Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wood Elves. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wood Elves. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

Niespodzianka - wardancerzy | Suprise - Wardancers

Dziś przerwę nieco względną monotonię eterycznych Umarłych z Dunharrow, pokazując tancerzy wojny Mormega, przywiezionych w tym celu ładnych parę miesięcy temu, po którejś z naszych gier. Wydaje mi się, że figurki mają jeszcze moje malowanie, aczkolwiek pewny nie jestem. Nie mam jednak wątpliwości, że jedna z nich, elf w kapturze i z toporem, jest z nieco innej bajki. Niestety, pojęcia już nie mam w ramach której z linii wyprodukowała go Citadel...

Jeden z tych tancerzy pojawił się już na łamach bloga. Pozostałe tworzą ładną, wesołą gromadkę. Jestem pewny, że ich rzeźbiarz, Jes Goodwin, mocno inspirował się wyglądem zespołów muzycznych takich jak W.A.S.P, Motley Crue czy Kiss. To chyba widać... Mormeg dokupił ostatnio parę figurek starych tancerzy wojny, jest więc szansa, że te zostaną odnowione, a cała grupa powiększy się o nowych towarzyszy.

Today a little break from a somewhat monotonous ethereal Dead from Dunharrow miniatures. I'd like to show Mormeg's Wardanders, which were brought to my home from one of the games, few months ago, specifically to be shown on the blog. I think (but I'm not sure) that all of them are painted by myself. I'm sure though, that one of the miniatures, the one in the hood and axe wielding, is from entirely different range. Unfortunately, I can't remember which one...

One of these wardancers was already shown on the blog. They form a nice, merry band together. I'm pretty sure that their sculptor, Jes Goodwin, was heavily influenced by some rock bands imagery from the 80s - bands like W.A.S.P, Motley Crue or Kiss. I think it is pretty obvious. Mormeg has bought some old school wardancers lately, so there is a chance for those miniatures being renewed a little and for a whole warband being bigger a little bit in the future.













niedziela, 3 stycznia 2016

Z otchłani czasu: Sławne Oddziały - Łucznicy Skarloca | From the abyss of time: Regiments of Renown - Skarloc's Wood Elf Archers

Łucznicy, czy też zwiadowcy Skarloca, ukazali się na rynku w lipcu 1987 r. Autorem rzeźb figurek był Jes Godwin. Oddział ten był najbardziej zróżnicowany, pod względem miniatur, spośród wszystkich wydanych w ramach serii. Grupa dowodzenia to bohater, czempion-tancerz wojny, muzyk i czarodziejka-chorąży. Żołnierze mieli osiem różnych wzorów. Figurki z tego oddziału nadal są relatywnie częste i łatwe do znalezienia, całkiem nieźle oparły się także próbie czasu - jak większość wzorów autorstwa Godwina. W tekście zamieniłem odniesienia do zasad drugiej edycji Warhammera na mniej lub bardziej udany opis tego, jak działały dane przepisy.

