Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wild West. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wild West. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2013

Banda Meksykanów | Mexican outlaws



Dziś, przy okazji przeglądania bloga pod kątem wyłowienia linków, które trafią (lub częściowo już trafiły) na belkę nawigacyjną, w postaci zbioru poradników, recenzji, itp., zauważyłem, że jeden z moich projektów, praktycznie gotowy, nie doczekał się zbiorowego zdjęcia. Mowa, rzecz jasna, o tytułowych Meksykanach, bandzie wyjętych spod prawa złoczyńców lub poszukiwaczy przygód, gotowych do jakiejś skirmishowej rozgrywki. Mam zamiar, co prawda, domalować jeszcze ze dwóch konnych i jakiegoś ładnego przywódcę, jest to jednak prawdopodobnie pieśń odległej przyszłości... Stąd też fotografia skończonego posse...


As I browsed through the blog today, searching for various links for grouping them on the header bar under common titles (guides, reviews, etc)., I noticed that one of my finished projects wasn't properly photographed yet. I'm speaking, of course, about Mexicans, band of outlaws, fortune and adventure seekers, ready for some skirmish action. I'd like, to be honest, add a rider or two and some proper band leader but I think this will have to wait... So... posse is ready...




sobota, 12 maja 2012

Ostatni Apacz i cała banda

Gotowe i kropka. Ostatni Apacz pomalowany, dołącza do swoich czerwonoskórych braci w oczekiwaniu na jakieś starcie. Co prawda, na razie się raczej na to nie zanosi, ale może kiedyś. Jak i poprzednie miniaturki w tej serii, Apacz raczej dostojnie stoi, niechętny większemu ruchowi, w sumie jednak prezentuje się przez to spójnie z resztą towarzystwa. Malowany, rzecz jasna, w równie minimalistyczny sposób - kolory podstawowe, lekkie rozjaśnienia, dip i lakier matujący. Z perspektywy zdjęć widzę, że może warto byłoby wrócić do niektórych figurek i domalować im oczy, jednak jeśli nawet, zrobię to kiedyś przy okazji ogólnych porządków w figurkach.
Banda jest mniej liczna niż moi Meksykanie, liczący ogółem 14 bandidos, nie wykluczam więc, że może kiedyś dołączy do niej jeszcze kilku wojowników, najchętniej widziałbym ze dwóch młodzików i jakiegoś wodza czy innego "weterana".




piątek, 11 maja 2012

Bajer na gajer

Ten wojownik lubi, najwyraźniej, robić wrażenie na rozmaitych squaw, a na bajer, wiadomo, najlepszy gajer;). Ok, dość żartów - pamiętam, że kiedy oglądałem rozmaite westerny w dzieciństwie, zawsze nie podobało mi się, gdy Indianie przedstawiani byli właśnie w ten sposób - w ubraniach zachodnich, kapeluszach, itp. Wydawało mi się wtedy, że prawdziwy Indianin, to jedynie koleś w pióropuszu wojennym na głowie, z siekierką w dłoni (nazwa tomahawk początkowo też mi nic nie mówiła), koniecznie pomalowany w jakieś dzikie wzory. Najlepiej na koniu i wrzeszczący "Uauaua!" podczas klepania się w usta. Cóż, prawda była inna, zwłaszcza w przypadku tych plemion, które szerszy kontakt z białymi nawiązały dopiero w XIX w. Ale już niedługo na blogu zaczną pojawiać się już ci bardziej archetypowi Indianie, rodem z "Ostatniego Mohikanina", książek Coopera i wojen w Ameryce z końca XVII i początku XIX w.



środa, 9 maja 2012

Apacz Artizan Designs

I jeszcze jeden czerwonoskóry. Jak poprzednie, produkt firmy Artizan Designs. W związku z tym dzieli wszystkie ich zalety (sporo) i wady (niedużo). Tak naprawdę, jeśli miałbym się czegoś czepiać, to póz. Wolałbym nieco bardziej dynamiczne, albo przynajmniej kojarzące się z walką. Cóż, jest jak jest. Może jakieś niewielkie uzupełnienie sił przyniesie ciut bardziej "waleczne" figurki.








