing out their many Knightly virtues as he emphasised the worlds' value to the Empire both as a massive food resource and as a source of born and bred warriors. The Administratum agreed with Jeffers' findings and quickly set about rediscovering the rest of the long-lost agriworlds. To their delight, they found that two in three of the originally settled worlds were still occupied by Humans working along very similar social lines. The remaining worlds were either occupied by both Eldar and Human Knights or held exclusively by clans of Eldar Knights with strong links to the craftworlds, trading natural raw materials for technology.

Often, a Knight world would be affiliated to a Titan forgeworld, producing food for it, while the Sacristans would come under the control of the Adeptus Mechanicus. Other Knight worlds were left with a large degree of autonomy, required only to produce food and obey the call to arms when given.

The Imperial Cult was introduced in such a way that the Chivalry could be called on by the Empire to enter a crusade. Old rivalries forgotten, the Knights (especially younger ones) would form family units to fight with Titan Orders or the Imperial Guard.

Young Knights sometimes don't have their own armour, but train on that of their father. When fighting in a crusade they are given their own armour, built on a Titan forgeworld. Once they return home they are able to keep the armour and form their own house.

Thus units of Knights are often fielded by Titan Orders and the Imperial Guard. During the Horus Heresy, Knights fought on both sides - many of the agriworlds declared allegiance to Warmaster Horus and were only brought back into the Imperium after decades, even centuries, of terrible armed struggle.

Knights usually fight as single units from each house which means they are usually seen in large groups. After a period of time on crusade, the Chivalry can return home, well-rewarded with loot and new armour. Normally the Wardens stay on the homeworld to protect the keep but occasionally they have taken the field when required, more than compensating for their age with stoic tenacity.

In some cases, Knights bring units of men-at-arms with them. These are re-equipped by the Order or Regiment, often having their horses replaced with bikes. They act in close support of the Knight formations and as scouts for the Order.

Knight Suits
Knight suits are similar to Titans in that they are controlled through a direct mind link. Imperial Titans are imprinted with a feral personality, which must be dominated by the Princeps in order to control the machine. The Titan's personality is there to handle all the mundane tasks in operating such a machine, like balancing and walking, leaving the Princeps free to concentrate on more important things.

Eldar Knight suits contain a spirit stone which supplies the personality for the machine. When linked to the lone Eldar pilot, this lends Eldar Knights a fluid grace lacked by Human Knights. The spirit stones in Eldar Knights are often ancient artefacts dating back to the time of the Fall and contain the the souls of many long dead heroes. When an Eldar Knight links with his suit, he exchanges a portion of his consciousness with those in the stone. This makes Eldar Knights strange characters often speaking in archaic tongues and referring to past ages with unnerving familiarity.

Human Knight suits do not have a permanently imprinted personality. Instead the Knight sits in a throne, which is imprinted with aspects of his own personality. The throne is plugged in to the armoured Knight suit and may be transferred from one Knight suit to another, though this is a rare occurrence usually only undertaken if the old suit is damaged beyond repair or the Knight wishes to become a Warden, passing on his old Knight suit to a younger relation. Imprinting your personality on a throne is a lengthy, sometimes dangerous, business. It has become a rite of passage for young nobles - this is how they become an adult. When he is old enough, a noble son who wishes to become a Squire undertakes a vigil in the family's chapel or sacristy, remaining seated in the throne throughout the long night. He is surrounded by the ancient thrones and battle banners of his forefathers which are kept in the sacristy, reminding him of the long traditions of honour and chivalry he is expected to maintain. The imprinting process tends to exaggerate dominant aspects of the young noble's personality, especially with regard to the way he is feeling during his vigil. If he is scared, the personality imprint will always be scared, making the suit difficult to control in combat. If the noble is angry with someone (say a brother who made fun of the noble before his vigil) the personality imprint will always hate that person, even if the noble has got over it.

When a noble dies, his throne retains some of his character. Nobody else can use it to control the suit until they have overlaid their personality onto the throne. It is still possible, however, to communicate with the personalities in the throne. Thus they are often kept and placed in the family's sacristy, a direct link with the ancestors of a noble house. It is the height of dishonour to deny a family the opportunity to salvage the thrones of Knights who have fallen in battle and the family will go to any lengths to get them back.

Note that the unarmed suits used by herdsmen are not controlled in the same way. They have a simple mind-link like that used on a Dreadnought. This makes them slow, lumbering machines when compared to the sleek thoroughbreds used by the nobles. The Sentinel walker used by the Imperial Guard is in fact a copy of the tried and tested Drover suit adapted for combat with the addition of basic armament.