Opowieść o leśnych elfach, łucznikach Skarloca

Słońce dopiero co wzeszło, grupa elfów podążała przez las. W końcu dotarli do polany i ustawili się na jej skraju, zarzucając luźną, niemniej śmiertelną, sieć dookoła brzegów śródleśnej łąki.
Kiedy zajmowali pozycję, ledwie liść drgnął, trącony ich ruchem, ledwie cień przemknął, nie zdradzając ich ukrycia.
Na polanie orkowie zajmowali się, jak zwykle, swoimi sprawami. Grupki zielonoskórych ścinały co mniejsze drzewa, wokół pni większych rozpalono ogniska. Rozmaita zwierzyna wisiała nad kilkoma mniejszymi paleniskami, większość zwierząt nosiła ślady powolnej, okrutnej śmierci, żałosne kwiczenie wskazywało, że co najmniej jedno ze zwierząt jeszcze żyło.
Oczy Skarloca, widoczne spod kaptura, były bezlitosne, uniósł dłoń. Araflane Warskald przycisnął do warg swój wielki, brązowy róg, a jego ostra, donośna nuta rozbrzmiała echem wokół polany. Dźwięk zaskoczył orków, na chwilę zamarli - wtedy zginęła połowa spośród nich, ścięta pierwszą salwą strzał. Jeden z orków, większy od pozostałych, naznaczony szramami licznych walk, zaczął wydawać rozkazy donośnym głosem. Groty dwóch strzał zagłębiły się w jego ciele nim zdołał choćby unieść tarczę, jednak bez widocznego efektu. Krzycząc i rozdając razy uformował jakiś tuzin orków w coś, co przypominało formację bojową. Przyparli plecami do wielkich stosów pni, by chronić swe tyły.
Z boku polany doleciał przenikliwy, zawodzący krzyk, dziwna postać skoczyła w powietrze, saltem przesadzając stos pni wysoki na trzech orków. Elf, z ciałem zdobionym bogatymi malunkami i grzywą barwionych na jaskrawą czerwień włosów biegł ku zielonoskórym, krzycząc i śmiejąc się w radosnym szale.
Orkowie skamienieli na widok dziwnej zjawy, która mknęła ku nim pośród deszczu strzał. Elf unikał i uchylał się przed ciosami orczych ostrzy, jego broń wirowała, a on sam kręcąc się przebiegł wzdłuż linii obrońców, pozostawiając za sobą szlak znaczony przeciętymi gardzielami i odrąbanymi rękami, po czym przeskoczył, robiąc kolejne salto, nad trzema szeregami zielonoskórych, lądując na szczycie stosu porąbanego drewna, w jednej dłoni trzymając odciętą głowę orkowego herszta.
Kiedy tancerz wojny potrząsał swym trofeum, pozostałe elfy porzuciły swe ukrycia, Skarloc przewiesił swój łuk przez plecy i dzierżył wielki miecz runiczny, Araflane nadal zagrzewał do boju dźwiękami swego roku, wprowadzając porządek w działania elfów, a Kaia Stormwitch, trzymała wysoko chorągiew oddziału, z ostrza jej błękitnobiałej broni strzelały błyskawice. Wszędzie wokół elfy szarżowały z dobytymi mieczami.
Śmierć ich przywódcy i niespodziewany atak złamały morale orków, którzy w panice rzucili się do ucieczki na oślep, poszukując ratunku, lecz znajdując jedynie śmierć od ostrzy spływających już ich posoką. Bitwa nie trwała długo.

WYPOSAŻENIE: zwiadowcy noszą kolczugę (lekki pancerz), posiadają tarcze, miecze i długie łuki. Ich tarcze nie dają żadnej ochrony, gdy korzystają z łuków. Bohaterowie są uzbrojeni tak, jak podano to w ich opisie.
OKRZYK BOJOWY: ponieważ elfy z tego oddziału prowadzą działania podjazdowe i uderzają niespodziewanie, nie mają okrzyku bojowego.
DOKONANIA: Zwiadowcy Leśnych Elfów Skarloca walczą na krawędziach swego leśnego domu przeciwko wszystkim tym, którzy dopuszczają się haniebnych czynów skierowanych przeciwko lasowi - szczególnie orkom. Niewiele wiadomo o ich wyczynach, choć pewnego razu do lasu wkroczyło 200 orków z plemienia Złamanej Czaszki, nie wrócił zaś żaden z nich.
STRÓJ: zwiadowcy noszą skórzane kaftany na kolczugach, są one, dla maskowania, barwione na rozmaite odcienie zieleni i brązów.
TARCZE: Na tarczach widnieje znak zielonego drzewa o białym pniu, tło jest czerwone.
ZASADY SPECJALNE: Zwiadowcy
BOHATEROWIE:
Skarloc W Kapturze: uzbrojony w miecz runiczny z runą prędkości, pancerza i ochrony, ma też długi miecz.
Glam, Roześmiany Wojownik: tancerz wojny, poddaje się szaleństwu walki. Ze względu na specjalne umiejętności akrobatyczne, w walce wręcz trudniej go trafić.
Kaia Stormwitch: czarodziejka i chorąży oddziału. Sztandar jednostki to urna w kształcie serca, w której umieszczono popioły legendarnego bohatera elfów, Kerna, syna bogini Torothal. Sztandar znacznie wzmacnia morale członków odziału. Kaia znana jest ze swych umiejętności walki magicznymi błyskawicami.
Araflane Warskald: Muzyk, używa wielkiego rogu z brązu, którego dźwięk budzi strach we wszystkich poza elfami. 