czwartek, 3 maja 2012

Czerwonoskóry

Drugi z ostatnio pomalowanej piątki Apaczów, jedna z bardziej dynamicznych póz we wszystkich kupionych przeze mnie blistrach (co pozwala sobie wyobrazić niezwykłą statyczność pozostałych figurek). Malowanie, jak wszystkich pozostałych Apaczów, wzorowane na planszach barwnych Osprey'a z zeszytu "The Apaches" (MAA 186). W sumie to aż dziwne, że większość strojów wojowników z drugiej połowy XIX w. była tak monotonna. Przewijają się, oczywiście, kolory naturalne, w rodzaju beży, brązów i koloru skóry, natomiast pozostałe najczęściej spotykane to szarości, niebieski i czerwień. Podejrzewam, że przyczyna leży zarówno w technologiach dostępnych Indianom i białym, jak i w samym otoczeniu naturalnym. Indianie lasów byli jednak zdecydowanie bardziej barwni.


poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Następny Apacz

Zakończyłem właśnie prace nad kupionymi kilka miesięcy wcześniej Apaczami firmy Artizan Designs, przeznaczonymi do skirmishowych rozgrywek na Dzikim Zachodzie. Banda Meksykanów zrobiona została już wcześniej, teraz ewentualnie dodam jeszcze tylko po dwóch, trzech konnych do obu grup, ale to raczej pieśń odległej przyszłości. Szkoda tylko, że na razie nie mam specjalnie z kim grać - muszę namówić Mormega na jakąś rozgrywkę testową Legends of the Old West albo czegoś podobnego. Na zdjęciu obok jedna z właśnie skończonych miniaturek - tak jak poprzednie, fajne, proste wzory, nie przeładowane detalami, w niezbyt dynamicznych pozach, ale coś w sobie mają. Dobrze się malują i fajnie wyglądają w grupie. Jak poprzednie figurki do potyczek dzikozachodnich, także i ta jest dipowana. Malując trzymałem się zasady używania naturalnych, stonowanych kolorów. Raz, że pasuje to do pozostałych miniaturek z tej grupy, dwa, że takie właśnie kolory znalazłem w źródłach, szukając wzorów malowania.
Nowością był zastosowany lakier matowy w aerozolu. Kupiłem werniks matowy firmy Winsor and Newton i jak na razie, odpukać, tragedii nie ma. Lakier wysycha na delikatny półmat, przyjemny dla oka. Ma tylko trzy wady - śmierdzi równie mocno co lakier matowy Army Paintera, jest go o co najmniej połowę mniej i schnie dość długo. Po 24 godzinach polakierowane pierwszy raz miniaturki przy dotknięciu sprawiały jeszcze wrażenie nie do końca suchych. I stąd właśnie te cholerne drobinki trawki elektrostatycznej na podstawkach - denerwuje mnie to niemożebnie ale wygląda na to, że 24 godziny schnięcia werniksu to było za mało i parę "źdźbeł" przykleiło się na stałe.


poniedziałek, 19 września 2011

Trzeci zwiadowca | Third scout

Ostatni z trzech zwiadowców malowanych na konkurs forum Strategie i - rzecz jasna - do mojej bandy Indian. Poza i strój niemal w 100% identyczna z jedną z postaci z zeszytu Apacze Osprey'a. Z ciekawostek - jasnoszary kolor bluzy z granatowymi wykończeniami nie wziął się z mojej wyobraźni. To amerykańska kurtka kawaleryjska odwrócona na drugą stronę. Zwiadowcy robili tak często, by lepiej zlewać się z jasnymi skałami i gruntem. "Pióropusz" widoczny na głowie zwiadowcy tak naprawdę nim nie jest. To coś, co określane jest jako "medicine cap" - nakrycie głowy mające znaczenie ochronne, mistyczne. Nie wiem w sumie, jak to właściwie przetłumaczyć... Pióra starałem się pomalować tak, jak na planszy w Osprey'u, gdzie określono je jako pióra sowie. Malowanie nie odbiega od wcześniejszych dwóch miniaturek, pokrycie ponownie lakierem Purity Seal, który tym razem się jednak nie błyszczy. Nie wiem już w ogóle od czego to zależy. Mieszany tak samo długo jak wcześniej, psiukany w identyczny sposób, z identycznej odległości. Jak widać rezultat jest jednak odmienny.

Last from the three Indian scouts I'm painting for Strategie competition and - of course - for my Indian group. Pose and clothes are almost 100% identical with one of the figures from the Osprey's The Apaches book. Light grey color of the jacket with blue lining is not product of my imagination. This is american cavalry jacket turned inside out to better blend with the surroundings, common practice among native scouts. "Warbonnet" visible on the head is not warbonnet at all - this is medicine cap, spiritual and protective headgear. Feathers are painted to resemple owl feathers, just like in Osprey book. Painting was done in exactly the same way like previous miniatures. Figure is coated with Purity Seal matt spray, this time it has true matt finish. I really have no idea why it turned out flat this time. It was shaken as much as previously, distance of spraying was the same, even place was the same. Final result is, as one can clearly see, different.