Though there are, many different designs of Knight suit, a common feature to all except Warden suits is the lance. The lance is a short ranged area weapon developed from devices used for herding Megasaurs. To affect the dull nervous systems of Megasaurs, lances needed to be very powerful. The war lances used by Knights in battle discharge all their tremendous power in a single cataclysmic blast, making them a weapon much feared by their opponents. The lance is always mounted in the Knights' visor, a practice that has given Knights a reputation of being able to kill with a single glance.

Knights are rapidly-moving war machines, able to advance swiftly across the battlefield, deploying their heavy firepower to devastating effect. They are frequently used to forge ahead of the main formation to spearhead an attack or secure an important position. During a battle, these highly-mobile hard-hitting units may be ordered to make flanking attacks, out-manoeuvring slower-moving enemy forces, and can be quickly redeployed whenever a new or unexpected threat is posed.
There are three levels of status for Knights: Squire, Knight and Lord (Wardens of this status are known as Seneschals).

Formations
All Knights are organized into detachments of three or more machines. The Knights in each detachment belong to a single noble house, though it's possible that a large house may be represented by more than one detachment. In major battles it is not unknown for large houses to field up to thirty kinsmen, although six to eight is more usual. Though many of the houses have blood-ties extending back hundreds of years, there is much lingering distrust between the numerous houses. Thus, if Knights are fighting on both sides in a battle, all the Knights fighting together on one side will be allied or related houses battling out a bloodfeud against age-old enemies.

Human Knights are always fielded in detachments containing only one class of Knight. It is traditional for each household to use either Knight Paladins or Knight Lancers rather than a mix of the two, although large houses often fight with both classes in separate detachments. All the truly great noble houses, legendary names such as Hawkwood, Beaumaris, Arundel, Mortimer and Warwick, have the resources to call on Knights of any class: Paladins, Lancers and the stern, unflinching Wardens. Lesser families may only have a few Knight suits of a single class, worn by the finest of their warriors.

Eldar clans, on the other hand, frequently use a combination of two or three classes within the same detachment and aren't subject to the same restrictions as the Human households. The most common mix in Eldar detachments is Fire Gale and Towering Destroyer classes; if the detachment also includes Bright Stallion Knights, it means the Stallions can't make use of their superior speed.

Heraldry
Eldar from the Lilaethan or Maiden Worlds paint their Knights in the clan's colours. Clan motifs and runes are added to both the Knight and its banners according to individual taste. The motifs of the Exodite clans are based on animals, each of which has a deep spiritual significance within the clan that uses it. The rank of the Eldar is shown by a strict colouring code: Lords have silver heads, Knights have bronze heads and Squires have gold heads.

Each of the Imperial noble houses that field Knights have a livery of two colours. They use these, with adapted Imperial heraldry, to denote rank. Squires use the basic livery colour (usually the colour that is dominant on the household's banner). Knights use the basic colour halved with the secondary colour, and Lords use the two colours in a quartered pattern. The actual areas painted in different colours varies from house to house and between the different designs of Knight, but the basic pattern is always retained. Wardens are usually coloured all white, with a single panel in their household colours in a pattern appropriate to their rank. Emblems on the war machines and their banners are adapted from the main household banners. These banners usually show a heroic ancestor in battle with a mythological monster as their central image. Campaign banners and emblems are often added while the Knights are on crusade with Imperial forces.


piątek, 7 marca 2014

Prosto z pudełka: samochód pancerny wz. 34 produkcji First to Fight | Straight from the box: armoured car wz. 34 from First to Fight

