Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goblin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goblin. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2018

Marauderowy goblin | Goblin from Marauder

W ramach odpoczynku od malowania kości machnąłem na szybko goblina, wypuszczonego dekady temu przez Marauder Miniatures. Prosta rzeźba, prosta figurka - nic dziwnego, metalowe gobliny zarówno Citadel (i Iron Claw Miniatures) i Marauder wypuszczały dziesiątkami, a oddziały tych małych pokurczów na stole mogły być naprawdę liczne - liczyły od 20 do 200 goblinów. MNÓSTWO figurek.

Niestety, zapomniałem wcześniej używanego przepisu na malowanie skóry goblinów, stąd całkiem inny, znacznie ciemniejszy odcień. Zdecydowanie wolę wcześniejsze, jasne malowanie, więc muszę trochę pogłówkować...

I made a short break from painting more and more bones and decided to paint very fast one of the old goblins, released decades ago by Marauder Miniatures. Very simple sculpt, very simple miniature - and it's nothing strange, as both Citadel (and Iron Claw Miniatures) and Marauder have released dozens and dozens of unique metal goblins - units of these numbered between 20 to 200 goblins in 3rd edition. LOTS of miniatures.

Unfortunately I forgot my goblin skin recipe, so this one has different, much darker tone. As I definitely like brighter goblin skin, I really have to think it over...







środa, 9 grudnia 2015

Drugi zielony pokurcz | Second green mongrel

Na półeczce stoi, zresztą już od jakiegoś czasu, kolega pierwszego jeźdźcy wilków, tym razem łucznik. Malowany w sposób identyczny, z bardzo szerokim wykorzystaniem washów. Metoda sprawdza się, myślę, dość dobrze, choć na malowanym obecnie orku mam z nią trochę problemów.

Figurka to ponownie stary produkt Citadel Miniatures, połowa lat osiemdziesiątych minionego wieku. Wspominałem już, że te wczesne wilki podobają mi się znacznie bardziej od ich późniejszych, plastikowych następców? Pewnie tak, skleroza nie boli...

Second of the wolf riders is finished, ready to join his first comrade in green. Painting was done in exactly the same way, with lots and lots of washes. I think it works, it is both relatively nice looking and fast, but I have some problems with this method on the orc which I paint currently.

Miniature is yet again old Citadel Miniatures' product, half of the 80s. Did I mention that I much prefer these lean, old wolves then younger, plastic ones? I think I did but... well, my memory is not that good nowadays:)








czwartek, 3 grudnia 2015

Wilczy jeździec - start nowej drużyny | Wolf Rider - start of a new team

Dzisiejszy wpis jest dla mnie dość szczególny. Pisałem wcześniej już kilka razy o swoich warhammerowych początkach (między innymi tu i tu), zastanawianiu się nad wyborem armii i podobnych sprawach sprzed ćwierćwiecza. Wybrałem wówczas undeadów, którym pozostałem wierny do dziś, odrzuciłem natomiast armię orków i goblinów. Co prawda, podobały mi się bardziej pod względem klimatu, jednak przeważyły względy logistyczno-ekonomiczne. Armia zielonoskórych była znacznie liczniejsza, jeśli chodzi o figurki, a - co za tym idzie - zarówno droższa, jak i trudniejsza, w tych czasach przedinternetowo-sklepowych, do zorganizowania.

Jakiś czas temu postanowiłem wrócić do orków i goblinów, tworząc małą armię tych uroczych, pełnych charakteru miniaturek. Armia będzie tworzona docelowo z myślą o zasadach wyłącznie 3. edycji Warhammera, a w jej skład wejdą tylko takie figurki, które były dostępne do czasu publikacji 4. wydania gry. Żeby było bardziej interesująco, pierwsze do malowania trafią miniaturki, które posłużą mi również jako kolejna banda poszukiwaczy skarbów do "Frostgrave".

Wybór modeli mających trafić pod pędzel w pierwszej kolejności był łatwy. To musiały być wilki z zielonymi pokurczami na plecach. Niestety, nie mam jeszcze wystarczająco wielu różnych modeli tego rodzaju, niemniej jednak te, które już mam, mogę zacząć przecież malować już teraz.

Widoczny obok goblin to jeden ze świetnych modeli Kevina Adamsa. Mam wiele sentymentu do tych stosunkowo niewielkich wilków, znacznie - moim zdaniem - ciekawszych od późniejszych plastikowych.