A tak wygląda cała trójka: And this is group photo of three scouts:



czwartek, 15 września 2011

Drugi zwiadowca Apaczów | Second Apache scout




Wspomniany wczoraj drugi zwiadowca Apaczów, tym razem wyglądający ciut bardziej wojskowo. Kurtka kawalerii amerykańskiej, takowe spodnie. Kapelusz cywilny, mokasyny indiańskie. Regulamin przewidywał noszenie przez zwiadowców indiańskich czerwonej szarfy zawiązanej na głowie, w rzeczywistości jednak czyniło to ponoć niewielu Indian. Malowanie identyczne z wcześniejszy, pewnym wyzwaniem było namalowanie stopnia na rękawie kurtki, podchodziłem do tego kilka razy ale w końcu jakoś to wygląda.

Second Apache scout which I mentioned yesterday, this time a little more military looking. Jacket of US Cavalry, trousers from cavalry supplies too. Hat is civilian, moccasins made by Apaches. According to cavalry regulations Indian scouts were supposed to wear red scarf on the head but supposedly very few Indians did that. Painted in exactly the same way as previous miniatures. Sleeve rank insignia was rather hard to paint properly but I'm satisfied with the look achieved after few attempts.



środa, 14 września 2011

Indiański zwiadowca 1 | Indian Scout no 1

Jedna z trzech figurek zwiadowców indiańskich, jakich maluję na konkurs forum Strategie. Dwaj pozostali są niemal gotowi, pozostały do zrobienia podstawki i - może - jakaś wspólna podstawka. Miniaturki, rzecz jasna, wykorzystam w swojej bandzie Indian do rozgrywek na Dzikim Zachodzie. To figurki produkcji Artizan Designs. Początkowo chciałem nieco nagiąć realia, by zrobić z nich zwiadowców w służbie armii USA, zauważyłem jednak, że ich twórca przy rzeźbieniu posługiwał się starym zeszytem Men-at-arms, przedstawiającym rozmaitych Apaczów. Inspirował się zwłaszcza jedną z plansz kolorowych, niemal idealnie odtwarzając stroje i pozy widocznych tam Indian. I fajnie, dzięki temu ja też mogłem czerpać wzory z Osprey'a:)
Figurka, jak tu u Artizana - nie przeładowana szczegółami, a jednocześnie dokładna, choć dość statyczna. W każdym razie mi się podoba. Malowanie - kolory podstawowe, dip, rozjaśnienia, lakier Purity Seal GW w spray'u.

One of the three Indian Scouts I'm currently painting for Strategie forum competition. Two others are in final stages of painting too, there are only bases left and - maybe - one bigger base to present all three of them. Miniatures, of course, will be used in my Indian posse for Wild West games. Figure by Artizan Designs. I thought about "bending a reality" a little to paint them as scouts serving with US Army first, but then I noticed that sculptor was heavily influenced by Men-at-arms book covering Apaches. Influenced so much it seems, that most of the details and poses of my chosen three scouts are taken directly from one of the color plates of this publication. And that's good, as I could copy color scheme from the same source:). Miniature is typical Artizan product - not overdetailed, proportional, a bit static - but I like it. Painting - base colors, dip, highlights, Purity Seal matt spray. 


środa, 1 czerwca 2011

Apacz | Apache

Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Pierwszy post w nowym miesiącu to powrót na Dziki Zachód. Co prawda moja banda wyjętych spod prawa Meksykanów i pomocników jeszcze nie jest gotowa w stu procentach, niemniej jednak czas chyba znaleźć im przeciwników. Początkowo zamierzałem pomalować kilkanaście figurek amerykańskich kawalerzystów, ostatecznie jednak zdecydowałem się na Apaczów - a kawalerzyści poczekają na swoją kolej. Kupiłem wszystkie 9 wzorów Apaczów produkowanych przez Artizan Design, a efekt pracy nad pierwszym z nich widoczny jest poniżej. Nieco zmieniłem w jego przypadku technikę malowania. Nadal jest dipowany, jednak rozjaśnienia na przepasce biodrowej powstały przed użyciem dipa - wcześniej wszystkie rozjaśnienia robiłem po użyciu tego wynalazku. Rozjaśnienia pozostałych elementów miniaturki były już robione po dipowaniu, jak wcześniej. Wydaje mi się, że rozjaśnianie przed dipowaniem sprawdzi się, gdy będzie mi zależało na przygaszonym rozjaśnieniu, niezbyt kontrastowym w stosunku do koloru pierwotnego, natomiast rozjaśnienie po dipie będę stosował jak wcześniej, gdy będę chciał uzyskać jasny, nieprzyciemniony kolor pierwotny - jak na opasce na włosach.