The Story of Skarloc's Wood Elf Archers
The sun had barely risen as the group of Elves made their way through the forest. At last they reached the clearing, and moved into position around its edges, casting a loose but deadly net around the edges of the glade.
Scarcely a leaf stirred as they took up their positions, and scarcely a shadow moved to betray their presence.
In the clearing, the Orcs went about their business unaware. Crews were busily cutting down the smaller trees, and fires had been set about the bases of the larger ones. Animals of various types hung over the several smaller fires most showed signs of having died slowly and painfully, and a piteous squealing betrayed that at least one was still alive.
Skarloc's eyes grew hard beneath his hood, and he raised one hand. Araflane Warskald lifted his great bronze horn to his lips, and its harsh bellowing note echoed around the clearing. The sound took the Orcs by surprise, and they froze for an instant and in that instant, half their number died as the first volley of arrows slammed across the clearing. One Orc, larger than the rest and scarred by time and many battles, began bellowing orders. Two arrows burried their heads in its hide before it picked up a shield, but with no visible effect. With much shouting and cuffling, it managed to form a dozen or so of the Orcs into something approaching a fighting formation, and they backed against one of the great piles of fallen trunks to protect their backs.
From one side of the clearing came a piercing, ululating scream, and a weird figure flew through the air, somersaulting over a stack of timber three times an Orc's height. The figure an Elf, with his body garishly painted and a great mane of impossiblyred hair ran towards the Orcs, whooping and laughing in ferocious joy.
The Orcs were transfixed by the strange apparition, which charged towards them unscathed through the hail of arrows. He dodged and twisted past their blades, and whirled along the entire length of the front rank leaving a trail of cut throats and lopped arms in his wake before leaping over the three ranks of Orcs with another flamboyant somersault, which landed him atop the woodpile with the Orc leader's severed head in one hand.
As the Wardancer brandished the head, the rest of the Elves broke cover Skarloc with his bow on his back, brandishing his great runesword, Araflane with his horn bellowing over the confusion, Kaia Stormwitch with the group's standard held high and lightning crackling from the bluesilver blade of herathame, and Elves all around charging into the clearing with swords drawn.
The death of their leader, coupled with the surprise of the attack, broke the Orcs' morale, and they ran blindly hither and yon, looking for some escape from the clearing but finding only redbladed death. The battle was a short one.
Equipment: The scouts are equipped with chain mail (light armour), shields, swords and long bows. Note that shields provide no protection when using bows. Personalities are equipped as noted in their individual descriptions.
Battlecry: Since they rely on guerilla warfare and sneak attacks, the scouts have no battlecry.
Deeds: Skarloc's Wood Elf Scouts fight to preserve the edges of their forest home against the depradations of other races, most notably Orcs. Little is known of their deeds, although on one occasion over 200 Orcs of the Broken Skull tribe entered the forest, and none returned.
Uniforms: The scouts wear leather surcoats over their chain mail, in various shades of green and brown for camouflage.
Shields: The shield design is a green tree with white trunk on a red background
Special Rules: Skarloc's Wood Elf Scouts conform to the rules set down for scouts (Ravening Hordes, p59). Special rules for the personalities are given with their profiles.




piątek, 6 listopada 2015

Tancerz wojny | Wardancer

Gdybym miał wskazać figurki, które definiują dla mnie armie leśnych elfów, byliby to Tancerze Wojny. 20 lat temu zakochałem się w pięknych, dynamicznych miniaturka Jesa Goodwina, i nadal bardzo je lubię, choć teraz, w dobie projektowanych komputerowo miniaturek, dynamicznych i bardzo przestrzennych, stare odlewy Tancerzy Wojny Citadel mogą wydawać się płaskie i nieco dziecinne. Może i takie są, ja jednak patrzę na nie przez okulary z różowymi szkłami.

20 lat temu pomalowałem kilku Tancerzy, będę je stopniowo pokazywał. Uprzedzam, że nie są to świetne prace malarskie - nie miałem wówczas dostępu do washy (nie umiałbym ich zresztą pewnie użyć), a użyta farba to akryle artystyczne Talensa, dostępne wówczas w niewielkich szklanych słoiczkach.