Malowanie było zdecydowanie odmienne od mojego zwykłego sposobu. Po pierwsze, malowałem na białym podkładzie. Po drugie, jakieś 80% figurki zostało pomalowane washami, z minimalnymi rozjaśnieniami, za to z dodanym, potrzebnym tu i ówdzie, cieniowaniem. Mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się w rozsądnym czasie pomalować sporą przecież liczbę figurek, a jednocześnie efekt będzie wyglądał przyzwoicie. Co sądzicie?

Today's entry is a kind of special for me. I alredy wrote about beginning of my Warhammer adventure, 25 years ago, about choosing between undead and orcs and goblins armies, etc. Well, back then I chose undead because they were more economically viable - lesser number of necessary miniatures was also easier to obtain. There were no gaming shops in Poland back then, and Internet was virtually unknown of course.

Some time ago I decided to go back to my roots, so to say, and to build and paint small greenskins army. Army will be build with 3rd edition of the game in mind only, with miniatures which were released by Citadel till the release of 4th edition. And to make things a little bit interesting, I will paint first some miniatures which will form my second 'Frostgrave' adventurers team.

First models to be painted were obvious - it just had to be wolf riders. Unfortunately, I still don't have enough different miniatures to form full unit, still - I may as well paint all of them, as they will be mixed with further figures, which I'm actively seeking now.

This wolf rider shown here is one of the excellent sculpts by Kevin Adams. I really, really like this metal wolf too - it is slightly smaller then later miniatures, but is much more manacing in my opinion and looks way better then newer plastic wolves.

Painting this miniature was a kind of test of a new method. I want to paint this army relatively fast, with pleasing finish too, so I just had to use some different techniques then usual. Whole model was basecoated white and painted mainly with washes only (about 80% I'd say), with minimal highlights and some additional shadows painted on. As it is much faster then my usual blend and highlight method, I hope I will be able to finish this project in this decade;). So, what do You think about this? Does it look all right?







wtorek, 1 września 2015

Szaman Nocnych Goblinów | Night Goblin Shaman

Figurka z gatunku tych, jakie stosunkowo rzadko pojawiają się na tym blogu - zielonoskóry w klasycznym odcieniu. Nie to, żebyśmy ich nie lubili - wprost przeciwnie. Tak się jednak jakoś składa, że malujemy ich bardzo, bardzo rzadko.


Mormeg jednak popełnił ostatnio taką figureczkę, która - przyznam bez bicia - niezwykle mi się podoba. Najbardziej chyba mój entuzjazm wzbudza skóra tego szamana - dla mnie kolor idealny.

Oddam głos Mormegowi: Tego szamana zacząłem malować po jednym z naszych spotkań - miałem ochotę pomalować coś do Warhammera... Wróć, do Warhammer: Age of Sigmar. Padło na gobosy, które od zawsze mi się podobały, to znaczy podobał mi się ich fluff. W domu, na półeczce kurzem obrastało pudełko "Battle for the Skull Pass", chwyciłem więc "gobasa za łeb" i rozpocząłem malowanie. Całkiem podoba mi się zieloniutka skóra tego zjadacza pieczarkowej. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że gdybym miał malować go raz jeszcze, znacznie mocniej pocieniowałbym łachy i, chyba, na czerwono lub żółto pomalował kapturek. Do gry, w moim przekonaniu, nadaje się jednak i taki i bez wstydu można postawić go na stół.


Today's miniature is a rare kind on this blog - greensking in classic greenskins' green. Well, it is not that I or my brother don't like greenskins - quite a contrary - but it seems that we paint them very rarely indeed.

Anyway, Mormeg has painted one goblin lately, which is, in my opinion, quite good. I think I like the very green skin the most - perfect color for goblin I think.

Few words from my bro, Mormeg: I started to paint this Night Goblin shaman right after one of our gaming meetings, as I wanted to paint something for Warhammer... Well, Warhammer: Age of Sigmar. I mused over choices available and I decided to paint some gobbo, as I always liked this race, fluff especially. I dusted of rather old box of 'Battle for the Skull Pass', took one shaman off and started to paint it. I must confess that I really like green shade of the skin of this fungi eater. Seeing this miniature few weeks after it was painted, I think that I could made robe's highlights much more visible, hood could be better with red or yellow paint too. Anyway, I think it is good enough for gaming and once can use this gaming piece with no shame.