Well, few hours passed, time for the first note in a new month. Wild West this time. My band of outlaws from Mexico is not quite finished yet, that's true, but I think it is about time to get them some opponents. I didn't really know what to paint, American cavalry was my first choice, but I changed my mind - Apaches for now, cavalry will wait a little. I bought all Apache produced by Artizan Designs and first of them is visible below. I slightly changed the way I paint dipped figures here...Miniature was still dipped but highlights on loincloth were made before dipping.  All other highlights were painted after miniature was dipped. I think I will highlight some elements before dipping, when I will want to have muted, not very contrasting look to the specific part of the miniature. Higlights after dipping will be used when I will want to achieve bright, vivid color - just like on the hair scarf. 



sobota, 23 kwietnia 2011

Ostatni Meksykanin | Last Mexican

Tytuł notki jest nieco mylący, bo to z pewnością nie jest mój ostatni Meksykanin, ale - po pierwsze, ma odpowiednie odniesienia, po drugie to ostatni Meksykanin jakiego miałem do pomalowania. Jestem z siebie dumny - jak na razie figurki do skirmisha na Dzikim Zachodzie maluję w 100% na bieżąco. Jak widać, pan na zdjęciu niżej to kwintesencja meksykańskości - jest poncho, jest sombrero, jest odpowiedni wąs i jest groźna mina. To kolejna figurka Artizan Design w mojej kolekcji i - jak wszystkie poprzednie - malowała się szybko, po części z powodu przemyślanego projektu i braku większej liczby szczegółów, po drugie z racji użytej techniki, czyli kolory podstawowe i dip. Niestety, przy dokładniejszym obejrzeniu miniaturki widać na niej drobne, białe zmętnienia powstałe podczas psiukania lakierem na powietrzu...

Title of the note is a little misleading as it certainly isn't my last Mexican but - first - it has right connotation, second - it is my last wild west miniature I've got in my home unpainted yet. I'm really proud of myself - all my miniatures for planned wild west skirmish game are painted as soon as they are bought so far. Guy on the photo below is a quintesennce of mexicanity. Poncho? Check. Sombrero? Check. Full size moustache? Check. Angry face? Check. This is another Artizan Design miniature in my collection and like all previous ones it painted really fast as it has just a right amount of details, and technique used was "dip and highlight". Unfortunately, this is second (and last so far) miniature with white artefacts visible made after spraying it with a matt spray on the outside instead of garage...




czwartek, 21 kwietnia 2011

Wyjęty spod prawa | Outlaw

Następny nabytek do bandy Meksykańców - choć raczej nie Meksykanin, to na pewno wyjęty spod prawa. Malowanie, jak to w przypadku moich ostatnich 28 mm - standard - czyli dip i rozjaśnienia. Pomalowany raczej szybko, choć efekt mnie zadowala. A raczej zadowalał - psiukałem go lakierem matowym na zewnątrz domu, nie jak dotychczas w środku, i pojawiły się białe artefakty z wilgoci. Nauczka na przyszłość - matowienie robić jednak w garażu. Figurka Artizan Designs, rzeźba mało skomplikowana, choć ma swój urok. Najbardziej podoba mi się dłoń sięgająca do kabury i wąs pod wydatnym nosem.

Next addition to my Mexican gang - maybe not Mexican per se, but outlaw for sure. Painting was done, as with all my 28 mm lately - with dip and highlights. It was really fast job but final outcome is satisfying for me. Well, it was satisfying - I chose to matt spray it outside my home instead of usual garage and it shows - there are few white artefacts from humidity visible. It is a lesson to be learned - next time do it in the garagae, as usual. Miniature by Artizan Designs, sculpt is rather simple but it is nice I think. I like hand reaching to the holster and moustache under the rather big nose the most.