Jak widać, nie bałem się wówczas ostrych kolorów, wyrazistych przejść i niestandardowych (ekhem, lekko powiedziane) zestawień barw. Wystarczy spojrzeć na nogi tego tancerza...


If I had to choose miniatures which define Woof Elves, I would pick Wardancers. I fall in love with them 20 years ago, I still like their smooth lines, elegant and graceful poses and their dynamics. Those miniatures sculpted by Jes Goodwin may seem a little outdated nowadays, with 3D sculpting, super dynamic, multi-part sculpts, but believe me - they were great back then (and still are:)). I like them still though, but my view may be tainted by rose-colored glasses.

20 years ago I painted some of those old Wardancers and I will show them one by one. Be warned though that they look below average - old paint job, no washes (and even if I had them back then, I didn't know how to use them), painted with Talens Artist acrylic paints.

And as You can see I wasn't afraid to use strong colors, sharp highlights and unusual colors. Just look at the legs...












wtorek, 21 lipca 2015

Szlachcic Leśnych Elfów | Wood Elf Highborn

To figurka, którą zacząłem malować lata świetlne temu. Coś jednak się stało, jeśli mnie pamięć nie myli miałem problemy z pomalowaniem zbroi. Krótko mówiąc, leżała w pudełku, delikatnie pomazana, czekając na lepsze czasy. Wraz z "Age of Sigmar" odkurzyłem stare, zapomniane pudełka pełne Leśnych, Mrocznych i Wysokich Elfów. Szybko przyszła pierwsza gra. Podobało mi się, wbrew wszelkim oczekiwaniom. Nabrałem też chęci do pomalowania czegoś z "Warhammera", żeby wykorzystać to w grze. Otworzyłem pudełko i wyciągnąłem z mroków zapomnienia na światło dzienne figurkę bohatera Leśnych Elfów z dwuręcznym mieczem. Figurka bardzo ładna i - po lekkim wyprostowaniu - prezentująca się bardzo okazale. Koniec końców, szybko poszło. Ze starego malowania zostały zielone szatki i widoczne elementy ciała Pana Elfa. Resztę malowałem od nowa. Zwłaszcza zbroję. Nawet dwukrotnie. Z pierwszej wersji nie byłem zadowolony. W drugiej poszedłem na łatwiznę. Kolor złoty, wash fleshwashem (kończy mi się:() i rozjaśnienia - znowu - złotym kolorem, na koniec srebrnym. Ujdzie.

Chciałbym jeszcze opisać dwa elementy - pień drzewa, na którym stoi nasz bohater i jego włosy. Odnośnie drzewka, spodziewałem się dużych problemów, natomiast ten element okazał się nadspodziewanie łatwy do pomalowania drybrushem, z wyjątkiem samej końcówki, która była zupełnie gładka. Efekt końcowy jednak mi się podoba. Co do włosów, to zawsze bałem się koloru żółtego. Maluje się nim trudno jak cholera. Jakiś czas temu zobaczyłem wpis na jakimś blogu o malowaniu kolorem żółtym. Autor dzielił się swoim "know-how". Tajemnica leżała w domieszaniu do żółtej farbki fioletowej. Jak radził, tak zrobiłem. Rozjaśnienia to już sama żółta, a następnie coraz większa domieszka białego. Pewnie nie jest to żadne odkrycie ale mnie cieszy. Żółta farbka już nie straszy, ba, nawet się do mnie uśmiecha. 