piątek, 29 lipca 2011

Gobliński szaman | Goblin shaman

Moje wyobrażenie Warhammera przez długi czas kształtował obraz goblińskiego szamana, rozbijającego bramę obronnego grodu w Granicznych Księstwach, opisanego przez Williama Kinga w jednym z wczesnych opowiadań o Gotreku i Felixie. Zielonoskórzy podobali mi się - i podobają - od zawsze. Przerażała mnie trochę liczba modeli koniecznych do pomalowania w tej armii, popełniłem jednak kilka modeli do Orków i Goblinów, mam też całkiem pokaźną kolekcję modeli bardzo starych, starych i dość starych, pozostających w stanie nieskażonym dotknięciem pędzla. Może to się kiedyś zmieni. Dzisiejszy model to owoc słabości jakiegoś wieczoru sprzed około 12 lat. Miałem, chwilowo, zapał do malowania zielońców. Pamiętam, że przeszło mi po starannym pomalowaniu z licznymi detalami około dziesięciu identycznych plastikowych nocnych goblinów i parunastu innych figurek. Ale ja jeszcze kiedyś do nich wrócę.
Sam model to raczej sentymentalna podróż w przeszłość, dziś pomalowałbym go raczej inaczej - poza skórą szamana, gdyż i dziś pomalowałbym ją jaskrawo i jasno. Najbardziej festyniarsko wygląda różdżka, znaki na pająku też wymagają jak najszybszego przemalowania... Co ciekawe, model dotrwał w pudełku od 4. edycji Warhammera, przeczekując wydania, w którym gobliny nie mogły dosiadać olbrzymich pająków. A teraz znowu może:)

How I see Warhammer world, mood and theme of it, was shaped a long time ago by an image of a goblin shaman destroying gate of the small city in Border Princes, artfully described by William King in one of the early Gotrek and Felix stories. Greeskins are one of the armies I truly like - fluff, miniatures, rules, all together. I was scared by huge number of models to paint necessary to field that army but I did painted a few of them and I do have quite a substantial collection of very old, old and relatively old models of Orcs and Gobbos, still unspoiled by touch of brush and paint. It will change someday, maybe. Model visible next to my ramblings is a result of one evening work, some 12 years ago. I have had temporary illusion of being able to paint greenskins. I remember that that illusion was broken after painting in rather detailed way some dozen of identical, plastic Night Goblin archers and about dozen other miniatures. But I will return to them someday, you will see;)
Model itself has rather sentimental value for me, it would be painted differently nowadays - except shaman's skin, as I still would paint it bright and shiny. Worst of all is wand, spider's markings need urgent corrections too. Funny, this model has waited since 4th edition of Warhammer in a box, waiting through all these editions, where Goblins were unable to ride giant spiders. And it is legal option for a mount again...:)


czwartek, 11 marca 2010

Rydwan zielonoskórych


Wycieczki w przeszłość ciąg dalszy. Nigdy nie miałem armii orków i goblinów, jednak pomalowałem sporo rozmaitych modeli wchodzących w jej skład. Nie miałem cierpliwości do malowania dziesiątków figurek, jakie wchodzą w skład armii orków i goblinów, jednak czysto hobbystycznie, dla przyjemności, od czasu do czasu brałem pod pędzel coś zielonego. Widoczny obok rydwan to jeden z pierwszych moich modeli zielonoskórych z WFB. Sam model to - w większej części  - zestaw "Goblin king chariot", wydany początkowo w serii pudełek "Machines of destruction" do chyba 3. edycji Warhammera. Zostawiłem z niego sam rydwan i figurki (w tym króla, noszącego urocze imię Sourgutt), dzika, który w oryginale ciągnął rydwan zastąpiłem jednak nowszymi plastikowymi wilkami. Z tego co pamiętam, kierowała mną chęć doprowadzenia rydwanu do stanu zgodnego z listą armii, która w czasie gdy malowałem ten model nie dopuszczała już rydwanów ciągniętych przez pojedyncze stworzenia, a dzik dodatkowo był mikry w porównaniu z plastikowymi stworzeniami tego gatunku, które opanowały już wówczas pola bitew WFB. Nie mogłem przecież dopuścić do sytuacji, w której rydwan króla ciągnięty byłby przez jakiegoś niewyrośniętego włochatego prosiaka:). W modelu zmieniłem też sztandar - w oryginale nie zawierał tarczy, pomyślałem jednak, że taki akcent z symbolem klanu "Bad Moon" będzie wyglądał dość fajnie... Tarcza to, jeśli mnie pamięć nie myli, jeden z elementów leciwych wyprasek GW z połowy lat 90. minionego wieku.