piątek, 8 kwietnia 2011

Za garść dolarów | A fistful of dollars

Złożyłem sobie przyrzeczenie, że kolejnych Meksykanów kupię już tylko konnych albo z bronią długą. Nie mogłem się jednak oprzeć widząc tę figurkę. Przypomina mi takiego jednego faceta...:) O malowaniu nie ma się specjalnie co rozpisywać, warsztatowo to kolory podstawowe, dip Army Paintera i potem lekkie rozjaśnienia. Najwięcej czasu zeszło się nad ponczem, usiłowałem pomalować je w geometryczne wzory, jest jednak za bardzo pofałdowane, by efekt wyglądał inaczej niż zbiór przypadkowych pasków i ciapek. Na podstawce pojawił się nowy element - kwiatek produkcji Fredericus Rex. To gotowa kępka trawy z dodanymi na końcach źdźbeł kuleczkami, przedstawiającymi kwiaty. Kupiłem je w trzech różnych kolorach, różnią się między sobą wyłącznie właśnie kolorem. Podobnie jak w przypadku gotowych kępek tego producenta, ich przyklejanie na podstawce jest znacznie bardziej pracochłonne i zwyczajnie trudniejsze, niż kępek Silfora. Te drugie są zrobione na bazie jakiejś bardzo miękkiej warstwy żelu, dają się łatwo dopasować do powierzchni podstawki za pomocą końca pęsety. Produkt Fredericusa, nie dość że znacznie łatwiej traci poszczególne źdźbła, to jeszcze osadzony jest na twardym podłożu, nie poddającym się łatwo modelowaniu do podstawki.

I promised myself to buy only specific Mexicans miniatures now - mounted or armed with rifles or shotguns. But when I saw this figure, resembling that one guy... I just couldn't resist:) There is nothing really to write about painting, there are just basic colors and Army Painter dip with light highlights. Most time consuming was poncho I guess, I tried to paint some geometric patterns there but it is too folded, final result is just random pattern of lines. There is one new element on the base though. This is a flower made by Fredericus Rex. This is just an ready made grass tuft with "something" added on top on grass blades. As with ordinary tufts by Fredericus Rex using them is much harder then Silfor products. Silfor's ones are made with some kind of soft gellatine as a base, it is easy to press it down (with a tip of the knife or rounded stick) to conform to the textured surface. Fredericus' ones are based on similar but stiff base made with some kind of lacquer, it is really hard to glue it without any gaps between sand on the base and tuft base, still it looks ok.



A tutaj jeszcze zdjęcie grupowe wszystkich dotychczas pomalowanych moich Meksykanów.
And here it is a group photo of all mine painted Mexicans.


sobota, 19 marca 2011

Doświadczony weteran | An grizzled veteran

Ostatnia z figurek bandytów z Meksyku, jakie miałem w domu, jest gotowa. Malowanie banalnie proste - kolory podstawowe, na to dip Army Paintera i lekkie rozjaśnienia twarzy, dłoni, włosów i bardzo lekkie na kurtce i butach. Pozostałe części figurki wyglądają dokładnie tak, jak "pomalował" je artysta, imć Dip;) Jestem bardzo zadowolony z prób z produktem AP - figurki malują się błyskawicznie a efekt finalny jest naprawdę dobry - przynajmniej dla mnie. Zastanawiam się, czy potrafiłbym tak ładnie pocieniować materiał spodni, jak wyszło to dzięki wykorzystaniu dipa.

Na tej miniaturce miałem zakończyć przygodę z Meksykanami, postanowiłem jednak dokupić jeszcze 7 miniaturek - konnego bandytę ze strzelbą, zestaw pięciu kolejnych łotrzyków i Billy'ego The Kida, który w mojej bandzie będzie - w zależności od potrzeb - albo najmitą, albo żółtodziobem. Figurki, jakie chcę kupić, wyprodukowała firma Black Scorpion Miniatures. A po Meksykanach przyjdzie zapewne czas albo na Indian, albo na kawalerię amerykańską - nie jestem jeszcze zdecydowany.

Last of Mexican bandits miniatures which I have had at home is ready. Painting was very simple - basic colors washed with Army Painter's Strong Dip, small highlights of face, hands, hair and very delicate highlights of jacket and boots. Rest of the miniature looks exactly as it was painted by artist itself, Mr. Strong Dip;) I'm really satisfied with the final look of dipped miniatures and with dip itself - miniatures are being painted in no time and final effect is really good - at least for my standards. I wonder if I would be able to achieve so smooth and nice blending effect on the trousers using standard methods.
I planned to finish my Mexican gang with this miniature but I will buy another seven figures - mounted bandido armed with shotgun, another set of five Mexicans and Billy The Kid. He will be mercenary gunman or juvie in my band - depending on requirements. I want to buy miniatures by Black Scorpion Miniatures. Next band, after the Mexicans, will be Indians or american cavalry - I'm not sure yet.


niedziela, 30 stycznia 2011

Co tu się dzieje, młodziaki? | What's goin' on here, lads?