Aha, w grze, jak to w grze, Pan Elf zawiódł na całej linii, zabijając ze cztery szkielety przez całą bitwę. Padł też w końcu w polu, dosłownie rozsieczony przez nieumarłych.
-Mormeg


This is a miniature which was started light years ago. Something happened then, if I remember correctly I couldn't paint an armour in a satisfying way. Anyway, this miniature was put on hold and boxed, to wait for a better times. With coming of "Age of Sigmar" game, I dusted off old, forgotten boxes, full of Wood, Dark and High Elves miniatures. We managed to play first game relatively short time after the game release, and - to my suprise, against all my expectations - I really enjoyed this. Enjoyed so much, in fact, that I wanted to paint something for "Warhammer", to use it in coming games. So, one of the boxes was opened and I decided to paint this Wood Elves Hero with two handed sword. I really like this miniature, I think it is really cool and - after a little straightening - imposing. Anyway, painting it was fast. I left green clothes and flesh as it was. Everything besides was painted anew. Armour especially. Twice. I wasn't happy with my first try. Second time I just painted it in a lazy, easy way. Gold, washed with fleshwash (unfortunately I'm running out of it :( ) and highlights - gold again, then silcer. Ok for me.

And I wanted to turn your attention to two more details. First, is a wood branch, the one our here stands on. I thought that painting this part will be relatively hard, but as it turned out, it was easy - drybrush was enough to pick details, with the exception of the very end of the branch, which is smooth. But I like it as it is now. Second detail is hair. I truly hated painting with yellow paint. This is really hard colour to paint. Some time ago I read an entry on some blog, where author shared his know-how. The secret of painting yellow is... purple. Yep, mix some purple in the first layer. Rest was traditional - yellow highlights, then more and more white mixed in. I'm sure that this "purple thing" is wide known trick, still it was new for myself. Yellow paint no longer scares me, well, I think it smiles at me now;)

And regarding game... You know how it goes... Mr. Elf was a total failure. He killed measly four skeletons in a whole battle, dying under the blows of swords of ordinary skeletons.
-Mormeg








sobota, 11 lipca 2015

Age of Sigmar – dwugłos o wrażeniach z gry

W miniony piątek miałem okazję zagrać w Age of Sigmar z Mormegiem. Spotkaliśmy się w jego domu przy płynie wspomagającym koncentrację. Ja – tradycyjnie – wystawiłem wampiry, mój brat – równie tradycyjnie – coś z elfów, wczoraj akurat Leśne Elfy. Na początek może oddam głos Mormegowi.

Plusy ujemne
1. Brak punktów jest bardzo bolesny. Umówiliśmy się, że limit ran w naszych armiach będzie wynosił 70. Była to pierwsza próba podejścia do zbalansowania armii. Pomimo że uprzedzałem, że wezmę Oriona, Inkub postanowił mnie oszczędzić. Na stole pojawiły się trzy jednostki Skeleton Warriors, jedna Grave Guard i jedna Black Knights i dowódca - Wight King. W pudełkach pozostał Zombie Dragon, Varghulf i wampiry. Moje drogi z WFB rozeszły się kilka lat temu. Nie mmam ostatnich ksiąg armii do Vampire Counts i Wood Elves. Te które mam zostały wydane, odpowiednio, w 2008 i 2005 r. Wg podręcznika ogółem było to jakieś 925 pkt, przy założeniu, że wszystkie sztandary były magiczne i kosztowały po 25 pkt. Ja wystawiłem jednostkę driad, Waywatchers, dwie jednostki Wild Riders i jedną jednostkę Tancerzy Wojny. Dodatkowo Branchwraith i Oriona. Razem plus, minus, 1630 pkt. Obie armie były wg. mnie i Inkuba zgodne z naszymi ustaleniami. Różnica była jednak bardzo wyraźna. Zwłaszcza od czasu, gdy ataki Oriona zaczęły wreszcie trafiać.

2. Prostota zasad. Nie wszystko jest wyjaśnione. Rozumiem zamysł ale przydałoby się trochę tu i ówdzie dodać.

3. Monstra są naprawdę potworne. Trudno po jednej grze wyrokować ale zapewne mógłbym wystawić Oriona i może jeszcze Waywatcherów i nie byłbym bez szans. Ze zdolnościami Oriona, a zwłaszcza z jego włócznią, byłbym nawet optymistą co do wyniku gry. Orion w dwóch fazach walki sam uśmiercił 18 szkieletów.

4.  Osobiście nie cierpię zasad dotyczących tajemniczych terenów (Mysterious Landscapes). Raziło mnie to już w starym warhammerze, razi i w AoS.

5. Brak zasad dotyczących widoczności. Czy, będąc w lesie (załóżmy, że ze starego przyzwyczajenia powyżej 2 cali od jego krawędzi) jestem nadal widoczny?