Bohaterem siódmego numeru kolekcji "Wrzesień 1939" jest chyba najbardziej wyczekiwany model plastikowy w skali 1:72 polskiego sprzętu wojskowego w historii naszego modelarstwa - samochód pancerny wz. 34. Ale... zacznijmy ab ovo.
Pismo wygląda standardowo - dwanaście stron, z których część poświęcona jest historii konfliktu (w tym wypadku artykuł jest kontynuacją tematu z numeru poprzedniego, czyli opisywana jest dalsza część bitwy o Górny Śląsk), kolejna zajmuje się opisem samochodów pancernych wz. 28 i 34, a ostatnia poświęcona jest malowaniu tego drugiego pojazdu. Całości towarzyszą, rzecz jasna, znane też już biografie dowódców. Mam wrażenie, że na dobre wychodzi dzielenie artykułów historycznych, związanych z walkami. Dzięki temu przestają być li tylko suchą wyliczanką faktów i dat. Warto też dodać, że temat walk na Górnym Śląsku będzie jeszcze kontynuowany.
Drugim tekstem, który również został podzielony, jest opis historii powstania samochodu wz. 34. Autor zdecydowaną większość tekstu poświęcił, moim zdaniem słusznie, genezie pojazdu oraz jego bezpośredniemu poprzednikowi - samochodowi pancernemu wz. 28, będącym bazą dla swojego młodszego potomka. Dokończenia tego tekstu możemy spodziewać się, zapewne, w numerze wraz z którym wydany zostanie samochód pancerny wz. 34 z drugim typem kadłuba.
Instrukcja malowania modelu nie odbiega poziomem od znanych już materiałów tego typu z poprzednich numerów. Dobrej jakości rzuty z przodu, tyłu, góry i jednego boku, uzupełnione tekstem opisującym malowanie, wykazem farb (Vallejo) oraz krótkim poradnikiem malowania - dokładnie to, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić.
Model, jak poprzednie, zapakowany jest w kartonowe pudełko opatrzone świetną grafiką (jak wszystkie poprzednie). Wewnątrz dwie ramki, klej, niezbędna wykałaczka. Plastik ramki wtryskowej jest identyczny jak w przypadku opisywanych wcześniej modeli TKS, TK-3 czy C2P - szarozielony, dość miękki (ale nie przesadnie).
Producent zapowiadał opisywany model jako samochód uzbrojony w karabin maszynowy, jednak - tak naprawdę - dostajemy model z oboma wersjami uzbrojenia, karabinem maszynowym i działkiem 37 mm. Jest to, zresztą, różnica jednej części - jarzma z bronią. Nic nie stoi więc na przeszkodzie budowie pełnego plutonu samochodów pancernych - jednego wozu uzbrojonego w działko, dwóch w karabiny maszynowe. Oczywiście, będzie to wymagało kupna kolejnych modeli, gdyż kadłub w ramce jest tylko jeden. Przedstawia on wcześniejszą wersję nadwozia, z prostym tyłem, poszerzonym nieco nad tylną osią i dwoma wizjerami kierowcy.

Jakość odwzorowania drobnych detali jest doskonała - podobnie jak we wcześniejszych produktach wyraźnie widoczne są linie podziału blach, zawiasy, przetłoczenia, śruby i nity. Co ciekawe, tym razem są one także oddane na bocznych ścianach kadłuba i bocznych dolnych powierzchniach wieżyczki.
I - na koniec - słowo o uzbrojeniu. Oba warianty uzbrojenia obecne na ramkach przedstawiają broń osadzoną w jarzmach kulistych, czyli, troszkę dla zabawy, można powiedzieć, że model produkcji First to Fight przedstawia samochód pancerny wz. 34 z wcześniejszym (a jednocześnie zdecydowanie popularniejszym) typem kadłuba i z uzbrojeniem montowanym w nowocześniejszym jarzmie, stosowanym w później przebudowanych samochodach. Reasumując - już teraz możemy zbudować najbardziej rozpowszechniony rodzaj samochodu wz. 34 (szeroki kadłub, jarzmo kuliste), a samo uzbrojenie osadzone w jarzmie kulistym będzie także doskonale nadawać się do modelu z wąskim kadłubem.

Według zapowiedzi na tylnej stronie okładki, w kolejnym numerze ukaże się model niemieckiego czołgu PzKpfw I Ausf. B.

"Hero" of the seventh issue of the "September 1939" collection is one of the most anticipated 1:72 scale plastic models in the history of Polish modelling - wz. 34 armoured car. Obsolete, poorly armed and armoured, yet being one of the iconic Polish vehicles of the war in 1939. But... let's start from the beginning.

Magazine itself looks exactly the same as all previous issues. There are three usual articles, first about historical battle from the September of 1939, second describes history of the vehicle and a third shows how to paint a model. All of them are accompanied by short bios of some mentioned Polish and German commanders.
Historical article continues descriptions of the fights between invading Germans and Polish army in Upper Silesia region. I think, that dividing historical articles makes them better. They are no longer simple list of dates and facts and I think the one in the 7th issue is much more enjoyable to read. Battles of Upper Silesia region theme will be continued in a next issue.