Wbrew pozorom moje malowanie nie zamarło, kończę ostatni element armii wikingów, a w przerwach między malowaniem kolejnych norsmenów maznąłem kolejnego Meksykanina. Meksykanina właściwie tylko z nazwy - figurka produkcji Artizan Designs przedstawia jakiegoś kawalera raczej mało mającego wspólnego z krainą sombrero i mariachi. Uznałem jednak, że będzie to wsparcie dla mojego gangu - wynajęty rewolwerowie, Meksykanin który wyjechał za chlebem i wrócił wezwany przez starych kumpli, czy coś w tym stylu. Oczywiście, jak pisałem wcześniej, wybór tej miniaturki był... hmm... przypadkowy:).
Malowanie metodą dip i rozjaśnienie, zaczynam się do niej przyzwyczajać i - o zgrozo - nawet mi się podoba. Niestety, nadal wymaga przejścia przez etap malowania, który lubię najmniej, czyli położenie warstw podstawowych. Ale kiedy już są na miejscu, reszta trwa kilka, góra kilkanaście minut. Osobnik na zdjęciu po pomalowaniu dipem i jego wyschnięciu był jeszcze obrabiany (poza podstawką) dokładnie 18 minut. Jak dla mnie tempo Lux Torpedy albo nawet TGV.

Well, I'm still around and painting, still working on last element of viking army and in-between I managed to paint next Mexican bandido. Well, he is Mexican by name only - miniature by Artizan Designs looks like someone having little in common with land of sombrero and mariachi. It still will be valuable addition to my mexican gang - hired gun, Mexican who emigrated in search of better living and returned on call from old buddies or something like that. 
Painted with dip and then highlighted, I'm getting used to this method and I must to confess that I like it. Unfortunately one still need to paint basic colors - this is the stage of painting I really don't like:) But when basic colors are painted on and miniature is dipped and dry - next stage takes just a few minutes. That one figure took exactly 18 minutes (and then base). It is, for me, TGV speed.


sobota, 15 stycznia 2011

Stary "młody" | An old "kid"

Najnowszy członek mojego powstającego meksykańskiego gangu, który już wkrótce zacznie terroryzować jakieś spokojne miasteczko amerykańskiego południowego-zachodu. Facet, krótko mówiąc, przegrany. Wygląd sugeruje, że ma już swoje lata, a czego się zdołał dorobić? Wiszących na kawałku sznurka dziurawych portek, kapelusza i koszuli, nazwijmy to delikatnie, drugiej świeżości. Nawet uzbrojony jest tylko w sześciostrzałowca, ale - umówmy się - z taką bronią może równie dobrze pokazać się na ulicy młokos, który ledwo co zaczął się golić. Być może to właśnie bieda była powodem, dla którego stał się bandido... Kto to wie... W każdym razie w gangu będzie - przynajmniej na razie - pełnił funkcję raczej chłopca na posyłki, kogoś, kto zajmuje się szykowaniem posiłków i doglądaniem koni. Krótko mówiąc, będzie starym "młodym".
Figurka to produkt Artizan Designs, w ich katalogu określana jako "Desperado". Kupiłem ją przypadkiem, szukałem dość pospiesznie na półce Meksykanów, możliwie młodo wyglądających, by zrobić z nich rekrutów do gangu. Znalazłem odpowiednią figurkę, wyciągnąłem blister nie przyglądając się specjalnie dwóm pozostałym miniaturkom... No i mam, starego młodego:). Malowanie najprostsze z możliwych - kolory podstawowe, bardzo naturalne i sporo jaśniejsze niż widoczne na zdjęciu, a potem dip "Strong Color" Army Paintera. Po wyschnięciu dipu (stwierdziłem że do malowania na dipie wystarczy jakieś 8-10 godzin, nie 24 jak mówi instrukcja), rozjaśnienia i tyle - finito. Gdyby nie czekanie na wyschnięcie dipa, cały proces malowania tej figurki, od wyjęcia z blistra do stwierdzenia, że "będzie", trwałby może 30 minut. Całkiem niezłe tempo, jak na mnie. Rezultat końcowy satysfakcjonuje mnie całkowicie, biorąc pod uwagę, że to miniaturka przeznaczona wyłącznie na stół, a na zdjęciach widoczne są wszelkie niedoskonałości, w praktyce, na żywo, niedostrzegalne. Nabieram coraz większego przekonania, że mogę w ten sposób pomalować całkiem przyzwoicie jakąś armię w 28 mm - czy to historyczną, czy też do WFB. Co też, zapewne, uczynię...