6. Brak starej, dobrej psychologii. Wampiry zostały okradzione ze strachu. Być może to tylko przyzwyczajenie ale skoro jest cecha Bravery, to dlaczego nie można wykorzystać jej przy rzutach na strach i terror? Dlaczego? Ten brak zubaża grę.

7. Nie widziałem na żywo figurek do AoS ale – sądząc ze zdjęć - zwłaszcza sigmaryci to pomyłka. Wg. mnie nadają się tylko do konwersji na "real sized" Space Marines. Jeszcze gorzej jest jednak z zasadami do nich. Są "deczko" lepsze od zasad do starych figurek, czy to tylko przypadek?

8. Mierzenie odległości od modeli. Obaj z Inkubem od razu zrezygnowaliśmy z tej zasady. Mierzymy od podstawek. Tak jest sprawiedliwiej - zapobiega bardzo kreatywnemu składaniu figurek i gwarantuje, że staroedycyjny statyczny włócznik High Elves ma te same szanse, co figurki nowsze, którym łapki można już samemu ustawiać.

Plusy dodatnie

1. Mimo pewnych początkowych obaw, miałem dużo radości z gry i jest to najważniejsza zaleta, górująca nad wszelkimi wadami.  Odkurzyłem stare pudełka, posegregowałem figurki i pewnie nawet coś pomaluję.

2. Prostota. Tak, to zarówno wada, jak i zaleta. Precz w zapomnienie poszły opasłe tomiska zasad. Tylko cztery strony, a można grać i mieć radość z gry.

3. Gra jest znacznie bardziej dynamiczna od Warhammera, którego pamiętam. Dzieje się dużo. Pewnie wszyscy na to zwrócili już uwagę ale dla mnie było to odkrycie, że gracze na zmianę wskazują jednostki, które będą atakować. Taki mały smaczek, nie waham się użyć słowa - taktyczny - w grze.

4. Wbrew pozorom (i punktowi trzeciemu w plusach ujemnych) nie wydaje mi się, by była to kolejna edycja Herohammera. Zarówno Black Knights, jak i moje driady, dobrze sobie radzili z wrogimi bohaterami. Ostatecznie też Wight King rozstał się z tym padołem naszpikowany strzałami Waywatcherów. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony istotną rolą, jaką w obu armiach odegrali szeregowi wojownicy.

5. Rzut na inicjatywę - mała rzecz, a cieszy. Może prowadzić do bardzo ciekawych zdarzeń w trakcie gry o czym boleśnie się przekonałem.

6. Battleshock – ta zasada podoba mi się bardziej, niż efekt nieudanego testu na Leadership w Warhammerze. Wg. mnie to działa. Zdania na pewno są jednak podzielone.

7. Dodatkowe zasady jednostek znacznie ale to znacznie uatrakcyjniają grę. To miłe, że modele szeregowych wojowników biorą udział w grze inny, niż tylko dając bonusy za szeregi. To zasługa kolejnej zasady (pile in) - bardzo miły powrót do wcześniejszego przepisu (lapping round) ze starego Warhammera. Ta jedna zasada sprawia, że w walkach uczestniczy dużo modeli. 

Trzeba to wszystko jeszcze ogarnąć ale zdecydowanie Age of Sigmar z kilkoma dodatkowymi "home rules" ma przyszłość. Pomimo że na papierze stosunek negatywów do pozytywów wyszedł 8  do 7 (na razie, tzn. po pierwszej grze), to nie sposób zaprzeczyć, że rozgrywka podobała mi się. Ta jedna rzecz przeważa na korzyść tych zasad. Osoby, które są przywiązane do tych wszystkich klocków, prostokątów i kwadratów, którymi się dotychczas grało będą jednak, co zrozumiałe, narzekać. Dla mnie jednak to pewien powiew świeżości, który wyszedł na dobre grze. Może mi było łatwiej, w końcu kiedy kończyłem przygodę z Warhammerem grałem Leśnymi Elfami. Może.

Tyle Mormeg.  Moje wspomnienia z gry są równie pozytywne. 