Second article is the first part of the longer text describing history and construction of Polish armoured car wz. 34. As this car is a reconfigured and rebuild older wz. 28 armoured car, text describes history of wz. 28 in much detail and just small part of the text is dedicated to wz. 34 itself. Newer armoured car will be described in more details in the second part of the article, which will be published in a issue with a model of wz. 34 with different hull (more on this later).
Painting guide looks like all previous articles of this kind in the "September 1939" magazine. There are drawings showing camouflaged vehicle (top, left side, front and rear view), list of recommended Vallejo paints, short step-by-step tutorial. All drawings are top notch quality.

Model itself is packed inside very nice cardboard box with great color artwork (I really like these artworks). Inside there are two small sprues, glue and a necessary toothpick;). Plastic of the model is the same as in models of TKS, TK-3 or C2P - grey green, medium hard.
Producer decribed this model previously as the version armed with machine gun, but it is simply labelled as wz. 34 (there were two versions of armament - MG and 37 mm gun). We actually receive both versions of weapons. 37 mm gun and machine gun are just two parts, both are casted on the main sprue. So, we can built whole historically accurate platoon of armoured cars with one 37 mm gun car and two 7.92 mm machine guns. Of course, buying two next models will be necessary, as we have just one hull.
Speaking about hull. Polish wz. 34 armoured car had two main versions of the hull. Earlier one was so called "straight" one. This is the one we got in the box - straight rear armour plate, wide hull above rear axle and two driver's vision ports. Second version of the hull had narrow hull and diagonally shaped rear plate. We will receive model with this version of the hull later - I'm pretty sure of that as the photos of the frames with a second hull are already known.
Quality of details is very good, especially considering that this is primarily fast-assembly wargaming model. As with all previous models all small details, like rivets, screws, etc are clearly visible and small. Interesting thing - this time rivets are present of sides of the hull too.
And few more things about armament - both weapons which we got on the sprues show them mounted in the ball mantlets. We can, thus, say, that the model offered by First to Fight is a representation of the wz. 34 armoured car with earlier (and much more numerous) hull type and with weapons mounted in newer mantlets, which means that it was one of the later built cars. So, to conclude - we can right now built most numerous version of the wz. 34 (ball mantlet, wide hull) and both machine gun and 37 mm gun mounted in ball mantlets are correct for narrow hull version of the car too, the one which will be released at a later date.
According to the info from the backside of the cover, we will get German PzKpfw I Ausf. B model in the next issue.













wtorek, 4 marca 2014

Pierwsza szóstka milicjantów | First six of militiamen


Pierwsza szóstka, ale żeby była szóstka, to trzeba najpierw przedstawić pana numer sześć. Druga z rzeźb z malowanego zestawu Perrych, która bardzo mi się podoba. Świetna poza, niezły detal (poza bronią). Bardzo, również, przyjemna w malowaniu.
Sporo poniżej natomiast widoczna jest pierwsza szóstka zamówionych milicjantów amerykańskich, mam nadzieję, że się podobają. Zdjęcia są sporo większe po powiększeniu, a ja pozwolę sobie też przypomnieć, że od pewnego czasu maluję figurki na zamówienie. Jeśli jest ktoś zainteresowany taką usługą, proszę o kontakt pod tym adresem.



First six of American patriots... Well, to present a six of them I actually have to post sixth of them first. Here it is, in all his glory. Perry Miniatures, of course, second pose I like a lot. Detail was very nice to paint too - except rifle that is.
Finished six commissioned militiamen are visible down below, I hope you like them. Photos are much bigger once clicked on and I'd like to remind that I'm accepting painting commissions now. If there is someone interested in my painting services out there, drop me a line here.










poniedziałek, 3 marca 2014

I jeszcze jeden... | Another one...

Piąty z malowanych na zamówienie dzielnych patriotów amerykańskich, usiłujących zrzucić jarzmo tyranii Wielkiej Brytanii. Oczywiście, Perry Miniatures, oczywiście - wady i zalety wcześniej wymienione. Oczywiście - przyjemność z malowania spora. A tymczasem wędruje do mnie kolejne zamówienie z tego samego okresu, tematyka wojen w kolonialnej Ameryce zagości więc na blogu na dłużej.

Fifth of the commissioned brave American patriots, trying to fight freedom from the oppressive rule of the England. Perry Miniatures, of course, all advantages and disadvantages which were already mentioned, great painting fun - of course - too. And another commission from the same period is already on its way to my home, so American colonial wars will stay on the blog for some time.