Newest addition to my growing gang of Mexican bandidos, which will soon start to terrorize some peacefull town of american south-west. This particular guy is - let's face it - a loser. His look tells us that his young years are well beyond him and what he possess? Badly fitting trousers tied with a piece of rope, hat and a shirt (dirty shirt to be precise). Even his weapon is just a sixshooter - but let's be honest - it's a weapon "just right" for even a kid with barely a hint of moustache under his nose. Maybe poverty was a reason for him to join a gang? Who knows... He will be - for a time being at least - "a kid" in a gang, doing all the dirty labour, cleaning horses, making meals, etc. Maybe, just maybe, after a fight or two he will gain access to better weapons and his status will change. In short, he will be an old "kid".
Miniature is from Artizan Designs, found as a "Desperado" in a catalogue. I bought it rather accidentally - I was trying to find some young looking Mexican in a store, I found suitable miniature and bought a blister with it without looking at other miniatures... So I have now that old "young one":) Painting simplest of the simplest - base colors, rather natural looking, much brighter then on the photo. Then "Strong Color" dip from Army Painter. After miniature was dry (I found that 8-10 hours is enough for next layer of paint, not 24 as per instruction) I highlighted it and that's it - finito. Whole process of painting, not counting the drying time, was maybe 30 minutes. It is VERY fast for me. The end result is totally acceptable for me, especially regarding that this is strictly wargaming miniature, painted in tabletop standard, and in real life it looks much better as most of the imperfections in painting are simply not that easy to spot as they are in the photo. I start to believe that I can paint whole new army in 28 mm to acceptable standard - be it historical or fantasy one. Which is precisely what I want to do...


sobota, 16 października 2010

W poszukiwaniu prawdziwego matu | In search of true matt

Miałem mieszane uczucia po moich eksperymentach z dipem. Z jednej strony, zdecydowanie skraca on czas malowania, nawet jeśli idąc o krok dalej niż większość "dipiarzy" domalowuję potem lekkie rozjaśnienia, z drugiej - nie byłem zadowolony z osiąganego na zakończenie wykończenia matowego. Dipowana figurka błyszczy się bowiem jak... wiadomo co. Matowienie jej jest, mówiąc krótko, koniecznością. Wypróbowałem werniks artystyczny do akryli Talens (spray), wypróbowałem lakier matowy Pactry, lakier matowy Model Master, stary werniks artystyczny nieustalonej firmy, jaki błąkał mi się po domu... To wszystko było nie to. Osiągany efekt w najlepszym razie okazywał się satyną, miniaturki błyszczały się tak, jak błyszczy się skorupka jajka. Delikatny, niemniej jednak wyraźny pobłysk, szczególnie rzucający się w oczy podczas fotografowania. Próbowałem zdobyć lakier matowy Testors Dull-Cote, w opinii większości użytkowników dający doskonałe efekty, ale od dłuższego czasu jest on praktycznie niedostępny na terenie Unii Europejskiej, a sklepy wysyłkowe w USA nie chcą sprzedawać go do UE (choć ponoć są takie, gdzie można je kupić). Postanowiłem dać szansę lakierowi matowemu w spray'u firmy Army Painter, tej samej, której dip wykorzystuję. Można go bez większych problemów kupić w Polsce, choć do tanich z pewnością nie należy. I, proszę Państwa, to jest TO! Potraktowane nim figurki są CAŁKOWICIE matowe. Piękny, równy, idealnie wyglądający mat, bez jakichkolwiek artefaktów, przydymień, zamgleń. Tego właśnie szukałem. Na zdjęciach widać porównanie miniaturek - po lewej stronie figurka potraktowana Army Painter Antishine Matt, po prawej pokryta poprzednim lakierem matującym firmy Model Master. Różnica na żywo jest jeszcze wyraźniejsza. Jedyna wada tego produktu, to jego naprawdę uciążliwy zapach - ostrzeżenie producenta, dotyczące używania w dobrze wentylowanym pomieszczeniu jest jak najbardziej prawidłowe...

I have had mixed feelings after my dip experiments. It really speeds up painting, even with making additional highlights after dipping, on the other hand, I wasn't truly satisfied with final result as I wasn't able to reach true matt finish. Dipped miniature is VERY glossy and it looks ugly. It really needs to be matt varnished. I tried many producers and products - artistic matt varnish by Talens, matt finish by Pactra, matt finish by Model Master, some old artistic varnish from my box of old "stuff"... And nothing. I could get satin finish at best, noticeable on the table and really visible on the photos. I tried to buy Testors Dull-Cote matt finish, the best matt product in opinion of many painters but it is not available in European Union countries for 5 or 6 years. American webstores won't sell it to Poland due to health hazards issues I think. So I decided to give a try to Army Painter Antishine Matt spray. One can easily buy it in Poland but it's not cheap (as most Army Painter products here). And, Ladies and Gentlemen, this is IT! Miniatures coated with this spray are TOTALLY matt. It looks great, no white artefacts, no fog issues, everything looks really, deeply matt. Little comparision is visible on the photos - miniatures on the left side are coated with Army Painter stuff, on the right are coated with Testors matt varnish. Effect is even more visible in person. I have just one issue with this varnish - it smells terrible. Ventillated room is a must.