Co mi się podobało:

Odpowiadało mi robienie armii – wiedziałem, że Mormeg wystawi Oriona, jednak celowo nie wziąłem do swojej armii niczego podobnego, żadnego silnego bohatera. Trochę z ciekawości, trochę z lenistwa wziąłem modele, które mogły zastosować formację Deathrattle Horde, opisaną w kompendium zwojów na stronie GW. Z perspektywy czasu widzę, że nie był to najlepszy wybór – doskwierał mi, chociażby, brak jakiegokolwiek czarodzieja. Z drugiej strony trudno o bardziej flufową armię szkieletów… Szkielety w każdym oddziale, plus dowodzący nimi Wight King. Co mi się bardzo podobało – nawet ewidentnie słabsza armia wampirów nie była pozbawiona szans na zwycięstwo.  Po zakończeniu gry na stole pozostała jednostka Waywatcherów (moim zdaniem niezwykle groźna, jej zasady specjalne dotyczące strzelania są MORDERCZE), ranna Branchwraith i Orion. Zniknęła trupa Tancerzy Wojny, rozniesiona błyskawicznie przez moją Grobową Straż. Zniknęły obie jednostki Dzikiego Gonu, jedna padła pod ciosami mieczy zwykłych szkieletów, drugą rozniosły na lancach Czarni Rycerze. Zniknęła, w końcu, bardzo silna jednostka driad – te także padły ofiarą Grobowej Straży, wcześniej jednak, wspólnie z Orionem, rozbiły najsilniejszy z oddziałów moich szkieletów.

Rzecz jasna, sposób doboru armii będzie sprawiał problemy osobom, które przyzwyczajone są do minmaksowania rozpisek. Tu nie ma czegoś takiego – oczywiście, znajdą się chętni do wykorzystywania uberkombosów oddziałów, krążących już w Sieci. Pytanie tylko, po co w takim razie w ogóle rozstawiać figurki? Niemniej jednak uważam, że brak jakiegoś sprawnego i działającego sposobu określania wielkości i wartości armii będzie problematyczny w grach w mniej zaprzyjaźnionym gronie. Trudno też nie zauważyć, że taki sposób tworzenia armii w znakomity sposób może poprawić sprzedaż miniaturek – w końcu, dlaczego nie wzmocnić swojej armii kupując jakąś przegiętą figurkę? Ograniczeń jej wystawiania, przecież, nie ma.

Podobała mi się dynamika gry, praktycznie od pierwszej tury działo się dużo – nie tylko ruch ale szarża i walka. Walki również nie ciągnęły się przez całą bitwę, kiedy do nich dochodziło były, zazwyczaj, dość szybkie – dwie, trzy tury i następowało rozstrzygnięcie. 

Bardzo podobała mi się mechanika Battleshock. Prosta, elegancka, nie wymaga przesuwania całych oddziałów, obracania ich w stronę ucieczki, obejmuje obie strony walki, co może prowadzić do nieoczekiwanych rezultatów. Naprawdę, świetna rzecz.

Podobają mi się zasady specjalne (te normalne, nie wymagające mierzenia długości wąsów). Fajnym pomysłem jest – przykładowo – zróżnicowanie rodzajów tarcz, jakie noszą szkielety, wiążące się z konkretnymi bonusami w grze.

Sprawdza się rzut na inicjatywę, pozwalający określić, kto rozpoczyna daną turę. Może zepsuć nawet najlepszy plan przeciwnika.

Podoba mi się swoboda doboru podstawek – z kilku powodów. Po pierwsze, stare 20x20 rzeczywiście mocno ograniczały i pozy, i ustawianie figurek. Po drugie, były stosunkowo małe, miniaturkom zdarzało się przewracać. Po trzecie, bez uciekania się do magnesów, pinów, i podobnych wynalazków demony można teraz będzie wykorzystywać bez zmian i w WH40K, i w AoS. Nie podoba mi się zasada mierzenia odległości od najbardziej wystającej części figurki – będzie prowadzić do przegiętych konwersji. Tu raczej na stałe wprowadzimy z Mormegiem mierzenie od brzegu podstawki, przy czym osobiście jest mi całkowicie obojętne, jakiego będą one kształtu. Różnicą paru milimetrów nie zamierzam się przejmować w najmniejszym stopniu.

Podoba mi się też prostota zasad. Są może proste ale nie są prostackie. Wyraźnie widać, że autor/autorzy traktowali je jako działającą całość. Im więcej wyjmie się z tej całości elementów konstrukcji, czyli zmieni/zrezygnuje z jakichś rozwiązań, tym słabiej będzie działać całość. Na szczęście nasza decyzja o mierzeniu od podstawek nie miała dla gry żadnego znaczenia. Przepisy działają, są łatwe do zapamiętania, pozwalają – wbrew opiniom niektórych – stosować pewne zagrania taktyczne. Co więcej, grę bardzo mocno urozmaicają zasady specjalne ze zwojów. Jest ich sporo i mają duże znaczenie w grze.

Rzeczy, które mi nie odpowiadają, to – przede wszystkim – wspomniany brak jakiegokolwiek sposobu tworzenia  porównywalnych armii. Nie przeszkadza mi to osobiście, niemniej jednak widzę tu potencjalnie największy chyba z problemów nowej gry.

Nie odpowiada mi opisana wyżej zasada mierzenia odległości. To otwarte zaproszenie dla wszelkiej maści zasadołamaczy, kręciprzepisków i powergamerów. Big no.

Mam mieszane uczucia dotyczące walki strzeleckiej oddziałów uczestniczących w walce wręcz. Nie doszło do czegoś takiego w trakcie naszej rozgrywki, niemniej jednak mam wrażenie, że nie jest to specjalnie przemyślane. Z drugiej strony – nie wypróbowaliśmy jeszcze tego na żywo, może nie jest tak źle.

Brakowało mi zasad specjalnych dających rodzaj strachu czy grozy szkieletom czy innym ożywieńcom. Może to tylko przyzwyczajenie z Warhammera, niemniej jednak aż się prosiło, by szarżujące na moje szkielety elfy trochę się ich bały...;)

Podsumowując ten i tak mocno przydługi wpis – podobało mi się, i  to bardzo. Sam byłem tym mocno zaskoczony, zresztą zdaje się Mormeg również. Obaj nastawialiśmy się na mocno uproszczoną rozgrywkę, taką gierkę „dla ubogich” – bawiliśmy się jednak przednie. Postanowiłem dać Age of Sigmar kredyt zaufania i jakąś przyszłość w moim hobby. Nie wiem, czy będzie to dotyczyło figurek, niemniej jednak przepisy naszym zdaniem się sprawdzają. Oczywiście, gracze turniejowi mogą i pewnie mają całkowicie odmienne zdanie.

Do Age of Sigmar powrócę jeszcze w trzeciej „części” wpisu, którą zamierzam napisać za kilkanaście dni. Chciałbym w tej trzeciej notce poruszyć kwestie związane ze zmianami gry, świata i sposobem, w jaki to zrobiono.


wtorek, 3 maja 2011

Wardancer

Figurka z kolekcji mojego brata, Mormega. Baaaaardzo stara miniaturka, malowanie też, z tego co pamiętam, raczej sprzed dobrych paru lat, pewnie co najmniej sprzed 10. Mormeg ma do tej miniaturki szczególny sentyment, ja pamiętam ją jeszcze z kart White Dwarfa, gdzie nosiła - jeśli mnie pamięć nie myli - własne, indywidualne imię. Jak zresztą chyba wszystkie figurki Games Workshop produkowane dwie i więcej dekad temu. Malowanie prościutkie. Patrzę na tego wardancera z lekką nostalgią... Dawne dzieje. To se ne vrati...
Mały update: Mormeg mnie poprawia, to nie jest wardancer. Figurka autorstwa Jesa Goodwina to czempion Leśnych Elfów.

Miniature from my brother, Mormeg, collection. Veeeery old figure, old painting too, done - if I remember correctly - at least 10 years ago. Mormeg has a special soft spot for this miniature, I remember seeing it in the old White Dwarf adverts, where all GW miniatures have had individual names... Simple painting. I'm looking at this wardancer and I'm feeling a little bit of nostalgy... Old times. Gone with the wind.
Little update: Mormeg just told me that this is NOT wardancer. It is old champion of Wood Elves, sculpted by Jes Goodwin.