poniedziałek, 4 października 2010

Banda niemal gotowa | Posse is almost ready






Ósma figurka w posse, myślę że na początek to prawie wystarczy. Będę jeszcze szukał jakiegoś Meksykanina na koniu (albo czegoś, co po pomalowaniu będzie go wystarczająco przypominać), domaluję też dwóch, trzech dodatkowych "rekrutów", może się do czegoś potem przydadzą.
Figurki Black Scorpion Miniatures budzą we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony są przyzwoite, mają niezłe pozy, część szczegółów oddana jest bardzo starannie (np. broń), z drugiej są stosunkowo mało szczegółowe (co samo w sobie nie jest złe, malują się dość szybko), a z tym wiąże się dość ubogi wygląd. Część z moich odlewów miała też niemożliwe do usunięcia nadlewki, możliwe jednak że to odosobniony przypadek. W porównaniu do miniaturek z Artizan Designs oceniam je "oczko" niżej.

Eight miniature in my posse, I think it will almost do for a beginning. I will try to find suitable Mexican on horse (or miniature which can pass for a one after painting), will paint two, maybe three "recruits" too, they may be useful in later games.
I have mixed feelings about Black Scorpion Miniatures. They are nice, poses are ok, some of the details are very fine (weapons for example). At the same time they are rather plain lookin (which is ok sometimes as they paint rather fast). Some of my miniatures have serious, impossible to remove overhangs too. I think they are just a little bit worse then Artizan Designs miniatures.



niedziela, 3 października 2010

Dziki Zachód | Wild West


Rezultat moich ostatnich zabaw z dipem. Za każdym razem uczę się czegoś nowego - dziś już wiem, że kolor Radome Tan Vallejo kiepsko wygląda na dużych powierzchniach:) Nauczka na przyszłość - korzystać z czegoś innego. Dipowanie idzie coraz lepiej, problem mam tylko z nadaniem matu - korzystam z już trzeciego lakieru matowego i nadal udaje się osiągnąć tylko półmat, co zdecydowanie nie pomaga w fotografowaniu figurki...


Here is the result of my latest dipping try. Everytime I learn something new - I know today, for example, that Vallejo Radome Tan look awful on large areas. Thing to remember - use other light color. Dipping is going along rather well, the problem is that I can't get a true flat matt finish. I use third kind of matt and still the best I can achieve is satin... It certainly doesn't help with making photographs...   


poniedziałek, 27 września 2010

I jeszcze raz tequila! | Tequila once more!


Wykrakałem! Do meksykańskich bandidos dołączył kolejny łotrzyk, oj będzie się działo. Na początek następna darmowa kolejka tequili dla wszystkich bandytów, a potem.... chyba ruszą na pięterko, do panienek...

Figurka, jak poprzednio, Black Scorpion Miniatures, sposób malowania dokładnie taki sam jak we wczorajszym wpisie - dip i normalne rozjaśnienia. Wygląda chyba ok, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że czas malowania takiego typka jest w moim przypadku gdzieś o 30-40% krótszy niż przy wykorzystywaniu metod tradycyjnych. Niestety, tak jak i przy wczorajszej figurce, tak i przy tej nie obyło się bez pozostawienia pewnego nadlewu - pod kapeluszem z tyłu siedzi kawałek stopu zbyt gruby, by wyciąć go nożem, a jednocześnie niemożliwy do usunięcia żadnym z posiadanych przeze mnie pilników - nawet jubilerski nie zmieścił się w tą szczelinę. Trochę szkoda, ogólnie podobają mi się miniaturki BSM ale jak dotychczas nie zachwycają mnie jakością odlewania.

Oh my God! Another mexican bandido joined the gang. Another round of free tequila for everybody and what next? A short trip upstairs to the ladies I think. Miniature, as with last entry, from Black Scorpion Miniatures. Painting done exactly the same way as before - dip and highlights. I think it looks ok, especially considering that it took me rougly 30-40% time less then my standard method.  Unfortunately, like with previous miniature from this company, this one got serious flash too - located under the hat, too thick to cut it off with a knife and located in such a a narrow space that filing it down was impossible. It's a pity as I rather like look of these miniatures but quality of casting is not that great. 



A tak prezentuje się w tej chwili posse moich bandidos...
Here it is my mexican bandidos posse as it is now....


Oopsss.. Fotografia kolorowa jeszcze nie została wynaleziona...
Ooops... Color photography has not been invented yet...